O przyjemnościach z czytania powieści Andrzeja Pilipiuka

Bożydar Brakoniecki
Pisarz nie stroni od popkulturowych prowokacji. Tu jako Jakub Wędrowycz. Oczywiście z brodą, bo jak twierdzi: "Ojcowie Kościoła sugerowali, że chrześcijanin powinien nosić brodę"
Pisarz nie stroni od popkulturowych prowokacji. Tu jako Jakub Wędrowycz. Oczywiście z brodą, bo jak twierdzi: "Ojcowie Kościoła sugerowali, że chrześcijanin powinien nosić brodę" wydawnictwo fabryka słów
Stronice swoich książek zapełnia przygodami samozwańczego egzorcysty alkoholika, który ruguje ze świata siły nieczyste, a prywatnie tęskni za czasami monarchii carów. Sylwetkę Andrzeja Pilipiuka, jednego z najbardziej poczytnych polskich twórców fantasy, przedstawia Bożydar Brakoniecki.

Niewysoki okularnik, lat 38, charakterystyczna, rozwichrzona broda. Jeden z najpoczytniejszych polskich pisarzy fantasy, którego łatwość wymyślania fabuł i przelewania ich na papier z pewnością dałaby się zakwalifikować w jakiejś literackiej księdze rekordów Guinnessa. Gdyby oczywiście takowa istniała. I co ciekawe - trzymający się konsekwentnie z dala od celebryckiego mainstreamu tzw. uznanych pisarzy.

Książek Andrzeja Pilipiuka, które dostarcza na rynek z godną podziwu regularnością, nie omawiają redaktorzy poczytnych dzienników ani wymowni dziennikarze z telewizyjnego okienka. Można powiedzieć: na szczęście, bo jemu chyba niespecjalnie zależy na poklasku tłumów. Paradoksalnie to jednak właśnie on w Polsce jest kolekcjonerem literackich nagród (m.in. cztery razy Nagroda Nautilius, dziesięć nominacji do Nagrody im. Janusza Zajdla, w tym raz nagrodzony, AS EMPiK-u 2006). W ciągu ostatniej dekady zaopatrzył swoich wielbicieli w blisko 30 książek sprzedanych w ponad 600-tysięcznym nakładzie. A może nawet w większym, bo statystyki płatają niespodzianki. Jak na niszowego grafomana fantasy, jak lubi mówić o sobie, całkiem nieźle.

W ciągu minionej dekady Andrzej Pilipiuk sprzedał ponad 600 tys. książek. Tym samym ulokował się w ekstraklasie polskich literatów

Na pisarza fantasy namaścił go sam Andrzej Sapkowski, nestor tego gatunku w Polsce. Wcześniej Pilipiuk znany był bardziej w kręgu epigonów Zbigniewa Nienackiego, twórcy legendarnego "Pana Samochodzika". Jako Tomasz Olszakowski kontynuował opowieść o przebiegłym muzealniku z głową niczym komputer, który w jego powieściach wkracza w rejony, o których Nienackiemu nawet się nie śniło: odnajduje rubinową tiarę, skarby rosyjskich carów, a nawet relikwiarz św. Olafa. W latach 1999-2005 Pilipiuk, sięgając do wiedzy wyniesionej ze studiów archeologicznych, napisał 19 powieści z tego nurtu, co daje mu drugie miejsce w stawce kontynuatorów tego osobliwego gatunku.

Datą przełomową w CV Pilipiuka jest rok 2001: to wtedy światło dzienne ujrzał pierwszy tom cyklu o Jakubie Wędrowyczu, "plugawym degeneracie, bimbrowniku i egzorcyście" ze Starego Majdany koło Wojsławic. Blisko 70 opowiadań o tym przedziwnym bohaterze zajmuje dziś siedem książek, ostatnia - "Trucizna" - miała premierę niespełna przed miesiącem. Ów Wędrowycz to gratka dla miłośników oryginalnych powieściowych herosów. Walczy z siłami ciemności, dorywczo zajmuje się kłusownictwem (prawo doń nadał mu jeszcze batiuszka car), w wolnych chwilach nieumiarkowanie spożywa alkohol, a poza tym - jako jedyny polski bohater literacki - reinkarnował się w nową powłokę cielesną.
Fani fantasy lubią porównywać Wędrowycza do Wiedźmina, którego do literackiego żywota powołał Andrzej Sapkowski. Nic bardziej błędnego. Prymitywny, wiecznie opity bimbrem Wędrowycz zawodowo rozkopujący groby i wypędzający upiory z domowego inwentarza nijak się ma do pełnego szlachetności pogromcy potworów. To jednak odstręczający egzorcysta stał się znakiem rozpoznawczym Pilipiuka, jego swoistym literackim alter ego. To na cześć Jakuba Wędrowycza w Wojsławicach odbywa się festiwal miłośników fantastyki, a sam pisarz wplótł jego losy w specjalnie przygotowany album o tym miasteczku na Lubelszczyźnie.

Przyrównywanie się do swojego bohatera to rodzaj prowokacji, które Pilipiuk uprawia z widoczną przyjemnością. Podobnie jak radość sprawia mu epatowanie pochodzeniem przodków od rosyjskich Kozaków i ostentacyjną niechęcią do rodzimych elit. Sam siebie nazywa gościem z XIX w. przeniesionym w dzisiejsze czasy. Pasjonuje się numizmatyką, łowi meteoryty, honorowo należy do Galicyjskiej Gildii Fanów Fantastyki, rozczytuje się w prozie Antoniego Ossendowskiego. Nawet herbatę pije parzoną w samowarze.

Śladów zamiłowania do elitarności łatwo doszukać się można w jego pisarstwie. Prócz sagi o Jakubie Wędrowyczu spod ręki Pilipiuka wyszedł m.in. cykl o alchemiku Michale Sędziwoju (spora wiedza historyczna plus najnowsze osiągnięcia technologiczne), oraz w trzech tomach "Norweskiego dziennika", zapisie perypetii Tomasza Paczenki, dotkniętego amnezją uciekiniera z PRL szukającego prawdy o sobie. Ale na uwagę zasługuje również cykl "Oko Jelenia", sześciotomowa, imponująca erudycją opowieść o trójce bohaterów przeniesionych z czasów współczesnych do XVI-wiecznej Norwegii.
O ile czytelnicy znają Pilipiuka jako autora wciągających literackich intryg, to mało kto wie, że pisarz równie gorącą namiętnością co pisarstwo darzy politykę. Jakie poglądy może głosić człowiek noszący brodę i pijący herbatę z samowara? Tylko konserwatywno-liberalne z wycieczkami w stronę monarchizmu, czym skutecznie trzyma na dystans co bardziej postępowych recenzentów. W 2005 r. bez powodzenia startował do Sejmu z list Platformy Janusza Korwin--Mikkego (907 głosów w okręgu gliwickim), a cztery lata później nie powiodło mu się w wyścigu do Parlamentu Europejskiego z nominacji Unii Polityki Realnej (1799 głosów w okręgu warszawskim).

Na wciąż wiszącej w internecie stronie Andrzeja Pilipiuka - kandydata do Sejmu RP - można zrekonstruować polityczne credo pisarza. Polska to kraj osobników z lubością oszukujących państwo, pełen armii niekompetentnych urzędasów i fałszywych bezrobotnych, niezapewniający bezpieczeństwa i nurzający się w socjalistycznym marazmie. Z równą łatwością, z jaką przelewa na papier kolejne przygody Jakuba Wędrowycza, Pilipiuk rozprawia się ze zwolennikami aborcji, eutanazji, analfabetami z wyboru, autokratami i wrogami kapitalizmu.

Każdy ma prawo do swoich poglądów, a Pilipiuk ma w ręku niebagatelny argument do poparcia swoich tez - jest jednym z niewielu pisarzy, którzy utrzymują się z zaczerniania papieru, bez grantów, stypendiów i dofinansowania z niczyjej strony. I wciąż nie może pogodzić się z otaczającym światem: "Widać gołym okiem świadome i celowe niszczenie naszej branży przez polityków. Programowe zamykanie setek, jeśli nie tysięcy bibliotek w latach 90. Niszczenie małych księgarni przez nieuczciwą konkurencję molochów, miażdżące wydawców podatki, w tym ostatnio wprowadzony VAT" - mówił w wywiadzie dla portalu Natemat.pl.

Jak widać, w pisarzu niezgoda na realia wre równie gwałtownie co procenty w gromiącym zło Jakubie Wędrowyczu. W czym jest pociecha także dla nas, bo oznacza to, że Pilipiuk szybko nie pozwoli nam o sobie zapomnieć.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie