O. Zięba znów bez pomysłu na życie

Anita Czupryn
Problemy alkoholowe o. Macieja Zięby, dyrektora Europejskiego Centrum Solidarności, od kilku lat w Trójmieście były tajemnicą poliszynela. Pisały o tym lokalne media, w tym "Polska Dziennik Bałtycki". O jego odwołaniu ze stanowiska mówiło się już w ubiegłym roku, choć kontrakt, który podpisał, ma wygasnąć dopiero w listopadzie 2011 r.

Cała rzecz polegała na tym, że mimo iż duchownego na stanowisko szefa ECS powołał prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, to już nie może go odwołać, bo to funkcja kadencyjna. Chyba że dyrektor ECS zrezygnowałby sam. I wczoraj, po spotkaniu z prezydentem Adamowiczem, zakonnik postanowił o rezygnacji z kierowania ECS. Konkretnej daty swojego odejścia nie podał, zaznaczając, że chce jeszcze dokończyć rozpoczęte projekty. Oficjalnie przyznał też, że nadużywał alkoholu i cierpiał na depresję, ale - jego zdaniem - nie to wpłynęło na surową ocenę jego działalności, jaką przedstawił publicznie prezydent Adamowicz.

Według o. Zięby nie chodzi też o przygotowane przez ECS obchody 30-lecia powstania Solidarności, kiedy to szumnie zapowiadane widowisko światowej sławy amerykańskiego reżysera Roberta Wilsona, które kosztowało 8 mln zł, okazało się artystyczną klapą. Chodzić zaś ma o to, że wokół dziedzictwa Solidarności trwają nieustanne polityczne spory o to, kto ma prawo do legitymowania się etosem Sierpnia 1980. - W tej chwili wszyscy jesteśmy świadkami sądu nad o. Maciejem Ziębą. Nie znamy jeszcze odpowiedzi na rodzące się pytania, na przykład takie czy rzeczywiście to on ponosi całkowitą odpowiedzialność za klapę na koncercie, bo - nie oszukujmy się - to nie był sukces - mówi Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ "Solidarność". I dodaje: - Sprawa jest niewątpliwie bardziej złożona i ja nie wiem, czy przyczyną rezygnacji o. Macieja jest nieudany koncert, czy po prostu chęć zmiany personalnej na stanowisku dyrektora ECS.

Kiedy trzy lata temu powstawało w Gdańsku Europejskie Centrum Solidarności, to Paweł Adamowicz zaproponował na jego szefa dominikanina o. Macieja Ziębę. Wydawał się wówczas idealnym kandydatem: osobą ponad podziałami, do zaakceptowania zarówno przez Platformę Obywatelską, jak i rządzące Prawo i Sprawiedliwość. Ojciec Zięba miał przyjaciół w obu tych partiach. Z czasów swojej działalności opozycyjnej znał też Tadeusza Mazowieckiego i Władysława Frasyniuka. Już jako student fizyki był legendą wrocławskiej Solidarności, utożsamiał się z jej ideami.

Kiedy przestał kierować zakonem, żył w zawieszeniu, bez pomysłu na życie. ECS spadło mu z nieba

Do zakonu wstąpił przed stanem wojennym, w 1981 r. Miał wtedy 31 lat. Przyjaciołom tłumaczył, że nie ucieka przed komuną, ale wybiera drogę powołania, która się w nim pojawiła. Oczytany, o ogromnej wiedzy i elokwencji szybko znalazł się w gronie wybitnych intelektualistów. Z racji swoich licznych publikacji i książek był też postacią dobrze znaną w Ameryce, w środowiskach intelektualistów. Ale największe sukcesy odnosił na przełomie lat 90. i roku 2000, kiedy to przez dwie kadencje był prowincjałem w zakonie dominikanów. I choć przestał piastować tę funkcję zgodnie z prawem, po ośmiu latach, do dziś w zakonie trwa spór, czy przyczyną kryzysu wśród zakonników, którzy w pewnej chwili masowo zrzucali habity, nie był o. Zięba.

Ale i z tamtego okresu pochodzi anegdota, jak to do o. Zięby przyszli biznesmeni, chcąc zasponsorować remont obiektu sakralnego. Jednak pieniądze chcieli ofiarować nieoficjalnie, pod stołem, bez płacenia podatków i prowincjał o. Zięba ich pogonił. - Był zwolennikiem przejrzystości i czystej postawy wobec prawa - mówi jeden z jego przyjaciół. Stąd też, gdy przestał kierować zakonem i żył jakby w zawieszeniu, nie mając pomysłu na przyszłość, pomysł stworzenia i szefowania ECS spadł mu z nieba - znów było coś, w co mógł się z całą intensywnością zaangażować. - Szybko jednak okazało się, że to nie jest idealne miejsce, a w tak napiętej politycznie sytuacji trudno dogodzić wszystkim - mówi Tomasz Terlikowski, publicysta i działacz katolicki. I dodaje: - PiS zaczął zarzucać o. Ziębie, że ulega PO.

Z kolei, jak mówi Paweł Kowal, europoseł z PiS, sam był świadkiem, jak to PO zarzucała dyrektorowi ECS, że nadmiernie słucha polityków PiS.

Tymczasem być może problem był w tym, że o. Maciej Zięba starał się być osobą niezależną i jako taki narażał się wszystkim. Również związkowcom z Solidarności, którzy trwali w duchownym w sporze, stojąc na stanowisku, że choć Solidarność była ruchem społecznym, to przede wszystkim była związkiem zawodowym.

Z o. Maciejem Ziębą w Krakowie na Papieskiej Akademii Teologicznej spotkał się zarówno ks. Kazimierz Sowa, dyrektor kanału Religia.tv, jak i Paweł Kowal, europoseł PiS. Był wówczas Maciej Zięba w Krakowie postacią kultową, wymienianą obok samego Józefa Tischnera. Mówiono o nim, że to ksiądz nowoczesny w myśleniu i komunikowaniu się z innymi, pisał książki, a jednocześnie wygłaszał konserwatywne kazania. Ubierał się ze starodawną klasą, chodząc w nieodłącznym kapeluszu. - By ł w Krakowie stylową postacią - mówi o nim Paweł Kowal. I dopowiada: - Wierzył w świat niepartyjny. W latach 90. gromadził na swoich seminariach zarówno ludzi prawicy, jak i lewicy. Potrafił rozmawiać z każdym i myślał, że taki sposób działania sprawdzi się również, gdy będzie na stanowisku szefa ECS. Ale w Gdańsku zderzył się z bezduszną partyjną machiną.

Dla ks. Kazimierza Sowy o. Maciej Zięba zasłużył się niezwykle w promowaniu nowego podejścia katolickiej nauki społecznej. - Był też świetnym prowincjałem zakonu dominikanów, wiele dobrego dla nich zrobił, choć jako silna osobowość wyzwalał różne reakcje, również negatywne. Byli jednak i tacy młodzi zakonnicy, którzy daliby się za o. Ziębę pokroić - mówi ks. Sowa. I dodaje: - Być może ogrom spraw w tak wielkiej instytucji, jaką jest ECS, był zwyczajnie ponad jego siły. Miał kłopoty zdrowotne, przy których alkohol mógł stać się mieszanką wybuchową, i zwyczajnie o. Maciej Zięba nie podołał skali wyzwań.

Publicysta katolicki Tomasz Terlikowski nawołuje na Facebooku do modlitwy za o. Ziębę. - Niechby przede wszystkim uporządkował on swoje osobiste życie, bo zarzuty o jego alkoholizmie, do którego zresztą się przyznał, to mimo wszystko bardzo poważne ciosy - mówi Terlikowski. Jego zdaniem to, co teraz spotyka o. Ziębę, może okazać się jego dnem, od którego odbije się i wróci do zakonnego życia. I dodaje: - Ma gdzie wrócić. Jest przecież kapłanem.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
bydlakzpcimia

bydlakowi z krakowa za tak gleboki komentarz.

B
BydlakzKrakowa

Taki z niego kapłan jak z życimskiego biskup. Zwykła alkoholiczna szmata, związana z peło. I nic w tym dziwnego, boć z tą "partią", lepiej napisać mafią, mogą być związani wyłacznie łajdacy. I jak to mafia ma w zwyczaju, przysłała mu rybę. Najpierw do Cannosy a potem do klasztoru. I krzyżem leżeć, psie!
A poza tym twierdzę, że Płathfołma winna być zdelegalizowana.

Dodaj ogłoszenie