Olejniczak o Pawlaku, Libicki o Macierewiczu, Piechociński o... grzybach [BLOGI POLITYKÓW]

Anita Czupryn
Janusz Piechociński
Janusz Piechociński Bartek Syta/Polskapresse
Wojciech Olejniczak znalazł idealnego kandydata na ministra rolnictwa. Palikot ubolewa, że opozycja nie chce poprzeć jego wniosku o wotum nieufności dla rządu. Piskorski o bankructwach polskich firm. Wojciechowski ratuje 63 mln zł. Czarnecki liczy ochroniarzy premiera, a Piechociński idzie na grzyby. Blogi polityków przegląda Anita Czupryn.

Od tygodnia trwają spekulacje na temat, kto zostanie nowym ministrem rolnictwa po dymisji Marka Sawickiego, w związku z aferą taśmową PSL. Na razie resort nadzoruje premier, ale wiadomo, że ta sytuacja nie będzie trwała wiecznie. Wojciech Olejniczak, europoseł SLD znalazł wyjście i zawiadamia o tym na swoim blogu. Otóż uważa on, że koalicję może uratować Waldemar Pawlak i to on powinien stanąć na czele ministerstwa rolnictwa. Dlaczego on? Bo ma największe doświadczenie w pracy państwowej, no i nie ma innego wyjścia, jeśli chce ratować swoją partię.

Pokłosiem afery taśmowej PSL są kontrole w spółkach związanych z resortem rolnictwa. Z bloga Janusza Palikota dowiadujemy się, że prześwietlanie spółki zbożowej Elewarr trwa. Wczoraj funkcjonariusze CBA wkroczyli do siedziby spółki - pisze Janusz Palikot i przypomina, że na temat nieprawidłowości, jakie miały miejsce w Elewarr powstało już kilka raportów. Pierwszym był raport NIK, a wnioski z kontroli trafiły do Kancelarii Premiera. Teraz NIK sprawdzi, czy wnioski zawarte w pokontrolnym raporcie zostały wykonane i w jaki sposób. Kontrole prowadziło też Centralne Biuro Antykorupcyjne. Premier otrzyma ich raport w czwartek. Zarząd Elewarru nie zgodził się z pokontrolnymi ustaleniami, dotyczącymi naliczania wynagrodzeń i też sporządził swój protokół. NIK oddaliła te zastrzeżenia. Spółka się odwołała do WSA i NSA. Z oceną NIK nie zgadzał się były minister rolnictwa Marek Sawicki i Agencja Rynku Rolnego. Tym razem zarząd Elewarru oświadcza, że ze spokojem czeka na wyniki postepowań. I, zdaniem Palikota, trudno się dziwić temu spokojowi. Bo afera z taśmami PSL zakończy się raportem, w którym premier wyrazi swój gniew. W końcu, jak sam powiedział, nie jest w stanie zamienić się w superkontrolera i osobiście reagować na nieprawidłowości w sytuacji, kiedy trafia do niego 1800 róznych raportów. A co na to opozycja? Palikot ubolewa, że zamiast zrobić coś konkretnego i poprzeć wniosek Ruchu Palikota o wotum nieufności dla rządu, apeluje do Donalda Tuska.

Paweł Piskorski z kolei zauważa, że rząd Donalda Tuska nie reaguje na dramatyczne dane o lawinowo narastającej liczbie upadłości polskich firm. "Rząd Donalda Tuska zdaje się żyć na jakiejś oddalonej od Polski o tysiące mil wyspie - być może jest ona nawet zielona - gdzie nie docierają żadne sygnały o polskiej gospodarce - ironizuje Paweł Piskorski. I podaje twarde fakty: w ciągu pierwszych 6 miesięcy 2012 roku w największych aglomeracjach liczba wniosków u upadłość złożonych do sądów wzrosła w stosunku do analogicznego okresu 2011 roku o 50 procent.

Ta niekorzystna dynamika panuje też w liczbie już ogłoszonych przez sądy gospodarcze bankructw. Według "Gazety Finansowej" od stycznia do czerwca 2012 roku ogłoszono upadłość 416 firm - co w porównaniu do tego samego okresu roku ubiegłego oznacza wzrost o ponad 19 procent. Inne branże, jak budownictwo, spożywcza czy transport też nie maja sie lepiej, a prognozy dla nich są złe. I nie ma co tłumaczyć to kryzysem w strefie euro, tylko o niedomaganiach z naszej strony: o zatorach płatniczych, złej ustawie o zamówieniach publicznych, która wymusza na firmach samobójcze wyścigi cenowe, o służbach skarbowych i prokuraturze, które nastawione są na to, aby firmy niszczyć. Piskorskiemu ta sytuacja przypomina czasy PRL i nieustępliwą walkę z "prywaciarzami". czy wreszcie służby skarbowe i prokuratura wręcz nastawione na to, by niszczyć firmy - co coraz bardziej przypomina PRL i prowadzoną wtedy nieustępliwą walkę z "prywaciarzami". Rząd ma instrumenty, aby powstrzymać upadłości polskich firm. Musi tylko umieć i chcieć z nich skorzystać - kończy Piskorski.
Czy Platforma Obywatelska pomoże cwaniakom wyrwać z publicznej kasy 63 miliony zł - zastanawia się europoseł PiS Janusz Wojciechowski, pisząc o rozłożeniu na raty opłat koncesyjnych ustalonych przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. PiS wie, jak uratować ddla budżetu 63 mln zł, a może i więcej, dlatego złożyło własnie projekt zmiany ustawy o radiofonii i telewizji, domagając się natychmiastowego jej uchwalenia, by nowelizacja weszła w życie najpóźniej 3 sierpnia. Trybunał Konstytucyjny stwierdził bowiem, że opłaty koncesyjne ustalone przez KRRiT są niekonstytucyjne. Od tego czasu minął rok, a Sejm ustawy nie dostosował do Konstytucji. I wszyscy milczą: rząd, KRRiT. Milczenie jest im na rękę - sugeruje europoseł Wojciechowski. No, bo jeśli do 3 sierpnia nie będzie zmiany ustawy, to stracą moc przepisy, na podstawie których ustalono wcześniejsze opłaty, które ściągnieto, a te, które zostały rozłozone na raty (czyli ponad 63 mln zł) w ogóle staną się nieściągalne. Wniosek z tego taki, że bogacze, którzy dostali koncesje, najpierw mogli rozłożyć opłaty na raty, a teraz może spaść na nich kolejna łaska w postaci anulowania opłat. Janusz Wojciechowski przy okazji nadmienia, że biedna Telewizja Trwam koncesji nie dostała. Trzeba więc patrzeć na ręce Platformie - jeśli nie zgodzi się na pilne przyjęcie proponowanej przez PiS ustawy, będzie to znaczyło jedno: że nabije kabzę cwaniakom.

Jeśli mowa o PiS, to senatora Jana Filipa Libickiego nieodmiennie zaskakuje dzielny szef Zespołu Smoleńskiego czyli Antoni Macierewicz, który podzielił się swoją opinią na temat taśm PSL. Okazuje się, że cała ta afera to kolejna pijarowska sztuczka rządu, której zadaniem jest przykryć wnioski prawno-karne, jakie płyną z katastrofy smoleńskiej i obciążają rząd Tuska. - Ta specyficzna intelektualna konstrukcja jest dla mnie najlepszym dowodem, że Antoni Macierewicz może po prostu powiedzieć wszystko i że na każde wydarzenie, jakie ma miejsce w Polsce, potrafi spojrzeć z perspektywy smoleńskiej mgły - pisze senator Libicki. I dodaje: - Tylko czekać, aż w momencie, kiedy premier złamie nogę Macierewicz ogłosi, że to wszystko mistyfikacja, służąca przykryciu smoleńskiego dramatu. To będzie jednak przysłowiowy pikuś. Bo jak w grudniu będziemy mieli ostrą zimę, 40 stopni mrozu i 5 metrowe zaspy, to dopiero będzie zasłona dymna dla tragedii smoleńskiej! A jak zima będzie lekka? Spokojnie…też coś się znajdzie.

Europoseł z PiS Ryszard Czarnecki postanowił, przy okazji pogrzebu Jerzego Kuleja, policzyć ochroniarzy premiera. Był on i na mszy świętej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego jak i na samym pogrzebie na Powązkach Wojskowych. W Katedrze WP premiera Tuska nie było - donosi Czarnecki. Premier pojawił się za to na Powązkach, a towarzyszyło mu dwudziestu paru funkcjonariuszy BOR! Czarnecki przypomina, jak to premier zarzucał prezesowi PiS, że chroni go zbyt wielu "borowików", a przecież Jarosław Kaczyński wykorzystywał ich 2 czy 3 razy mniej. I jak to teraz skomentować? Aż nie chce się tego komentować - kończy europoseł Czarnecki.

Janusz Piechociński w swojej blogowej notce chwali się, jak mu minął poniedziałek. A był pracowity. Poseł PSL od rana brał udział w spotkaniach terenowych w ramach poselskich interwencji, następnie świętował 40-lecie Coca Coli na polskim rynku, w TVN komentował bieżące wydarzenia, wieczorem skoczył do gminy Lesznowoli, aby też zainterweniować, a wieczorem wyprawił się do lasu na grzyby. Mimo zmroku udało mu się zebrać 167 czerwonych i szarych koźlarzy. To się nazywa szczęście grzybiarza!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Alarm
Sytuacja finansowa podmiotów, które otrzymały od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) koncesję na nadawanie drogą naziemną, była niekorzystna a decyzje o rozłożeniu na raty były niegospodarne i niecelowe – potwierdziła w raporcie Najwyższa Izba Kontroli (NIK). Wcześniej zastrzeżenia te zgłaszała Fundacja Lux Veritatis, nadawca Telewizji Trwam, której nie przyznano miejsca na cyfrowym multipleksie.

- NIK potwierdziła to co mówiła Fundacja w swoich zarzutach do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, że sytuacja finansowa przynajmniej trzech podmiotów, które otrzymały koncesję na MUX-1 była bardzo zła. Te podmioty nie istnieją gospodarczo, nie posiadają ani potencjału ani majątku. I nie były wstanie zapłacić opłaty koncesyjnej – powiedziała w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Lidia Kochanowicz, dyrektor finansowa Fundacji Lux Veritatis.

Krajowa Rada była świadoma złej kondycji finansowej tych podmiotów. KRRiT z uwagi na ich złą sytuację finansową musiała rozłożyć na 10 lat, czyli na ponad 100 rat. To oznacza, że Krajowa Rada dokonała manipulacji i nadużycia mówiąc o tym, że wybrała firmy najlepsze, posiadające zdolność finansową, które są zdolne udźwignąć nadawanie na MUX 1 – dodała Kochanowicz. Niezdolność finansowa była głównym zarzutem przeciwko Telewizji Trwam, powtarzanym przez Jana Dworka, przewodniczącego KRRiT i przedstawicieli tego konstytucyjnego organu.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji (KRRiT) poprzez rozkładanie na raty opłat koncesyjnych na nadawanie programów radiowych i telewizyjnych dopuściła się niecelowego i niegospodarnego działania ze względu na odraczanie poboru dochodów budżetowych wskutek rozkładania na raty opłat koncesyjnych – wynika z raportu Najwyższej izby Kontroli (NIK). Wcześniej na ten sam problem zwracała uwagę Fundacja Lux Veritatis, której Rada nie przyznała miejsca na cyfrowym multipleksie.

NIK w corocznej kontroli zbadała jedynie kwestię finansów Krajowej Rady. Wcześniej zarówno przedstawiciele Fundacji jak i posłowie Prawa i Sprawiedliwości (PiS) i Solidarnej Polski (SP) wnioskowali o pełną kontrolę w KRRiT, dotyczącą procesu przyznawania koncesji na nadawanie drogą naziemną. - Gdyby Najwyższa Izba skontrolowała cały proces koncesyjny to tych nieprawidłowości znalazłaby o wiele więcej. Niestety na to nie wyrazili zgody posłowie Platformy Obywatelskiej (PO), Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL), Ruchu Palikota i Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD). Ta nieformalna koalicja rządząca zdawała sobie sprawę z tego, że zarzuty przez nas stawiane są zasadne – dodała dyrektor Kochanowicz.

Z raportu NIK wynika, że w swoich działaniach KRRiT żadnego problemu nie widzi, co więcej za nieuzasadnione uważa zastrzeżenia, dotyczące niegospodarności i niecelowości opłat ratalnych.

Zdaniem Witolda Grabosia, zastępcy przewodniczącego KRRiT, „należności z tytułu opłat prolongacyjnych za decyzje o udzieleniu lub zmianie koncesji radiowych i telewizyjnych wynosiły 13.135,9 tys. zł i powodowały wzrost dochodów budżetowych w tej wysokości”. KRRiT po raz kolejny twierdzi, że na przydział poszczególnym podmiotom miejsca na cyfrowym multipleksie duży wpływ miał interes publiczny, który – zdaniem Rady – polega na poszerzeniu wśród nadawców telewizyjnych oferty programowej. Ten czynnik był także brany pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o rozłożeniu opłat za decyzje rozszerzenia koncesji o możliwość umieszczenia programów w sygnale MUX-1.

W raporcie wyraźnie odnotowano, że KRRiT świadoma była problemów rynku medialnego w Polsce, co stanowi potencjalną groźbę niewypłacalności nadawców.
G
Gabriel
Badałem setki upadłości i każda kwalifikuje się do sprawdzenia przez prokuratury. Zwykle za upadłościami kryją się przekręty,
to nie spada z nieba. Każde zaciąganie długów musi mieć rozsądne
granice i tego obecnie wielu firmom brakuje.
U
Uważam_Że
Ministerstwo Rolnictwa ma pod sobą szereg rządowych agencji obracających olbrzymimi pieniędzmi. Podlegają one PSL, którego działacze mają dość specyficzną mentalność. Niestety, traktują oni te instytucje niejako coś, co ma służyć dobru wspólnemu, ale jako prywatny folwark. Pieniądze tych instytucji i synekury służą budowaniu struktur partyjnych ludowców.

Myliłby się jednak ktoś, kto uważa, że mamy do czynienia jedynie z aferą w PSL. To afera, która obciąża również Donalda Tuska i Platformę Obywatelską.

Ze sprawą Agencji Rynku Rolnego, o której mowa w nagraniu, zetknąłem się w 2009 r. jako szef CBA. Aferę ujawnili pracownicy ARR, którzy opowiedzieli o tych nadużyciach w białostockiej delegaturze CBA. Ujawnili działania Władysława Łukasika, ówczesnego szefa ARR, a obecnie głównego bohatera afery taśmowej. Przedstawili dowody bezceremonialnego łamania prawa, m.in. ustawianych konkursów pod konkretne osoby z PSL oraz nepotyzmu. W związku z rym prokuratura postawiła prezesowi ARR Łukasikowi zarzuty i jeszcze w 2009 r. sprawa trafiła do sądu.

Powiadomiłem o rym premiera Tuska, przesyłając mu nawet akt oskarżenia. Efekt był żaden. Premier Łukasika nie odwołał i dalej przez następne trzy lata pełnił on tę funkcję. Był to jasny sygnał dla PSL, że Donald Tusk przyzwala na tego typu praktyki w imię utrzymania sejmowej większości. Potem okazało się, że takie przyzwolenie dotyczy też działaczy PO, o czym świadczy afera hazardowa.

Jak widać, Tusk w ogóle nie reaguje na tego typu sprawy, a zajmuje oficjalne stanowisko, udając zaskoczenie, dopiero wtedy, kiedy afera wybucha w mediach. Kiedy sprawa przycicha, dalej dzieje się to samo.

Były szef ARR Łukasik pokazuje na nagraniu dokument - jak wynika z kontekstu - podpisany przez Sawickiego, w którym nakazywać on miał zatrudnianie konkretnych osób, swoich znajomych. Sawicki zeznawał w prokuraturze i przed sądem, że nigdy nie ingerował w politykę personalną tej agencji. Służby powinny błyskawicznie zabezpieczyć ten dokument, bo może to być kluczowy dowód na składanie przez Sawickiego fałszywych zeznań.

CBA badało też Agencję Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa. Wiemy, że dochodziło do olbrzymich nadużyć przy przetargach, m.in. na sporządzanie map satelitarnych czy w informatyce. Osoby, które wówczas zatrzymywano, którym stawiano zarzuty czy które objęto aktami oskarżenia, mają się jednak świetnie, a nawet zachowują intratne posady w radach nadzorczych.

Wygląda na to, że Donald Tusk uznał, iż ten obszar to folwark PSL, udzielne księstwo, w które on się nie wtrąca dopóty, dopóki nie zagrozi to słupkom sondażowym. Aktem oskarżenia w sprawie ARIMR objęty jest płk Aleksander Lichocki, osoba przez lata pełniąca funkcje kierownicze w WSI. Jeden z głównych bohaterów obecnej afery to Andrzej Śmietanko, oficjalnie polityk PSL, ale przez długi czas był ministrem w kancelarii Aleksandra Kwaśniewskiego.
Dodaj ogłoszenie