Organizacja Consul. Jak weterani I wojny zostali mordercami politycznymi

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Hermann Ehrhardt "Consul" ze swoimi ludźmi.
Hermann Ehrhardt "Consul" ze swoimi ludźmi. WIKIPEDIA
Tajna, terrorystyczna Organizacja Consul siała morderczy chaos w pogrążonej w kryzysie gospodarczym Republice Weimarskiej. Na jej czele stał były dowódca jednego z freikorpsów, który chciał, żeby Niemcy znów były imperium

Kiedy Hitler dopiero wprawiał się w przemowach po piwiarniach, oni już siali w Niemczech brunatny terror obficie przelewając krew. Członkowie tajnej Organizacji Consul mordowali polityków Republiki Weimarskiej, których uważali za zdrajców narodowych ideałów i sprawców „ciosu w plecy”, który, jak wierzyli, zadano Niemcom podczas I wojny światowej. W kolejnych latach weterani Organizacji Consul współtworzyli SA i inne struktury hitlerowskiego aparatu przemocy. Łatwo im było porozumieć się z nazistami - łączyły ich zażarty nacjonalizm i zamiłowanie do stosowania w polityce najbrutalniejszej przemocy.

24 czerwca 1922 roku Walther Rathenau, minister spraw zagranicznych Republiki Weimarskiej, jechał, jak co dzień, do siedziby MSZ przy Wilhelmstrasse w Berlinie. Letnia pogoda skłoniła go do wyboru kabrioletu. Chwilę po wyruszeniu, jeszcze w dzielnicy Grunewald, dosięgła go seria z pistoletu maszynowego PM-18 oddana z przejeżdżającego z naprzeciwka mercedesa. W ślad za nią poleciał jeszcze granat ręczny. Rathenau zginął na miejscu.

Za zamach odpowiadała Organizacja Consul - która odpowiadała już za kilkanaście morderstw politycznych i łącznie około 300 przestępstw popełnionych w imię wielkich, narodowych Niemiec. W jej strukturach działali wywodzący się z freikorpsów weterani wojenni, fanatycznie wierzący w naród, rasę i więzy krwi.

Walther Rathenau był dla nich wyjątkowym celem. To sytuacja „groteskowa i sprzeczna z moralnością Niemiec” - pisała niemiecka nacjonalistyczna prasa po tym, jak Rathenau został ministrem ds. odbudowy kraju. „Sprzeniewierzył się prawdziwym interesom kraju narodu” - grzmiały nagłówki, po tym jak został ministrem spraw zagranicznych. „Dwaj żydzi sprzedali Niemcy Sowietom” - to z kolei po ustaleniu przez Rathenaua i sowieckiego negocjatora Karola Radka założeń traktatu z Rapallo.

Rathenau był dla niemieckiej skrajnej prawicy uosobieniem mitu o żydowskim spisku, który miał doprowadzić do przegranej Niemiec w I wojnie światowej, ich „upokorzenia” w Traktacie Wersalskim i do powojennego upadku gospodarczego. Był bogaczem, synem Emila Rathenaua - żydowskiego milionera, który stworzył potężny koncern AEG kupując między innymi kluczowe patenty od Thomasa Edisona. Należał do europejskiej arystokracji finansowej - miał kontakty biznesowe i towarzyskie na całym kontynencie. W dodatku niespecjalnie się krył ze swym homoseksualizmem i faktem, że należał do masonerii. Był absolutnie idealnym antybohaterem głoszonej przez niemiecką skrajną prawicę legendy o „ciosie w plecy” zadanym Cesarstwu podczas I wojny światowej przez „kosmpolityczną wielką finansjerę” i „żydostwo”.

Rzecz jasna Rathenau mocno angażował się w politykę Republiki Weimarskiej. W 1921 roku objął funkcję ministra ds. odbudowy ze zniszczeń wojennych, w 1922 roku został ministrem spraw zagranicznych. To on wiosną 1922 roku doprowadził do podpisania traktatu w Rapallo nie tylko normalizującego stosunki Niemiec z Rosją sowiecką, ale też otwierającego drogę do ich całkiem intensywnej współpracy wojskowej i gospodarczej trwającej również w czasach III Rzeszy.

Kampania nienawiści wymierzona w Rathenaua i zakończona jego zamordowaniem przez zamachowców z Organizacji Consul była tylko jednym z frontów znacznie szerszej wojny ideologicznej, która toczyła się w ówczesnych Niemczech. W tej wojnie wielokrotnie lała się krew - a Organizacja Consul i wcześniejszy freikorps Ehrhard, z którego się wywodziła, odgrywały w niej bardzo istotne role.

Od pierwszych dni po kapitulacji Cesarstwa po Niemczech krążą freikorpsy - czyli silne i często bardzo liczne, uzbrojone oddziały weteranów wojennych i ochotników - zorientowane generalnie nacjonalistycznie i militarystycznie, choć ten nacjonalizm i militaryzm ma sporo różnych barw i odcieni. Są więc i protonazistowcy volkiści, i ludzie o przekonaniach konserwatywno-narodowych, jak również monarchiści (liczący na powrót do gry rodziny cesarskiej). Wszyscy oni są jednak przekonani, że w powojennej polityce najważniejsze jest danie odporu „lewicy, Żydom i kosmopolitom”. I że najlepszym argumentem na nowe czasy będzie prawo pięści.

Freikorpsy są nieźle wyposażone, skupiają ludzi nie mogących po opuszczeniu szeregów demobilizowanej armii znaleźć sobie miejsca w nowej rzeczywistości, a przy tym ogarniętych poczuciem dziejowej misji. Bo przecież z drugiej strony Niemcy w pierwszych miesiącach po listopadzie 1918 roku są ogarnięte lewicową rewolucją - niejednorodną, odwołującą się do wielu różnych odcieni ideowych, a jednocześnie budzącą jednoznaczne skojarzenia z tą, do której ponad rok wcześniej doszło w Rosji. Władzę w jednostkach wojskowych przejmują rady żołnierskie zorganizowane w sposób zbliżony do tych bolszewickich, mają miejsce liczne zbrojne wystąpienia i starcie, jeszcze w marcu 1919 roku w Berlinie wybucha powstanie spartakusowców.

Armia - będąca w trakcie przekształcania z kilkumilionowego Wehrmachtu w ograniczonych rozmiarów Reichswehrę, zdecydowanie, choć względnie po cichu, stawia w tej konfrontacji na ruch freikorpsów. Chodzi zarówno o kwestie ideologiczne, jak i praktyczne - freikorpsy są wówczas sposobem na utrzymanie pod bronią kilkuset tysięcy ludzi poza strukturami redukowanej do mikroskopijnych rozmiarów Reichswery.

Właśnie w takich warunkach rodzą się najbardziej radykalne z pomysłów niemieckiej prawicy. To rzecz naturalna, że przyglądając się temu okresowi na ogół skupiamy uwagę głównie na tym, co w mniej lub bardziej prostej linii prowadziło do powstania NSDAP i następnie wyniesienia do władzy. Kiedy przyjmujemy tę perspektywę, zapominamy jednak o wielu innych organizacjach niemieckiej skrajnej prawicy, które również miały krew na rękach i które również snuły rojenia o „rasowo czystym” wielkim niemieckim państwie.

To wielkie państwo miało oczywiście powstać dopiero po rewizji Traktatu Wersalskiego - uważanego przez całą niemiecką skrajną prawicę za wielką krzywdę wyrządzoną niemieckiemu narodowi i wynik zmowy międzynarodowej finansjery z elitami politycznymi. Droga do podważenia ustaleń z Wersalu miała prowadzić przez obalenie Republiki Weimarskiej i stopniową remilitaryzację kraju. Do tego zaś w pierwszej kolejności niezbędna była rozprawa z tlącą się w Niemczech w pierwszych powojennych miesiącach rewolucją i utrzymanie niemieckich granic na wschodzie, czyli z odradzającą się Polską.

Właśnie takie poglądy wyznawała większość ochotników, którzy zasilili freikorpsy. Spora część z nich walczyła przeciwko powstańcom wielkopolskim czy próbowała utrzymać w ryzach tereny Pomorza, które przypadły Polsce. Inni brali udział w czymś w rodzaju wojny domowej, która rozpętała się w Niemczech. Właśnie od jednego z freikorpsów zaprawionych w bojach z lewicowymi rewolucjonistami zaczyna się historia Organizacji Consul.

Marine-Brigade Ehrhardt to freikorps sformowany w Wilhelmshaven na początku 1919 roku przez komandora podporucznika Hermanna Ehrhardta w większości z oficerów i podoficerów demobilizowanej cesarskiej floty. W dodatku sformowany ze sporym rozmachem - już na dzień dobry nowa formacja liczyła 2 pełne pułki piechoty wraz z kilkoma kompaniami karabinów maszynowych i jednostkami pomocniczymi. W jej szeregi wstąpiło około 5000 ludzi.

Twórca freikorpsu Hermann Ehrhard w trakcie wojny nie zaszedł zbyt wysoko - jego stopień w cesarskiej marynarce odpowiadał majorowi w wojskach lądowych. Cieszył się jednak posłuchem wśród marynarzy - co sprawiło, że rozkwit jego kariery zaczął się już po wojnie.

Freikorps Ehrharda niemal natychmiast po sformowaniu żwawo - i cały czas w cichym porozumieniu z dowództwem Reichswehry - zabrał się do zwalczania wystąpień rewolucyjnych w Niemczech. Najpierw lokalnie - na północy, następnie w Berlinie - przeciwko powstaniu spartakusowców. Potem, w maju 1919 roku żołdacy Ehrhardta atakowali tzw Bawarską Republikę Rad. Latem znów wrócili do Berlina, by tam krwawo tłumić kolejne wystąpienia robotnicze.

Jesienią, gdy sytuacja w Niemczech już całkiem się uspokoiła, formacja Ehrhardta, która ze względu na problemy z dyscypliną i brutalność swych żołnierzy stawała się coraz bardziej kłopotliwa dla władz Republiki Weimarskiej, została niejako wyeksmitowana z Berlina i rozlokowana na Śląsku.

Z początkiem 1920 roku władze coraz wyraźniej skłaniają się ku likwidacji ostatnich pozostających pod bronią freikorpsów. Spora cześć z nich rozwiązała się sama. Niektóre jednak

Właśnie dlatego w marcu 1920 roku to Freikorps Ehrhardta stanowi główną siłę w tzw puczu Kappa- Lüttwitza. Ten nieudany zbrojny przewrót miał przywrócić w Niemczech monarchię. Na jego czele stał Wolfgang Kapp, jeden z ideologów ówczesnego niemieckiego nacjonalizmu. Puczystom udało się zająć część Berlina w tym dzielnicę rządową i Reichstag i obwołać Kappa kanclerzem. Prawowity rząd musiał się ewakuować do Drezna, skąd wezwał robotników do odpicia stolicy. Reichswera stała bezczynnie - być może także dlatego, że na czele sił wojskowych puczu (składających się z freikorpsów, z których największym był ten Ehrhardta) stanął generał Lüttwitz - dowódca berlińskiego garnizonu.

Puczystom udało się jednak utrzymać Berlin zaledwie przez 4 dni. Następnie łatwo pokonali ich robotnicy ze zmobilizowanych przez rząd związków zawodowych. Pucz Kappa zakończył się kompletnym niepowodzeniem. W konsekwencji Freikorps Ehrhardta czekała likwidacja.

Niemal natychmiast po likwidacji freikorpsu jego członkowie założyli Związek Byłych Oficerów Ehrhardta. Oficjalnie miał to być związek weteranów - jakich pełno było wtedy w Niemczech. W rzeczywistości jednak był to zalążek najbrutalniejszej organizacji terrorystycznej tego okresu. Rzecz jasna po puczu Kappa dla Ehrhardta i jego ludzi skończył się czas udawania czegoś między niemieckimi siłami zbrojnymi a policją. Freikorps nie mógł już oficjalnie działać, skończyło się paradowanie w mundurach i uzurpowanie sobie oficerskich praw. Od teraz ludzie Ehrhardta musieli działać w podziemiu.

Sam Ehrhardt musiał czasowo uciekać z Niemiec. Na emigracji pod pseudonimem Consul zaczął słać do swych pretorian nowe rozkazy. Tak zaczęła się kształtować organizacja Consul - która z założenia miała być ugrupowaniem terrorystycznym, stworzonym do tego, by rozsadzić Republikę Weimarską od środka, co miało być świetnym punktem wyjścia do budowy nowych, potężnych Niemiec zdolnych podważyć kontynentalny ład określony traktatem z Wersalu.

Organizacja Consul miała charakter tajny, przyjmowano do niej niemal wyłącznie sprawdzonych w boju weteranów freikorpsu Ehrhardta. Sam Ehrhardt mógł zaś relatywnie szybko wrócić do kraju - po puczu Kappa rychło bowiem ogłoszono w Republice Weimarskiej amnestię obejmującą i jego - i jego ludzi. W ten sposób przez nikogo nie niepokojony Ehrhardt mógł rozkręcać w Niemczech regularną działalność terrorystyczną.

W ramach organizacji działał samozwańczy sąd o nazwie Feme (od słowa Femgericht, co oznaczało średniowieczne trybunały kapturowe). Wydawał on „wyroki śmierci” na tych, których Organizacja Consul uznała za zdrajców niemieckich interesów. Część z tych wyroków udało się wykonać egzekutorom działającym w strukturach organizacji.

Jedną z pierwszych ich ofiar był prawdopodobnie deputowany z Bawarii Karl Gereis zamordowany w czerwcu 1921 roku. W sierpniu dwaj członkowie Organizacji Consul dopadli Mathiasa Erzbergera, byłego ministra finansów, który w imieniu niemieckiego rządu prowadził negocjacje o rozejmie w Compiegne kończące I wojnę światową. Erzberger zginął spacerując po ulicach urokliwego miasteczka uzdrowiskowego Bad Peterstal-Griesbach w Badenii Wirtembergii. Oddano do niego aż 12 strzałów z pistoletu.

W czerwcu 1922 roku zamachowcom z Organizacji COnsul niemal udało się zabić byłego kanclerza Niemiec Philippa Scheidemanna.

Wreszcie trzy tygodnie później przyszedł czas na Rathenaua. Zamach na urzędującego ministra spraw zagranicznych był - tak jak przewidzieli dowódcy Organizacji Consul.

Jeden z zamachowców został szybko aresztowany. Dwóch kolejnych policja namierzyła w połowie lipca. W strzelaninie zginął jeden z nich, drugi popełnił samobójstwo. Ostatecznie Techow wraz z kilkoma osobami uczestniczącymi w przygotowaniach do zamachu stanął przed sądem. Uniknął jednak kary śmierci - skazano go na 15 lat za współudział.

Zabójstwo Rathenaua wywołało w Niemczech wstrząs - o zupełnie innym jednak charakterze niż ten, który marzył się zamachowcom z Organizacji Consul. Choć jej struktury nie zostały całkowicie rozbite, od tego momentu zaczął się w niej etap schyłku.

Hermann Ehrhardt nie stronił początkowo od kontaktów z Hitlerem, przez jakiś czas sądził, że uda mu się zapanować nad tym robiącym coraz szybszą karierę błyskotliwym mówcą z południa Niemiec.

Gdy Hitler szykował pucz monachijski, Ehrhardt wraz ze swoją organizacją odmówili mu pomocy, ze względu na graniczące z pewnością przekonanie, że operetkowy przewrót w Bawarii będzie ostatecznym końcem politycznej kariery byłego austriackiego malarza pokojowego. Ten się jednak śmiał, kto się śmiał ostatni. W drugiej połowie lat 20. Hitler szedł w górę, a Ehrhardt nieubłaganie tracił na znaczeniu. Spora część jego ludzi przeniosła się w szeregi NSDAP, tam współtworzyli m.in. SA.

Po przejęciu przez Hitlera władzy Ehrhardt jako potencjalny konkurent nowych panów Niemiec znalazł się na listach proskrypcyjnych osób przeznaczonych do likwidacji podczas Nocy Długich Noży. Najprawdopodobniej ostrzegli go jednak dawni towarzysze z freikorpsu. Ehrhardtowi udało się uciec do Austrii. Dożył tam spokojnie późnej starości, w 1973 roku zmarł w miejscowości Krems au Donau w wieku 90 lat. Nigdy nie stanął przed sądem ani za próby obalenia Republiki Weimarskiej, ani za morderstwa polityczne, które zlecał i nadzorował.

Będą zmiany zasad w noszeniu maseczek?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie