Ossendowski wraz z Krwawym Baronem walczył z komunistami

Jacek Sobczyński
fot. arch. - domena publiczna
Antoni Ossendowski - najbardziej płodny pisarz II Rzeczypospolitej i człowiek, który umiał przewidzieć swoją śmierć

Były to lata 80. XIX wieku. Mały Antek Ossendowski wraz z kolegami łaził po starej chocimskiej fortecy. I nagle w głębi starej studni znaleźli nieboszczyka, kościotrupa z turecką szablą przykutego do kamienia łańcuchami. Wrzaskom przerażenia nie było końca, ale być może gdyby nie ta mrożąca krew w żyłach historia, Antoni Ossendowski nie stałby się jednym z najciekawszych pisarzy pierwszej połowy XX wieku. Bowiem to tam, w Chocimiu, przyszły pisarz odkrył w sobie żyłkę awanturnika. 142 przekłady na 19 języków. Popularniejszy od niego był w czasach międzywojnia tylko Henryk Sienkiewicz. Ale to w Ossendowskim namiętnie zaczytywały się marzące o egzotycznych i niebezpiecznych podróżach małolaty. Pisane w tempie Kraszewskiego książki Ossendowskiego odkrywały przed wiszącymi w stanie wiecznego napięcia II RP Polakami niesamowite krainy, pobudzały wyobraźnię, pokazywały, że gdzieś tam daleko znajduje się świat barwny i o wiele ciekawszy od smutnej, lokalnej rzeczywistości. Nawet jeśli Ossendowski zmyślał, robił to tak wprawnie, że jego czytelnicy dawali się nabierać jak dzieci.

Jego pisarski talent po raz pierwszy ujawnił się właśnie poprzez blagę. Podczas nauki w petersburskim gimnazjum profesor zadał klasie Ossendowskiego wypracowanie, w którym uczniowie mieli opisać swój rodzinny dom. Ossendowski postanowił pofolgować swojej wyobraźni i przedstawił go niczym pełen przepychu pałac. Nauczyciel uwierzył i... sprawił, że przyszły pisarz został pozbawiony praw do bezpłatnego nauczania. W końcu, skoro mieszka w takim pałacu, pewnie musi być bogaty! Poczucie humoru nie opuściło tylko dyrektora gimnazjum, który skwitował całą aferę słowami: "To będzie kiedyś świetny pisarz".

Ale ten jakby na przekór postanowił zostać chemikiem. Podczas studiów na Uniwersytecie Petersburskim Ossendowski jeździł na masę wypraw badawczych. Zwiedził m.in. Ałtaj, Soczi, Kaukaz. A latem dorabiał sobie na statkach jako pisarz okrętowy. W ten sposób zobaczył kawałek świata, podszkolił się w pisaniu, wydał inspirowaną podróżą do Indii książkę "Chmura nad Gangesem" i zarobił na niej trochę pieniędzy.

Antoni Ossendowski był najpopularniejszym po Henryku Sienkiewiczu pisarzem międzywojnia. Napisał 72 książki, które przełożono na 19 języków, w tym na esperanto

Na początku XX wieku Ossendowski stał się popularną postacią w kręgu europejskich chemików. Pracował w Petersburgu i Tomsku, ale wciąż ciągnęło go dalej i dalej. W 1905 roku wyjechał do Mandżurii, gdzie miał odszukiwać surowce mineralne i roślinne. Tam jednak zorganizował protest przeciwko represjom w Królestwie Kongresowym. Sąd wojskowy w Harbinie skazał go na śmierć, lecz ostatecznie wyrok zamieniono na półtora roku twierdzy. Po wyjściu z więzienia nie miał ani pieniędzy, ani pracy - nikt nie chciał zatrudnić człowieka z kryminalną przeszłością. Ossendowskiemu udało się przez kilka miesięcy pracować w fabryce asfaltu, ale tam też dowiedziano się o jego więziennym epizodzie. Wtedy postanowił utrzymywać się tylko z pisania.

W latach 1908-1917 podczas pobytu w Petersburgu był kimś na kształt dzisiejszego freelancera. Ossendowski imał się wielu zajęć, ale żadnemu nie poświęcał się pełnoetatowo. Był m.in. prywatnym sekretarzem hrabiego, dyrektorem Związku Przemysłowców Złota i Platyny, zastępcą redaktora pisma "Przemysł i Handel" i współpracownikiem kilku pomniejszych tytułów. W 1916 roku, w samym środku I wojny światowej, Antoni Ossendowski został członkiem międzysojuszniczej konferencji ekonomicznej w Paryżu. Wybrano go, bo świetnie radził sobie z protokołowaniem posiedzeń ekspertów oraz znał wiele języków obcych.
Tymczasem już niedługo bolszewicy mieli wywołać w Rosji rewolucję. Ossendowski opowiedział się po stronie Białych, został doradcą ogłaszającego się dyktatorem Wszechrosji admirała Kołczaka, a sam wziął udział w tzw. aferze Sissona. O co chodziło? Od roku 1918 "New York Times" publikował dokumenty, z których wynikało, że czołowi przedstawiciele bolszewików kontaktowali się z wywiadem niemieckim. Całą teczkę dokumentów kupił oficer amerykańskiego wywiadu kapitan Edgar Sisson. Był jednak na tyle łatwowierny, że nie zauważył, iż zainwestował w dzieło fałszerzy. Autorem fałszerstwa miał być właśnie Ossendowski. Dlaczego na dokumentach znalazły się jego adnotacje? Miało to przekonać Zachód, że nie uda się pokonać Niemiec, nie robiąc porządku z bolszewikami.

Pisarz wydał tym samym na siebie wyrok ze strony komunistów. Kiedy armia Kołczaka uległa rozsypce, Ossendowski uciekł do Mongolii, a po piętach deptała mu bolszewicka policja polityczna. W Azji poznał barona Ungerna, walczącego przy pomocy Azjatyckiej Dywizji Konnej z bolszewikami. Uważający się za reinkarnację Czyngis-chana baron niezwykle polubił się z polskim awanturnikiem. Ossendowski widział w nim uosobienie muru przed znienawidzonymi komunistami, baron natomiast przekazał mu wiedzę na temat zakopanych w mongolskim stepie kosztowności. Kosztowności owianych aurą tajemnicy i przedstawionych w najsłynniejszej książce Ossendowskiego "Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów". Kosztowności, których wreszcie nie odnaleziono do dziś. Pisarz stanął przy organizującym antychiński, wspomagany przez siły tybetańskie zryw Ungerze i podobno zaproponował mu użycie w walce gazów trujących.

W 1922 roku powrócił do Polski, choć przedtem zdążył współpracować z amerykańską misją gospodarczą badającą rynki w Chinach i Japonii. Mniej więcej w tym samym okresie wydał "Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów" opatrzone podtytułem "Konno przez Azję Centralną". To był hit! Napisana w stylu przygodowo-podróżniczym powieść kreśliła dzieje uciekającego przez Azję autora, który po drodze słuchał przepowiedni lamów, zaprzyjaźnił się z baronem Ungerem, strzelał do Czerwonych i robił wszystkie te rzeczy, o których marzyli młodzi czytelnicy. Książkę przełożono nawet na esperanto.

Książka Ossendowskiego wzbudziła jednak w wielu popłoch. Autor pisał w niej m.in. o podziemnym królestwie Aggartha, gdzie miał mieszkać owiany legendą Władca, którego armia już wkrótce miała zaprowadzić w świecie własny porządek. Co więcej, również tam schronili się uciekinierzy z Atlantydy. Dziś te rewelacje mogą się co najwyżej kojarzyć z kiepską fantastyką, ale w latach 20. wielu było takich, którzy uważali, że wiedza Ossendowskiego jest niebezpieczna.

Aggarthą interesowali się nie tylko Rosjanie, ale też naziści - sam Heinrich Himmler uważał, że Aryjczycy są potomkami Atlantydów. Tymczasem sprawca całego zamieszania miał wreszcie czas, by publikować kolejne książki. Do końca II wojny Ossendowski opublikował powalającą liczbę 72 książek, czyniąc z siebie jednego z najpłodniejszych pisarzy na kontynencie. Jego dzieła, choć nierówne artystycznie, sprzedawały się świetnie, a sam autor miał przez to pieniądze na kolejne wyprawy.

W masowej wyobraźni pisarz funkcjonuje także jako człowiek, który przewidział własną śmierć. A było to tak. Pod koniec II wojny Ossendowski cierpiał na straszne bóle żołądka. Cały czas powtarzał jednak zasłyszaną w Azji przepowiednię: "Nie zamkniesz oczu, dopóki baron Ungern nie przypomni ci, że czas już rozstać się z życiem". Na początku stycznia 1945 roku, w dworku w Żółwinie, gdzie przebywał chory pisarz, pojawił się młody Niemiec, krewny barona Ungerna. Po kilkugodzinnej rozmowie mężczyzna opuścił posiadłość, a dzień później Ossendowski zmarł. O czym obaj panowie rozmawiali na kilka godzin przed śmiercią pisarza? Tego nie dowie się nikt.

Wielki celebryta II RP, niestrudzony wróg komunizmu i jeden z najsłynniejszych pisarzy tamtego okresu nie mógł liczyć na spokój nawet po śmierci. Po 1945 roku NKWD najpierw pilnie poszukiwała grobu Ossendowskiego, a następnie ekshumowała jego zwłoki. Tylko po to, by upewnić się, czy wielki, osobisty wróg Lenina na pewno nie żyje. A od 1951 roku jego wszystkie książki zostały w Polsce ocenzurowane i usunięte z bibliotek. Ta sytuacja zmieniła się dopiero wraz z upadkiem komuny.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kon Donek
Dzięki Makuszyńskiemu nazwisko Ossendowskiego nie umarło mimo komunistycznej cenzury.
Dodaj ogłoszenie