O. Zięba: Ani Niemcy, ani Rosjanie nie pomagali nam uczyć się kompromisu

Redakcja
O. Maciej Zięba
O. Maciej Zięba MICHAL ROGALA / POLSKAPRESSE
- Konflikty są nieuchronne. Złem jest agresja i pogarda, które zawsze zabijają nie tylko tolerancję, ale również kompromis. Nasze doświadczenie jest specyficzne. Ani Niemcy, ani Rosjanie w ostatnich wiekach nie pomagali nam uczyć się kompromisu i tolerancji - mówi o. Maciej Zięba w rozmowie z Anną Ziobro.

Po śmierci Jana Pawła II ogłoszono, że nastały czasy pokolenia JP II. Mija siedem lat od jego śmierci i okazuje się, że takiego pokolenia nie ma.
Problem w tym, że nigdy nie zdefiniowaliśmy, czym jest pokolenie Jana Pawła II. Nie rozumiem więc, jak możemy mówić, że go nie ma. Ja na przykład jak najbardziej czuję się pokoleniem JP II. Uważam, że przynależność do niego określa wpływ nauczania papieża na ludzkie życie. Biorąc również pod uwagę młodszą generację, pokolenie JP II ma się całkiem nieźle.

Jak się wyróżnia to pokolenie?
W różnych ankietach ponad 70 proc. Polaków przyznaje, że stara się w życiu kierować wskazaniami papieża. To bardzo wysoki i stabilny wskaźnik. Widać też wiele różnych inicjatyw oraz organizacji inspirujących się jego działalnością. Jednak jeśli siedem lat temu mieliśmy nadzieję, że niedługo będziemy mieć Polskę Jana Pawła II, to niestety tak się nie stało. Do tego nam jeszcze daleko. Potrzebujemy czasu i zgodnie z ewangeliczną zasadą, że ziarno musi najpierw obumrzeć, by później mogło przynieść plon, czy norwidowskim: "syn - minie pismo, lecz ty spomnisz wnuku". Na razie starsza generacja nie dopuszcza do głosu wnuków. W najbardziej widoczny sposób tak się dzieje na przykład w polityce.

Chodzi o akcję usunięcia krzyża z sejmowej sali obrad?
Myślę, że właśnie takie działania utrudniają sensowną debatę. Agresja jest jedną z najgorszych form działania. A w tym wypadku agresywne dążenie do zdjęcia krzyża wywołuje agresywną jego obronę. W taki sposób młodzi zostają wepchnięci między dwie wzajemne agresje.

Jako naród jesteśmy bardzo przywiązani do symboli. Jednak mało uwagi przywiązujemy do ich znaczenia. W czasie świąt powinny nam towarzyszyć przemyślenia i duchowa przemiana.
To trudno mierzalne fakty. Na pewno odpadają wszelkie podpórki wspierające wiarę, a także formy konformizmu socjologicznego i mentalnego. Pozostaje za to bardziej świadomie przeżywane chrześcijaństwo. A ludzi świadomie przeżywających chrześcijaństwo jest dzisiaj bardzo wielu. W kościołach widzę ogromne kolejki do konfesjonałów. To dobry dowód na to, jak wiele osób myśli poważnie o przemianie i odnowie.

A co z głębszym znaczeniem innych symboli religijnych?
Babcie idące z wnukami do Grobu Pańskiego znakomicie odczytują tę głębszą symbolikę. Owszem, bywa, że ktoś zatrzymuje się na pierwszym etapie dosłownego pojmowania symbolu. Podobnie spłyca symbol jego upolitycznianie, używanie go do bieżącej polemiki. Ludzie wierzący poprzez symbole starają się dotknąć niewidzialnego, chcąc skierować się ku rzeczywistości, którą on reprezentuje.

Jedna emigrantka ogłosiła na blogu, że wraca do Polski. Jej mąż nie jest stąd. Zaskakiwały komentarze, że wracając, robi błąd, bo Polacy są nietolerancyjni, nieżyczliwi i pełni zawiści. Polacy źle myślą i piszą o sobie.
Internet jest bardzo niereprezentatywną formą debaty i wyjątkowo nieobiektywną. Pisanie, jacy okropni są Polacy, to wyraz frustracji. No i tego, że dziś o patriotyzmie mówi się zazwyczaj w sposób instrumentalnie polityczny lub patetyczno-anachroniczny albo chce się wyrzucić to słowo jako szkodliwe i zbędne, upatrując alternatywy w postpatriotyzmie i indyferentyzmie. Brakuje nam mądrego, nowoczesnego patriotyzmu, który nie ucieka przed tą trudną częścią prawdy o Polsce. Ale mówienie, że Polska nie jest miejscem nadającym się do życia, jest ewidentną nieprawdą.

Czytaj także:
* "Błądzenie jest rzeczą ludzką". O. Zięba odpowiada prof. Mikołejce ws. Madzi z Sosnowca
* "Quasi-naukowcy wykorzystują tragedię w Sosnowcu. To katastrofa etyczna"
* O. Zięba: Zadaniem Kościoła nie jest walka z antyklerykalnymi hasłami
* Abp Michalik: Polskiego księdza znieważają politycy i eksksięża z TV

A jak można wypracować w sobie nowoczesny patriotyzm?
Patriotyzm jest wyborem. Przyjmuje się pewne kulturowe dziedzictwo. Tyle że nie bezkrytycznie, lecz świadomie wybierając humanistyczne i twórcze wątki. Odwołując się do Jana Pawła II, głoszącego wprost, że polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie. Jeżeli umiesz kochać siebie, to umiesz kochać innych ludzi. Jeżeli umiesz kochać swój naród, to odczuwasz też solidarność z innymi narodami. To twórczy porządek miłości wyzwalający właśnie solidarność, tolerancję, otwarcie na innych i budowanie dobra wspólnego. Brak tego porządku owocuje resentymentami, agresją i wypaczeniami jak nacjonalizm pełen mitów oraz kompleksów.

Wypadałoby zacząć od przyjęcia postawy wybaczenia.
Od mądrego patriotyzmu, który jest formą życia w fundamentalnym porządku miłości.

Tyle że mamy całą masę dokumentów świadczących o tym, że naszemu narodowi trudno bezkonfliktowo rozwiązywać problemy.
Konflikty są nieuchronne. Złem jest agresja i pogarda, które zawsze zabijają nie tylko tolerancję, ale również kompromis. Nasze doświadczenie jest specyficzne. Ani Niemcy, ani Rosjanie w ostatnich wiekach nie pomagali nam uczyć się kompromisu i tolerancji.

Czyli mamy uzasadnienie historyczne naszego zachowania.
Nie tylko. Ale historia wpływa na rozumienie teraźniejszości. Im jednak dalej w czasie, tym mniejszy jej wpływ. Potworność dwóch wojen mocno naznaczyła całe pokolenia. Mimo tych tragicznych doświadczeń powstał przed laty list episkopatu o przebaczeniu Niemcom albo ruch Solidarności, który odrzucał przemoc, budował jedność i pojednanie ponad podziałami. Pewnie, że łatwo się zacietrzewiamy. Tyle że potrafimy też wybaczać i jednać się. Jan Paweł II pomagał nam wyzwalać w sobie dobrą energię. I rzeczywiście teraz bardzo go brakuje. Co gorsze, wiele złej energii obserwujemy dziś wśród elit, a zwłaszcza polityków.

Da się wypełnić brak Jana Pawła II?
Coraz wyraźniej widać, że papież przerastał myślą swoje czasy. Oznacza to, że braku Jana Pawła nie wypełnimy, ale wpływ jego twórczości będzie w Polsce narastał. Nie mam na myśli kultu postaci, który jest ważny, dopóki nie przechodzi w formy zawłaszczające go lub bałwochwalcze, a nawet w naiwne uwielbienie. Istotą Jana Pawła II jest jego myśl i nauczanie.

Encykliki Jana Pawła II są w czasie kryzysu szczególne.
Świetnie opisują rzeczywistość. Zresztą papież od dawna nauczał, że pewne zachowania nieuchronnie doprowadzą nas do kryzysu. Dopiero dzisiaj widać, że to nie było narzekanie, ale konkretny opis ludzkiej kondycji.

Encyklika "Laborem exercens" mówi o tym, jak bardzo ważna jest praca.
Wiele wątków społecznych nauczania Jana Pawła II jest wciąż aktualne. Z jego analizy wynika, że praca nie jest wyłącznie źródłem zarobków, a jej utrata tylko brakiem dochodów. Praca konstytuuje człowieka, pozwala mu być twórczym i solidarnym z innymi.

Przez kilka ostatnich lat w Polsce, a na Zachodzie przez kilkadziesiąt lat, przyzwyczailiśmy się do nadmiernej konsumpcji. Trudno teraz sobie poradzić z zachowaniem umiaru.
W Polsce ten kłopot pojawia się jednak w niedużym stopniu. Trzeba pamiętać o wielu miejscach, w których mówimy wręcz o dziedziczonej biedzie oraz braku nadziei na lepszy los.

Czytaj także:
* "Błądzenie jest rzeczą ludzką". O. Zięba odpowiada prof. Mikołejce ws. Madzi z Sosnowca
* "Quasi-naukowcy wykorzystują tragedię w Sosnowcu. To katastrofa etyczna"
* O. Zięba: Zadaniem Kościoła nie jest walka z antyklerykalnymi hasłami
* Abp Michalik: Polskiego księdza znieważają politycy i eksksięża z TV

Zastanawia to, że w lepiej sytuowanych krajach kryzys nie przeciął nacisku na indywidualizm, na realizowanie się tylko jednostki. Ten trend przychodzi też do nas. Pozostaje mało miejsca na budowanie rodziny albo wspólnoty.
W myśli Jana Pawła II wybór albo kolektyw, albo jednostka jest skrytykowany. Obie formy nie pozwalają rozwinąć się człowiekowi. Człowiek jest osobą, a więc indywidualnym bytem społecznym powołanym do tworzenia relacji z innymi. Zatem nie powinniśmy patrzeć na wybór: "ja" albo "kolektyw", lecz "ja we wspólnocie". Rzeczywiście, na Zachodzie bardzo silnie rozrósł się indywidualizm, a ludzie wcale nie są od tego szczęśliwsi. Owszem, indywidualizm często daje wygodę sterowania własnym życiem. Ale z drugiej strony owocuje samotnością, czasem nawet rozpaczą i niezdolnością budowania głębszych relacji.

Choć katolicyzm jest najbardziej postępowy wśród innych większych wyznań, Jan Paweł II był krytykowany za podtrzymywanie tradycyjnych form realizacji człowieka i nieuleganie duchowi czasu.
Duch czasu jest demonem zwodzącym ludzi. Mnóstwo rzeczy, które kiedyś trzeba było robić zgodnie z duchem czasu, później okazywały bez sensu, a niekiedy były wręcz szkodliwe. Papież nie był anachroniczny, nie starał się też być trendy. Rdzeniem jego nauczania było podkreślanie, że człowiek jest osobą. A to znaczy, że każdy człowiek bez wyjątku jest obdarzony indywidualną godnością, a zarazem jest rozumny oraz wolny i może budować kształt swojego życia w relacji do innych. Tylko osoba budująca głębokie więzy miłości i przyjaźni z innymi ludźmi może osiągnąć szczęście. To także alternatywa między zniewoleniem jednostki przez grupę a totalnym osamotnieniem.

A nie jesteśmy w naturalny sposób skazani na samotność?
Nie, nie jesteśmy skazani. Musimy umieć przyjąć samotność, by móc ją przekroczyć. Przekroczyć, czyli stać się świadomym darem z siebie dla innych osób. To dokonuje się na przykład w małżeństwie, gdzie najważniejsza jest stale rozwijająca się przyjaźń pomiędzy małżonkami, a potem z dziećmi. Dobre relacje w rodzinie promieniują z kolei na inne przyjaźnie, na spotkania w gronie rówieśników, w szkole, pracy, w klubie sportowym czy z dalszymi krewnymi. Dopiero, gdy przyjmiemy samotność, odkryjemy, że można ją przekroczyć.

Wielkanoc jest dobrym czasem na spotkania z najbliższymi i odnawianie więzów.
Pierwszym przymiotem miłości w "Hymnie o miłości" św. Pawła jest cierpliwość. Nie miejmy jednak złudzeń, że w jeden dzień albo przez kilka wizyt da się trwale zmienić relacje, które były kształtowane latami. Natomiast zawsze możliwe jest niepoddawanie się temu, co było dotąd i konsekwentne budowanie coraz lepszych więzi.

Banałem wydaje się stwierdzenie, że trzeba się postarać, by akceptować drugą osobę, gdy nie podzielamy jej poglądów albo z różnych przyczyn jej nie lubimy. To bardzo trudna sztuka, gdy wypada podtrzymać dialog podczas rodzinnego spotkania.
Trzeba dostrzec, że ten konkretny człowiek jest także osobą i ma swoją godność. Na poziomie człowieczeństwa jesteśmy solidarni i doskonale się rozumiemy. Różnią nas formy zachowania i właśnie poglądy. Ale to wszystko jest bardzo małe w stosunku do fundamentu, który nas łączy.

Wielkanoc to radosne święto, choć trzeba przyznać, że obchodzone nie tak ciepło i intensywnie jak Boże Narodzenie.
Oba święta mają wymiar teologiczno-rodzinny. I rzeczywiście Boże Narodzenie jest cieplejsze, bo nawet zimowa, surowa przyroda siłą zapędza nas do ogniska domowego. Wielkanoc natomiast pozostaje świętem bardziej teologicznym. Ale uczy nas niezwykłej prawdy, że miłość jest silniejsza od śmierci. Jeżeli każdego roku coraz bardziej otwieramy się na tę tajemnicę, to nie można być pesymistą.

Czytaj także:
* "Błądzenie jest rzeczą ludzką". O. Zięba odpowiada prof. Mikołejce ws. Madzi z Sosnowca
* "Quasi-naukowcy wykorzystują tragedię w Sosnowcu. To katastrofa etyczna"
* O. Zięba: Zadaniem Kościoła nie jest walka z antyklerykalnymi hasłami
* Abp Michalik: Polskiego księdza znieważają politycy i eksksięża z TV

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jo
no ja,widac ze ta unia cie wymozdzola chopie.Takich poczebujom klechy,bo jim sie zas sredniowiecze marzy-dupa zimno,tyn pociong jusz lodjechol,a gupich szukejcie kaj indzi.Niych sie nierobole klechy za robota weznom,bo jich pedofilskich zboczonych laskawosci zodyn,z wyjontkym garstki nawiedzonych zodyn niy poczebuje.
k
kadziol
Przeston pier...lic o wojnie jak jest spokojnie.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu O. Zięba: Ani Niemcy, ani Rosjanie nie pomagali nam uczyć się kompromisu
D
Dzafar
Nie akceptuje tolerancji w jedna strone jak np w sprawie muzulmanow W Europie korzystaja z pelni praw a w swoich kirajach ponizaja kobiety morduja inowiercow i prowadza barbarzynski trryb zycia
t
t
t
N
ND
Obecna Unia Europejska to po prostu Nowa Komuna, czyli odmiana tego, co Papież JPII nazywał "cywilizacją śmierci". Zamiast demokracji mamy pełzający liberofaszyzm. Dobrobyt ma być przywilejem przynależności do Nowej Elity, czyli dla 10% społeczeństwa. Reszta ma być wyzyskiwana (teraz w granicach 1500 zł miesięcznie). Ci, którzy są "niepotrzebni" będą wegetować -- tak, żeby się jak najszybciej wynieśli na tamten świat.

W cywilizacji śmierci nie ma miejsca dla starców, chorych i dzieci nienarodzonych. Dlatego wznawia się stan wojenny przeciwko katolickiej młodzieży. Zakłada się, że wychowanie i nauczanie religijne jest bezużyteczne społecznie, a powinno być zastąpione ateizmem i amoralnością.

To, co lewica (tzn. masoneria) chce przeprowadzić od dziesięcioleci, jest realizowane przez obecny rząd, który dąży, by całkowicie zmienić polskie rozumienie ludzkiej wolności na socjalistyczne uprawnienie nadane przez Centralny Komitet Planowania w Brukseli.

Innymi słowy, budujemy "Nową Komunę" wychowującą Nowego Człowieka (czyli moralnie wykrzywionego mutanta). Główna przeszkoda to chreścijaństwo, czyli Kościół Katolicki. Stąd wojna z krzyżami i otwarty już atak na Kościół. Nie łudźmy się -- PO, Palikot, PSL i SLD to ta sama loża w tym samym teatrze. Są nieustannie lansowane przez tzw. "zaprzyjaźnione media".

Nowy Człowiek to człowiek oskalpowany, wymóżdżany, pozbawiony zdolności do samodzielnego myślenia -- człowiek, który coraz mniej posługuje się rozumem, coraz mniejszy użytek robi z wolności ku dobru, ku prawdzie, ku życiu.

Chodzi o to, żeby człowiek w ogóle nie szukał prawdy czy dobra -- żeby człowiek myślał emocjami, czyli nie myślał wcale.

Dla lewicy odwiecznym wrogiem jest chrześcijaństwo. Każdy pretekst jest dobry. Najpierw więc starają się rozhuśtać społeczne nastroje tak, by tłum stracił nad sobą panowanie, a następnie ich liderzy dokonują ideologicznej manipulacji, by realne powody (kryzys ekonomiczny) zastąpić powodami ideologicznymi (zwalczyć Kościół).

Usiłuje się walkę z kryzysem przekształcić w walkę z Kościołem i z narodem, czyli z krzyżem i patriotyzmem. 11 listopada 2011r widzieliśmy, jak niemieccy pałkarze sprowadzeni przez polskich działaczy lewicowych zaatakowali marsz niepodległości, bijąc na oślep ludzi noszących dziewiętnastowieczne mundury z czasów Powstania styczniowego.

Wojna religijna w Polsce stanowi element unijnej strategii narzucania europejskim narodom ideologii marksizmu kulturowego, w której nie ma miejsca na publiczną obecność etyki chrześcijańskiej jako podstawy systemu prawnego.

Wielkie media nie działają spontanicznie mocą zatroskanych o losy ludzkości dziennikarzy -- ktoś daje przyzwolenie, a może i nakazuje, aby coś nagłośnić. Do antychrześcijańskiej krucjaty chętnych nie brakuje i po stronie mediów, i po stronie polityków. Szczucie "na proboszcza" może zapewnić bezpieczeństwo tym, którzy przez ostatnie 30 lat Polskę rozkradali.

Dzieciom i młodzieży sączy się coraz butniej, że należy się wstydzić wiary w Boga i polskości, wyśmiewa się krzyż i inne wartości religijne, zwłaszcza etyczne, sugeruje się normy i zachowania grzeszne, jak seks i narkotyki, a także, choćby implicite, szczepi się poczucie małowartościowości wobec ateistów i nie-Polaków. Młodzież ma się wstydzić godła polskiego i flagi polskiej, a tym bardziej historii, tradycji i kultury polskiej.
Dodaj ogłoszenie