"Od analfabetyzmu przeszliśmy do internetu i poplątały nam się kable".Mendoza wydaje kolejną książkę

Anna Ziobro
Cokolwiek napisze, przyjmowane jest z nabożnym zachwytem. Nie tylko w Hiszpanii, ale wszędzie tam, gdzie dotarła jego literacka fama. Anna Ziobro przygląda się autorowi wydanego właśnie "Prześwietnego raportu kapitana Dosa"

Trudno uwierzyć, patrząc na dzisiejszą Hiszpanię, że jeszcze w drugiej połowie poprzedniego wieku był to kraj biedny i nadal zniszczony przez wojnę domową. W tych ciekawych czasach, powtarzając za chińskim przysłowiem, przyszło dorastać jednemu z najbardziej uznanych dziś pisarzy hiszpańskich Eduardo Mendozie. - W Hiszpanii przeszliśmy od analfabetyzmu wprost do internetu i poplątały nam się kable - ironizuje autor.

Pochodzący z burżuazyjnej rodziny katalońskiej autor od dziecka czytał powieści podróżnicze i kryminały. Zresztą w ciężkich czasach nie było lepszej alternatywy. Ojciec urzędnik podatkowy i matka opiekująca się domem wpoili mu zamiłowanie do lektury oraz języków obcych. Aby chłopak był porządnie wykształcony, posłali go na studia prawnicze.

W trakcie nauki zwiedzał europejskie miasta, by w końcu wyrwać się od nieszczędzących mu nadmiernej troski rodziców na roczne stypendium do Londynu. Swój dłuższy pobyt wytłumaczył im potrzebą zgłębienia niezbędnych do życia tajemnic z zakresu socjologii.

Po latach jako uznany autor wspominał: "Londyn to absolutnie magiczne miejsce. Spacer tam to jak przeglądanie obrazków w książce dla dzieci. Uliczki, kominy są takie, jakby za rogiem z parasolką miała za chwilę lądować Mary Poppins". Po powrocie do domu szybko zapomniał o uroczej niani z australijskiej powieści Pameli L. Travers. Dokończył studia prawnicze i został adwokatem.

Nie na długo jednak. Każdy szukał szansy na wyjazd ze zdewastowanej Hiszpanii. "W tamtym czasie Hiszpania była krajem gorzkim, smutnym i pełnym przemocy" - wspomina. Paszportem Mendozy był angielski, dzięki któremu w 1973 roku dotarł do Stanów Zjednoczonych. Nowy Jork stał się jego domem, a zapalony adwokat został tłumaczem w ONZ. Nowe zajęcie umożliwiło mu zwiedzenie całego świata. Po drodze poznał m.in. 40. prezydenta USA Ronalda Reagana, z którym przez chwilę współpracował.

Wkrótce po wyjeździe do Stanów młody tłumacz zadebiutował "Prawdą o sprawie Savolty". Powieść thriller opublikował w USA pod tytułem "Żołnierze Katalonii". Aby jednak nie drażnić hiszpańskich cenzorów, zgodnie z wyzwaniami rynku trzymanego pod butem dyktatora, Mendoza zmienił tytuł. Niepotrzebnie, bo kilka miesięcy później Franco zmarł, a książka stała się symbolem okresu transformacji.

W tekście oprócz historii morderstwa Savolty, który wzbogacił się dzięki I wojnie światowej, autor dokonał analizy warunków ekonomicznych i polityki. Pokazał robotników walczących o swoje prawa na początku wieku. Rok po wydaniu książka otrzymała nagrodę krytyków, co zadecydowało o definitywnym rozstaniu świeżo upieczonego pisarza z zawodem prawnika.
W Stanach pozostał jedenaście lat. "Opuszczając Nowy Jork, płakałem.

Ale po którejś wizycie uznałem, że to już nie to. I odkochałem się" - wspomina. Podróżując, Mendoza uwielbia jeździć metrem. "Tylko ono pozwala naprawdę poznać miasto i mieszkańców" - zdradza. Wielokrotnie odwiedził też Polskę. "Lubię polskie miasta i Polaków. Wydają mi się inteligentni, spontaniczni i z poczuciem humoru" - mówi.

Po epizodzie w Nowym Jorku Mendozę pochłonęło pisanie kolejnych powieści, sztuk i przekładanie na hiszpański tekstów literackich. W latach 90. został wykładowcą wydziału tłumaczenia i przekładu na Uniwersytecie Pompeu Fabra. "Podróżuję i uwielbiam światowe metropolie.

Można mnie określić członkiem klubu wykorzenionych intelektualistów kosmopolitów" - przyznał. I choć podróże coraz bardziej go męczą, nie zrezygnował z nich do końca. "Z Barcelony trzeba wyjeżdżać raz na dwa, trzy miesiące dla zachowania równowagi psychicznej, moralnej i higieny intymnej. To miasto przypomina satyryczną kreskówkę na żywo" - stwierdza.

Podczas spotkań z czytelnikami autor "Przygód fryzjera damskiego" okazuje się dyskretnym dżentelmenem. I jest nim naprawdę, bo w towarzystwie literatów uchodzi za dyplomatę, któremu można powierzać sekrety. Choć Mendoza stara się utrzymywać z kolegami po fachu dobre relacje, oni uważają go za samotnika stroniącego od towarzystwa.

CZYTAJ RÓWNIEŻ:
* Schmitt: Beethoven pozostawił w swojej muzyce wiele radości, mimo że miał tragiczne życie
* Literackie odkrycia 2011 roku
* Książki propagujące bicie dzieci wycofane z obiegu
* Dyskusja w Zamku: Czy to już naprawdę koniec książki ?
* Śpiewak: Żydokomuna rządząca Polską to szkodliwy stereotyp
* Kurier poleca nowości książkowe
* Chiński przekład "Cesarza" Ryszarda Kapuścińskiego
* W Krakowie powstanie muzeum z pamiątkami po Szymborskiej?
* Pogrzeb Wisławy Szymborskiej [ZDJĘCIA, VIDEO]
* Żywoty Cervantesa. Próba innej biografii

Pisarz nie lubi rozmów o swojej twórczości, ucieka też od plotek i zdjęć. W żadnym razie nie wolno go pytać o życie prywatne. Z przecieków wiemy tylko, że ma dwóch synów, jest rozwiedziony i żyje w konkubinacie. "Zgadzam się z Nabokovem, który powiedział, że pisarze mówią jak dzieci, zatem nie powinni udzielać wywiadów. Im mniej wiemy o pisarzu, tym lepszy jest odbiór jego książek" - wyjaśnia. Z drugiej strony, dodaje, że nie ma dziś życia innego niż towarzyskie.

"Nie da się być pustelnikiem. Trzeba się urżnąć z wydawcą i specami od promocji, żeby ktoś miał w ogóle szansę przeczytać twoje wypociny" - mądrzy się pisarz, choć przyznaje, że nie odmawia mocniejszych trunków.

Za najlepszą powieść Mendozy uważane jest "Miasto cudów" z 1986 roku. Jak na pniu rozeszły się prawa autorskie do książki, na które rzuciły się wydawnictwa z dwudziestu krajów. Mendoza twierdzi, że napisanie tej książki zawdzięcza swojemu zainteresowaniu historią. W "Mieście..." przedstawiona jest przemiana Barcelony i jej mieszkańców na przełomie XIX i XX wieku, między dwiema międzynarodowymi wystawami.

Barcelona w tamtym czasie nie odbiegała od wizerunku europejskich miast - brudna, pełna burdeli i typów spod ciemnej gwiazdy. Na potrzeby wydarzenia w krótkim czasie została zmieniona w metropolię. Bohater to pochodzący ze wsi bezwzględny Onufry Bouvila, który przybył do miasta przed pierwszą wystawą. Zaczyna jako rozprowadzacz ulotek, by dorobić się fortuny, sprzedając preparat na porost włosów.

Dzięki pieniądzom Bouvila stał się wpływowym obywatelem. Towarzyski awans z kolei zapewniły mu związki z kobietami. Ten zaradny spryciarz jest reprezentantem katalońskich handlarzy, którzy dostosują się do każdych warunków. Książka zdobyła kilka międzynarodowych nagród i doczekała się adaptacji filmowej.

Jedną z ciekawszych pozycji jest również "Brak wiadomości od Gurba" (1990). Po dłuższej nieobecności w kraju wszystko w Barcelonie wydawało się Mendozie inne niż przed wojażami. Poczucie alienacji podsunęło mu pomysł na książkę o kosmicie trafiającym na Ziemię, który opisze swoje obserwacje w pamiętniku. Tytułowy bohater jest jednym z dwóch przybyszów, który przybrawszy postać kobiety, znika wśród Ziemian.

Drugi kosmita - bezimienny o za wysokim, porównując do Ziemian, IQ - postanawia go odnaleźć. Poszukujący próbuje się dostosować do nowych warunków, co skutkuje mnóstwem zabawnych zdarzeń. Książka odniosła sukces kasowy, a hiszpańscy licealiści zagłosowali, by dopisać ją do lektur. Sam autor twierdzi, że fabuła mogłaby mieć miejsce w każdej europejskiej mieścinie, bo wszystkie rozwijają się podobnie. "To stare miasta, które przystosowują się do nowych czasów: innego modelu gospodarczego, spotkania ludzi różnych ras, religii i nowych środków komunikacji" - ocenił.

Oprócz ocen Mendoza lubi podpowiadać, jak dobrze pisać. "Przystępując do pisania powieści, trzeba mieć dobry pomysł. Warsztatowe problemy załatwia się później" - poucza autor, który w książkach gra formami. Najnowsza moda ogłaszania wszelkiej schyłkowości skłoniła go do ogłoszenia śmierci powieści. Porównał ją do mumii, która dla swoich współczesnych była szczytem osiągnięć. "Duży wpływ na nową literaturę będzie miało dziennikarstwo. Ale młode pokolenie nie zdefiniowało jeszcze swojego stylu" - dodał.

Najnowsza książka Mendozy to zapis codziennego raportu składanego przez dowódcę statku kosmicznego Horatia Dosa. Pokład składa się z sektorów dla Przestępców, Nieprzewidywalnych Staruszków i Upadłych Kobiet - donosicieli i mąciwodów. Każdy gra na siebie, podkopując innych. Na statku panuje pełna niekompetencja, funkcje służb pokładowych są niejasne, a dowódca nie zna podwładnych.

Na domiar złego brakuje prowiantu, a przez błędne wyliczenia współrzędnych nie wiadomo, dokąd zmierzają podróżujący. Obrazek dziwnie znajomy? Jeśli dodać do niego doskonałą wiedzę autora o państwowej biurokracji, przedstawiona fantastyczna kraina staje się całkiem bliska i nie aż tak absurdalna.

CZYTAJ RÓWNIEŻ:
* Schmitt: Beethoven pozostawił w swojej muzyce wiele radości, mimo że miał tragiczne życie
* Literackie odkrycia 2011 roku
* Książki propagujące bicie dzieci wycofane z obiegu
* Dyskusja w Zamku: Czy to już naprawdę koniec książki ?
* Kurier poleca nowości książkowe
* Chiński przekład "Cesarza" Ryszarda Kapuścińskiego
* Śpiewak: Żydokomuna rządząca Polską to szkodliwy stereotyp
* W Krakowie powstanie muzeum z pamiątkami po Szymborskiej?
* Pogrzeb Wisławy Szymborskiej [ZDJĘCIA, VIDEO]
* Żywoty Cervantesa. Próba innej biografii

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie