O urokach podróżniczych dzieł fantasy

Mariusz Grabowski
Fot. Polskapresse
Martyna Wojciechowska po raz kolejny wyruszyła w najodleglejsze zakątki naszego globu na poszukiwanie wyjątkowych kobiet. Tym razem znalazła je w Afryce i Azji. Etiopia wprowadziła ją w melancholijny nastrój i skłoniła do przemyśleń na temat braku sprawiedliwości na świecie, Borneo natomiast przywróciło uśmiech za sprawą gromadki wesołych orangutanów, które - nie tylko w przenośni - weszły jej na głowę!".

Ładne, prawda? Ja po przeczytaniu tego zdania po prostu zaniemówiłem. To anons "Kobiety na krańcu świata 2", podróżniczego dzieła Martyny Wojciechowskiej, numeru jeden na mojej prywatnej liście książek nie wiadomo po co wydanych. Ale interesującej również z innego powodu, metodologicznego. Reprezentuje bowiem nowy gatunek literatury, który roboczo nazwałem "quasi--podróżniczą literaturą fantasy". Traktujący niby o podróżach, ale tak naprawdę będący projekcją marzeń, plotek, mądrości z Wikipedii, a przede wszystkim wyobrażeń o opisywanych miejscach.

Powie ktoś: nic nowego. Kapuściński też zmyślał i być może dlatego jego książki są takie fajne. Owszem, ale jednak dawał solidną dawkę wiedzy o miejscach, w które jechał, jakąś prawdę o ludziach, historii i stanie ich ducha. W podróżniczych książkach fantasy są tylko piękne obrazki, bajkowe klisze pozbawione treści oraz banalny stereotyp. Weźcie do ręki choćby "Mój Egipt" Jarosława Kreta i jeśli nie umrzecie ze śmiechu na piątej stronie, skumacie, w czym rzecz. Co właściwie ten facet robi w The Explorers Club, którego ponoć jest członkiem. Podaje drinki?

Dziś już nie ten hucpiarz Coelho, ale tak zwani piszący podróżnicy wyznaczają kanony czytelniczych mód. Kierunek wyznacza Europa Południowa, gdzie rosną oliwki i pachną mandarynki

Mam całą półkę podobnych edytorskich cymesów, zbieranych latami i przy kpiących docinkach znajomych. I właśnie postawiłem na niej dwie kolejne pozycje: "Apetyt na Italię. VESPAniałą podróż kulinarną" Matthew Forta i "Hiszpańską fiestę i soczyste mandarynki, czyli dwoje zakochanych w Andaluzji!" Alex Browning. Idę o zakład, że oboje nigdy nie byli ani we Włoszech, ani w Hiszpanii. Więcej, podejrzewam, że obojgu sutą gażę wypłaciły ambasady tych krajów w Anglii, tylko po to, by piórem reklamowali wśród zmarzniętych rodaków uroki Południa. Wiadomo, kryzys szczerzy zęby i turyści są na wagę złota.

Obie książki przypominają więc kolorową telewizyjną reklamę. Słońce, plaża, smakowite żarcie pachnące pomidorami, w tle zapowiedź seksualnego spełnienia. Poza tym piękni, mądrzy ludzie, przygoda i tylko prawdy w tym ani za grosz. Gdyby dzieła Forta i Browning aspirowały do wyznaczania trendów w dziedzinie harlequinów, okiem bym nie mrugnął. Ale one są dziś esencją literatury podróżniczej, a w empikach stawia się je obok "Opisania świata" Marco Polo i "Podróży do Polski" Jarosława Iwaszkiewicza.

Żyjemy w czasach wielkiej imitacji i wszystko wokół nas tchnie fałszem. Politycy udają, że politykują, pogodynki, że zapowiadają pogodę, celebryci, że znaczą coś więcej prócz tego, że są jedynie kuglarzami ku uciesze tłumów. Kucharze gotują zupy z proszku, a muzycy rockowi dają koncerty z playbacku. Czy można się dziwić, że Martyna Wojciechowska szuka wyjątkowych kobiet wśród wesołych orangutanów na Borneo?

Matthew Fort, "Apetyt na Italię", Pascal, Bielsko-Biała 2012, cena 34,90 zł
Alex Browning, "Hiszpańska fiesta", Pascal, Bielsko-Biała 2012, cena 34,90 zł

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

h
huusky
Ciekawe, czytałem obydwie książki i nigdzie tam nie znalazłem ani plaży ani pięknych ludzi!!! Italia jest smaczna i apetyczna, autor jest znanym brytyjskim kucharzem i raczej wie co robi i co pisze. Skąd wziął tam pan zapowiedź seksualnych przeżyć? Ja w zapowiedzi nic takiego nie dostrzegłem, ani seksu, ani plaży, ani zapowiedzi, że to literatura podróżnicza... raczej kulinarna. Natomiast w Hiszpańskiej w ogóle już nie widzę życia o którym pan pisze!! Kto tam mówi o plaży? A gdzie piękni ludzie? Obydwoje z autorów przyznają, że są po 50 i raczej czują się zmęczeni niż piękni. Fiesta to raczej opowieść o ciężkim życiu dwójki ludzi, którym się "coś wydawało", a sama książka jest momentami wręcz przygnębiająca...Fakt notka zapowiada coś innego, ale treść już zmienia nieco postać rzeczy. W każdym razie, chyba czytaliśmy inne książki, bo ja się nigdzie nie dopatrzyłem tego, o czym pan pisze, a gdyby rzeczywiście czytał Pan uważnie, to wiedziałby Pan, że akcja obydwu dzieje się jakieś dwadzieścia lat temu, więc zarzuty o kryzysie są raczej nieuzasadnione...
Dodaj ogłoszenie