18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Osica: Putin stosuje wobec Ukrainy taktykę salami. Ale to działania na krótki dystans

Agaton KozińskiZaktualizowano 
- Rosja działa w krótkiej perspektywie - chce odciąć Ukrainę od możliwości prowadzenia polityki zachowywania równowagi między Wschodem a Zachodem. W jej interesie jest siłowe rozwiązanie konfliktu na Majdanie - mówi politolog Olaf Osica w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

W którą stronę zmierza Ukraina?
Zadał pan pytanie za milion dolarów, bo chyba nikt nie jest w stanie podać jednoznacznej prognozy, jak zakończy się kryzys w tym kraju. Już łatwiej określić kierunek, w którym on idzie. Po fiasku szczytu wileńskiego, na którym Kijów nie podpisał ostatecznie umowy stowarzyszeniowej z Brukselą, wyraźnie widać mocny skręt na Wschód. I nie chodzi tylko o sposób realizacji polityki zagranicznej, ale o przyjęcie modelu uprawiania polityki charakterystycznego dla Rosji. I bez względu na to, jak się zakończy obecny kryzys na Ukrainie, można powiedzieć, że to państwo zrobiło gigantyczny krok wstecz. Pod każdym względem: politycznym, gospodarczym, państwowym. Ten kraj stopniowo się zapada i zatrzymanie tego trendu będzie bardzo trudne. Sytuacja jest na tyle poważna, że dyskusja o tym, czy Ukraina jest bliżej Rosji, czy bliżej Unii, jest w obecnej sytuacji wtórna.

Po tym, jak na Majdanie zginęły pierwsze osoby, najczęstszym komentarzem było sformułowanie: Janukowycz przekroczył Rubikon oddzielający go od Europy. To właściwe postawienie sprawy?
Dopiero z perspektywy historycznej ocenimy, który moment był tym punktem zwrotnym. Czy były to strzały na Majdanie, czy może wcześniejszy szczyt wileński, czy może jeszcze inny moment. Przecież sytuacja jest tak dynamiczna, że teraz bardzo trudno przewidzieć, co się wydarzy za kilka dni - tym trudniej więc wyznaczać dziś jakieś cezury historyczne. Na pewno natomiast nie został przekroczony najważniejszy Rubikon, a więc ciągle władze nie wprowadziły na Ukrainie stanu wyjątkowego ani nie zaczęły wsadzać do więzień przywódców opozycji. Dopóki nie dojdziemy do takiej sytuacji, dopóty będzie widać światełko w tunelu. Oczywiście, ten tunel ostatnio bardzo się wydłużył, ale cały czas to światełko widać. Dopiero gdy dojdzie do rozprawy z całą opozycją, będzie można jednoznacznie powiedzieć, że Janukowycz całkowicie przeszedł na ciemną stronę mocy.

Czemu Janukowycz nie rozprawił się do tej pory z opozycją? Nie chce czy nie może?
Tego też nie wiemy. Na pewno ma świadomość konsekwencji takiej rozprawy, wie, że to oznacza automatyczną izolację Ukrainy na scenie międzynarodowej oraz sankcje. Może się też obawiać, że nie zapanuje nad sytuacją, gdy zdecyduje się wprowadzić stan wyjątkowy. Paradoksalnie, to, że Ukraina jest państwem słabym, może oznaczać, że władze nie są w stanie podejmować zakrojonych na szeroką skalę operacji milicyjno-wojskowych. Poza tym proszę zwrócić uwagę, że przez ostatnie dwa miesiące obserwujemy, jak ukraiński prezydent się waha. Być może on woli grać na stopniowe osłabianie opozycji, udowadnianie, że opór Majdanu nie ma sensu. Jeśli przyjął scenariusz stopniowego demontowania protestów, to otwiera się pole do pytań o to, czy strzały na Majdanie nie były prowokacją - bo przecież one nie mogły być elementem realizacji tego planu.

Protesty na Majdanie dawały Janukowyczowi furtkę do powrotu do rozmów z Europą - zawsze mógł powiedzieć, że wsłuchał się w głos ludu i skoro on chce do Europy, to on idzie razem z nim. Czy po tych wypadkach śmiertelnych ta furtka dalej jest otwarta?
Dziś kwestia powrotu do rozmów o umowie stowarzyszeniowej jest nieaktualna - i ten temat nie wróci przed wyborami prezydenckimi w tym kraju w 2015 r. Rozważając kwestię, co się może dalej wydarzyć na Majdanie, trzeba pamiętać o pomarańczowej rewolucji z 2004 r. To było traumatyczne doświadczenie dla Janukowycza. On pamięta, w jakich okolicznościach stracił wtedy władzę, i na pewno dziś nie chce powtórzyć błędów, które wtedy popełnił. I cały czas zimno kalkuluje - czy opłaca mu się teraz rozwiązać problem Majdanu, czy jednak lepiej opóźnić ten moment. Bo przecież istnieje duże ryzyko, że ten Majdan odrodzi się w 2015 r. po wyborach prezydenckich. Te wybory - można to powiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa - będą sfałszowane, natomiast Janukowycz na pewno nie chce, by w reakcji na te fałszerstwa opozycja znowu powstała, w dodatku z dużo większą siłą. Wtedy miałaby dużo poważniejszy powód do tego, by protestować, niż teraz. Pierwotnym źródłem demonstracji była reakcja na niepodpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE - decyzja błędna, ale legalna. Zupełnie inaczej Majdan by wyglądał, gdyby protestował przeciwko fałszerstwom wyborczym, inaczej też zachowywałyby się kraje UE. Janukowycz chce uniknąć takiej sytuacji, dlatego w jego interesie jest, by ten obecny Majdan wypalił się na tyle, by nie mógł się odrodzić w przyszłym roku.
Mówimy o Janukowyczu i jego starciu z opozycją ukraińską. Jaką rolę w tym konflikcie odgrywa Władimir Putin? On udzielił w grudniu pomocy finansowej Ukrainie, ale Janukowycz dokumentów zobowiązujących go w zamian do czegokolwiek nie podpisał - a przynajmniej nic o tym nie wiadomo. W co gra więc Putin?
Na pewno Rosja chce przeciągnąć Ukrainę na swoją stronę - z pełną świadomością tego, że wielu Ukraińców tego nie akceptuje. Temu służy konstrukcja umowy Rosji z Ukrainą. Putin stosuje taktykę salami. W grudniu kupił ukraińskie obligacje za 3 mld dol., ale za dwa miesiące znów usiądzie z Janukowyczem do stołu negocjacyjnego. I wtedy zobaczymy, jak ukraiński prezydent się zachowa - czy wykona krok w kierunku Rosji, czy nie.

Co Putin chce osiągnąć za pomocą tej taktyki salami?
Kilka spraw. On przede wszystkim chce zrealizować swą wielką koncepcję budowy unii eurazjatyckiej - Ukraina jest w tym projekcie jak wisienka na torcie. Po drugie, Rosja ma na Ukrainie wiele interesów sektorowych, chce przejąć ukraiński przemysł zbrojeniowy, gazociągi. Oddzielnym pytaniem jest, czy Moskwa jest gotowa brać pełną odpowiedzialność za Kijów. W sytuacji, gdy ukraińska gospodarka się nie reformuje i stopniowo się zapada, może dojść do tego, że Rosja będzie musiała wypłacać emerytury Ukraińcom - pytanie tylko, czy jest ona na to gotowa. Raczej nie. Jest granica, której Rosja też nie będzie chciała przekroczyć. Choć Kreml o tym teraz nie myśli. Rosja działa w krótkiej perspektywie - chce odciąć Ukrainę od możliwości prowadzenia polityki zachowywania równowagi między Wschodem a Zachodem. W jej interesie jest siłowe rozwiązanie konfliktu na Majdanie. Gdyby Unia nałożyła sankcje na Ukrainę, byłoby to idealne rozwiązanie z punktu widzenia Kremla.

Sam Pan podkreślił, że zaangażowanie na Ukrainie może być dla Rosji kosztowne. A to przecież kolejna droga zabawka. Moskwa pomaga też Białorusi, daruje długi Kubie, funduje najdroższą w historii olimpiadę w Soczi. Czemu ma to służyć?
Putin wyraźnie doszedł do etapu, w którym uznał, że czas budować swoje pomniki dla potomnych. Dla niego pieniądze przestały odgrywać rolę. Rosję cały czas zresztą na to stać, w związku z tym myślenie polityczne bierze górę nad gospodarczym. Putin nie kieruje się logiką księgowego, tylko wielkiego ojca narodu. Koszty się dla niego nie liczą. Jestem przekonany, że Rosja będzie szła na całość. Jeśli pojawi się możliwość wejścia jeszcze głębiej w Ukrainę, to na pewno będzie chciała z tej możliwości skorzystać.

Powiedział Pan, że Putin nie zachowuje się jak księgowy, tylko jak ojciec narodu. Skąd ma na to pieniądze?
Putin uważa, że lojalność można tylko kupić - dlatego sypie gotówką na prawo i lewo. Ma na to pieniądze, gdyż rosyjskie zasoby mocno wzrosły w ostatnich latach dzięki wysokim cenom ropy i gazu. Rosja ma dziś rezerwy dewizowe w wysokości ponad 500 mld dol. Ta suma starczy na jeszcze wiele lat takiej polityki. To zresztą może okazać się źródłem problemów Rosji. Europa w 2008 r. wpadła w poważny kryzys, który powoli przezwycięża. Ale teraz zaczyna on dochodzić do Rosji. Kreml natomiast nie jest w stanie wprowadzić odpowiednich reform zaradczych. Nigdy nie wykorzystał tych wielkich pieniędzy, jakie zarabiał w czasach bardzo wysokich cen ropy, na sensowne reformy, na przebudowę państwa. Efekt jest taki, że spowolnienie gospodarcze w Rosji jest coraz bardziej odczuwalne.

W 2013 r. Rosja prognozowała wzrost gospodarczy na poziomie 4 proc. PKB. Skończyło się na 1,5 proc.
Na to nakładają się jeszcze inne warunki prowadzenia biznesu na rynku energii. Rośnie konkurencja. Kryzys sprzyjał energooszczędności. Świat przeżywa boom na gaz i ropę z łupków, wciąż odkrywane są nowe złoża konwencjonalne. W Europie widzimy boom na odnawialne źródła energii. A proszę pamiętać, że 50 proc. wpływów do rosyjskiego budżetu zapewniają zyski ze sprzedaży surowców, to zarazem 70 proc. zysków z eksportu Rosji. Jeszcze kilka lat temu Kreml równoważył budżet, gdy cena baryłki ropy wynosiła 80 dol. Teraz jest w stanie tego dokonać, gdy baryłka kosztuje około 100 dol. - tymczasem ropa tanieje.
Węszy Pan kłopoty Rosji, tymczasem ten rok będzie należał do niej. Odbiła Europie Ukrainę, zorganizuje olimpiadę, być może uruchomi z wielkim hukiem unię eurazjatycką. Czy podpisze się Pan pod tezą, że to łabędzi śpiew Putina?
Nie, to za mocne sformułowanie. Atutem Putina jest to, że kilka lat temu trafnie zdiagnozował źródła problemów Zachodu. Ale Zachód te problemy przezwycięża, natomiast Putin nie umie trafnie zdiagnozować źródeł własnych kłopotów. Zamiast wykorzystać czas, który miał, na dostosowanie się do nowej rzeczywistości, zajął się triumfalizmem. Ale widać, że system, jaki Putin stworzył, przestaje się powoli spinać. To nie jest łabędzi śpiew, bowiem Rosja ciągle ma wartą pół biliona dolarów poduszkę bezpieczeństwa, ona gwarantuje spokój na wiele lat. Ale kryzys powoli nadciąga. To nie będzie wielki krach porównywalny z rozpadem Związku Radzieckiego. Rosja się nie rozsypie, jej administracja jest ciągle całkiem sprawna. Ale jak pieniądze zaczną się kończyć i trzeba będzie dokonywać trudnych decyzji, komu je obciąć, to wtedy ten system stopniowo zacznie wpadać w coraz głębsze problemy. A jednocześnie Rosja będzie sąsiadem dużo silniejszego niż teraz Zachodu.

Podkreśla Pan, że Putin ma jeszcze czas. Zdoła się dostosować?
Nie jest w stanie. On momentami traci kontakt z rzeczywistością. Wystarczy spojrzeć na kolejne sesje zdjęciowe - a to odloty z żurawiami, a to w towarzystwie tygrysa, a to na koniu. Bizantyjskie projekty w rodzaju Soczi. To się wydaje mniej lub bardziej śmieszne, ale oddaje naturę osobowości. Rosja jest jednak na niego skazana - na razie nie widać bowiem możliwości, by ktoś odsunął go od władzy. A on będzie więc swoje wizje realizował do końca, bez względu na koszty.

Czy Polska oberwie od Rosji za swoje zaangażowanie na Ukrainie?
Wydaje mi się, że nie, choć polityka rosyjska bywa nieprzewidywalna. Zdarza się, że kładziemy się spać spokojni, a rano dowiadujemy się, że dzieją się różne złe rzeczy.

Tak było z zamieszaniem z memorandum gazowym.
I tę lekcję odrobiliśmy, taka sytuacja drugi raz nie może mieć miejsca. Ale też mam wrażenie, że przeceniamy znaczenie Polski dla Rosjan. Owszem, oni zawsze będą chcieli robić u nas interesy, będą próbowali wejść na nasz rynek energetyczny, finansowy czy chemiczny. Ale politycznie przestajemy odgrywać istotną rolę w geopolitycznych projektach Kremla. Rosja pogodziła się z tym, że my odpłynęliśmy w kierunku Zachodu.

Przecież Putin powiedział kiedyś, że największą geopolityczną tragedią XX w. był rozpad ZSRR. My byliśmy częścią systemu.
Ale rozpad strefy wpływów nie jest tym samym co rozpad Związku Radzieckiego. To ważna różnica. To dlatego Kreml zaakceptował to, że my przeszliśmy na drugą stronę rzeki, ale z tego samego powodu nie pozwala odpłynąć Ukrainie. Pewnie jakieś incydenty będą miały jeszcze miejsce, ale generalnie Rosja nie ma już interesu w tym, by grać Polską w polityce wobec Zachodu. Choć lista problemów między nami nadal pozostaje bardzo długa.

Wideo

polecane: Flesz: Koniec gorszego jedzenia - żywność w Polsce, jak na zachodzie.

Materiał oryginalny: Osica: Putin stosuje wobec Ukrainy taktykę salami. Ale to działania na krótki dystans - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3