Oficer wywiadu PRL oskarżył ks. Isakowicza-Zaleskiego. "Nie przygotowywałem zamachu na papieża"

Redakcja
Tadeusza Isakowicz-Zaleski
Tadeusza Isakowicz-Zaleski FOT. TOMASZ BOLT / POLSKAPRESSE
Oficer wywiadu PRL Edward Kotowski oskarżył o pomówienie ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który powiedział o nim, że zbierał w Watykanie informacje przydatne do zamachu na Jana Pawła II. Ksiądz odpiera zarzuty i zapowiada ujawnienie w sądzie nowych dokumentów.

Czwartkowe tzw. posiedzenie pojednawcze w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa nie przyniosło rezultatu. Jak ustaliła PAP w źródłach sądowych Kotowski chciał, aby w zamian za wycofanie aktu oskarżenia ksiądz przeprosił go w mediach i zapłacił mu 50 tys. zł zadośćuczynienia. Adwokatka nieobecnego w sądzie księdza odrzuciła takie warunki. Wobec tego sąd wyznaczył na 1 grudnia początek procesu, w którym ks. Isakowiczowi-Zaleskiemu grozi do roku więzienia.

W styczniu 2009 r. w wywiadzie dla gazety "Polska The Times" ksiądz powiedział, że ppłk Kotowski jako oficer wywiadu PRL o pseudonimie "Pietro" miał w Watykanie prowadzić agenta o kryptonimie "Prorok" i uczestniczyć w ten sposób w zbieraniu informacji z życia osobistego papieża, które mogły posłużyć zorganizowaniu zamachu na Jana-Pawła II. Kotowski zaprzecza temu, podkreślając, że to nie on prowadził tego agenta, a ustalenia badaczy nie wskazują, by "Prorok" miał przekazywać informacje, które mogłyby być przydatne do ewentualnego zamachu.

"Obciążanie mnie przypisywanymi informacjami jest pozbawione jakichkolwiek podstaw i stanowi wielkie nadużycie, nie tylko moralne, ale także wyczerpuje znamiona i zakres przestępstwa określonego w art. 212 par. 2 Kodeksu karnego" - oświadczył Kotowski. Według tego artykułu (trwa kampania społeczna o jego wykreślenie jako godzącego w wolność słowa) za pomówienie w mediach o działanie mogące poniżyć kogoś w opinii publicznej grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo do roku więzienia.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Przerwałem zmowę milczenia

Kotowski (obecnie emeryt) powiedział PAP w sądzie, że w latach 1979-1983 pracował w misji dyplomatycznej PRL przy Watykanie i jednocześnie był oficerem wywiadu, a "role te uzupełniały się". Dodał, że działał na rzecz "zdecydowanego polepszenia" stosunków państwo-Kościół. Zaprzeczył, by służby PRL miały jakikolwiek związek z zamachem na placu św. Piotra w maju 1981 r. Przyznał, że był już przesłuchiwany w śledztwie IPN w sprawie zamachu na Jana Pawła II (śledztwo trwające od 2006 r. ma się zakończyć umorzeniem - red.).

Zapytany przez PAP, czemu wytoczył księdzu proces karny, a nie cywilny, Kotowski odparł, że proces karny jest szybszy. Podkreślił, że został pomówiony niesłusznie i z konsekwencjami, bo były już pogróżki pod jego adresem. Zwrócił uwagę, że wcześniej bez skutku występował do księdza, by odwołał swe słowa. "Wtedy by nie było tego procesu" - dodał.

"Uważam, że pan Kotowski prowadził szkodliwą działalność wobec Kościoła i zamierzam to wykazać na procesie" - powiedział PAP ks. Isakowicz-Zaleski. Dodał, że na procesie ustosunkuje się do zarzutów i będzie ujawniał dokumenty, "które dotyczą także pana Kotowskiego".

Dodał, że chciał ugody, ale pojednanie na warunkach Kotowskiego jest niemożliwe. "Nie zgadzam się z jego zarzutami, a ponadto nie mam 50 tys. zł i nie zamierzam wspierać budżetu pana Kotowskiego" - oświadczył. Dodał, że w tego typu sprawach powinno się stosować proces cywilny, a nie karny. Art. 212 Kk ksiądz uznał za służący "kneblowaniu wolności słowa".

Ks. Isakowicz-Zaleski to były kapelan nowohuckiej "Solidarności", zwolennik lustracji w Kościele. Autor głośnej książki "Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej" (2007).

Wideo

Komentarze 107

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
dr Edward Kotowski

Aby nie być gołosłownym, niniejszym przekazuję Czytelnikom treść mojego Wniosku, z dnia 20 lipca 2010r. przesłanego do Sądu w sprawie jawności postępowań przed sądem mokotowskim. Rzecz jasna na ten Wniosek, ani na jakiekolwiek inne wnioski ( w tym dowodowe) nigdy nie otrzymywałem odpowiedzi. To jest korespondencja tylko w jedną stronę. To ostatnie to jeszcze pół biedy, gdyby te wnioski były realizowane zgodnie z ich treścią, a nie odwrotnie, tak jak było z tym, który w całości zacytuję:

„Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa
III Wydział Karny
00-873 Warszawa
ul.Ogrodowa 51a

Dotyczy spraw: a)sygn.: III K 71/10
b)sygn.: III K 496/10

W N I O S E K

W oparciu o treść art. 359 pkt 2 Kodeksu Postępowania Karnego, jako pokrzywdzony, niniejszym wnoszę o to, aby postępowanie sądowe w obu sprawach przywołanych w piśmie (na wszystkich jego etapach) odbywało się jawnie.
Swój Wniosek uzasadniam tym, że częściowa kwerenda archiwalna tytułów prasowych, jaką ostatnio przeprowadziłem, ujawniła, że publikacja, która jest przedmiotem postępowania sądowego została przedrukowana w, co najmniej, 27 tytułach (dzienniki, tygodniki, miesięczniki).
W powyższej sytuacji, w moim interesie osobistym, a zapewne i prawnym tych tytułów prasowych, leży to, aby poprzez jawność postępowania sądowego, dotrzeć z obiektywną informacją przynajmniej do tych samych odbiorców, do których te mass-media, zapewne nieumyślnie, doprowadziły kłamstwa, znieważenia i pomówienia dotyczące mojej osoby.
Uprzejmie proszę o poinformowanie mnie oficjalnie, na piśmie, o sposobie załatwienia mojego Wniosku, bowiem chcę osobiście zwrócić się do mass-mediów z informacją w tej sprawie, aby one mogły wypracować swój punkt widzenia i poinformować swoich odbiorców o rzeczywistym stanie sprawy, w powiązaniu z tym, co było zawarte w przedrukach.
Myślę też, że z punktu widzenia interesu społecznego byłoby to również korzystne, bo fałszywe informacje dotyczące mojej osoby, jak wskazuje profil tytułów prasowych, dotarły do wszystkich środowisk, nie wyłączając czytelników pism kobiecych: „Pani”, „Twój Styl”, „Pani Domu”, „Gala” a nawet „Szpilek”, czy środowisk rolniczych („Zielony Sztandar”) czy biznesowych („Puls Biznesu”).
W powyższej sytuacji nie wyobrażam sobie, aby w stosunku do osób winnych, niezależnie od tego, których ostatecznie to będzie dotyczyć, była możliwa moja zgoda na pojednanie.
Z wyrazami szacunku
dr Edward Kotowski
Egz. Nr 1 – adresat
Egz. Nr 2 – a/a”
(Dodaję, ze chodziło mi o inernetowe wydania tych tytułów prasowych).
Jak wiadomo, mimo mojego Wniosku, który, wg treści art. 359 pkt 2 kpk, jest wiążący dla Sądu, tenże jednak utajnił rozprawę wyznaczoną na dzień 1 grudnia 2011 r. powołując się na ten sam artykuł. Dodam, że można taką rozprawę utajnić jedynie wtedy, gdy zgodzi się na to pokrzywdzony.
Niestety, pokrzywdzony nie miał tu nic do powiedzenia. A przecież, to nie strony procesowe są dla sądu, a chyba odwrotnie, zgodnie ze znaną zasadą pomocniczości wszelkich instytucji państwowych wobec obywatela.Wydaje się, że obraza prawa procesowego, a konkretnie art. 359 pkt 2 kpk, może stanowić podstawę do wniesienia apelacji do sądu apelacyjnego, jeśli sąd okręgowy oddali moje zażalenie na Postanowienie, którego treści nie znam, bo mi go dotąd (do 24 grudnia b.r) nie przysłano. Co prawda, ogłosił je na korytarzu sądowym oskarżony, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, ale przecież nie jest on pracownikiem sądu mokotowskiego i nie za bardzo mogę mu wierzyć. A może tego Postanowienia po prostu nie ma ?
dr Edward Kotowski

d
dr Edward Kotowski

"@Piotr Stróż
Panie Piotrze, Otóż przeglądając moją obszerną dokumentację akt sprawy III K 71/10, stwierdziłem, że Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa, utajnił rozprawę zaplanowaną na 1 grudnia 2011 r. wbrew mojemu Wnioskowi datowanemu, na dzień 20 lipca 2010 r. i w tym dniu przesłanym (za potwierdzeniem odbioru) przesyłką poleconą nr 134923402, do Sądu. Przesyłka dotarła do Sądu w dniu 28.07.2010r., co zostało pokwitowane w Biurze Podawczym. Wnioskowałem,aby w oparciu o art.359 pkt 2 kpk, postępowanie sądowe, w sprawach III K 71/10 i III K 496/10, toczyło się jawnie na wszystkich jego etapach. Z treści zapisu tego artykułu jasno wynika, że Wniosek pokrzywdzonego jest dla Sądu wiążący. Dlaczego więc Sąd utajnił rozprawę w dniu 1 grudnia b.r.wbrew mojemu interesowi? Qui prodest? To pytanie jest jednak retoryczne.A niespodzianki można znaleźć nie tylko pod choinką. Pozdrawiam.
DANED "
0
90
| 23.12.2011 05:23

d
dr Edward Kotowski

@Piotr Stróż
Jako „nobilitowany” szpieg, „figurujący” na poczesnym miejscu w rankingu światowym ludzi tej profesji, chciałbym poświęcić kilka zdań na podsumowanie obecnego etapu sprawy III K 71/10.
Zacznę od nawiązania do kuriozalnego rozpoczęcia procedury rozprawy głównej, w dniu 1 grudnia 2011 r. i jej nieoczekiwanego zakończenia, które z niezrozumiałych dla mnie powodów wprawiło w euforię oskarżonego ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, jak i jego licznych zwolenników przybyłych do Sądu i tu go wspierających. Patrząc na jego „triumfującą” minę, gdy wychodził z sali Sądu i ogłaszał umorzenie sprawy z powodu niestawienia się na sali oskarżyciela prywatnego, zastanawiałem się, czy on zdaje sobie sprawę z tego, co zaszło ? Wydaje się, że on nie zrozumiał tej sytuacji, bowiem z powodów proceduralnych, o których nie warto tu już mówić, doszło do tego, że kwestia jego niewinności, którą tak namiętnie przed procesem głosił, nie doczekała się potwierdzenia sądowego.Oznacza to, że w odczuciu opinii publicznej nie doszło do jego samooczyszczenia się przed sądem, co tu mówić, z bardzo poważnego zarzutu, o tym, że mówił nieprawdę. Dla duchownego jest to szczególnie zarzut poważny i obciążający jego misję społeczną. Ja, na jego miejscu z przebiegu wydarzeń w Sądzie nie cieszyłbym się, a wręcz odwrotnie, prosiłbym Sąd, aby spowodować skuteczne powiadomienie oskarżyciela prywatnego, aby ten wszedł na salę sądową. Zależałoby mi bowiem na tym, gdybym czuł się niewinnym, aby Sąd to potwierdził. Chyba, że ktoś czuje się winnym i nie chce rozstrzygnięcia sądowego? Nie dojście do wydania wyroku sadowego, z przyczyn proceduralnych nie jest jakąkolwiek wygraną osoby niewinnej! Odwrotnie, jest przegraną ! Czyżby aż problem był taki trudny dla oskarżonego, że wolał przegrać, tylko w sposób mniej dokuczliwy! ? Zdawałem sobie sprawę, że może coś wyniknąć dla mnie niekorzystnego z mobilizacji stronników księdza, ale nie zakładałem, że będzie to, co się stało. Dlatego też świadomie upubliczniłem akt oskarżenia, w którym jest zawarte to wszystko, co obciąża oskarżonego, bo spodziewałem się, że z powodu kruczków formalnych, może nie dojść do odtajnienia rozprawy. Jak zauważyłem na wokandzie to się stało, a z późniejszych medialnych enuncjacji księdza wynikało, że był on zgorszony tym moim zachowaniem. Czyżby utajnienie sprawy było mu na rękę ? Rzecz jasna, wpierw, upubliczniłem wszystkie inne dokumenty w tej sprawie, bo wiedziałem, że to jest jedyny sposób na dotarcie z prawdą do opinii publicznej, a nie byłem na tyle naiwny, aby ufać, że procedury sądowe - i nie tylko - będą mnie sprzyjać. Nie wiem, czy Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględni moje Zażalenie ? I to nie jest już aż tak istotne z punktu mojego osobistego interesu. Jest bardziej istotne z punktu widzenia interesu prawdy jako takiej i interesu wymiaru sprawiedliwości. Pan, Panie Piotrze, jako matematyk z wykształcenia, a zatem dobry logik, znakomicie wyczuł, że chodzi tu tylko o mały „drobiazg”, t.j. o prawdę o „Proroku”, jako o elemencie rozstrzygającym, w pewnym równaniu.Pozdrawiam.

d
dr Edward Kotowski

Edward Kotowski

Rozprawa o sygn. akt III K 71/10: JAWNA !!!

Szanowni Czytelnicy!

Zgodnie z wielokrotnie wyrażaną moją intencją, aby postępowanie sądowe w sprawie z oskarżenia prywatnego przeciwko ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu, odbywało się jawnie, w dniu 06 grudnia 2011 r. skierowałem do Sądu następujący Wniosek:

„dot. sprawy sygn.akt: III K 71/10

Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa
III Wydział Karny
00-873 Warszawa
ul. Ogrodowa 51 a

WNIOSEK

W oparciu o treść art. 359 pkt 2 kpk, jako pokrzywdzony w sprawie III K 71/10, niniejszym wnoszę, aby rozprawa główna odbywała się jawnie.

Z wyrazami szacunku
dr Edward Kotowski

Egz. nr 1 – adresat
Egz. nr 2 – a/a”

Informuję, że od tej pory nie ma jakichkolwiek przeszkód, aby mass media mogły śledzić przebieg nie tylko rozprawy głównej, ale także i mieć wgląd do akt sprawy o sygn. akt: III K 71/10. Wynika to z tego, że z chwilą zgłoszenia takowego Wniosku, stanowisko pokrzywdzonego jest wiążące dla Sądu,

dr Edward Kotowski

Z informacji uzyskanych od oficera "Pietro"wynika, że natychmiast, w razie uwzględnienia jego Zażalenia na nieoczekiwane umorzenie procesu przeciwko ks.Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu, złoży on pisemny Wnisek do Sądu mokotowskiego, w oparciu o art.359 pkt.2) kpk, aby rozprawa toczyła się jawnie, a nie tajnie, jak to było napisane na wokandzie sądowej. Oficer ten już dawno złożył deklarację ustną w tej sprawie i ponowiłby ją w Sądzie, w dniu 1 grudnia b.r..Podczas swojej interwencji u Przewodniczącego III Wydziału Karnego tego Sądu, po nieoczekiwanym umorzeniu, usłyszał jednak doprecyzowanie, że to musi być Wniosek pisemny i, w gruncie rzeczy stanowisko pokrzywdzonego jest dla Sądu wiążące. Tak więc, zamieszanie powstałe, z niezawinionego niestawinia się pokrzywdzonego na sali rozpraw w dniu 1 grudnia 2011 r,. może mieć pozytywny skutek w sensie całkowitego upublicznienia rozprawy. Stworzy to okazję dla mass-mediów do pełnego śledzenia procesu, z czego, jak wynika z deklaracji mass-medialnych, byłby zadowolony również i oskarżony ksiądz.

d
dr Edward Kotowski

Edward Kotowski

Ponieważ ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski szeroko informuje o przebiegu wczorajszych nietypowych i niecodziennych wydarzeń w sądzie mokotowskim, przeto i ja powinienem zabrać głos. Najlepiej, moje stanowisko, oddaje treść niniejszego zażalenia.

„Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa
III Wydział Karny
00-873 Warszawa
ul.Ogrodowa 51a
dot.sprawy sygn.akt: III K 71/10

ZAŻALENIE
na Postanowienie Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa (III Wydział Karny), podjęte w dniu 01 grudnia 2011r., po godzinie 11-tej, podczas rozprawy głównej w sprawie o sygn.akt: III K 71/10, o umorzeniu postępowania na podstawie art. 496 & 3 kpk.

UZASADNIENIE
Z relacji mass-medialnych, w tym od samego oskarżonego, ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, wynika, że w podanym dniu i godzinie, Sąd powziął Postanowienie o umorzeniu postępowania wskutek nieusprawiedliwionej nieobecności oskarżyciela prywatnego na rozprawie głównej. Moim zdaniem decyzja ta jest nieuprawniona, gdyż Sąd stworzył, poprzez swoją decyzję o przeniesieniu rozprawy z sali rozpraw nr 521 do sali rozpraw 4, warunki do tego, że do oskarżyciela nie dotarła informacja o wywołaniu sprawy, mimo że był on obecny przed drzwiami sali rozpraw nr 4. Jego obecność tam jest potwierdzona w relacjach filmowych i prasowych dotyczących tej kwestii i z uwagi na to, że jest powszechnie znana nie wymaga przedstawienia szczegółowych dowodów.

Przebieg zdarzenia:

1). W dniu 1 grudnia 2011 r. stawiłem się w Sądzie Rejonowym, przed godziną 8.31, co znajduje potwierdzenie w treści pieczęci znajdującej się na Suplemencie Aktu Oskarżenia dotyczącego oskarżonego. Jest to pieczęć Biura Podawczego Sądu (kserokopia dokumentu w załączeniu).Przekazując dokument ( w 2 egzemplarzach) poprosiłem o jego natychmiastowe dostarczenie Sądowi z uwagi na wyznaczoną rozprawę główną, na godzinę 11.00, w sali rozpraw o nr 521. Po zdeponowaniu dokumentu udałem się pod tę salę rozpraw i stwierdziłem, że na wokandzie widnieje rozpatrzenie sprawy o tej godzinie, z adnotacją, że jej przebieg ma być niejawny, co było sprzeczne z moją intencją. Po czym udałem się do Czytelni Akt, gdzie zapoznawałem się ze sprawą o sygn. akt: III K 1174/10 i sygn. akt: III K 496/10. Fakt tam mojej obecności znajduje potwierdzenie w adnotacji w aktach tych spraw. Około godz. 10.45 stawiłem się przed salą rozpraw nr 521 i stwierdziłem na wokandzie adnotację o zamianie sali na nr 4. Obecność tam moją zauważyła pracownica Sądu (o nieznanym mi imieniu i nazwisku) i poinformowała mnie także o tej zamianie. Następnie udałem się na parter pod salę nr 4, gdzie oczekiwałem na rozpoczęcie rozprawy. Świadczy to o tym, że moim zamiarem był udział w rozprawie głównej. Tym bardziej, że dzień wcześniej przyjechałem tutaj z odległej miejscowości.
2). W pewnym momencie duża grupa osób, która zakończyła demonstrację przed budynkiem Sądu licznie zapełniła hall i korytarz w bezpośrednim sąsiedztwie wejścia do tej sali i rozpoczęła agresywne działania mające na celu, jak się później okazało,odwrócenie mojej uwagi od obserwacji drzwi sali rozpraw. Zadawano mi różne pytania, mające związek z moją działalnością w służbach specjalnych PRL, w kontekście obciążania mnie za wszystko, co wiązało się z negatywną ich oceną. W pewnym momencie doszło do prowokacyjnych pytań i wypowiedzi na temat rzekomego braku niepodległości obecnej RP. Szczególnie agresywnie zachowywała się Pani Ewa Stankiewicz z Warszawskiego Oddziału Solidarni 2010, Stopniowo zostałem całkowicie otoczony bardzo liczną grupą osób, a pytania i opinie mnie obciażajace przybierały coraz szersze spektrum, kończąc na za niskich, 800 złotowych emryturach, o jakich mówiły zgromadzone osoby starsze. Aby chociaż częściowo zmniejszyć agresję słowną podjąłem dialog moderujący. W pewnym momencie włączyły się do tego ekipy telewizyjne i liczni dziennikarze. Zrodził się niesamowity hałas i szum , który przybrał charakter bariery dźwiękowej uniemożliwiającej odbieranie komunikatów głosowych spoza tego kręgu osób, które mnie szczelnie odizolowały też ze wszystkich stron od otoczenia. Ustawieni przy drzwiach sali rozpraw policjanci o słusznym wzroście (3-4 osoby) przesłaniali mi widok na drzwi. W tej sytuacji, mimo usiłowania obserwcji momentu wywołania sprawy, zakończyło się ono fiaskiem, gdyż praktycznie niewiele widziałem i nic nie słyszałem, co dochodziłoby spoza kręgu tych osób. W pewnym momencie usłyszałem gromkie oklaski i zauważyłem wychodzącego z sali oskarżonego z szerokim uśmiechem i ogłaszającego umorzenie sprawy z powodu niestawiennictwa oskarżyciela prywatnego. Po wypowiedzeniu tych słów, oskarżony, wraz z licznym osobami opuścił Sąd, a dziennikarze kontynuowali mi zadawanie pytań. Przdtem jeszcze próbowałem wejść do sali rozpraw, aby interweniować, ale drzwi były zamknięte od wewnątrz. Wypowiedziałem wtedy do kamer słowa, że padłem ofiarą podstępu, który polegał na zaabsorbowaniu mojej uwagi czymś innym, aby mogło nastąpić umorzenie, co przecież nie było moją intencją. Dodam też, że nie zauważyłem momentu wejścia do sali oskarżonego, ani też nikt, łącznie ze stojącymi przy drzwiach policjantami, nie dał mi znać, że wywołano sprawę. Sam oskarżony ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski, zapewne również nie powiedział Sądowi, że jestem obecny przed drzwiami, co nie najlepiej świadczyłoby o jego woli wyjaśnienia oskarżenia. Protokolant, wygłaszając formułkę wywołania też musiał mnie widzieć, a mimo to nie zrobił kilku kroków, aby mi zasygnalizować rozpoczęcie procesu. Wszystko to spowodowało, że obiektywnie nie byłem świadomy wywołania sprawy.A więc brak mojej osoby na sali rozpraw nie był umyślny.
3). Jestem przekonany, że decyzja o zamianie sali na tę, przy której jest dużo większa powierzchnia do zgromadzenia się uczestników protestu wytworzyła sytucję, która mi uniemożliwiła usłyszenie komunikatu o wywołaniu sprawy. Gdyby nie doszło do tej zamiany, to przed salą nr 521, gdzie jest mała powierzchnia dla obserwatorów nieusłyszenie komunikatu o wywołaniu nie byłoby możliwe. Jeśli intencją Sądu było stworzenie areny do wyładowania na mnie emocji i frustracji uczestników demonstracji, to stwierdzam, że ten zamiar się powiódł. Ucierpiał zaś na tym mój interes prawny. Sala 521 jest dostatecznie duża, aby pomieścić w niej ten sam skład osób, jaki tam się już mieścił w dniu 22 września 2011r..Jak wiadomo, rozprawa miała być tajna, więc nie zachodziła potrzeba użytkowania sali o większej powierzchni.
4). Ustawowym obowiązkiem Sądu jest zapewnienie optymalnych warunków do prawidłowego procedowania. Tym razem to nie nastąpiło a widocznym tego efektem było to, że nie doszło do skutecznego wywołanie sprawy w odniesieniu do oskarżyciela prywatnego, co ostatecznie doprowadziło do umorzenia sprawy z korzyścią dla oskarżonego. Nic by się nie stało, gdyby protokolant widząc oskarżyciela prywatnego, szczelnie odizolowanego przez krąg demonstrantów, na polecenie Sądu, zakomunikował mu wywołanie sprawy, wiedząc w jakich okolicznościach on się znalazł w wyniku zarządzenia o zamianie sal rozpraw. Zbyt formalistyczne potraktowanie tej kwestii przez Sąd (oczekiwanie tylko kilkuminutowe) dało taki efekt, jaki zaskarżam. Na podkreślenie zasługuje również i ten fakt, że żadna z osób, które widziały wchodzącego do sali rozpraw oskarżonego i słyszały wywołanie sprawy, nie napomknęła o tym osakrżycielowi, co może wskazywać na bezpośredni i uzgodniony zamiar przeszkodzenia mu w wejściu na salę rozpraw. Gromkie brawa dla księdza opuszczającego salę rozpraw również dowodziłyby istnienia tego zamiaru, o którym mowa powyżej.

Biorąc pod uwagę całokształt opisanej sytucji wnoszę o uwzględnienie mojego Zażalenia i przywrócenie procedowania w tej sprawie, zgodnie z właściwymi wymogami procesowymi.

Dr Edward Kotowski
(oskarżyciel prywatny)

Egz. Nr 1 – adresat (wraz z kserokopią Suplementu Aktu Oskarżenia),
Egz. Nr 2 – a”

Dr Edward Kotowski

d
dr Edward Kotowski

SKANDALICZNY KONIEC UROJONEGO MITU....

Każda, nawet najdłuższa historia, ma swój koniec. Otóż, okazuje się, w świetle dokumentów archiwalnych, znajdujących się w archiwum IPN-u, że kilka lat po zamachu na życie Jana Pawła II-go, który, jak powszechnie wiadomo, miał miejsce 13 maja 1981 roku, pewien dyplomata-oficer, spotykał się w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej, z pewnym monsignore, wówczas prałatem, a dzisiaj kardynałem, emerytowanym prefektem jednej z najważniejszych kongregacji watykańskich. Odbywają się miłe i kurtuazyjne rozmowy, a ten oficer, mój następca, opisuje w swoich notatkach rozkład zajęć papieża, czy przebieg audiencji papieskich, co ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, kilkadziesiąt lat później, przypisał mnie oraz kontaktowi informacyjnemu polskiego wywiadu o pseudonimie „Prorok”, którego nie znałem i nigdy nie byłem jego oficerem prowadzącym i do dzisiaj nie wiem kto nim był. Według księdza lustratora miało to mieć miejsce przed 13 maja 1981 r., a więc przed zamachem na Jana Pawła II-go. Moją misję w Watykanie zakończyłem 15 października 1983 r., a mój następca objął ją z tym samym dniem i kontynuował przez niemal 5 następnych lat. Zwracam na to uwagę, bo samo rozpoczęcie jego misji odbyło się już w ponad 2 lata po owym dramatycznym wydarzeniu, jakim był zamach na polskiego papieża.
W dodatku informacje spisane z owych rozmów, to kwestie powszechnie znane tym wszystkim, którzy nawet w niewielki sposób interesują się Watykanem i nie zawierają żadnych rewelacji. Ten monsignore przyjmował go zapewne grzecznie, z wrodzoną sobie uprzejmością i otwartością, jakiej okazywanie przystoi przedstawicielowi dyplomatycznemu akredytowanemu przy Stolicy Apostolskiej i co było powszechną normą w kurii rzymskiej. Znałem osobiście tego monsignore i wiem, co piszę. Ów monsignore zapewne nie spodziewał się, że tenże oficer i dyplomata w jednej osobie, to wszystko, co przecież nie stanowiło jakiejkolwiek tajemnicy, później, w jakimś celu detalicznie opisze i opatrzy klauzulą „tajne”, czy może „tajne specjalnego znaczenia”. Gdyby to zrobił jako dziennikarz (z wykształcenia jest dziennikarzem) to nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Zrobił to jednak jako oficer wywiadu i to rodzi pewien problem. Czy nie miał o czym pisać? Czy był beznadziejnie bezrefleksyjny? No, ale są to pytania do tego oficera, którego nazwiska, ani kryptonimu, z ostrożności procesowej, nie ujawnię. Niech to zrobią ci, którzy mnie pomówili. Niech zobaczą na czym polegał ich błąd. Jeśli to był tylko błąd? Dokumenty czekają w archiwum IPN-u w Warszawie !
A więc nie oficer „Pietro,”ale inny oficer! Nie od „Proroka”, ale od pewnego monsignore ! Nie przed zamachem, a po zamachu! Tak, jak w pewnym dowcipie rosyjskim, przypisywanym radiu Erewań: „Otóż, rozeszła się wiadomość, że w Odessie, na Placu Głównym, rozdają za darmo rowery ! Okazało się jednak, że „Nie w Odessie, ale w Moskwie ! Nie na Placu Głównym, ale na Placu Czerwonym ! Nie rozdają, ale kradną !”
Być może jakieś inne źródło, jakiemuś innemu oficerowi-dyplomacie, ujawniło jaki jest „wystrój pokoju prywatnego, w którym papież przebywał najczęściej” oraz „informowało bardzo szczegółowo, mówiąc, jaki kolor ma obicie krzesła, na którym siedział papież”, „co papież najczęściej jadał”, „jakie zażywał lekarstwa”, a także to i owo o papamobile. Może byli i tacy, którzy informowali o opiniach polskich księży pracujących w Watykanie o kapelanach „Solidarności”, a przede wszystkim o ks. Jerzym Popiełuszce, po zamordowaniu, tj. wtedy, gdy ja już od ponad roku przebywałem w Polsce, a nie w Rzymie. Tylko co ja mam z tym wspólnego? Może w archiwum IPN-u znajdą się i takie dokumenty, jak te, które obrazują rozmowę owego oficera dyplomaty z owym monsignore? I wtedy znowu będzie, jak w tym rosyjskim dowcipie o rowerach rozdawanych za darmo, na Placu Głównym w Odessie!
I taki jest epilog ! I z tego powodu nie jest mi wcale wesoło ! I co tu mówić o rzetelności badawczej, jaką zaprezentowano w „Polska The Times” w dniu 30 stycznia 2009 roku, a więc niemal trzy lata temu! „Myli się” osoby, lata, oskarża publicznie niewinną osobę o czyny, które miały służyć przygotowaniu zamachu na papieża. A przecież podany na początku przykład pochodzi z lat późniejszych, z okresu już wiele lat po zamachu! „Myli się”, bo najpewniej odpowiadało to z góry założonej tezie:przypisać to wszystko osobie, która akurat była w Rzymie w okresie poprzedzającym zamach i w czasie zamachu. Bo przecież, te informacje, stworzone już po zamachu straciły aktualność i siłę rażącą w stosunku do oficera, który je zebrał i który był w Rzymie później. Nie sposób, czytając notatki napisane przez mojego następcę, nie zauważyć dat ich sporządzenia. A o”Proroku”, jako „najgroźniejszym agencie w Watykanie” zapomniano. I nawet pies z kulawą nogą nim się nie zajmuje. Oto, lustracja, w wydaniu polskim!
I co na to Wielebny i Czcigodny Ksiądz, który, zapewne w pogoni za sławą, rozpowszechnił swoje „rewelacje„ po całym świecie? Czy ma poczucie, że wyrządził komuś wielką krzywdę? Czy poczucie dobrze spełnionego „obywatelskiego obowiązku?”
Kończąc chciałbym wspomnieć i o tych wszystkich ludziach dobrej woli, którzy bezinteresownie, w czysto ludzkim odruchu,wiedząc, że nie mam ustawowego dostępu do archiwum IPN-u, a znajdując tam te szokujące dla nich dokumenty, i widząc naocznie, że zostałem pomówiony, udzielili mi wiedzy o takich dokumentach. Osoby te działały w imię prawdy. To są właściwi świadkowie prawdy. Były to często osoby, co do których, z racji ich miejsca zatrudnienia i poglądów politycznych, nigdy bym się tego nie spodziewał. Nie wymieniam nikogo z imienia i z nazwiska, aby nie narazić ich na szykany. Jestem tym osobom niepomiernie wdzięczny i zachowam ich w życzliwej i serdecznej pamięci na zawsze.
Jeszcze tylko dodam, że w aktach sądowych Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa, o sygn.III K 71/10, informacja o rzeczywistej wartości „rewelacji” księdza znalazła się już w marcu 2010r. Niech Czytelnicy sobie dopowiedzą resztę. Moim skromnym życzeniem byłoby, aby przy tej okazji nauczanie papieża Jana Pawła II-go o wyzwalającej roli prawdy, znalazło spełnienie w realnych, codziennych postawach ludzkich, a nie w gołosłownych deklaracjach.

ppłk dr Edward Kotowski, były oficer wywiadu,
kryptonim „Pietro”

Warszawa, 1 grudnia 2011 r.

P.S. Czytelnikom tego działu udostepniam moją wypowiedź nieco wcześniej. Inne mass-media otrzymały ją do publikacji z dniem 1 grudnia 2011 roku. pozdrawiam.

D
DR EDWARD KOTOWSKI

SKANDALICZNY KONIEC UROJONEGO MITU....

Każda, nawet najdłuższa historia, ma swój koniec. Otóż, okazuje się, w świetle dokumentów archiwalnych, znajdujących się w archiwum IPN-u, że kilka lat po zamachu na życie Jana Pawła II-go, który, jak powszechnie wiadomo, miał miejsce 13 maja 1981 roku, pewien dyplomata-oficer, spotykał się w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej, z pewnym monsignore, wówczas prałatem, a dzisiaj kardynałem, emerytowanym prefektem jednej z najważniejszych kongregacji watykańskich. Odbywają się miłe i kurtuazyjne rozmowy, a ten oficer, mój następca, opisuje w swoich notatkach rozkład zajęć papieża, czy przebieg audiencji papieskich, co ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, kilkadziesiąt lat później, przypisał mnie oraz kontaktowi informacyjnemu polskiego wywiadu o pseudonimie „Prorok”, którego nie znałem i nigdy nie byłem jego oficerem prowadzącym i do dzisiaj nie wiem kto nim był. Według księdza lustratora miało to mieć miejsce przed 13 maja 1981 r., a więc przed zamachem na Jana Pawła II-go. Moją misję w Watykanie zakończyłem 15 października 1983 r., a mój następca objął ją z tym samym dniem i kontynuował przez niemal 5 następnych lat. Zwracam na to uwagę, bo samo rozpoczęcie jego misji odbyło się już w ponad 2 lata po owym dramatycznym wydarzeniu, jakim był zamach na polskiego papieża.
W dodatku informacje spisane z owych rozmów, to kwestie powszechnie znane tym wszystkim, którzy nawet w niewielki sposób interesują się Watykanem i nie zawierają żadnych rewelacji. Ten monsignore przyjmował go zapewne grzecznie, z wrodzoną sobie uprzejmością i otwartością, jakiej okazywanie przystoi przedstawicielowi dyplomatycznemu akredytowanemu przy Stolicy Apostolskiej i co było powszechną normą w kurii rzymskiej. Znałem osobiście tego monsignore i wiem, co piszę. Ów monsignore zapewne nie spodziewał się, że tenże oficer i dyplomata w jednej osobie, to wszystko, co przecież nie stanowiło jakiejkolwiek tajemnicy, później, w jakimś celu detalicznie opisze i opatrzy klauzulą „tajne”, czy może „tajne specjalnego znaczenia”. Gdyby to zrobił jako dziennikarz (z wykształcenia jest dziennikarzem) to nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Zrobił to jednak jako oficer wywiadu i to rodzi pewien problem. Czy nie miał o czym pisać? Czy był beznadziejnie bezrefleksyjny? No, ale są to pytania do tego oficera, którego nazwiska, ani kryptonimu, z ostrożności procesowej, nie ujawnię. Niech to zrobią ci, którzy mnie pomówili. Niech zobaczą na czym polegał ich błąd. Jeśli to był tylko błąd? Dokumenty czekają w archiwum IPN-u w Warszawie !
A więc nie oficer „Pietro,”ale inny oficer! Nie od „Proroka”, ale od pewnego monsignore ! Nie przed zamachem, a po zamachu! Tak, jak w pewnym dowcipie rosyjskim, przypisywanym radiu Erewań: „Otóż, rozeszła się wiadomość, że w Odessie, na Placu Głównym, rozdają za darmo rowery ! Okazało się jednak, że „Nie w Odessie, ale w Moskwie ! Nie na Placu Głównym, ale na Placu Czerwonym ! Nie rozdają, ale kradną !”
Być może jakieś inne źródło, jakiemuś innemu oficerowi-dyplomacie, ujawniło jaki jest „wystrój pokoju prywatnego, w którym papież przebywał najczęściej” oraz „informowało bardzo szczegółowo, mówiąc, jaki kolor ma obicie krzesła, na którym siedział papież”, „co papież najczęściej jadał”, „jakie zażywał lekarstwa”, a także to i owo o papamobile. Może byli i tacy, którzy informowali o opiniach polskich księży pracujących w Watykanie o kapelanach „Solidarności”, a przede wszystkim o ks. Jerzym Popiełuszce, po zamordowaniu, tj. wtedy, gdy ja już od ponad roku przebywałem w Polsce, a nie w Rzymie. Tylko co ja mam z tym wspólnego? Może w archiwum IPN-u znajdą się i takie dokumenty, jak te, które obrazują rozmowę owego oficera dyplomaty z owym monsignore? I wtedy znowu będzie, jak w tym rosyjskim dowcipie o rowerach rozdawanych za darmo, na Placu Głównym w Odessie!
I taki jest epilog ! I z tego powodu nie jest mi wcale wesoło ! I co tu mówić o rzetelności badawczej, jaką zaprezentowano w „Polska The Times” w dniu 30 stycznia 2009 roku, a więc niemal trzy lata temu! „Myli się” osoby, lata, oskarża publicznie niewinną osobę o czyny, które miały służyć przygotowaniu zamachu na papieża. A przecież podany na początku przykład pochodzi z lat późniejszych, z okresu już wiele lat po zamachu! „Myli się”, bo najpewniej odpowiadało to z góry założonej tezie:przypisać to wszystko osobie, która akurat była w Rzymie w okresie poprzedzającym zamach i w czasie zamachu. Bo przecież, te informacje, stworzone już po zamachu straciły aktualność i siłę rażącą w stosunku do oficera, który je zebrał i który był w Rzymie później. Nie sposób, czytając notatki napisane przez mojego następcę, nie zauważyć dat ich sporządzenia. A o”Proroku”, jako „najgroźniejszym agencie w Watykanie” zapomniano. I nawet pies z kulawą nogą nim się nie zajmuje. Oto, lustracja, w wydaniu polskim!
I co na to Wielebny i Czcigodny Ksiądz, który, zapewne w pogoni za sławą, rozpowszechnił swoje „rewelacje„ po całym świecie? Czy ma poczucie, że wyrządził komuś wielką krzywdę? Czy poczucie dobrze spełnionego „obywatelskiego obowiązku?”
Kończąc chciałbym wspomnieć i o tych wszystkich ludziach dobrej woli, którzy bezinteresownie, w czysto ludzkim odruchu,wiedząc, że nie mam ustawowego dostępu do archiwum IPN-u, a znajdując tam te szokujące dla nich dokumenty, i widząc naocznie, że zostałem pomówiony, udzielili mi wiedzy o takich dokumentach. Osoby te działały w imię prawdy. To są właściwi świadkowie prawdy. Były to często osoby, co do których, z racji ich miejsca zatrudnienia i poglądów politycznych, nigdy bym się tego nie spodziewał. Nie wymieniam nikogo z imienia i z nazwiska, aby nie narazić ich na szykany. Jestem tym osobom niepomiernie wdzięczny i zachowam ich w życzliwej i serdecznej pamięci na zawsze.
Jeszcze tylko dodam, że w aktach sądowych Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa, o sygn.III K 71/10, informacja o rzeczywistej wartości „rewelacji” księdza znalazła się już w marcu 2010r. Niech Czytelnicy sobie dopowiedzą resztę. Moim skromnym życzeniem byłoby, aby przy tej okazji nauczanie papieża Jana Pawła II-go o wyzwalającej roli prawdy, znalazło spełnienie w realnych, codziennych postawach ludzkich, a nie w gołosłownych deklaracjach.

ppłk dr Edward Kotowski, były oficer wywiadu,
kryptonim „Pietro”

Warszawa, 1 grudnia 2011 r.

DLA CZYTELNIKÓW DZIAŁU KOMENTARZE UDOSTĘPNIAM TĘ WYPOWIEDŹ WCZEŚNIEJ. INNE MASS-MEDIA TEŻ OTRZYMAŁY TĘ WYPOWIEDŹ DO OPUBLIKOWANIA W DNIU 1 GRUDNIA 2011R.

k
koenig

Z niezalezna.pl:
Esbek oskarżył ....
Esbek oskarżył ks. Isakowicza-Zaleskiego | niezalezna.plniezalezna.pl/16428-esbek-oskarzyl-ks-isakowicza...Cached - Translate this pageNot helpful? You can block niezalezna.pl results when you're signed in to search.niezalezna.pl
- Block all niezalezna.pl resultsYou +1'd this publicly. Undo
20 Wrz 2011 – Okoliczności tego pomówienia, a także procedowanie sądowe w tej sprawie ... na Postanowienie Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa III ..... Sąd, jeśli czytał akta uważnie i ze zrozumieniem, wie o tym micie już od ...

To jest link ze strony www Sądu Rejonowgo dla Warszawy Mokotowa, a jego kliknięcie powoduje wyświetlenie mojego artykułu, który łaskawie, poniżej, niezalezna.pl umieściła, za co dziekuję serdecznie. Może jest więc szansa na to, że jakiś funkcjonariusz publiczny tegoż sądu przeczyta ten artykuł, o kórym mowa i wypełni obowiązek wynikający z art. 304 & 2 kpk ? Niech żywi nie tracą nadziei...
dr Edward Kotowski

Gość edward (nv), czw., 24/11/2011 - 09:39

d
dr Edward Kotowski

Gdy dzisiaj przeczytałem informację o awansie Andrzeja Godlewskiego w strukturach TVP, to zacząłem rozumieć lepiej dziwne zachowanie sądu mokotowskiego w sprawie, o której mowa niżej. Do niedawna procedowanie przebiegało w miarę normalnie. Na ostatnim posiedzeniu sądu wszystko zmieniło się całkowicie. Czyżby ręczne sterowanie ?

k
koenig

List otwarty Witolda Stańskiego w sprawie procesu z esbekiem 2011-11-14
Nadesłane przez autora ksiązki "Poryck. Miasteczko kresowe".Szanowni...

Tak oto na blogu Wielebnego promuje się, wykorzystując proces, książki, które chyba nie sprzedają się najlepiej..."Pecunia non olet". Tak! Pieniądze nie śmierdzą.

k
koenig

brak podpisu elektronicznego powiedział/a
Twój komentarz oczekuje na moderację.
8 Listopad 2011 @ 13:34
Re:Solidarni z ks. Isakowiczem-Zaleskim
Autor: koenig
11-08-2011 07:55
Jest to ogromne zakłamanie i hipokryzja. Ksiądz prześladuje oficera „Pietro” od ponad trzech lat. Pomawia go o najgorsze rzeczy, a w tym i o udział w zamachu na życie papieża Jana Pawła II-go, a teraz ubiera się w szatki prześladowanego. Takiej obłudy już dawno nie widziałem. ! grudnia 2011 r. ci, co solidaryzują się z nim będą tego się wstydzić, gdyż publikacje mass-medialne wykażą prowokacyjne świństwo, jakie uczynił. Nie wiadomo w imię czego i na czyje polecenie. A to jest wątek bardzo ciekawy i zaskakujący, ale chyba nie dla niego. Pozdrawiam. koenig

Odpowiedz

e
enter

I TO JEST CIEKAWA SYTUACJA, KTÓRA WYJAŚNI CZY:

"OGON "RZĄDZI" KOTEM CZY KOT OGONEM" (znane porzekadło).

k
koenig

brak podpisu elektronicznego powiedział/a
Twój komentarz oczekuje na moderację.
7 Listopad 2011 @ 06:35
1).JAK TO JEST, ŻE KSIĄDZ, KTÓRY POMÓWIŁ NIEWINNEGO CZŁOWIEKA I UDZIELA WSPARCIA (na swoim blogu) RÓŻNYM AKCJOM GO WSPIERAJĄCYM, NIE JEST DYSCYPLINOWANY PRZEZ SWOICH PRZEŁOŻONYCH BEZPOŚREDNICH:
a).KARD. KAZIMIERZA NYCZA (przełożonego obrządku ormiańskiego w Polsce),
b). KARD.STANISŁAWA DZIWISZA (ordynariusz miejsca)?

A KSIĘDZU ADAMOWI BONIECKIEMU, JEGO PRZEŁOŻENI ZAKONNI NATYCHMIAST SKUTECZNIE ZAMKNĘLI USTA ZA WYPOWIEDZI NIE MAJĄCE CHARAKTERU CZYNU ZABRONIONEGO W ŚWIETLE PRAWA KARNEGO, JAK TO SIĘ DZIEJE W PRZYPADKU OMAWIANYM. DLACZEGO TAKA RÓŻNICA W PODEJŚCIU DO SPRAWY?

2).CZY W WYNIKU NAGONKI NA POKRZYWDZONEGO PRZEZ KSIĘDZA MUSI SIĘ WYDARZYĆ COŚ, CO PORUSZY SUMIENIE PAPIEŻA BENEDYKTA XVI-GO, ABY NASTĄPIŁA TAKA REKACJA ?

OPINIA PUBLICZNA OCZEKUJE ODPOWIEDZI NA TE PYTANIA, KTÓRE W KOŃCU KTOŚ MUSIAŁ POSTAWIĆ.
koenig

k
koenig

POPRAWKA: Piersze zdanie powinno brzmieć: "OFICER "PIETRO" POTWIERDZIŁ, ŻE UROJONY MIT O UDZIALE KONTAKTU INFORMACYJNEGO WYWIADU O PSEUDONIMIE "PROROK" W ZBIERANIU INFORMACJI SŁUŻĄCYCH PRZYGOTOWANIU ZAMACHU NA ŻYCIE PAPIEŻA JANA PAWŁA II - GO DOBIEGA KOŃCA, A JEGO ZAKOŃCZENIE OGŁOSI W SĄDZIE, W DNIU 1 GRUDNIA 2011 R."Przepraszam za "wyczyny"chochlika drukarskiego, który "zjadł" kilka wyrazów. Jak widać moce piekielne chcą bronić tego mitu do końca i wykorzystują każdą okazję do tego, aby go podtrzymywać. Dodam, że oficer "Pietro" nie zechce skorzystać z dobrodziejstw art. 359 kpk i chce, aby rozprawa była jawna. A ponieważ, w świetle tego przepisu, stanowisko pokrzywdzonego jest wiążące dla sądu, więc dziennikarze będą mogli być tego świadkami. Pozdrawiam. koenig.

Dodaj ogłoszenie