Olszewska, Broniewski, Duda, Fortuna... Gdańska ekipa Donalda Tuska

Redakcja
Łukasz Broniewski zawsze przy premierze. Zorganizowany, dyskretny, na razie bez ambicji politycznych
Łukasz Broniewski zawsze przy premierze. Zorganizowany, dyskretny, na razie bez ambicji politycznych Bartek Syta/Polskapresse
Anna Olszewska, Wojciech Duda, Grzegorz Fortuna, Łukasz Broniewski. Ich nazwiska nie są powszechnie znane. Łączy ich tylko jedno - od lat pracują z Donaldem Tuskiem. Kim są ludzie z "gdańskiej ekipy" premiera - pisze Joanna Miziołek.

To była jedyna osoba z otoczenia Donalda Tuska, która mogła go ochrzanić. Poza żoną i dziećmi premier darzył ją największym zaufaniem. Ania była dla niego jak siostra - mówi nam Krzysztof Lisek, gdański polityk PO, obecnie europoseł, opisując wieloletnią współpracownicę Donalda Tuska. Teraz Anna Olszewska, jak twierdzą nasze źródła w KPRM, odeszła z kancelarii premiera na skutek konfliktu. Co się stało z gdańskim otoczeniem Donalda Tuska i czy wraz ze wzrostem pozycji i coraz większymi emocjami w rządzie cienka nić pozapartyjnej przyjaźni zaczęła pękać? Prześledźmy drogę, jaką gdańskie środowisko Donalda Tuska przebyło z nim w drodze na szczyty władzy.

Jak ktoś nie zna Fortuny i Dudy, to myli ich ze sobą. Występują jak jedna maska. Nie mają żadnego wpływu na realną politykę. Są partnerami, ale tylko do rozmowy intelektualnej

Anna Olszewska współpracowała z Tuskiem od początków jego kariery politycznej. Nigdy jednak nie wychodziła poza rolę sekretarską. Była szefową jego biura, gdy był najpierw posłem, a potem wicemarszałkiem Senatu. Olszewska brała na siebie wszystkie obowiązki, poczynając od tego, żeby umyć szklanki, kończąc na łączeniu telefonów z ważnymi ludźmi na świecie i w Polsce. Od wielu lat funkcjonowała na styku życia profesjonalnego i prywatnego. Coś się jednak ostatnio zmieniło. Nasz informator przekonuje nas, że nie wytrzymała klimatu panującego w KPRM. Nie wytrzymała emocjonalnie i fizycznie. - Rola Ani gwałtownie spadła po wejściu do kancelarii premiera. Nie potrafiła się tutaj odnaleźć. Bardzo często dochodziło między nią a innymi pracownikami kancelarii do konfliktów. I dodaje, że był to konflikt kompetencyjny. - Ona próbowała zająć pozycję wyższą niż jej realne możliwości i funkcjonowanie - twierdzi nasz rozmówca. Jego zdaniem w kancelarii premiera są teraz trochę większe emocje niż kiedyś i trochę mniej ludzi do pracy.

Anna Olszewska wybrała powrót na Pomorze, gdzie zarządza gdańskim biurem Donalda Tuska. Wróciła na stałe do miejsca, którym ją i premiera łączą, w przeciwieństwie do Warszawy, dobre wspomnienia.

Krzysztof Lisek o czasie, kiedy polityczne życie Tuska toczyło się w Gdańsku, mówi z rozrzewnieniem. - Pamiętam, kiedy Donald urzędował w swoim biurze na Pomorzu, a my ze Sławkiem Nowakiem do niego przychodziliśmy. Wtedy Ania Olszewska najpierw sprawdzała, czy szef jest w dobrym nastroju. Rozumiała jego humory i potrzeby. Kiedy był zły, mówiła: "Chłopcy, nie dzisiaj, jest wściekły". A potem za kilka dni dawała nam znać, że już możemy przyjść, coś wynegocjować, bo ma lepsze samopoczucie - mówi Lisek. I dodaje, że traktowała ich jak takich studentów, dzieciaki. A samym Tuskiem opiekowała się jak członkiem rodziny. Pilnowała, aby za długo nie siedzieli u niego interesanci, żeby go nie męczyć. Nigdy nie zajmowała się polityką. Była trochę ponadto, trochę obok, ale cały czas wewnątrz.

To były zupełnie inne czasy. Lisek i Nowak zajmowali się młodzieżówką i regionem. Tusk nigdy nie miał serca do lokalnej polityki. Jedyne, co ich łączyło, to trochę tematów związanych z centralną władzą. Momentem przełomowym dla części gdańskiego środowiska był czas, kiedy zaczęła się tworzyć Platforma. To był bardzo gorący i interesujący okres, w którym to mają początek wszystkie personalne późniejsze układanki. Wtedy wyklarowali się ludzie, którzy brali udział w intensywnej opozycji w latach 2005-2007. Wtedy też stworzył się kwintet wokół Tuska, czyli Schetyna, Drzewiecki, Graś, Nowak. Teraz kwintetu już nie ma.

Środowisko gdańskie wiele lat organizowało na Szerokiej w biurze Platformy polityczno-rodzinne spotkania wigilijne czy noworoczne. Oczywiście dopóki Donald Tusk nie został premierem, bo teraz nie ma już na to czasu. - Były i kolędy, i trochę rozmów. Tam nie byli sami politycy, a nawet było ich bardzo mało. Bo tylko ja, Sławek Nowak i Tomek Arabski. A reszta to środowisko towarzysko-artystyczne - mówi Krzysztof Lisek. Ale byli za to również wieloletni przyjaciele Donalda Tuska Grzegorz Fortuna i Wojciech Duda. Z premierem znają się jeszcze z "Przeglądu Politycznego", gdzie razem pracowali. Zawiązali mocniejsze więzi w momencie, kiedy całe KLD nie weszło do Sejmu, w 1993 roku. Potem, kiedy tworzyła się Unia Wolności, a Tusk był poza parlamentem, musiał z czegoś żyć, więc zarabiał w "PP". Wspólnie zaczęli wydawać albumy "Był sobie Gdańsk", które Tusk firmował, a tak naprawdę dużą część tej pracy, wybieranie zdjęć, opisy to była robota Dudy i Fortuny.

ZOBACZ TEŻ:
* Wszyscy ludzie Tuska w terenie. Sylwetki wojewodów [GALERIA]
* Kto jest najbogatszy w rządzie Tuska? Premier dopiero dziewiąty... [GALERIA]
* Balazs: Tusk otoczył się lizusami. Numerem dwa w Platformie jest Gowin
* Machina propagandowa się zacięła. Ostachowicz się chwieje, a Tusk z nim

Formalnie są doradcami premiera. Przyjeżdżają bardzo rzadko, raz w tygodniu do Warszawy. Nasze źródła w KPRM twierdzą, że chociaż Duda i Fortuna starają się doradzać Tuskowi przy różnych wystąpieniach, ale dziś to taka symboliczna forma współpracy. Jacek Protasiewicz mówi "Polsce", że obaj doradcy współredagowali ostatnie wystąpienie premiera, które wygłosił w Strasburgu. - Są jego zapleczem. Dzięki ich pomocy i wiedzy kształtowała się jego osobowość - mówi nam polityk. Nasz inny rozmówca dorzuca: - Jak ktoś nie zna Dudy i Fortuny, to często ich myli ze sobą. Występują jak jedna maska. Nie mają żadnego wpływu na realną politykę. Są partnerami, ale tylko do rozmowy intelektualnej - twierdzi nasz rozmówca.

Wojciech Duda doradza Tuskowi w sprawach niemieckich, czerpiąc ze swoich kontaktów prywatnych. - Wojtek po stronie niemieckiej ma znajomych pisarzy, naukowców, publicystów, którzy są lobby propolskim w Niemczech - mówi Lisek. Zaś Grzegorz Fortuna od zawsze był postrzegany jako analityk sceny politycznej. - Jest dla Donalda doradcą wewnętrznym w stosunku do wszystkich instytutów i badań - twierdzi Lisek.

O kolejnym członku środowiska gdańskiego, ściągniętym przez Tuska do kancelarii, w mediach było cicho przez długi czas. Łukasz Broniewski, szef gabinetu politycznego premiera zdaniem Agnieszki Pomaskiej (PO) jest idealnym współpracownikiem, bo jest cichy, nienarzucający się, dyskretny. - Potrafi organizować pracę z tylnych rzędów i jest sprawny organizacyjnie - mówi Pomaska.

Broniewski jest subtelny, dyskretny. I bardzo lojalny wobec szefa. Jest zwyczajnie poukładanym człowiekiem. Krzysztof Lisek, którego Broniewski był wychowankiem, mówi o nim "oficer łącznikowy". I chwali za pracę, przekonując, że nie robi wcale błyskawicznej kariery. - To nie jest tak, że asystent Liska stał się asystentem premiera. Bo wcześniej współpracował z nim cztery lata. Zresztą był też szefem kampanii na Pomorzu - mówi. Jego zdaniem Broniewski nie ma ambicji politycznych, nie chce być posłem ani ministrem. Nasz kolejny rozmówca zgadza się, że szef gabinetu politycznego premiera nie jest frontmanem. I zaprzecza doniesieniom, jakoby miał przejmować częściowe kompetencje Igora Ostachowicza. Mówi, że Broniewski nie ma cech PR-owca.

- Ostachowicz ma swoją funkcję gościa od kreowania wizerunku. A Łukasz stara się pilnować rzeczy nie bezpośrednio partyjnych, bo tym zajmuje się Graś. Działa na styku przeróżnych ministerstw, szefów gabinetów innych ministrów. Dowodzi kalendarzem premiera. I nie wchodzi w pole konfliktu z żadnym z ministrów w kancelarii premiera. Jest takim nadzorcą, organizatorem pracy Tuska.

Nasze źródło sejmowe twierdzi, że środowisko gdańskie dla Donalda Tuska zaczyna tracić na znaczeniu. Wraz z upływem lat premier miał przejść ogromną przemianę. Z idealisty zasłuchanego w Janusza Lewandowskiego, który był jego mentorem intelektualnym, stał się zapracowanym, politycznym graczem. Obarczony odpowiedzialnością za państwo stracił czas i ochotę na godzinne rozmowy o historii. Teraz nie spotyka się już ze swoimi gdańskimi przyjaciółmi. Zresztą o czym Tusk miałby z nimi teraz rozmawiać. Oni jakby zamarli w gdańskich wspomnieniach. Świat, jaki przedstawił im Tusk w KPRM, najwyraźniej im się nie spodobał. Dlatego ich więzy są już coraz słabsze. Są ludźmi, przy których Tusk się ukształtował, wyrósł na lidera. Ale gdy się nim stał, przestał ich potrzebować. Najwidoczniej przyjaźń nie istnieje w polityce, a dla liderów nawet poza nią.

Joanna Miziołek

ZOBACZ TEŻ:
* Wszyscy ludzie Tuska w terenie. Sylwetki wojewodów [GALERIA]
* Kto jest najbogatszy w rządzie Tuska? Premier dopiero dziewiąty... [GALERIA]
* Balazs: Tusk otoczył się lizusami. Numerem dwa w Platformie jest Gowin
* Machina propagandowa się zacięła. Ostachowicz się chwieje, a Tusk z nim

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Egon
To nie pozostaje mi nic innego jak przprosić Polaków za Gdańsk.
b
belfer
Twoje otoczenie twierdzi, ze leczysz sie psychiatrycznie.
p
polo
Jednym słowem .... ludzie gdańskiej mafii.
Dodaj ogłoszenie