O śmieszności wynikającej z lekceważenia odbiorców

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Witold Głowacki Polskapresse
Udostępnij:
Pewien startujący w środę nie bez rozgłosu portal, którego twórca zapowiada walkę o najwyższe standardy dziennikarstwa w internecie, wzbudził radość czytelników, zamieszczając w dniu premiery materiał będący obszernym (na kolumnę w gazecie pewnie by starczyło) i namiętnym ("Kusi wpatrywanie się w kojący, jednostajny ruch maszyny, która podgrzewa obracające się leniwie wokół własnej osi parówki") peanem na cześć parówek dostępnych na stacjach benzynowych wielkiej firmy paliwowej.

Wesołość internautów pogłębił fakt, że portal opublikował jednocześnie tekst prezesa tejże firmy - bynajmniej jednak nie dotyczący oferty gastronomicznej zarządzanych przezeń stacji benzynowych, lecz jego poglądów na kryzys finansowy - skądinąd ciekawych.

Czytaj też: Serwis Tomasza Lisa NaTemat.pl rusza w środę. "Pulsujący opiniami, otwarty i tolerancyjny"

Ubawiona parówkowym materiałem publika uznała jednak i ten interesujący tekst prezesa za element jakiegoś szytego grubymi nićmi reklamowego dealu. A szczycący się rewolucyjnymi zamiarami co do standardów dziennikarstwa w sieci portal na starcie otrzymał żółtą kartkę od czytelników. Jednym słowem - podwójny strzał w stopę.

Czytaj też: Kto będzie pisał dla portalu Lisa? ''Mówimy o absolutnej czołówce liderów"

Nie da się uprawiać biznesu ani polityki bez marketingowych chwytów. Gorzej, jeśli są to chwyty tanie

Nie wspominałbym o tym i zostawił pastwienie się nad wtopą portalu osobom chorobliwie nieprzepadającym za jego twórcą, szczególnie tym, którym nie przeszkadza na co dzień zaangażowanie pewnej instytucji parabankowej we wspieranie diametralnie różnych pod względem optyki przedsięwzięć medialnych i internetowych.

"Parówkowy standard" domaga się jednak wspomnienia ze względu na to, że w tę samą środę coś podobnego do tego, co przytrafiło się twórcy superportalu, zdarzyło się również szefowi polskiego rządu. Oto bowiem zapowiadający od dłuższego czasu surowy przegląd dokonań swych ministrów, a zarazem rozliczenie szefów resortów szczególnie odpowiedzialnych za ostatnie wizerunkowe wpadki rządu premier Donald Tusk rozpoczął właśnie ten sąd ostateczny w ramach swego gabinetu.

Czytaj też: Tusk: Sikorski i Rostowski zapobiegli podziałowi Europy. Jesteśmy w pierwszej szóstce UE

Tyle tylko, że zamiast ministrów Joanny Muchy, Sławomira Nowaka czy Bogdana Zdrojewskiego szef rządu zaprosił na - jak sam to ujął - spowiedź swych dwóch ewidentnie najsilniejszych merytorycznie i politycznie szefów resortów.

Radosław Sikorski i Jacek Rostowski bez udawanego lęku ruszyli zatem na spotkania z szefem. Po ich zakończeniu premier mógł długo i namiętnie chwalić dokonania ich resortów - co akurat w przypadku MSZ i Ministerstwa Finansów nie wymaga specjalnego wysiłku.

Tyle tylko, że biorąc na ten teatralny i zakończony happy endem dywanik akurat Sikorskiego i Rostowskiego, premier zlekceważył odbiorców swych działań tak samo jak wspomniany portal swych czytelników. Z pewnością bowiem opinia publiczna jest zainteresowana sukcesami ministrów Rostowskiego i Sikorskiego. Tak się jednak składa, że w ostatnich tygodniach znacznie bardziej interesujące od zwycięstw ministrów finansów i spraw zagranicznych były wpadki ministrów sportu, kultury i infrastruktury. O nich jednak ze strony premiera coraz ciszej.

Czytaj też: Lis: Janke merdał ogonkiem przed Kaczyńskim. Ja w trakcie wywiadu ustawiam się w opozycji do rozmówcy

Morał? To zrozumiałe, że nie da się uprawiać ani biznesu, ani polityki bez marketingowych, reklamowych i PR-owych chwytów. Kiedy jednak stają się one zbyt tanie, zamiast działać, wywołują po prostu niczym nieskrępowany śmiech.

Witold Głowacki

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

F
FANKAN
DOMYŚLAM SIĘ, ŻE OWI WYBITNI LIDERZY OPINII, KTORYM LIS DA WRESZCIE SZANSE PRAWDZIWEGO BŁYŚNIĘCIA, BĘDĄ NA MIARĘ JEDNEJ Z "NAJBARDZIEJ WPŁYWOWYCH POLEK"... BLOGERKI TUSKÓWNY...
AŻ SIĘ PROSI, ŻEBY REAKTYWOWAĆ LUIZĘ ZALEWSKĄ I POSZCZUĆ JĄ NA LISÓW, BO WIERZĘ, ŻE W "RZEPIE" ZAJMIE SIĘ NIM ZIEMKIEWICZ (JAK WCZEŚNIEJ NP. DŻERSIM LUB SPONSORINGIEM, BOGU DZIĘKI, BO SZKODA ABY TAKI TALENT MARNOWAŁ SIĘ OBGRYZAJĄC STARE GNATY MICHNIKA)
_JaC.
Nie przynoszą Polsce obciachu tak samo jak nie przynosił obciachu książę Konstanty ani marszałek Rokossowski. O Sasach nie wspominając.
Ś
Śledź
Jak sam pan zauważył po zakończeniu spotkania z Rostowskim i Sikorskim "mógł długo i namiętnie chwalić dokonania ich resortów".

Dlaczego tak postąpił Tusk? Ze względów propagandowych i ... psychologicznych. Mógłbym przytaczać dziesiątki badań psychologicznych na dowód że " odbiorcy szeregu informacji najbardziej zapamiętuję i zwracają baczną uwagę na jej pierwszą część oraz ... zakończenie. Informacje o mniejszej wadze lub te, które chce się umniejszyć podaje sie w środku. Na końcu ponownie można podać to, co odbiorcy mają zapamiętać, jako dobre działania rządu..

Dlaczego Sikorski i Rostowski? Bo na początek wstawiamy pozytywny obraz działań rządu. To też zabieg psychologiczny. Informacja na początku o charakterze pozytywnym powoduje, że prawie całość tekstu lub przemówienia albo przedsięwzięcia odbiera się pozytywnie. Tak samo żeby pozostawić dobre wrażenie na koniec także trzeba wstawić coś pozytywnego, co odbiorcy mają zapamiętać. Tak, więc panie Witoldzie niech sie pan zastanowi, z kim na końcu będzie rozmawiał Tusk. Kto jeszcze odniósł sukcesy w swych resortach?

Można to nazwać manipulacją lub jak kto woli „marketingiem politycznym”. Nie jest to zarzut, bo każdy ma prawo ustawiać kolejność informacji jak mu się żywnie podoba.
Ale właśnie to kolejność informacji ma kolosalne znaczenie w odbiorze całości. Więc ja się temu nie dziwię.
Kiedyś Jan Nowak Jeziorański – wspaniały Redaktor, mówił (do dziennikarzy tworzących audycję RWE): „musimy obiektywnie przedstawiać rzeczywistość to znaczy mówić o złych i dobrych stronach komunizmu w Polsce, ale na Boga nie mówcie dobrze na początku i na końcu wypowiedzi”. Teraz mi się to przypomniało, gdy Tusk postępuje odwrotnie.
Z
Zgul
Także irytację i uzasadnioną niechęć, bo nikt nie lubi być traktowany, jak sam Pan napisał, jak debil.

Dalej w kolejce stoi politowanie i wstyd.
p
polo
z lizusostwa, manipulacji i kłamstw wszelkich.
Widać Lis, potraktował odwiedzających jego portal zgodnie z własnym mniemaniem o widzach i czytelnikach.
Cyt;
„Ludzie nie są tacy głupi, jak nam się wydaje. Są dużo głupsi”.
Oraz ....
„Nie możemy mówić poważnie, bo poważnie znaczy nudno, a nudno to te barany wezmą pilota i przełączą”.
Dodaj ogłoszenie