O tym, jak Wiktor Pielewin zrobił zombi z hrabiego Lwa Tołstoja

Redakcja
Pielewin to jeden z najbardziej znaczących współczesnych pisarzy
Pielewin to jeden z najbardziej znaczących współczesnych pisarzy materiały prasowe
Udostępnij:
Każda nowa powieść Wiktora Pielewina wywołuje w Rosji istną burzę. Dzięki prowokującej metodzie twórczej szeregi jego czytelników wciąż rosną. Anna Ziobro kreśli sylwetkę Pielewina, którego powieść "T" wyszła właśnie w Polsce.

Przystojny, ostrzyżony na buddyjskiego mnicha, dobrze zbudowany 50-latek. Zawsze w modnych, ciemnych okularach na nosie. I wyjątkowo tajemniczy. Długo o rozmowę z nim zabiegał "Vogue". Wydawcy tego pisma w Rosji nie wytrzymali i wysłali na koleżeński lunch z pisarskim celebrytą swoją najlepszą edytorkę, która po kryjomu miała nagrać rozmowę. Pod koniec spotkania wygadała się, że wszystko ma na taśmie. - Do tego czasu byłem już tak pijany, że było mi wszystko jedno - komentował później pisarz wywiad, jeden z niewielu, jakich udzielił w swojej karierze. Wiktor Pielewin, autor największej chyba liczby bestsellerów w Rosji, nieustannie przyciąga wydawców i wielbicieli.

Choć podróżuje po całym świecie, pozostał obywatelem Rosji. Co nie przeszkadza mu kpić z tamtejszych stosunków społecznych i polityki. Krajanie rozumieją jego intencje, bo kolejne książki Pielewina rozchodzą się w rekordowych ilościach. Trudno odnaleźć się w innym systemie niż ten, w którym ktoś się wychował. Pielewin pochodzi z rodziny wpisującej się w sowiecki styl życia. Ojciec oficer, matka ekonomistka z Kazachstanu kształcona na teoriach Marksa. Mały Wiktor wakacje spędzał w moskiewskiej bazie wojskowej. - Naprawdę kochałem to miejsce. Było jak wielki plac zabaw z żołnierzami - rozczula się po latach.

Ponieważ miał tam wiele wolnego czasu, sporo czytał. Pierwszą samodzielną lekturą miało być "Dwanaście krzeseł" Ilfa i Pietrowa. To satyra na władzę radziecką, biurokrację i ogólną obłudę bez żadnych świętych postaci. Główny bohater, oszust, szuka skonfiskowanych krzeseł. W jednym z nich jest zaszyty skarb. - Jako pięciolatek nie rozumiałem przesłania, ale poczułem się dorosły - wyjaśnia dziś Pielewin. Na nieznającą granic prowokacji wyobraźnię przyszłego pisarza największy wpływ miały jednak książki o buddyzmie.

- W ateistycznym ZSRR autorzy wypowiadający się przeciw chrześcijaństwu "zepsutego Zachodu" odnosili się często do argumentów z buddyzmu. W miarę możliwości zainteresowałem się więc naukami zen - wspomina. W dorosłym życiu zaowocowało to podróżami do Korei Południowej, Chin i Japonii. - Największą zaletą buddyzmu jest to, że jego nauki pozwalają oczyścić umysł z nowoczesności, która na co dzień mi przeszkadza - wywodzi pisarz na użytek wielbicieli. Ze względu na areligijne wychowanie Pielewin jednak nie jest związany z żadnym kultem religijnym.

Czytaj także: Wrocław: "Samsara Disco" jedzie na Słowację

Mimo ciekawości do religii wybrał jednak zawód inżyniera elektroniki. W latach 80. podczas montażu telewizorów rozmyślał, co by było, gdyby Stalin żył, ukrywając się w podziemiach Moskwy. Ta absurdalna myśl wydała mu się zabawna i warta zapisania. Taki był początek literackiej kariery Pielewina. I choć, jak sam twierdzi, pierwsze opowiadania dobre nie były, to czuł, że musi pisać.

Niemal od początku kariery był popularny. Ale międzynarodowy rozgłos przyniosła mu dopiero napisana w 1999 roku "Generacja P". Pielewin tłumaczy tytuł jako nawiązanie do pierwszej litery swojego nazwiska, ale może też oznaczać rosyjskie słowo "pizdiets" lub "Pepsi". Jak kto woli. Głównym bohaterem książki jest Wawilen Tatarski, absolwent wydziału literatury. Dojrzewający za komunizmu uważa, że jego powołaniem jest pisanie poezji. Słabe zarobki powodują, że Wawilen dorasta do potrzeb rodzącego się wolnego rynku i przechodzi do branży reklamowej. Jego zadaniem jest wymyślanie chwytliwych haseł. Z najlepszych pomysłów jest jednak okradany. W koślawym, wschodnim kapitalizmie sukces odnoszą najsprytniejsi kosztem słabszych, a pokolenie P szybko traci ambicje i siły.

To ulubiony temat Pielewina. Z upodobaniem rozpisuje się o wybiórczo przeszczepianym w Rosji kapitalizmie wykastrowanym z zasad demokratycznych. Do fabuł dołącza absurdy codzienności, buddyzm i zachodnią filozofię. Zwykle wychodzi z tego świat swoistego matrixa, w którym dziwaczni bohaterowie poruszają się zgodnie z prawami własnej logiki. Co ciekawe, Pielewin prawdopodobnie jest autorem ostatniej książki napisanej za czasów ZSRR. Kilka dni przed upadkiem Związku ukończył pracę nad "Omon Ra". Autor wspomina, że umierał z przerażenia, przelewając na papier swoje uwagi. - Chociaż, z drugiej strony, strach był szczątkowy, bo nie było już realnego niebezpieczeństwa - dorzuca.

Łudził się, że po Gorbaczowie Rosja będzie się zmieniała tylko na lepsze. Tymczasem, jak mówi, po pierwszych reformach wszystko stanęło w miejscu. - Do dziś mamy tyle wolności, ile dał Rosji Gorbaczow - twierdzi. Pytany w 2000 roku o powód, dla którego Rosjanie wybrali Putina na prezydenta, mówił: "Nasi politycy niezależnie, czy są komunistami, liberałami, czy prawicowcami, należą do tego samego przedsiębiorstwa oszustów. Ale Putin był kimś nowym. Komunikuje się z ludźmi w prawdziwie rosyjskim stylu i potrafi zatrzymać ich uwagę. To cecha lidera. Rosjanie postrzegają Putina jak Amerykanie odbierali Reagana". Ostatnio nie mówi już o prezydencie, skupiając się tylko na pisaniu.

Liczni krytycy zarzucają mu, że jego twórczość wiąże się tylko z Rosją. Pielewin nie wypiera się tego i otwarcie przyznaje, że jest to jego świadomy wybór. Odcina się jednak od starych mentorów. - Czy to, że książkę napisał Rosjanin, oznacza, że jest przesiąknięta ortodoksyjnym chrześcijaństwem, mesjanizmem Rosji i poważną ideologią? Moja twórczość nie wpisuje się w takie nurty, bo te tematy mnie nie inspirują. Jedyną tradycją literacką w Rosji jest pisanie dobrych książek w oryginalny sposób - poucza.

Jego poglądy dobrze widać w pierwszej docenionej przez czytelników powieści "Życie owadów" z 1997 roku, w której owady przepoczwarzają się w postacie ludzkie i odwrotnie. Trzeba ją czytać uważnie, bo często nie wiadomo, z jaką metamorfozą mamy do czynienia. Jeszcze więcej cierpliwości wymaga o rok wcześniejszy "Mały palec Buddy" i "Homo Zapiens" (1999), bo oprócz skupienia czytelnik musi zaakceptować kompletny absurd i specyficzne poczucie humoru. W "Małym palcu Buddy" fabuła tkwi w pustce, do czego autor wykorzystał mechanizm budowy podwójnego świata. Zdarzenia mają tam miejsce na początku oraz pod koniec XX wieku. Żeby nie było za łatwo, Pielewin dodał swoje ulubione wątki z filmów z Arnoldem Schwarzeneggerem i historię dywizji Czapajewa. Wszystko okraszone buddyjskimi prawdami i filozofią.

Ostatnią opublikowaną w Polsce książką Pielewina jest "T". Bohater, hrabia T., Pielewinowski sobowtór legendarnego hrabiego Tołstoja, poszukuje drogi do Pustelni Optyńskiej. Jego wędrówka to odpowiednik filozoficznego wtajemniczenia w najgłębsze tajemnice bytu, gdzie rzeczywistość T. miksuje się z odnośnikami do czasów nam współczesnych. W ostateczności staje się oskarżeniem dzisiejszego show-biznesu o cyniczną manipulację historią i jej bohaterami. I jak we wszystkich powieściach Pielewina nic tu nie jest pewne. Krytycy twierdzą nawet, że to dowód na to, że pisarz postanowił przede wszystkim zakpić z rosyjskiej historii. Wbrew nim wydana trzy lata temu powieść zdobyła wśród czytelników sporą popularność. Dowodem III miejsce w prestiżowym rosyjskim konkursie literackim Bolszaja Kniga.

W wielu krajach Pielewin jest uważany za jednego z najważniejszych współczesnych pisarzy. Tak popularnych, że jego opowiadania są nawet wystawiane na deskach teatrów, jak to miało miejsce z "Żółtą strzałą", wystawioną w 2011 roku na deskach estońskiego Von Krahl Theatre (nad Wisłą wystawiono ją cztery lata temu m.in. w Lublinie i w Warszawie). - Nie tracę czasu na rozmowy z innymi pisarzami. Scena literacka poza życiem literatów niczego nie tworzy. Jeśli naprawdę chce się pisać, trzeba się trzymać od niej z daleka - chełpi się Pielewin. I z powodzeniem robi swoje.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

N
Niki nik
Ubóstwo duchowe szkicu poraża - chociaż pewnie autorka starała się i chciała dobrze. Dla krytyka lit to świadectwo bezcenne - ile pismo Fąfary (co jak wiemy do szkoły miał... pod górkę) pojmuje z twórczości wielkiego pisarza, niby kulturowo niezbyt nam odległego i pokoleniowo tożsamego z urzedasami z Passauer-prasy. Rozbawiłem się setnie
K
K.V.
Generacja P to ta sama powieść co Homo Zappiens. Po prostu ten drugi tytuł dotyczy jego tłumaczeń na Zachodzie. Z artykułu wynika, że to 2 różne teksty.
Przejdź na stronę główną PolskaTimes
Dodaj ogłoszenie