Oddajemy swoich ludzi bez walki

Lena Kolarska-Bobińska
Wojciech Gadomski/POLSKA
Ulotka z hasłem "Polacy, wracajcie do kraju" to za mało, by chcieli to zrobić - mówi Lena Kolarska-Bobińska w rozmowie z Rafałem Piserą

Czy już czas wracać z emigracji?
Niedawno wszyscy pisali o wyjazdach, teraz wszyscy piszą o powrotach. Panuje hurraoptymizm, ale sprawy nie do końca tak się mają. Z badań brytyjskiego Centre for Research on Nationalism, Ethnicity and Multiculturalism wynika, że większość polskich migrantów przebywających w Wielkiej Brytanii na razie nie zastanawia się nad powrotem. Oczywiście są tacy, którzy wracają, ale nie jest to zjawisko masowe. Nie znaczy to, że nie wrócą. Co prawda wydłuża się średni okres pobytu za granicą, ale obecna emigracja to nie są wyjazdy na stałe.

I ci, którzy wracają, budują w Polsce domy, zakładają firmy, znajdują lepszą pracę?
Nie wszyscy. Tak jak wyjazdy nie są wyjazdami na stałe, tak też powroty nie mają trwałego charakteru. Dlatego dawne pojęcie "emigracja" straciło na znaczeniu. Mówimy raczej o wyjazdach i powrotach. Z badań Instytutu Spraw Publicznych wynika, że jedna trzecia tych, którzy wrócili, deklaruje chęć ponownego wyjazdu, a jedna trzecia takiego wyjazdu nie wyklucza. Tylko co trzeci chce na stałe pozostać w Polsce. Niektórzy inwestują tu zarobione pieniądze, większość jednak przygląda się sytuacji. Posiedzą pół roku, zorientują się, co i jak, i być może znów wyjadą. I to niekoniecznie w tym samym kierunku. Teraz na przykład pojadą do Norwegii, gdzie płace są wyższe.

Europa już im niestraszna?
Doświadczenie emigracyjne pomaga w powtórnym wyjeździe. Ci, którzy wrócili, wiedzą już, czego mogą się spodziewać w obcym kraju, wiedzą, jak szukać pracy, jak znaleźć mieszkanie. Wiedzą, jak się poruszać w innym otoczeniu, a ono nie wydaje się już tak obce. To ułatwia podjęcie decyzji o powtórnym wyjeździe. Zwłaszcza że wielu z nich jest jeszcze bardzo młodych. Ma przed sobą całe życie i niekoniecznie musi szukać stabilizacji. W wyjazdach do pracy pomagają także informatyzacja, tanie linie lotnicze, infrastruktura, która pojawiła się dopiero kilka, kilkanaście lat temu. Prawdopodobnie gdyby nie można było tanio zadzwonić z zagranicy, gdyby z powodów finansowych nie dało się przylecieć do kraju na weekend albo zaprosić do siebie rodziców na parę dni, emigracja nie byłaby tak masowa. Łatwe kontakty mogą też jednak sprzyjać pozostawaniu dłużej za granicą - jeśli mogą wpaść do domu w każdej chwili, to po co się spieszyć?

Kto w takim razie wraca?
Wracają ci, którym się nie bardzo ułożyło, ci, którzy muszą wrócić ze względów rodzinnych. Osoby, które pojechały zdobyć pieniądze na konkretny cel, np. budowę domu. Również ci, którzy wykonują pracę poniżej kwalifikacji. Po rozszerzeniu Unii Europejskiej obniżył się status zawodowy polskich pracowników. Osoby, które wyjechały do Wielkiej Brytanii przed rokiem 2004, były lepiej wykształcone i znajdowały dobrą pracę. Późniejsza fala wyjazdów dotyczyła głównie ludzi, którzy zaczęli wykonywać proste prace. Myślę, że będą wracały osoby z wyższym wykształceniem, które wykonują zajęcia poniżej swych aspiracji.

Zauważyły, że w Polsce można już znaleźć pracę odpowiadającą ambicjom i pozwalającą przeżyć?
Wyjazdy były powodowane czynnikami ekonomicznymi. Ekonomia liczy się też w przypadku powrotów. Ponad trzy czwarte powracających twierdzi, że miał dla nich znaczenie wzrost zarobków w kraju, przeszło dwie piąte - że możliwość awansu i znalezienia pracy odpowiadającej kwalifikacjom. W przypadku powrotów duże znaczenie mają także czynniki emocjonalne i społeczne. Ci, którzy wracają, często decyzję o powrocie uzasadniają tęsknotą za domem, chęcią dołączenia do krewnych i przyjaciół w kraju. Splot tych ekonomicznych motywów i pozaekonomicznych kosztów emigracji sprawia, że zarobki w Wielkiej Brytanii nie wydają się już tak atrakcyjne. Jeśli można znaleźć przyzwoitą pracę w Polsce i nie rozstawać się z rodziną, przyjaciółmi, to nie ma powodu wyjeżdżać.

To znaczy, że nie ma co rozdzierać szat, ponieważ w miarę jak Polska będzie wyrównywała dystans do zamożnych państw, tych powracających do kraju będzie coraz więcej?
To są normalne procesy, które przechodzą państwa na pewnym etapie rozwoju. Podobne doświadczenia miały Indie czy Irlandia, które musiały się borykać z gwałtownym odpływem ludzi wykształconych. Ale w miarę jak te kraje się rozwijają, stają się coraz lepszym miejscem do życia, ten odpływ jest coraz mniejszym zagrożeniem.

Polscy pracodawcy narzekają jednak na brak wykwalifikowanych pracowników. Twierdzą, że to hamuje rozwój ich firm, a w konsekwencji kraju.
Odpływ znacznej liczby młodych zdolnych ludzi jest dzisiaj dużym problemem dla gospodarki. Osoby, które wyjechały, wrócą z bagażem nowych doświadczeń i umiejętności. Moim zdaniem problem polega na tym, że jesteśmy jak zwykle parę kroków w tyle. Nasze rządy nie potrafią reagować na szybko zmieniającą się rzeczywistość. Europa powoli staje się jednym rynkiem pracy i wyjazdy są naturalnym zjawiskiem. Musimy dostrzec tę zupełnie nową sytuację - zmienności, płynności - i zacząć na nią reagować. Trzeba się zastanowić, jak skłonić ludzi do powrotu, jak ich tu zatrzymać, ale też mieć świadomość, że będą wyjeżdżali powtórnie, że w tej chwili migracje mają charakter wahadłowy. Wyjeżdża się, wraca i znów wyjeżdża. To już nie jest decyzja na całe życie.

Rządowy program sprowadzający się do ulotki i strony internetowej nie wydaje się wystarczającą zachętą do powrotu.
Polscy przedsiębiorcy powinni zmienić sposób myślenia. Przestać narzekać i czekać, aż rząd coś zrobi. Skoro brakuje im dobrze wykwalifikowanych pracowników, to może powinni sami sięgnąć po Polaków pracujących we Francji czy w Wielkiej Brytanii i oferować im tu odpowiednie warunki. Przedsiębiorcy w Polsce przyzwyczaili się do małej aktywności w poszukiwaniu pracowników. Dotąd dawali ogłoszenie w gazecie i czekali. Kiedyś przychodziło tysiąc ofert, a teraz pięć. Teraz płaczą, że brak ludzi jest hamulcem rozwoju, ale nadal nie przejawiają inicjatywy w poszerzeniu rynku. Tymczasem same ulotki z hasłem "wracajcie, czekamy na was" nie wystarczą.

Jak sobie radzą z tym inni?
W tej chwili Norwegia i Dania prowadzą bardzo aktywną politykę rekrutacyjną w Polsce. Nie tylko dają pracę, ale też pomagają załatwić mieszkanie, prowadzą kursy językowe. Niemcy oferują szybkie obywatelstwo osobom posiadającym kwalifikacje. Nasi przedsiębiorcy powinni robić to samo. Europa się starzeje i przy otwartym rynku pracy rośnie konkurencja związana z pozyskaniem dobrych pracowników. Więksi pracodawcy, agencje pracy mają możliwość prowadzenia rekrutacji za granicą i oferowania bonusów. Dlaczego tego nie robią? Anglicy, widząc, że Polacy odpływają, że coraz trudniej o pracownika, zaczynają podnosić płace, kuszą bonusami i dodatkami. Byle zatrzymać ludzi.

Oni już zauważyli, że to płynna emigracja.
Dla Anglików to też jest w pewnym sensie nowa sytuacja. Do tej pory przyjeżdżali do nich Hindusi, Pakistańczycy, którzy nie mieli zamiaru wracać do swojego kraju. Traktowali Wielką Brytanię jako kraj, gdzie będą żyć docelowo. Zresztą wszystkie poprzednie emigracje Polaków też były takie. Ludzie wyjeżdżali i nie myśleli o powrocie, czy to po II wojnie światowej, czy po stanie wojennym. Anglicy wiedzieli, że to emigracja na stałe. Teraz mają do czynienia z płynną emigracją i bardzo szybko uczą się na to reagować. My, jak zwykle, robimy to z opóźnieniem. I naszą powolnością, zbiurokratyzowaniem przegrywamy.

Nie tylko tracimy. Zmienia się przecież nasz rynek pracy, zmienia się także brytyjski, a to w znacznej mierze dzięki swobodnemu przepływowi pracowników.
Korzyści jest o wiele więcej. Następuje coraz silniejsza integracja europejska na poziomie zwykłych ludzi. Bez względu na to, czy politykom udaje się przepchnąć jakiś traktat lizboński, czy nie, ludzie jeżdżą i się integrują. Mają znajomych, czasem przyjaciół w innych krajach, uczą się nowych obyczajów, metod pracy. Potem wracają i opowiadają, jak tam się żyje. Następuje przepływ informacji i doświadczeń. Dzięki temu następuje prawdziwa integracja. Ale ona też sprawia, że coraz łatwiej podjąć decyzję o wyjeździe. Oczywiście dotyczy to przede wszystkim ludzi młodych. Z wiekiem coraz więcej osób będzie gdzieś chciało osiąść na stałe. Ale wyobrażam sobie również sytuację, że osoby pozostające na wcześniejszej emeryturze będą chciały na jakiś czas wyjechać, popracować, dorobić, a potem wrócić. Albo zamieszkać na stałe w zupełnie innym kraju.

Czyli wszyscy powinni być zadowoleni?
Anglicy są bardzo zadowoleni z tej naszej imigracji, bo przyjechali do nich sprawni, wykształceni młodzi ludzie. Bardzo pracowici, a jednocześnie ukształtowani przez kulturę europejską zbliżoną do ich własnej. Wcześniej nie mieli do czynienia na masową skalę z taką imigracją i dlatego chcą ich zatrzymać. Ci, którzy modyfikują też obraz Polski w Wielkiej Brytanii. To ogromny potencjał promocji naszego kraju, który jest zupełnie niewykorzystany. W Wielkiej Brytanii panuje bardzo dobra ogólna opinia o Polakach, ale jednocześnie Polska nie robi nic, by ten wizerunek wykorzystać, przekuć na promocję gospodarczą kraju. Anglicy bardzo mało wiedzą np. o polskich produktach. W Polsce jest wciąż niewielu brytyjskich inwestorów. Trzeba szybko zrobić użytek z tego niewykorzystanego potencjału promocji gospodarczej.

Mówimy głównie o zyskach ze swobodnego przepływu pracowników w Unii, ale przecież są również koszty tego zjawiska.
Są poważne koszty społeczne. Podstawowym problemem są rozstania, dezintegracja rodzin. Dużo się pisze o eurosierotach - dzieciach porzuconych przez osoby zmuszone do wyjazdu, rozpadają się również związki. Jest na pewno problem ludzi starych. Mamy już w Polsce całe wsie osób w podeszłym wieku, z których młodzi wyjechali do pracy za granicą. A przecież w Polsce cały ciężar opieki nad ludźmi starymi spoczywa na rodzinie. Jeśli zaczyna tych rodzin brakować, a państwo nie bierze na siebie odpowiedzialności, to takie osoby zostają w sensie dosłownym i w przenośni opuszczone.

Czy pełne otwarcie niemieckiego i austriackiego rynku pracy, które według przewidywań nastąpi najpóźniej za trzy lata, może spowodować kolejną falę wyjazdów i pogłębić te problemy?
Wszystko zależy od cyklu ekonomicznego. W zależności od tego, jaka będzie koniunktura gospodarcza na rynku niemieckim i w Polsce, ludzie albo będą wyjeżdżać do Niemiec, albo przyjeżdżać do Polski. Ale taki mechanizm dotyczy całej Europy. Jeśli za kilka lat koniunktura w Polsce osłabnie, a poprawi się gdzie indziej, to znów możemy spodziewać się wielkiej fali wyjazdów. Dlatego teraz, kiedy w kraju mamy górkę, trzeba położyć szczególnie duży nacisk na to, aby zachęcać ludzi do powrotu. Żyjemy w czasach, kiedy pracownik bardziej niż kiedykolwiek wcześniej stał się przedmiotem różnych konkurencyjnych zabiegów ze strony wielu pracodawców. Ale przecież o to również chodziło, gdy głosowaliśmy za przystąpieniem do Unii Europejskiej.

Napisz do autora: [email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie