O zwierzętach czy o politykach?

Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny Fot. Polskapresse
Tak zapytałem swoją szefową, na moment tracąc chyba rozum. No bo cóż to za różnica właściwie...

No więc zacząć miałem tak, od hołdu dla mojego ulubionego rysunku Mleczki, Andrzeja zresztą. Ciemno, gość w bramie, prawdopodobnie wampir, aczkolwiek kompletnie niepodobny do Pattinsona ze "Zmierzchu", brzydki jak pracownik oczyszczalni ścieków (choć byście się zdziwili, ostatnio tam właśnie poznałem zjawisko pewne o imieniu Klaudia). Otóż gość w bramie wgryza się w tętnicę szyjną kobiety... Tak mocno dosyć się wgryza, wyraziście, ma wielkie białe kły… No i spija tę krew. Ale towarzysząca mu kobieta krzyczy: "Stefan! Nie pij tyle!".

Hm, najpierw skojarzenie z Niesiołowskim. Ale trzecioligowymi politykami zajmować się nie będę. Choć muszę oddać szacunek Tuskowi (sami wiecie, sporo mnie to kosztuje). Otóż zaproponował wspólne kibicowanie Kaczyńskiemu. Na Euro. Bardzo szlachetny, bardzo dobry gest. Nawiązujący może do tej literackiej, ale jednak narodowej zgody, tak iluzorycznej. I ten Kaczka, otoczony gromadą potakiewiczów, tę podaną dłoń odtrąca - wielki błąd, bo liderem Państwa, zwłaszcza tak godnego i ambitnego, może być tylko ktoś, kto zniewagi i przestępstwa puszcza w niepamięć. I jak nas uczy Jezus - nadstawia drugi policzek. A tu znów pętactwo, jakże... hm... drobnoszlacheckie. Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie! Jakby co, panie Tusk, ja na ten obiad przyjdę, na mecz też. I z radością widzę, że jednak jakieś odruchy Pan ma, predestynujące do przewodzenia. W porę Pan oprzytomniał.

No, ale dosyć buziaków, chodziło o tego Stefana, który pije krew z tętnicy, no i pije za dużo. W ogóle od tego miałem zacząć (Boże, to będzie jedna wielka pochwała koalicji). Mianowicie minister rolnictwa Sawicki podpisał zgodę na rytualny ubój zwierząt. Mianowicie na to, żeby Żydzi (nie zmniejszajcie na małą literę, Żydzi) mogli zwierzętom podgryzać tętnice i spuszczać krew, co natychmiast oprotestowali tak zwani obrońcy zwierząt... Pierwsza reakcja, chamska, że kiedyś Żydzi tak zabijali dzieci, a krew dodawali do macy... Pogrom w Kielcach dowodem tej wiary, jakże debilnej... I znów problem wraca. Bo jest teraz nowy spór - nie wolno zabijać rytualnie, wedle tych obrońców oczywiście. Hm, też jestem obrońcą zwierząt. Mam w domu trzy koty (dwie panie, bardzo aktywne) i psa bandziora, sto kilo, choć to szczeniak z Kaukazu. Ostatnio policzyłem, ile to towarzystwo mnie kosztuje. Otóż machnięcie ogonem 15 złotych dziennie, przytulanki kocie wychodzą taniej, dychę. No to razem 25 (a nie liczę weterynarzy, lekarstw etc.). No więc rocznie - razy 366 (mamy rok przestępny, niestety), to jest około 10 tysięcy złotych. Dziesięć tysięcy! Zatem moja miłość do zwierząt nie podlega dyskusji, bo jest to 50 par dżinsów (tak, kochani), 30 par butów albo 10 garniturów… Więc nie litujcie się nade mną, że słabo chodzę ubrany - litujcie się raczej nad sobą...

Obrońcy zwierząt nie wiedzą, że trzeba być raczej obrońcą ludzi. To najbardziej ginący gatunek. Nasz gatunek spsiał, skundlił się

Aha, córka w każdą sobotę w ramach wolontariatu jeździ do Konstancina do Kociego Azylu, czyli schroniska dla stu kotów i pięćdziesięciu psów, sprząta tam - przepraszam za wyrażenie - guano. Czesze, pieści, oswaja. No więc chyba oczywiste jest to, że w moim domu kocha się zwierzęta. Ale, i tu myśl główna - zwierzęta trzeba jeść, żeby żyć. Nie wystarczy wrzucić na FB zdjęcie pieska z przetrąconą łapką, politować się (zwłaszcza jak bardzo szczeniak chory). Zwierzęta trzeba zjadać, żeby rosnąć. One oczywiście są tego świadome. Byliście kiedyś na świniobiciu? Wieprzek od rana wie, że pójdzie pod siekierę (naprawdę czuje to i płacze). Ale - ja nie mogę się wyzbyć świeżonki, czyli drobno posiekanych skrawków kolegi, usmażonych w tłuszczu, też kolegi. Pychota. Ale i życie. Wiecie, jak cierpiałem widząc zabijanie cielaka? Strasznie. Na trawie leżały jego oczy, ja też płakałem. Ale za chwilę, hm, jadłem móżdżek, najsmaczniejszą potrawę w życiu, czyli mózg świeżo zabitego młodzieńca lekko przemielony, pyszny, przepyszny. W Warszawie są setki dobrych restauracji, ale żadna nie serwuje świeżego móżdżku.

Możecie się wzdrygać, ale czemu - w czwartek byłem z synem na sushi i jedliśmy mnóstwo surowych ryb, ba, delektując się węgorzem, maślaną, łososiem. Tak. My jesteśmy wszystkożerni, co dobrze widać po wyprawach polarnych (w każdej z tych dawniejszych dochodziło do kanibalizmu), po ucieczkach z Syberii w niezłym filmie z mężem Curuś-Bachledy (ale zasłynęła, zwycięstwo pod Hollywood!), otóż jak dawniej uciekali, to na drogę kanapkę brali. Czyli młodego do zjedzenia (to samo jest dziś w korporacjach, młody musi dać dupy, to w końcu... szynka, najsmaczniejsze). Dobra, musimy się zjadać, bo na sałacie daleko się nie przewędruje. Ale - i to jest główna teza tego artykułu - my nie zjadamy zwierząt. My ich nie krzywdzimy. Ani wtedy, gdy polowaliśmy na mamuty, kopiąc doły, albo strzelając z harpunów do wielorybów, ani rytualnie przecinając żyły bykom czy też nabijając je na korridzie...

Doszedłem do tego, rozmawiając z synem (chyba pisałem, że to niegłupi facet, nawet), czemu akurat wygrał człowiek w rywalizacji gatunków, skoro było tego dziadostwa zaledwie paręset sztuk… A on na to, inteligentnie... Człowiekowi się tylko wydaje, że panuje na Ziemi, dyryguje innymi zwierzakami, tra ta ta ta… Bo tak naprawdę nie rządzimy my. Nawet nie rządzą nami kobiety. Rządzą nami… bakterie. Karaluchy. Mrówki. Plankton. Nam się tylko zdaje, że jesteśmy jakoś szczególnie wyróżnieni przez Boga. My jesteśmy jedynie pokarmem dla robaków, które niebawem zjedzą nasze ciała. One wygrają (a kornik, Herbert, napisze uładzony życiorys). Otóż obrońcy zwierząt nie wiedzą, że trzeba być raczej obrońcą ludzi!!! Najbardziej ginącego gatunku biologicznego. Bo niby jest nas 7 miliardów. Większość, 99 procent, to krowy przeżuwające trawę, świnie jedzące kartofle etc. Nasz podgatunek spsiał, skundlił się, nie znajdziemy ani jednej osoby, którą zgodnie można by uznać za wybitną. Znacie kogoś takiego? Ja nie. Ostatni to był chyba Kant. Niebo gwiaździste nade mną. Prawo moralne we mnie.

Aha, bo nic o swoich przygodach - niedopatrzenie! W środę nagrywałem program dla Orange Sport w Platinium, to taki klub, gdzie przychodzą najładniejsze laski w Wawie (i ja staram się z nimi zapoznawać, tam nawet odmowa jest wspaniała, bo... zapowiada dalszy ciąg, życie). No więc przyleciał do Wawy mistrz świata we wrestlingu. Nie wiem, czy kojarzycie - trochę teatr, trochę cyrk, dużo sportu i efektów specjalnych. Gość nazywa się Bobby Roode. Jak przystało na warszawiaka, jak wchodził po schodach, dostał ode mnie kilka strzałów, z tak zwanego w Wawie z niecka z nacka (nie mylić ze - znienacka, z piąchy po prostu). No więc najbardziej się bałem, że… mi odda. Jeden cios i na pewno bym nie żył. To mistrz świata, Mistrz. Na szczęście się ulitował, a potem fajnie parę godzin pogadaliśmy przy barze, jakżeby inaczej.

Ale tak teraz żałuję. Jakby mi przylał, byście nie musieli ze mną się męczyć... A ja z wami.

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
zawiedziony
panie Zarzeczny...szkoda twojego psa !!! jak to mówią , zszedłeś na psy , a dziennikarz z ciebie jak trąbka z koziej dziurki... z tyłu ,
K
Kon Donek
Oj Zarzeczny, w Platinum to głównie kurwiszony, czują szmalec i tyle.
n
nienawidzę
ile można jeszcze prosić o usunięcie tego PANA?przecież to uwłacza dzisiejszemu dziennikarstwu, a potem wszyscy mówią, jak to dziennikarstwo sięga dna. trudno, żeby nie sięgało, skoro tacy starzy dziennikarze nawet psują wizerunek tej profesji. już ciekawsze i mądrzejsze rzeczy można wyczytać na pudelku, naprawdę.
A
Aleksandra
O czym właściwie miał być ten artykuł? Jakbym czytała zapis słowotoku filozofującego nastolatka. Poziom refleksji, brak stylu i spójności nasunął takie skojarzenie. Niestety nie jest to nawet "humor z zeszytów szkolnych", a dowód na zbytnią pobłażliwość Redakcji i samouwielbienie Autora. Wstyd oj wstyd.
G
Gall Anonim
Proszę o pomoc, jestem młodą mężatką, współżyjemy od 5 miesięcy, jest moim pierwszym mężczyzną, od paru tygodni domaga sie odemnie seksu analnego... bardzo kocham meża ale wiem ze sodomia to grzech,
czy mógłby pan sie spotkac z moim mężem i przemówic mu do rozsądku? Boje sie tez bólu oraz infekcji, brzydzi mnie sama myśl o tym,
prosze o pomoc! Jest pan idolem mojego męza, wiem ze by pana posłuchał.
b
billyboy
..,że nie oddał!-pańskie kabotyństwo staje się mocno uciążliwe!!
K
Krystyna
Uwielbiam Cię i Twoje pióro ale tym razem nie popisałeś się i oby Twój pies bandzior przyłożył ci zdrowo łapą po łapie !
A
Alex
Dziś słabo,naprawdę i na dodatek nic co można by dac na plus. Szkoda, bo można by wykorzystać parę zdań o obronie zwierząt na plus , pokazać,że trzeba chronić, podpowiedzieć, zachęcić - a tu gówno...nic.
Szkoda...

Pozdrawiam.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu O zwierzętach czy o politykach?
A
Analfa
Coś dzisiaj Pan bez formy, oby na wybrańców Smudy nie przeszło. Pozdrawiam i nadal uważam Pana za MISTRZA.
Dodaj ogłoszenie