Ostachowicz i Cichocki - nawet jak popełnią błędy, to wciąż będą w grze

Redakcja
Igor Ostachowicz (pierwszy z lewej)
Igor Ostachowicz (pierwszy z lewej) FOT WOJCIECH BARCZYNSKI / POLSKAPRESSE
Obaj młodzi, ambitni, pozostający w cieniu premiera. Dzisiaj Jacek Cichocki zostaje ministrem spraw wewnętrznych, Igor Ostachowicz - jednym z głównych doradców premiera. Przed nimi arcytrudne zadania. Czy im podołają? - pisze Dorota Kowalska.

Obaj unikają mediów, rozgłosu, błysku fleszy. Powstało o nich mniej niż niewiele artykułów prasowych, wzmianki o ich życiu, które można znaleźć w internecie, są więcej niż skąpe, zaś politycy, których zagadnąć o Jacka Cichockiego i Igora Ostachowicza, wzruszają przepraszająco ramionami. Tymczasem obaj panowie od lat działają w najbliższym otoczeniu premiera Donalda Tuska i wszystko wskazuje na to, że pozostaną w nim przez najbliższe cztery lata. Jacek Cichocki, od 2008 r. sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych przy Radzie Ministrów, został właśnie ministrem spraw wewnętrznych, Igor Ostachowicz, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, zatrzymał stanowisko i pozostaje jednym z najbardziej zaufanych doradców premiera, określanym często szarą eminencją rządu Donalda Tuska.

Czytaj także: Donald Tusk ogłosił skład rządu. Nowi ministrowie [GALERIA]

Zaufaniem premier darzy także Cichockiego, o którym niektórzy mówią, że od dziecka związany był ze służbami. Po studiach socjologicznych na Wydziale Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego Cichocki zaczął pracować w Ośrodku Studiów Wschodnich, a po śmierci, w dość niejasnych zresztą okolicznościach, jego szefa Marka Knapa, zastąpił go na tym stanowisku. - Jeśli ktoś pracuje w Ośrodku Studiów Wschodnich, o służbach wie dużo, bo też Ośrodek ze służbami ściśle współpracuje - mówi jeden z naszych rozmówców, tłumacząc sformułowanie "od dziecka".

Cichocki zajmował się głównie analizami sytuacji politycznej, społecznej i ekonomicznej na obszarze byłego Związku Radzieckiego, między innymi w państwach Kaukazu i Azji Centralnej. Potem kierował nawet Zespołem ds. Kaukazu i Azji Centralnej i Działem Ukrainy, Białorusi i Krajów Bałtyckich. - Poznałem Cichockiego właśnie, kiedy pracował w Ośrodku Studiów Wschodnich, a ja w Ministerstwie Obrony Narodowej - mówi Janusz Zemke, były wiceszef MON. - Czytałem wtedy analizy, które przygotowywał: bardzo solidne, dobrze zrobione - ocenia. Kilka lat później Janusz Zemke miał jeszcze kontakt z Cichockim, kiedy przewodniczył sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, Cichocki jako koordynator ds. służ bywał w komisji częstym gościem. - Ma wielką wiedzę, inteligentny, oczytany - charakteryzuje świeżo upieczonego ministra spraw wewnętrznych i administracji Janusz Zemke.

**Czytaj także:

Premier z Gdańska. Kim jest Donald Tusk? (ARCHIWALNE ZDJĘCIA)

**

Inni nasi rozmówcy, którzy czytali analizy przygotowane prze Cichockiego, powtarzają opinię eurodeputowanego: to były dokumenty najwyższej klasy, przygotowane starannie i fachowo, widać było, że autor zna się na rzeczy.

Może dlatego prosto z Ośrodka Studiów Wschodnich Cichocki trafił do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i objął stanowisko sekretarza stanu zajmującego się służbami specjalnymi.

- To, co zrobił dobrego jako koordynator ds. służb specjalnych, to to, że wyciszył atmosferę wokół służb. Był czas, kiedy było wokół nich bardzo głośno, co nigdy służbom nie służy. Jacek Cichocki sprawił, że szum ucichł i przestało się pisać o służbach w kontekście kolejnych skandali - uważa Janusz Zemke.

Czytaj także: Schetyna: To autorski rząd Tuska, ciekawe nazwiska i pomysły. "Nie czuję się pominięty"

Raz jeden o Cichockim zrobiło się głośno, a wszystko przez aferę hazardową. Nowy minister spraw wewnętrznych stanął nawet przed sejmową komisją, która miała wyjaśnić udział polityków w tworzeniu ustawy o grach losowych, brał bowiem udział w osławionym już spotkaniu premiera z Mariuszem Kamińskim, ówczesnym szefem Centralnego Biura Antykorupcyjnego, na którym ten poinformował Donalda Tuska o swoich podejrzeniach w stosunku do polityków Platformy. Przed komisją Cichocki zeznał, że jego zdaniem CBA nie miało dowodów na udział w aferze Mirosława Drzewieckiego i Zbigniewa Chlebowskiego. Zaprzeczył też wcześniejszym zeznaniom Mariusza Kamińskiego.
- Szef CBA poinformował na spotkaniu z szefem rządu, iż nie widzi podstaw do postawienia zarzutów ówczesnemu ministrowi sportu Mirosławowi Drzewieckiemu i ówczesnemu szefowi klubu PO Zbigniewowi Chlebowskiemu - mówił Cichocki. - Deklaracja była jednoznaczna: po przeanalizowaniu materiałów CBA nie ma dowodów na popełnienie przestępstwa - zeznawał. Innego zdania był Kamiński, który twierdził, że podczas spotkania powiedział: - Kodeks karny będzie miał zastosowanie i zleciłem analizę prawno-karną. Ani razu nie mówiłem, że są to działania nieetyczne, ale niezgodne z prawem.

Czytaj także: Donald Tusk ogłosił skład rządu. Nowi ministrowie [GALERIA]

Jednocześnie Cichocki podkreślił, że nie wie, skąd biznesmeni dowiedzieli się o prowadzonej przeciwko nim akcji CBA. - Nie byłem źródłem przecieku z afery hazardowej. A skąd Sobiesiak posiadał takie informacje? Czy posiadł ją w wyniku przecieku czy własnej inteligencji i sygnałów, które odebrał od różnych ludzi, tego nie wiem - twierdził minister.

Czasami jego nazwisko jako koordynatora ds. służb pojawiało się w kontekście kłopotów szefa ABW Krzysztofa Bondaryka i tyle. Żadnych sensacji czy afer.

Prywatnie Cichocki jest ponoć człowiekiem bardzo ułożonym. - Bardzo grzeczny - ocenia Andrzej Dera z klubu Solidarna Polska. - Kulturalny, spokojny, ma wielką wiedzę - dodaje.

**Czytaj także:

Premier z Gdańska. Kim jest Donald Tusk? (ARCHIWALNE ZDJĘCIA)

**

Jeden z naszych rozmówców, który z Cichockim styka się od lat, mówi, że to nie jest człowiek, który brylowałby na salonach. Cały czas się kontroluje, waży każde słowo. - Nawet na imprezach nieoficjalnych nie pozwala sobie na chwilę zapomnienia - tłumaczy nasz rozmówca. I dodaje, że Cichocki to człowiek mocno wierzący, gorliwy katolik, działa w warszawskim Klubie Inteligencji Katolickiej.

Jednak sama nominacja Cichockiego na stanowisko szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych jest dla wielu ludzi służb zaskoczeniem. Bo Cichocki nie ma żadnego doświadczenia w kierowaniu resortem, a ten spraw wewnętrznych nie należy do najłatwiejszych. - W kuluarach mówi się, że Cichocki, który nie jest politykiem i nie ma żadnego zaplecza politycznego, może być łatwo sterowalny przez premiera albo tych, którzy mu na to stanowisko sugerowali Cichockiego - opowiada jeden z polityków prawicy. I dodaje, że na sejmowych korytarzach mówi się, iż żaden z polityków z mocnym nazwiskiem nie chciał wziąć tego ministerstwa.

Czytaj także: Schetyna: To autorski rząd Tuska, ciekawe nazwiska i pomysły. "Nie czuję się pominięty"

- Mamy teraz Euro 2012, trzeba zrobić porządek z emeryturami, więc jest się na czym poślizgnąć. Jeśli noga powinie się Cichockiemu, nic się nie stanie, ale żaden ze znaczących polityków nie będzie ryzykował nazwiska - tłumaczy nam jeden z rozmówców. I podkreśla, że bardzo ważne jest teraz to, kogo Cichocki dobierze sobie do współpracy, wskazane byłoby, aby dobrał sobie fachowców, ludzi znających chociażby specyfikę pracy w policji. - Ma przed sobą trudne zadanie, ale jest młody, ambitny i posiada sporą wiedzę. Może dać sobie radę - ocenia jeden z polityków Platformy.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie