reklama

Olechowski: Niech rząd sprzeda spółki

rozmawia Tomasz Ł. RożekZaktualizowano 
Andrzej Olechowski
Andrzej Olechowski Małgorzata Genca/POLSKA
Z Andrzejem Olechowskim, byłym ministrem finansów i doradcą ds. ekonomicznych prezydenta Lecha Wałęsy, rozmawia Tomasz Ł. Rożek

Po pięciu miesiącach dziura w budżecie urosła do 16,4 mld zł. Jeśli rząd będzie chciał wykonać swój ambitny plan niezwiększania w tym roku deficytu ponad 18,2 mld zł, to dojdzie do protestów społecznych. Bo ileż można ciąć?
Kij ma dwa końce. To, że rząd stara się minimalizować deficyt, to polityka rozsądna i konieczna. Nie jesteśmy w stanie bardziej się zadłużać niż dotychczas, bo koszty obsługi zadłużenia są już ogromne. A każde zwiększenie deficytu jeszcze je podwyższa. Z drugiej strony utrzymanie deficytu na poziomie 18,2 mld zł w całym roku jest dziś bardzo wątpliwe. Dlatego rząd ma dwie, a właściwie trzy możliwości.

Cięcie wydatków, zwiększenie deficytu i...?
Trzecim rozwiązaniem, by ratować budżet, jest sprzedaż państwowych udziałów w dużych spółkach notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych. To nie jest wcale działanie egzotyczne, tylko jak najbardziej realne i rozważne. Każdy człowiek czy rodzina w sytuacji kryzysowej, gdy brakuje pieniędzy, zaczyna myśleć nad sprzedażą dywanów, mebli, antyków. Państwo powinno pomyśleć w ten sam sposób: udziały, np. w PKN Orlen są łatwo zbywalne. Zawsze, nawet w najgłębszym kryzysie, znajdzie się chętny na zakup akcji dużej spółki. Ot, choćby bank inwestycyjny.

Spowolnienie gospodarcze to najgorszy moment na sprzedaż. Można narazić budżet na wielomiliardowe straty, bo nie uzyska się dobrej ceny.

Ale są różne możliwości sprzedaży - można oddać udziały w komis, można sprzedać spółkę w ratach i umówić się z kupującym co do podziału zysków po transakcji, opracować kalendarz sprzedaży. To jest tak: jeśli pilnie potrzebuję gotówki, to sprzedaję za każdą cenę. Gdybym ja był ministrem finansów, to natychmiast zażądałbym raportu w sprawie udziałów w spółkach Skarbu Państwa. O ile mi wiadomo, majątek, który można dziś sprzedać, jest wart kilkadziesiąt miliardów złotych (ok. 45 mld zł - przyp. red.). Nie wahałbym się ani chwili, tylko sprzedawałbym.

Minister finansów najwyraźniej wziął sobie do serca powiedzenie Benjamina Franklina, że droga do bogactwa wiedzie przez oszczędność. I tnie wydatki.

Mam jednak nieodparte wrażenie, że każde dalsze cięcia odbiją się na konsumpcji, która napędza nam gospodarkę. Tego tłuszczu jest już bardzo niewiele. Swoją drogą rząd powinien wreszcie zrobić szczegółowy plan oszczędnościowy - co i gdzie ciąć, w jakiej kolejności i w jakim resorcie. Jedno jest pewne. Nie można zahamować konsumpcji wewnętrznej, bo dziś jest jedną z potężnych dźwigni naszej gospodarki.

Obok pieniędzy unijnych, które wysypują się jak z pękniętego worka. Do końca maja wykorzystaliśmy 41 proc. wszystkich pieniędzy zaplanowanych na ten rok.
To jest oczywiście radosna informacja, zwłaszcza w zestawieniu ze spadającymi dochodami z podatku PIT i VAT. Sęk w tym, jak ten napływ pieniędzy z Unii przełoży się na nasz budżet. Być może fakt, że mamy więcej pieniędzy z Brukseli, oznacza, że wzmocnimy popyt wewnętrzny - będzie więcej pracy, np. w budownictwie. Branża budowlana dziś dołuje, a dzięki unijnym dotacjom może wreszcie rozwinąć skrzydła. Bardzo chciałbym mieć możliwość przewidzenia, w jaki sposób pieniądze z Unii wpłyną na nasz wzrost gospodarczy. Na razie trudno znaleźć na to jakiś matematyczny wzór.

Rozumiem, że podwyżka VAT czy akcyzy to bezpośrednie uderzenie w konsumpcję i Pan się temu stanowczo sprzeciwia.

Tu już nie o to chodzi, czy się sprzeciwiam czy nie, ale mam wątpliwości, czy budżet zarobi jakieś konkretne pieniądze na podwyżce podatków pośrednich. Formalnie najmniej skomplikowane jest podniesienie akcyzy na alkohol czy papierosy, bo byłaby to bezpośrednia decyzja rządu, z wyłączeniem drogi sejmowej. Ale pytanie, czy warto to robić. Tegorocznego budżetu nie zbawi już kilka dodatkowych miliardów, a może się okazać, że pieniędzy wcale nie będzie więcej, bo np. palacze, wiedząc o podwyżce, przestaną kupować papierosy. Najgorsze jest to, że nie ma neutralnych podatków, które nie uderzą w ludzi. Zawsze płacimy za to, że państwo podnosi podatki.
Większość ekonomistów boi się drugiej połowy roku. Uderzenie kryzysu ma być silniejsze, bardziej dotkliwe i nie uratuje nas już konsumpcja wewnętrzna.
Nie jestem czarnowidzem, ale spodziewam się, że będzie znacząco spadać bezrobocie, co spowoduje większe wydatki państwa na zasiłki, renty itp. I zgodnie z zasadą domina posypie się konsumpcja, przyhamuje sprzedaż, produkcja i gospodarka przestanie się kręcić. Ucierpi też budżet - bo będą dużo niższe wpływy z podatków. Jest tylko jedna rzecz, która w tym całym zamieszaniu, która mnie jednocześnie dziwi, z drugiej daje nadzieję.

0,8 proc. wzrostu PKB w pierwszym kwartale, co czyni nas europejskim tygrysem gospodarczym?
Nie. Konstatacja, że mam lżejszą gruźlicę niż pacjent, który leży obok, jest mało pocieszająca. Mam na myśli dane pokazujące, że nasza gospodarka jest wyjątkowo odporna na załamanie światowego handlu. Nasze obroty handlowe wciąż są na bardzo przyzwoitym poziomie, co rzeczywiście może dodać nam optymizmu.

A może po prostu jest tak, jak twierdzi prezes Międzynarodowego Funduszu Walutowego Dominique Strauss-Kahn, że pojawiły się na świecie oznaki wychodzenia z recesji i choć kryzys trwa, najgorsze za nami?
Z szefem MFW trudno jest mi polemizować, bo zapewne wie więcej o stanie gospodarki niż ja czy pan. Myślę, że on bierze pod uwagę odbicie w gospodarkach krajów azjatyckich, co w przyszłości przełoży się na wzrost gospodarczy w Europie. Ja na razie nie widzę naturalnych oznak ożywienia gospodarczego w Europie. Jeżeli są jakieś oznaki, to wyłącznie efekt wielkich państwowych planów pomocowych, a więc pompowania ogromnych pieniędzy w poszczególne gałęzie gospodarki. Ale to jest tylko kroplówka. Jeśli się ją odłączy, pacjent umiera. Swoją drogą Polska korzysta na tym, że inne kraje pompują w swoje gospodarki wielkie pieniądze.

Chodzi o osławione powiedzenie o tym, że Polska jest pasażerem na gapę i sama nic nie robiąc, zbiera owoce aktywności rządów europejskich?

Tak, choć bardziej chodzi mi o to, że dzięki planom pomocowym np. w Niemczech czy Wielkiej Brytanii polskie firmy mogą sprzedawać tam więcej towarów. Ale jest też inna przyczyna naszej niezłej kondycji gospodarczej: obywatele starej Europy zubożeli w wyniku kryzysu, więc sięgają na towary z niższej półki, czyli towary polskie. To dlatego lepiej sprzedają się produkowane w Polsce części do niemieckich samochodów czy polska żywność. Jest tańsza, choć niekoniecznie gorszej jakości. I to jest nasza siła.

***

W debacie powiedzieli

"

Adam Szejnfeld: Do ratowania budżetu można wykorzystać 20 mld dol. z MFW. 18.05.2009 r.

Stanisław Gomułka: Należy rozwiązać Sejm, rząd nie upora się z deficytem. 19.05.2009 r.

Ryszard Bugaj: Wprowadźmy 50-procentową stawkę podatkową dla najbogatszych.
20.05.2009 r.

Witold Modzelewski: Zlikwidujmy buble prawne, a zlikwidujemy deficyt. 21.05.2009 r.

Cezary Mech: Pieniądze z UE będą jedynym ratunkiem na kryzys. 22.05.2009 r.

Mirosław Barszcz: Niech bogaci rolnicy wreszcie zapłacą więcej. 27.05.2009 r.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 9

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jermar2

Że tez TimesPolska nie przeprowadzi wywiadu z jakimś prawdziwym Polakiem.

Col

Polska juz nie ma prawie gospodarki, a Olechowski proponuje sprzedać kolejne spółki i pozbyć się dochodów i zysków z tych spółek. Sprzedaje sie tylko raz , a co potem, panie Olechowski ??? Czy Polska ma pozostac pustynią ??? Czy proponuje pan sprzedać PKO BP i Polska ma pozostac w ogołe bez żadnego banku ??? Oj , oj niedobrze pan radzi, panie Olechowski i wypadałoby zapytac w czyijm interesie pan działa ????, bo ,że nie Polski, to pewne.

J
Ja

?

r
robert

ktora probuje jeszcze zaistniec w zyciu politycznym Polski

P.G Poznań

Byłoby ciekawe w ilu Radach Nadzorczych Pan Olechowski się udziela ?

P.G.

Co na to wszystko co Pan Olechowski powiedział mówi Jego partia ?

w
widukind

TW - jeśli Ty się sprzedałeś to nie namawiaj chociaż do złego innych chyba że chodzi o POparańców ale to przecież swoi.

K
Krytyk

".... jeśli pilnie potrzebuję gotówki, to sprzedaję za każdą cenę." oto
"mądrość" Olechowskiego! Jeśli więc potrzebujesz gotówki na piwo to sprzedajesz dom za taką cenę aby starczylo na dwie butelki! Oto kwintesencja jego filozofii. Ludzi o takiej mętalności trzeba trzymać z daleka od majątku narodowego!
A mnie kiedyś uczyli, że np. akcje sprzedaje się na górce a kupuje na dołku
ich ceny. Wtedy jednak nie znali "nauczania" doktora Olechowskiego.

K
KALIF

Olechowski TW,..MUST ,.najchęntnie sprzedał by swoim towarzyszom z KREMLA.

Dodaj ogłoszenie