Operacja "Tajga", czyli jak Służba Kontrwywiadu Wojskowego tropiła korupcję

Redakcja
Fot. Polskapresse
Służba Kontrwywiadu Wojskowego na tropie wrocławskiego przedsiębiorcy oferującego łapówki oficerom armii. O tajnym śledztwie z podstawionymi kontrahentami pisze Marcin Rybak.

Wrocławski biznesmen wręczał łapówki oficerowi Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Gdy już uzbierało się 21 tys. zł, okazało się, że oficer tylko udawał skorumpowanego.

Śledztwo w tej sprawie prowadziły wrocławska prokuratura apelacyjna i Centralne Biuro Antykorupcyjne. Pod koniec grudnia do sądu trafił akt oskarżenia.

Czytaj także: Afera: Korupcja przy poborze do armii - ostatni wyrok

Biznesmen Włodzimierz T. przyznał się, wyraził skruchę i zgodził na wyrok bez procesu: półtora roku więzienia w zawieszeniu i 30 tys. zł grzywny.

Scena w willi
Środa, 26 stycznia 2011 r., godzina 23.20. Willa na wrocławskim Biskupinie. W środku trzech mężczyzn i kobieta. Jeden z nich wyciąga z kieszeni plik stuzłotowych banknotów. Mężczyzna i kobieta przeliczają gotówkę: jest 10 tys. zł. Dokładnie oglądają każdy banknot i spisują jego numery.

Facet, który wyciągnął pieniądze z kieszeni, to major Andrzej O., oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Plik banknotów to łapówka, którą kilkadziesiąt minut wcześniej dostał od szefa wrocławskiej firmy pracującej dla wojska na koniec spotkania zakrapianego szkocką whisky w mieszkaniu biznesmena na Kozanowie. Kobieta i mężczyzna, którzy dokładnie opisywali każdy banknot, są agentami Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Willa na Biskupinie jest siedzibą wrocławskiej delegatury biura. Major O. opowiada jednemu z agentów, co się działo. Nie jest skruszonym przestępcą, który wziął pieniądze, a potem przerażony pobiegł przyznać się do winy. W roli skorumpowanego obsadzili go szefowie SKW, planujący operację "Tajga". Fachowcy z CBA pomagają w akcji, bo wojskowy kontrwywiad nie ma uprawnień do prowadzenia śledztw.

Biznesmen Włodzimierz T. rzecz jasna nie miał wówczas pojęcia o nocnym spotkaniu w willi CBA. Dowiedział się o nim pół roku później. Wieczorem 26 stycznia był pewien, że kupił sobie przyjaźń ważnego oficera. A major O. będzie musiał jeszcze poudawać przestępcę. Operacja "Tajga" zaczęła się rozkręcać.

Meldunek majora O.
Firma, której szefem jest Włodzimierz T., zajmuje się montażem i konserwacją anten dla wojskowej łączności. Z tego powodu w jej biurach i komputerach muszą być przechowywane tajne informacje. Żeby tak było, potrzebny jest specjalny certyfikat dopuszczający do informacji tajnych. Procedura przyznawania certyfikatu jest skomplikowana. Sprawą wrocławskiej firmy zajmował się major O., oficer komórki kontrwywiadu odpowiadającej za pilnowanie tajemnic.

Czytaj także: Najgłośniejsze śledztwa prokuratora Przybyła

Procedura rozpoczęła się jesienią 2010 r. Prezes musiał mieć zezwolenie przed końcem 2010 r. Inaczej groziło mu zerwanie kontraktu.

21 września 2010 r. major O. przyjechał do Wrocławia na kontrolę. Prezes T. powiedział wtedy, że chciałby majorowi coś dać. Ale w bardziej sprzyjających okolicznościach.
Nie była to wprost propozycja korupcyjna - przyznał major na jednym z przesłuchań w śledztwie. Jednak słowa prezesa były na tyle dziwne, że oficer zameldował o rozmowie swoim szefom. Podejrzewał, że oferta łapówki w końcu się pojawi. Rozpoczęła się akcja "Tajga". Do końca roku nie wydarzyło się nic niepokojącego. Procedura toczyła się normalnie, a wrocławska firma wypełniała kolejne warunki stawiane przez kontrwywiad.

Pod koniec grudnia 2010 r. prezes T. dostał wymarzony certyfikat - ważny do końca 2017 r. Ale w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2011 r. firma musiała przejść pomyślnie jeszcze jedną kontrolę. Major O. i dwoje innych oficerów przyjechali na nią 26 stycznia po południu.

Czytaj także: Afera: Korupcja przy poborze do armii - ostatni wyrok

Kawa u prezesa
Kontrola w firmie Włodzimierza T. była zaplanowana na 27 stycznia. Dzień wcześniej wieczorem prezes zadzwonił do majora i zaproponował spotkanie. Podjechał pod jego hotel i zabrał go autem do domu.

"Zostałem poczęstowany kawą i ciastem" - mówił później major. Po kilkudziesięciu minutach rozmowy o biznesie prezes wyciągnął butelkę whisky. Wreszcie około godz. 22 - gdy oficer zaczął się zbierać do wyjścia, prezes przeszedł do konkretów. - Stwierdził, że wyróżnia osoby zaangażowane w uzyskanie certyfikatu przez jego firmę. (...) Następnie wyjął z kieszeni papierową kopertę, pokazując mi banknoty o nominale 100 zł. Powiedział, że to 10 tys. za pracę, jaką wykonałem w ramach prowadzonej procedury wobec jego firmy. Prezes tak trzymał w ręku kopertę, żeby nie dotykać palcami banknotów - zeznawał major.

Prezes jeszcze dwa razy wręczał pieniądze: 5 tys. zł następnego dnia zaraz po zakończeniu kontroli, a kilka dni później w Warszawie - 6 tys.

Prezes dawał nieraz?
Odniosłem wrażenie, że Włodzimierz T. łapówki wręcza nie pierwszy raz - powiedział major O. na przesłuchaniu.
Prezes Włodzimierz T. został zatrzymany 9 czerwca. Na przesłuchaniu w prokuraturze przyznał się do winy. Wyjaśnił, że sprawa certyfikatu była ważna dla jego firmy i dlatego postanowił "wynagrodzić" majora O. Licząc na jego życzliwość i pomoc. Chodziło o informowanie o nowych przepisach oraz "zaangażowanie i życzliwość przekraczające zwykłe obowiązki urzędnika".
Bez takich kontaktów to, co oficjalnie można uzyskać, mówię o pomocy i wsparciu merytorycznym, to jest katastrofa - wyjaśnił prezes prokuratorowi.

Czytaj także: Najgłośniejsze śledztwa prokuratora Przybyła

Włodzimierz T. oczywiście wiedział, że wręcza łapówkę. Przyznał też, że major O. nie był pierwszym oficerem kontrwywiadu "wynagradzanym" za współpracę z wrocławską firmą. Wymienił nazwisko innego oficera tajnych służb. Ale ten wątek wrocławska prokuratura przekazała warszawskiej prokuraturze wojskowej.

To historia na zupełnie inną opowieść. Operacja "Tajga" zakończyła się pełnym sukcesem.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
marzena
w innych uczciwszych krajach za wreczanie lapowek idzie sie siedziec. bez zawiasow. pytanie czy ktos tez nie wzial lapowki za tzw.wyrok. bo jak nazwac 30 tys.kary dla biznesmena z kasa? operacja "tajga"(???) kosztowala kilkadziesiat razy tyle, a 30 tys.sedzia zarabia w dwa(jeden) mce.polski niedomiar sprawiedliwosci(czytaj niedowlad).
E
Emeryt
Sukcesy jak w policji. Złapanie staruszka jadącego rowerem po piwie to dla policji "ogromny"sukces. Ba powinni być wynagradzani jakąś specjalną premią, ba może nawet medalem. SKW też osiągnęła sukces. Złapała człowieka, który dbał o kontrakty dla firmy różnymi sposobami, bo wiadomo, że oficjalnie to się g...wno załatwi. A CBA tylko szuka takich okazji. Jakby nie było bardziej poważnych zagrożeń dla bezpieczeństwa. Oczywiście nie jestem zwolennikiem łapówek, ale w niektórych momentach to jest przegięcie.
Ś
Śledź
SKW może tropić również korupcję. SKW jest organizacją "specjalną, właściwą w sprawach ochrony przed zagrożeniami wewnętrznymi dla obronności Państwa, bezpieczeństwa i zdolności bojowej Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej". Ale bardzo często przedsiębiorcy, politycy i działacze samorządowi tak chętnie dający łapówki moga być także umoczeni w poważniejsze sprawy. Dookoła firm realizujących kontrakty dla wojska kręcą sie nie tylko oficerowie SKW ale bardzo często oficerowie pracujący dla obcych służb. Często chcą złowić oficera SKW używajac do tego celu pośrednika jakim jest przykładowo przedsiębiorca realizujący kontrakty wojskowe. Taka "operacja" może trwać nie pół roku ale znacznie dłużej. Wręczenie łapówki oficerowi SKW mającego nadzór nad przedsiębiorcom mozew być jedynie drobnym preludium do poważniejszej gry. Gdy SKW łapie łapówkarza tym samym przerywa być może łańcuszek a może narazie cienkie nici którymi w przyszłości chciano sterować niczym pacynką oficera.
Przyjęcie łapówki mogłobyć doskonałą pułapką na wiele większą zwierzynę jedynie trzeba byłoby wiecej cierpliwości. Jeżeli przedsiębiorca wykonywał merytorycznie i technicznie dobrze swoja robotę (realizował kontrakt) to łapówka nie godziła bezpośrednio w zdolność bojową. Ba, o wiele łatwiej byłoby sie dowiedzieć o zwykłych fuszerkach technicznych. "Zaufanemu" czytaj przekupionemu oficerowi mówi się o wiele więcej.
Przerwanie tego może być nie tyle sukcesem, co porażką SKW. Złapano mysz, a pod podłogą może hasać szczur lub kret. Niestety pułapka została zlikwidowana. Głodna sukcesów SKW pożarła mysz robiąc wiele hałasu gdy tymczasem...
K
Kosmas
Ja też nie wiem czy to jakiś kabaret czy słynny dorsz. Pozdrawiam.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Operacja "Tajga", czyli jak Służba Kontrwywiadu Wojskowego tropiła korupcję
fred
A wydawać by sie mogło, że SKW, której utrzymanie kosztuje podatników setki milionów złotych, powołana jest do rozpracowywania szpiegów a nie korupcji. Korupcją zajmują się wszystkie inne służby, nie trzeba jeszcze do tego włączać SKW. Chyba, że nie potrafią zająć się kontrwywiadem - no bo od kogo mieli się nauczyć. Od harcerzy, strażników miejskich, policjantów etc?
Dodaj ogłoszenie