O Pawełku, co kazał mi pokochać Hłaskę

Sebastian Staszewski
W poniedziałek, 27 marca, w „Polsce” miała ukazać się ostatnia „Wywiadówka Staszewskiego”, wywiad z cyklu rozmów o piłce i nie tylko, który na łamach gazety gościł od dwóch lat. Ale się nie ukazała. Jej miejsce zajął przepiękny, wzruszający tekst Pawła Zarzecznego. Dziennikarza, który przekazał mi miłość do Marka Hłaski; kolegi, który wciąż powtarzał, chyba wszystkim zresztą, że „wywiady to robiła Oriana Falacci”; człowieka, który zmarł w ubiegłą sobotę, odchodząc tak, jak żył – na swoich zasadach

Nie będę pisał o tym co Zarzeczny przeżył, jaki był dla świata i jaki świat był dla Niego. Są ludzie, którzy znają Go sto razy dłużej i sto razy lepiej: Krzysztof Stanowski, Jacek Kmiecik, Janusz Basałaj i wielu innych. Ale kilka wersów jestem Pawłowi winien. Kilka miesięcy temu wpadliśmy na siebie na stadionie Legii, Jego ukochanego klubu. Pablo nie pisał już wtedy felietonów do „Polski”, co z wielkim talentem czynił w latach 2010-2015. Żartował, że to moja wina i pytał, czy aby na pewno tak powinien odpłacać się uczeń za cenne nauki. A Paweł nauczył mnie wiele, przede wszystkim Leopolda Tyrmanda, Arta Buchwalda, Jeremy Clarksona i jego ukochanego Hłaskowera. Wtedy na Łazienkowskiej, na koniec, z tym swoim szelmowskim uśmiechem powiedział: "Ale ostatnie słowo będzie należało do mnie". A więc Paweł, miałeś rację, ostatnie słowo należy do Ciebie. Jak zawsze, zresztą.

Zabrzmi to banalnie, ale jak dziś pamiętam dzień w którym się poznaliśmy. Wybrałem się do Piaseczna, gdzie przez chwilę mieściła się redakcja „Futbol News”. A, że był tam Pan Paweł, to… podszedł, przywitał się i z miejsca zabronił mówienia do siebie per pan. Po kilkunastu minutach monologu zaproponował, że podrzuci mnie do metra, przecież do Piaseczna przyjechałem autobusem. Idąc parkingiem mijaliśmy więc kolejne piękne auta, mercedesy, bmw, SUW-y, limuzyny itd. Głowiłem się które z nich należy do Pawła, legendy, której czytało i słuchało się z wypiekami. A Jego była ostatnia w rzędzie aut brudna honda civic. Jakież było moje zdziwienie, kiedy Paweł podszedł do niej i bez wyciągania kluczyków... otworzył drzwi.
– Paweł! Zapomniałeś ich zamknąć!
– A po co zamykać? Jak tu same merce stoją, kto taki złom ukradnie?

I wciąż słyszę pierwszą radę, jakiej mi udzielił, gdzieś na wysokości Ursynowa. Z ręką na sercu, słowo w słowo brzmiała tak: „Nie żeń się. Ja spróbowałem dwa razy i dwa razy mogę ci powiedzieć: nie żeń się”.

Kilka lat później River zadzwonił w samo południe. „Co robisz? Pewnie nic, hehe. To przyjedź na Grochów, spiszesz mi wywiad, do 18 muszę go wysłać. Źle się czuje… Stówkę zarobisz!”. O żadnej stówce oczywiście nie było mowy, ale mimo to poprosiłem mojego ówczesnego szefa, Artura Szczepanika, o zgodę na pomoc Pawłowi. "Aszu" Zarzecznego oczywiście znał (bo Jego znali wszyscy), więc się zgodził. W domu, bodajże na Serockiej, tej słynnej opisywanej w felietonach kamienicy z łazienką tak dużą, że można było się w niej zgubić, z mercem cabrio i białym range roverem na podjeździe (tak, to wszystko istniało, choć nie należało do Zarzecznego), siedział „zmęczony” Pawełek. Zanim jeszcze zdążyłem zdjąć buty, wysłał mnie na stację benzynową po cztery piwa. Później usiedliśmy przy stoliku, na którym stała pustka butelka po wódce.
- Z kim ten wywiad?
- Ze „Staruchem”.
- Tym?
- No tym, siedział tu wczoraj.
- I piliście wódkę?
- A widzisz, nie wiesz. On jest abstynentem!
- Paweł, ale ta butelka jest pusta.
- Bo miło się rozmawiało…

Piotr Staruchowicz kilka lat temu był medialnym synonimem zła, wielkim wrogiem rządu Donalda Tuska. Paweł jako jedyny dziennikarz w Polsce namówił go na rozmowę. I to jaką! Na nagranym materiale było słychać, jak legijny herszt opowiada Pawłowi kolejne historie, a Ten przerywa je co kilka minut, rzucając teksty w stylu: „Dobra, dobra, zaraz opowiesz, tylko naleję”. Na koniec dnia Pawełek wręcz z zachwytem powiedział: „A wiesz jaki ten Piotrek mądry? I student Akademii Sztuk Pięknych. I nie pije. I dziewczynę ma fajną”. Piękno dostrzegał tam, gdzie większość widziała szlam. I odwrotnie. Przekora do kwadratu. Tamten wywiad nazwał: „Wróg publiczny”.

To On jako pierwszy zaprosił mnie do telewizyjnego studia. Na pierwszą wizytę w Orange Sport jednak… zaspałem. Byłem tak zestresowany, że całą noc wertowałem notatki i strony internetowe (za radą Pawła, oczywiście). I nie obudził mnie nawet telefon. W redakcji pojawiłem się niecałą godzinę po tej umówionej. River pokręcił tylko głową i powiedział: „Następnym razem będziesz godzinę wcześniej”. Byłem trzy, jadąc do studia specjalnie z wesela, które bawiło się 250 kilometrów od Warszawy. Pędziłem nie do telewizji, tylko do Niego.

O! Paweł był święcie przekonany, że znakomicie mówię po niemiecku. I w Orange za każdym razem tak właśnie mnie anonsował. Kiedyś zadzwonił i wypalił: – Słuchaj, mój kolega szuka asystenta. Handluje jachtami, będziesz zarabiał osiem razy więcej. Musisz tylko władać płynnie dwoma językami. Że niemiecki masz perfekt to wiem, ale co z tym angielskim?
– Paweł, ale to odwrotnie…
– Dobra, dobra, to się dziś naucz niemieckiego. Jutro zadzwoni ten kolega. Ciao!

Inna historia. Chyba 2013 rok, jedna z knajpek przy Rondzie ONZ w stolicy. Paweł wypił trzy piwa, ja jedno. Kufel kosztował 10 zł. Kiedy przyszło do płacenia rachunku, Zarzeczny uśmiechnął jak zawsze i zapytał: - To co Młody, po połowie?

Po czym na stole położył... dychę.

Zrobił to z takim naturalnym urokiem, że sama anegdota warta była każdych pieniędzy.

Dostałem od Niego dwie książki. Zbiór felietonów „Zawsze byłem najlepszy”, do którego wcisnął tekst o prezencie, który wręczyłem mu na urodziny. To była książka, stara, zniszczona, kupiona za kilkanaście złotych na Allegro, „Zmęczony Amerykanin” Arta Buchwalda, jego idola. Kiedy Paweł ją dostał, popłakał się. I w „Polsce” napisał o tym wzruszający tekst. Zrewanżował się białym krukiem, „Jedenastką miliarderów” z 1992 roku (zbiór reportaży o polskich piłkarzach grających na Zachodzie, napisany wspólnie z Jackiem Kmiecikiem). Na pierwszej stronie jest dedykacja: "Abyś w tej książce znalazł swojego bohatera i starał się go przeskoczyć”. Na myśli miał oczywiście siebie. Dziękuję Paweł, ale zadanie postawiłeś przede mną karkołomne. Przed nami wszystkimi zresztą też.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Szymon KRK

Dzięki!

K
Kola

Fajny tekst

w
wolski cwaniak

Redaktorze Staszewski dziękuję za ten, mimo iż krótki, to świetny artykuł. Ma pan talent ciekawego pisania, takie jest moje zdanie. Będę pana czytał. Na pewno.

Dodaj ogłoszenie