18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Osica: Dziś Putin potrafi tylko straszyć. Jest osamotniony

Agaton Koziński
Olaf Osica
Olaf Osica Fot. ?
- Działania Kremla są coraz bardziej irracjonalne. Program modernizacji armii jest tego najlepszym dowodem - mówi Olaf Osica, politolog, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Rosja do 2015 r. zamierza podnieść wydatki na armię o prawie 50 proc., budżet na wojsko może za trzy lata wynosić niemal 100 mld dol. Skąd ten wzrost? Znów rusza wyścig zbrojeń?
Nie, to nie wyścig zbrojeń. Te zwiększające się wydatki na wojskowość mówią nam kilka rzeczy o tym, jak Rosja postrzega świat. Z jednej strony, to wynik kompleksów wobec USA, a także Chin. Moskwa chce cały czas uchodzić za mocarstwo światowe, w związku z tym nie może zaniedbywać kwestii wojskowych. Chodzi tu więc o wizerunek. Ale nie tylko.

O co jeszcze?
Wojna rosyjsko-gruzińska w 2008 r. pokazała, jak bardzo zaniedbana została przez Kreml kwestia armii. Niby Rosja wygrała w tym starciu, ale jednocześnie pokazało ono wiele niedostatków jej wojska.

Trochę jak mecz Polska - Mołdawia. Niby wygraliśmy, ale ze słabym przeciwnikiem i w fatalnym stylu.
Ale Rosjanie odrabiają lekcję po tej wojnie. Ten konflikt uświadomił im, że muszą poważnie zainwestować w armię. I nie chodzi tylko o zwyczajne wydawanie pieniędzy, ale o generalną zmianę sposobu jej funkcjonowania, dokonanie skoku jakościowego. Zresztą te inwestycje w armię mają służyć nie tylko jej. Kreml zakłada, że w ten sposób uda mu się rozruszać cały przemysł. Skoro Moskwie nie udało się stworzyć żadnej wiodącej branży, nie zbudowała własnej Doliny Krzemowej, nie rozwinęła przemysłu nowoczesnych technologii, to liczy, że osiągnie efekt postępu cywilizacyjnego niejako odgórnie - poprzez inwestycje w branżę militarną rozkręci całą gospodarkę.

Tak jak Amerykanie dzięki inwestycjom w wojsko wynaleźli internet.

Tak. Przecież Rosjanie zamierzają wydać na zbrojenia ogromne pieniądze. Pod tym względem ta filozofia myślenia przypomina czasy ZSRR. Wtedy także wydatki na zbrojenia były kołem zamachowym całego przemysłu.

A przy okazji nakręcały wyścig zbrojeń z USA. Czy teraz Rosja znów nie zaczyna się ścigać militarnie - tyle że tym razem z Pekinem? Przecież wydatki na armię w Chinach też rosną skokowo.
Na pewno w rosyjskiej retoryce nie znajdzie pan potwierdzenia dla tych słów, oficjalnie Kreml zawsze mówi o Pekinie jako o sojuszniku. Ale oceniając sytuację racjonalnie, to rzeczywiście Chiny wydają się największym zagrożeniem dziś dla Rosji - mimo że obie strony unikają retoryki, która w jakikolwiek sposób mogłaby zadrażnić wzajemne stosunki.

Ale jednocześnie Chiny stopniowo zaludniają Syberię - podobno jest tam już więcej Chińczyków niż Rosjan.
Tak właściwie nikt nie wie, jak jest naprawdę, żadna ze stron nie podaje konkretnych liczb. To zresztą też celowe działanie, obie strony robią bowiem wszystko, by możliwie maksymalnie obniżyć poziom napięcia. Choć to napięcie jest wpisane w stosunki między tymi krajami - w końcu oba dysponują bronią atomową, poza tym istnieje cała paleta tematów, które są drażliwe. To nie przypadek, że nie ma ani jednego gazociągu łączącego Chiny z Rosją.

Wcześniej wspomniał Pan też o kompleksach Rosjan wobec USA i Chin. Czy rzeczywiście jakość armii stanowi o ich poziomie samooceny?
W czasie rządów Putina doszło do konsolidacji państwa: jego gospodarki i instytucji. I na tle tego trendu z każdym rokiem wojsko coraz mocniej zostawało w tyle - mimo pieniędzy w nie inwestowanych. Wydaje się nawet, że społeczeństwo pogodziło się z takim stanem rzeczy. Teraz elity rosyjskie uznały, że należy zdecydowanie poprawić jakość wojska, ale te działania są spóźnione. One nie trafiają w oczekiwania społeczne. Choć na pewno władze będą próbowały sprzedać program modernizacji armii jako kolejny element odbudowy mocarstwa. Patrząc na ten problem z perspektywy Zachodu, dostrzegamy, że posunięcia osób związanych z Kremlem są w pewnym sensie irracjonalne, stają się w coraz większym stopniu zakładnikiem myślenia w kategoriach oblężonej twierdzy. Widać to choćby po nerwowej, niemal histerycznej reakcji Putina na informację o tym, że Komisja Europejska wszczęła procedurę antymonopolową wobec Gazpromu. Wydarzenie dla Putina niepojęte, że taki twór jak Komisja - której istnienia on właściwie nie zauważał - może mu czegoś zabronić. To sygnał, że Rosja ma coraz więcej problemów z nawiązaniem racjonalnego kontaktu z Zachodem.

Mówi Pan o irracjonalności działań rosyjskich elit. A może one właśnie są bardzo racjonalne. Wiedzą, że w wojsku wszystko jest tajne przez poufne, więc też najłatwiej - mówiąc kolokwialnie - kręcić lody. Czy w tym można szukać przyczyn decyzji o tak wysokim wzroście budżetu na zbrojenia?
W Rosji powiązania biznesu i polityki są wręcz oczywiste. Na pewno część tych pieniędzy, które przeznaczono na wojsko, gdzieś przepadnie. Ale nie dopatrywałbym się przyczyn w podniesieniu budżetu na wojsko w chęci defraudacji pieniędzy. A już na pewno nie jest to główny powód. Głównym jest chęć modernizacji armii. Możemy się zastanawiać, na ile taki program jest możliwy do zrealizowania w rosyjskich uwarunkowaniach polityczno-gospodarczych, ale nie mam wątpliwości, że chęć unowocześnienia wojska jest głównym motywem działania. Pewnie się nie uda zmodernizować całej armii, ale powstaną w niej wyspy nowoczesności. Z tych pieniędzy zostaną bowiem sfinansowane także zakupy nowoczesnego uzbrojenia na Zachodzie, na przykład we Francji, Niemczech, Włoszech. Rosja już to robi - mimo zresztą sprzeciwu własnego sektora zbrojeniowego. Do takiego starcia doszło m.in. przy okazji zakupu mistrali we Francji. Rosyjskie stocznie twierdziły, że są w stanie samodzielnie wyprodukować okręty o podobnych parametrach, ale władze uznały, że wolą je kupić za granicą.

A czy przy okazji składania zamówień u zagranicznych kontrahentów Rosja nie kupuje sobie wpływów politycznych? Wiadomo, że zbrojeniówka na Zachodzie ma w czasach kryzysu mało zamówień. Czy Rosjanie mogą to wykorzystać i wymusić na zachodnich politykach różnego rodzaju ustępstwa?
Taka pokusa na pewno istnieje, ale mimo wszystko nie wydaje mi się, żeby kraje zachodnie, które sprzedają Rosji broń, traktowały ją całkiem podmiotowo. Owszem, chętnie jej sprzedadzą sprzęt, ale bez prawa do poznania know-how czy bez przekazywania kodów i licencji. Rosja jest dla nich kolejnym rynkiem zbytu. Pytanie, czy Kreml jest w stanie wygrać to politycznie. Rosjanie już zbudowali na Zachodzie lobby wokół swoich firm energetycznych, ale - jak widać po działaniach KE - nie udało im osiągnąć wszystkich celów.

Nie osiągnęli? W poprzedniej dekadzie Rosja zbudowała sobie na Zachodzie gigantyczne wpływy poprzez energetykę. Teraz je traci z powodu rewolucji energetycznej, jaką wywołały gaz skroplony i łupkowy - dlatego przerzuca się na przemysł zbrojeniowy, który jest bardziej konserwatywny i w nim takie zmiany się nie pojawiają.

Nie wykluczam, że Rosjanie myślą w ten sposób. Ale mimo wszystko ich działania w celu stworzenia trwałych politycznych wpływów poprzez branżę energetyczną powiodły się tylko częściowo. Rzeczywiście, był moment, w którym wydawało im się, że zdołali "kupić" kluczowych graczy europejskich. Teraz widać, że tak nie jest. Ale Moskwie nie udało się nie dlatego, że wybuchła energetyczna rewolucja, to był tylko jeden z czynników. Po prostu przesadziła. W pewnym momencie zaczęła się zachowywać jak rasowy monopolista. To często gubi Rosjan. Oni przeważnie jak czegoś chcą, to chcą do końca. A to niemożliwe. Wydaje mi się, że jak pójdą tym samym tropem w przemyśle zbrojeniowym, to też ich to zgubi. Owszem, mają pieniądze na zakupy, mogą nęcić ułatwieniami w wejściu na rynek rosyjski. To są ważne atuty w dobie kryzysu, ale nie najważniejsze. Na pewno na rosyjskim rynku nie rozstrzygnie się przyszłość europejskiej zbrojeniówki - dlatego też Rosjanie nie będą w stanie kupić sobie wpływów w polityce europejskiej tak dużych, jak by chcieli. Podobnie jak im się nie udało w przypadku branży energetycznej. Po prostu Zachód potrafi być asertywny, nie sprzeda się ot tak, za kilkaset milionów dolarów. Tym bardziej że istnieje ryzyko, że Rosja tego kupionego sprzętu kiedyś użyje. Proszę sobie wyobrazić, jaka byłaby reakcja w Niemczech, gdyby się okazało, że np. z kupionych tam karabinów strzelano do cywilów w czasie kolejnej wojny na Kaukazie. Takiego scenariusza nie można wykluczyć - i to tym bardziej powoduje ostrożność przy robieniu tego typu interesów z Rosją.

W naszej rozmowie nie zahaczamy o Polskę - a historia uczy, że to przede wszystkim my powinniśmy zwracać uwagę na wzrost wydatków na wojsko w Rosji. Mamy powody do niepokoju?

Obiektywnie patrząc na sytuację, widać, że nie ma się czego bać. Dziś spory Polski i Rosji dotyczą głównie gospodarki, zwłaszcza energetyki. Owszem, Kreml lubi wspominać o armii, ale przede wszystkim dlatego, że to jego ulubiony straszak - dlatego tak często słyszymy o iskanderach w Kaliningradzie. Choć na pewno nie jest dobrze, gdy nasz sąsiad ciągle myśli, jak podreperować swoją pozycję międzynarodową za pomocą armii. Nad tym nie możemy przejść do porządku dziennego, tym bardziej że bardzo często kraje autorytarne - a takim państwem jest Rosja - zachowują się irracjonalnie. Ale mimo wszystko nie ma powodów do histerii. Polska nie leży na Zakaukaziu czy w Azji Centralnej - a wzrost wydatków na zbrojenia w Rosji ma być sygnałem wysłanym przede wszystkim w tamtym kierunku.

Znów wspomina Pan o irracjonalności Kremla. Widać to wyraźnie, gdy patrzy się na budżet Rosji - rosną wydatki na wojsko, mimo że nie ma gwarancji, że starczy na emerytury. Czy nie grozi to wybuchem niezadowolenia?
Rzeczywiście, ewentualne zagrożenia ze strony Rosji należy analizować pod kątem średnio- i długofalowym. Sam fakt, że ten kraj modernizuje wojsko, nie jest dla nas niczym groźnym. Natomiast widać, że elity na Kremlu nie zamierzają unowocześniać całego kraju. Ich jedyną ambicją jest trzymanie pod butem wszystkich oponentów - bo w Rosji teraz nie mam opozycji, są tylko oponenci. Rosja staje się państwem coraz bardziej opresyjnym, z coraz silniejszym sektorem siłowym, a jednocześnie tamtejsze elity nie mają żadnego pomysłu na własne państwo. Widać, że Kreml traci zdolność do adaptacji do zmieniającej się sytuacji - wewnętrznej i zewnętrznej. Putin dziś potrafi już tylko krzyczeć i straszyć. Choć też nie ma realnych przeciwników politycznych, także nie spodziewałbym się jakiegoś wewnętrznego buntu. Ten system po prostu będzie trwał.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie