Oliwia ma jedenaście lat i spore doświadczenie w sztuce tatuażu. Podczas festiwalu Tattoo Days w Łodzi powaliła na łopatki jury 11.12

Halina Gajda
Halina Gajda
Oliwka miała siedem lat, gdy wykonała pierwszy tatuaż. Dzisiaj jedenastolatka z powodzeniem podbija festiwale, na których spotykają się najlepsi z najlepszych, jeśli chodzi o sztukę zdobienia ciała rysunkami fot. Archiwum rodzinne/Anatol Krygowski
Oliwka lubi dziary. Ma jedenaście lat. Tatuuje tatę, klientów. W końcu cztery lata doświadczenia to nie w kij dmuchał. Żadne więc pluszowe misie czy inne lalki barbie. Skóra. Ludzka. Żywa, ojcowska. Konkretnie na przedramieniu, czym zresztą rodziciel – Anatol Krygowski – chwali się już od progu prawie każdemu.

FLESZ - Jak pozbyć się stresu w godzinę? Tę metodę stosowała NASA

Tata Oliwki twierdzi, że nie mogło być inaczej, bo dziecię od najmłodszych lat towarzyszy mu w pracy, w salonie tatuażu. Z braku innych możliwości, od chwili, gdy potrafiła chodzić i jako-tako utrzymać równowagę, przesiadywała u jego boku i patrzyła. I patrzyła. I znowu patrzyła. Z czasem umiała nazwać narzędzia, wiedziała, jak przygotować warsztat pracy, odróżniała niebieski od turkusowego i błękitnego. Kilka tygodni temu, rozwaliła na łopatki jury Tattoo Days w Łodzi. Ze względu na wiek, nie bardzo wiedzieli, jak ją zakwalifikować, a głupio było pominąć talent tak kompletnie bez echa. Przyznali więc nagrodę specjalną. Rzecz bez precedensu, bo Oliwka miała wokół siebie siedmiuset tatuażystów! I to żadnych świeżaków, ale starych wyjadaczy tematu, który mają na sobie nie jedną historię. Wyobrażacie sobie? Siedem setek starych wyjadaczy, często z czterdziestką na karku, i ona jedenastolatka?

Salon tatuażu na urodziny pierworodnej

Żeby dojść do Oliwki, trzeba zacząć od taty. I nie chodzi tylko o fizjologię, bo to dosyć oczywista sprawa, a o nitkę, która wiedzie do kłębka. Otóż tata jako młody Anatol podpatrywał przy pracy swojego ojca, artystę plastyka.

- Siedziałem i patrzyłem, jak miesza farby, naciąga płótno, kładzie podkład, potem kolejne warstwy farby – opowiada. - Albo jak szkicuje coś. Tak czy owak – w domu było artystycznie – śmieje się.

Jak już umiał utrzymać w ręku ołówek czy kredkę, zaczął samodzielne dzieło tworzenia. Konkurował z siostrą. Wedle ojcowskiej opinii, to ona miała lepsze artystyczne wyczucie, ale ostatecznie, zamiast studiować Van Gogha czy Salvadora Dali, wybrała kompletnie inny kierunek. Anatolowi otworzyło to furtkę i można powiedzieć, że wypłynął na szerokie wody. Już wydawało się, że portem będzie jakaś artystyczna alma mater, gdy pomiędzy szkicowaniem, malowaniem, rysowaniem pojawili się starsi koledzy. Z tatuażami. Anatolowi, do rysunków na ciele zaświeciły się wtedy oczy. Nie zgasły do dzisiaj.

- Pierwszy tatuaż zrobiłem sobie, jak miałem trzynaście lat – przyznaje. - Jakiś rok później przyprowadziłem do domu koleżankę. Ku zdumieniu rodziców, oświadczyłem, że zrobię jej tatuaż – wspomina ze śmiechem. - Nie wiem, co myśleli, ale się zgodzili.
Wyszło całkiem nieźle – chwali się.

Edukacyjne turbulencje zawiodły go do szkoły fryzjerskiej. Praktyki rozpoczął w Gorlicach, kolejne miał w Jaśle w salonie, który poza fryzjerstwem zajmował się również tatuażem. Był w swoim żywiole, zwłaszcza że szybko się tam na nim poznali i zaproponowali prowadzenie studia. Koniec szkoły, praca, wyjazd za granicę. Wrócił do Gorlic, gdy Oliwka miała przyjść na świat.
- W 2008 roku, niemal równo z narodzinami córki, otworzyłem salon tatuażu – opowiada. - Niemal od początku, była tam ze mną. Bywało, że całymi dniami – dodaje.

Małe dziecko, jak wiadomo jest jak gąbka – nasiąka otoczeniem. Oliwka nasiąkała więc igłami, pigmentami do skóry, projektami. Zresztą, innego taty nie pamięta.

- Miała siedem lat, gdy pozwoliłem jej zrobić tatuaż na moim przedramieniu – mówi. - Wypisała mi swoje imię – dodaje. Ma je do dzisiaj.

- Oj, pamiętam, gdy robiłam go tacie – macha ręką. - Ileś osób stało mi nad głową i patrzyło na każdy ruch, a ja myślałam tylko o tym, żeby się nie pomylić, bo uważałam, że wtedy wszyscy będą się ze mnie śmiali – przyznaje.

Słowo „Oliwia” na ojcowskiej ręce, o dziwo są w miarę równe, można wręcz powiedzieć, że wykaligrafowane, trzymają się linii. Takie dziecięco-zalotne pismo, gdy jeszcze ręką nie jest wprawna, ale już próbuje stosowania literkowych ozdobników.

Dziecięcy plan, jak wysadzić ojca z biznesu

Gdzieś tak koło czwartego roku życia, gdy Oliwia wzrostem sięgała do warsztatu taty w salonie, ten pozwalał jej na przykład na uprzątnięcie go. Oczywiście musiała ubrać rękawiczki, ochronny fartuch, bo bhp to podstawa. Choć cała robota sprowadzała się najczęściej do wyrzucenia pustych opakowań i odniesienia na miejsce pojemniczków z farbami, to i tak czuła się ważna.

- Któregoś dnia oświadczyła stanowczo, że ona też chce tatuować – opowiada tata.

Kupił więc parę płacht sztucznej skóry. Położył na biurku: masz, próbuj. Oliwki nie trzeba było długo zachęcać. Połknęła temat, jak pelikan rybkę i okazało się, że ma dryg. Co najważniejsze, nie boi się wyzwań. Dumny tata, od czasu do czasu, pozwalał jej więc na „wykończeniówkę-wykończeniówki” prac na swoich klientach. Jakieś kreski, dokończenie cieniowania.

- Któregoś dnia oświadczyłam tacie, że rzucam szkołę. I będę tatuować – opowiada.

Tata entuzjazmu nie wykazał ani krzty. Gorzej, założył córce szlaban na tatuatorskie tematy. Będą oceny, będzie zabawa: twoim priorytetem dziecino, jest szkoła. Tyle było dyskusji. Z czasem Oliwka oswoiła się z myślą, że zanim wysadzi ojca z biznesu, żeby go samodzielnie poprowadzić, trochę w Ropie wody jeszcze upłynie. Znaleźli konsensus. Oliwka wie, że jak zawali coś w szkole, to ojciec jej nie odpuści. Nie ma szans. Tata zaś, w przykręcaniu śrubki z obowiązkami stara się nie przesadzić. Dowód to choćby ostatni wyjazd na konwent tatuatorów w Łodzi, który obywał się w ramach Tattoo Days.

- Zbierają się na nim najlepsi z najlepszych, nie tylko z Polski – zaznacza tata.

Gdy zapowiedział córce, że będzie mogła z nim jechać, miała dosyć kwaśną minę.

- Myślałam, że będę tam tylko siedziała i patrzyła – wzrusza ramionami. - A to przecież nudne jest – mówi szczerze.

Kwaśność zmieniła się w błysk, gdy usłyszała, że będzie mogła tatuować! Kogo? Tatę!

Francuz oszołomiony umiejętnościami nastolatki

Zadanie pierwsze: gałązka oliwna. Już nie taki krótki napis z imienia, ale konkretny motyw. Spalić tematu w żaden sposób nie chciała, a z drugiej strony lekko ją wzdrygało z nerwów i emocji. Niepotrzebnie, bo poszło świetnie.

- No, powiedzmy, że dobrze – tata udaje surowego. - Na pewno wyniosła z tego niezłą lekcję, jak prowadzić igłę po skórze, by nie zrobić krzywdy i nie zadać niepotrzebnego bólu – dodaje.

Oliwka z racji wieku wzbudziła nie lada sensację na imprezie. Po tym, jak goście przypatrywali się efektom jej pracy, pojawił się Francuz chętny do zostania modelem młodej gorliczanki. Po namyśle, krótkich konsultacjach z tatą, podjęła wyzwanie.

- Miałam mu zrobić łódź origami na nadgarstku – zdradza. - Trudno się z nim współpracowało, bo się cały czas wiercił i pokwękiwał, ale ostatecznie wyszło całkiem nieźle. W każdym razie był zadowolony – chwali się.

Festiwalowe jury też dostrzegło, że dziewczyna ma to coś i przyznało jej specjalne wyróżnienie dla najmłodszej tatuatorki. Na razie tyle, jeśli chodzi o brylowanie. Dopiero w przyszłym roku mają zamiar pojechać na konkurs do Warszawy, na kolejną edycję Tattoo Days. Razem z dziewczynką w podobnym wieku, planują wystartować w konkursie "Kolaboracja" podczas którego dwie osoby wykonuje wspólnie jeden tatuaż. Oliwka pytana o trend, który ją najbardziej kręci, odpowiada bez namysłu: neotradycjonalny. Z wyjaśnieniami pospiesza tata.

- To styl starej szkoły tatuaży, który zmienił się wraz z rozwojem. Tatuaże robione w tym stylu wciąż mają grube kontury i nasycone kolory, ale technika pozwala nadać im znacznie większą głębię – tłumaczy.

Tatuaż u córki? Na razie nie ma takiej opcji

Oliwka na co dzień, poza szkołą, ma parę innych, równie jak tatuaż, absorbujących ją pasji. Jeździ na snowbordzie, ponoć lepiej niż tata z dziesięcioletnią praktyką, chodzi na basen, na kółko plastyczne do Gorlickiego Centrum Kultury, działa w harcerstwie.

- Nie chcę, żeby się przedwcześnie wypaliła – tata jest szczery. - Musi znaleźć swoją drogę, ale na razie najważniejsza jest szkoła. Obojętnie, co wybierze w przyszłości, będzie miała odskocznię – podkreśla.

Czy pozwoli jej na tatuaż w wieku 13 lat?

- Nie ma takiej możliwości – stwierdza kategorycznie. I zaczyna się śmiać.

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Oliwia ma jedenaście lat i spore doświadczenie w sztuce tatuażu. Podczas festiwalu Tattoo Days w Łodzi powaliła na łopatki jury 11.12 - Gazeta Krakowska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 8

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Biblia wspomina o tatuażach tylko raz: „Nie wolno wam (...) wykonywać na sobie tatuowanych znaków” (Kapłańska 19:28).

G
Gość
10 grudnia, 13:16, ...i tyle na ten temat:

Tatuowanie się - czy chodzenie w podartych portkach - to publicznie dany dowód "próżni doskonałej" w puszce mózgowej.

Pięknie podsumowane, cała prawda o dzisiejszej młodzieży... i chyba nie tylko młodzieży.

G
Gość
12 grudnia, 10:16, Amazonka:

Tatuaż jest często skutecznym lekarstwem dla cierpiącej duszy i zranionego ciała,oszpeconego bliznami.Wszystkie osoby negatywnie komentujące nie mają o tym pojęcia.

Z tego co piszesz wynika, że połowa polskiego społeczeństwa cierpi na depresje lub ma blizny (po czym ?)... toż to patologia. Prawda jest taka, że to po prostu moda i nic więcej, a skutki uboczne są powszechnie znane.

A
Amazonka
11 grudnia, 15:44, Gość:

Tatuaże - efekt niedowartościowania osoby, która go ma.

Dowartościowanie osoby negatywnie komentującej jest często bardziej szkodliwe dla otoczenia niż niedowartościowanie wytatuowanej.

A
Amazonka

Tatuaż jest często skutecznym lekarstwem dla cierpiącej duszy i zranionego ciała,oszpeconego bliznami.Wszystkie osoby negatywnie komentujące nie mają o tym pojęcia.

T
Termosik

Widząc tego typu komentarze współczuję tym którzy cierpią na ból [wulgaryzm] z powody decyzji innych i wpieprzania się z butami w ich życie oraz szufladkowania że jak ma sie tattoo to napewno kryminalistów lub inny dewiant

G
Gość

Tatuaże - efekt niedowartościowania osoby, która go ma.

...i tyle na ten temat

Tatuowanie się - czy chodzenie w podartych portkach - to publicznie dany dowód "próżni doskonałej" w puszce mózgowej.

Dodaj ogłoszenie