O. Mądel: Kardynał Macharski przez te ostatnie tygodnie był...

    O. Mądel: Kardynał Macharski przez te ostatnie tygodnie był z nami

    Maria Mazurek

    Gazeta Krakowska

    Aktualizacja:

    Gazeta Krakowska

    Kardynał Macharski trafił do szpitala nieprzytomny, ale miałem wrażenie, że włącza się do odmawianej modlitwy - mówi o. Krzysztof Mądel, kapelan szpitala w Krakowie. Jezuita dodaje, że kardynał przez ostatnie tygodnie życia czuł troskę, bliskość i opiekę. Te same uczucia, którymi przez lata on sam otaczał chorych, biednych, potrzebujących.
    Mimo podeszłego wieku kard. Macharski był, na ile zdrowie pozwalało, aktywnym emerytem. Brał udział w zjazdach ludzi po chorobach, odwiedzał przytuł
    1/3
    przejdź do galerii

    Mimo podeszłego wieku kard. Macharski był, na ile zdrowie pozwalało, aktywnym emerytem. Brał udział w zjazdach ludzi po chorobach, odwiedzał przytułki... ©Adam Wojnar

    Ojciec, jako kapelan w szpitalu uniwersyteckim, udzielał kardynałowi Macharskiemu ostatniego namaszczen ia…

    O. Krzysztof Mądel SJ: …a 20 lat wcześniej to kardynał Macharski udzielał mi święceń kapłańskich. To wtedy był dla nas, tej garstki wyświęcanych po 10 czy 11 latach życia w zakonie jezuitów, wielki zaszczyt: sam metropolita - nie biskup pomocniczy - przyjmuje nas do stanu kapłańskiego.

    Na początku czerwca kardynał Macharski trafił do szpitala. Jak często Ojciec go odwiedzał?
    Dwa razy dziennie, około 8-9 rano i 8-9 wieczorem. To były niedługie wizyty - zmawiałem krótką modlitwę. Cały czas czuwały przy kardynale natomiast albertynki, u których kardynał Macharski mieszkał ostatnie lata swojego życia: siostra Dolores i siostra Miriam oraz bratanek kardynała Macharskiego. Codziennie też ktoś odprawiał przy jego łóżku mszę.

    Biskup Ryś opowiadał, jak podczas odprawianej przez niego mszy św. kardynał Macharski - choć nieprzytomny - uczestniczył w niej. W kluczowych momentach zapis EKG - normalnie równy - wybijał się z rytmu.
    Nie znam się na zapisach EKG, ale siostra Dolores jest z wykształcenia pielęgniarką i ona była pewna, że kardynał odczuwa modlitwę, bierze w niej udział. Miałem zresztą podobne wrażenie: gdy po wypadku kardynał Macharski trafił do szpitala, był nieprzytomny, ale miał oczy otwarte. Zakładaliśmy mu na nie okulary, ale te oczy były nieruchome. Natomiast do jego ust, przez rurkę, był dostarczany tlen. Miałem wrażenie, że on się włącza do zmawianej przeze mnie modlitwy, delikatnie poruszając ustami lub oddychając. Sądzę więc, że w jakimś sensie kardynał Macharski te ostatnie tygodnie życia był z nami. Czuł troskę, bliskość, obecność. Jako kapelan szpitalny mam duże doświadczenie w pracy z pacjentami utrzymywanymi w śpiączkach. Zdarza się, że któryś z tego wychodzi i mówi, że wszystko czuł, rozumiał, ale nie mógł się z nami komunikować.

    Jak personel szpitalny reagował na to, że przy łóżku kardynała tyle się dzieje, ma ciągle gości, jest odprawiana msza?
    Wszyscy wiedzieli, że to jest pacjent wyjątkowy, który zrobił wiele dla Kościoła, dla Krakowa, dla nich nawet. Kardynał, będąc już na emeryturze i mieszkając u albertynek przy kościele Ecce Homo, był częstym gościem szpitala. Szczególnie w niedziele. Przychodziłem czasem do szpitala wieczorem i widziałem na twarzach lekarzy i pielęgniarek uśmiech. Mówili: kardynał dziś był u nas. Bo jeśli któryś ze znajomych Macharskiego lub któryś z księży trafił do szpitala - szczególnie jeśli był w cięższym stanie - on szedł, by go odwiedzić. Później, gdy nie mógł już chodzić sam, prosił często o podwiezienie bratanka. To był wielki duszpasterz, zatroskany o losy chorych. Tak samo zawsze starał się być obecny na zjazdach osób z chorym sercem, z bypassami, po różnych chorobach.

    Papież Franciszek odwiedził ciężko chorego kardynała Macharskiego [WIDEO, ZDJĘCIA]



    Na kilka dni przed śmiercią papieża w szpitalu odwiedził go papież Franciszek.
    Już kilka tygodni temu mówiłem personelowi szpitalnemu, że pewnie podczas Światowych Dni Młodzieży czeka ich na oddziale wizyta Ojca Świętego. Ale nikt za bardzo w to nie wierzył: ludzie wiedzieli, że w oficjalnym programie papieża jest wizyta w szpitalu w Prokocimiu, nie wierzyli więc, że odwiedzi i ten szpital.

    Skąd Ojciec wiedział, że tak będzie?
    Wydawało mi się naturalne, że głowa Kościoła odwiedza w szpitalu emerytowaną głowę Kościoła lokalnego. Papież Franciszek robił tak już wcześniej w wielu miejscach na świecie.

    Kiedy inni uwierzyli?
    Ta wizja stała się realna, gdy - jeszcze przed przyjazdem papieża - jego ochrona sprawdziła szpital. Później, podczas spotkania papieża z Episkopatem na Wawelu - wiem o tym z relacji - papież mówił o kardynale Macharskim. Miał powiedzieć: wiem, że wszyscy jesteście przejęci chorobą waszego kardynała. Ja również.

    No i przyjechał następnego ranka. Ojciec był przy tej wizycie?
    Nie byłem przy samym spotkaniu papieża z kardynałem, ale byłem w szpitalu; rozdawałem komunię na oddziale, więc zaraz wdrapałem się na górę, żeby pokłonić się papieżowi. Papież wypytywał pracowników szpitala o to, ilu jest pacjentów, jakie przypadki leczą, jak się pracuje. Wie pani, papież jest magiczny. To mężczyzna, dla którego tytuły i godności nie mają żadnego znaczenia. Liczy się tylko człowiek - szczególnie ten biedny, cierpiący, odrzucony. Pokazał to już jako biskup Buenos Aires, rozstawiając przyzwyczajonych do wygodnego życia w centrum miasta księży po fawelach. Nie każdemu to się podobało, naraził się na krytykę, ale on miał tę odwagę.



    Wierzyliście, że kardynał Macharski wyjdzie z tej choroby?
    Od początku, od kiedy w czerwcu trafił do szpitala, było wiadomo, że sytuacja jest praktycznie beznadziejna. Kardynał Macharski przy tym niefortunnym upadku złamał tzw. ząb, sam koniec kręgosłupa. On wbił się w sam środek rdzenia kręgowego. Lekarze mogliby podjąć się operacji - i tak piekielnie trudnej - tylko u całkowicie zdrowego, młodego człowieka. A 89-letni kardynał Macharski, z bypassami, po zawałach, nie miał szans. Uszczelniono mu tylko kręgosłup i utrzymywano w śpiączce. Nie było wiadomo, jak zareaguje, jeśli przestanie się podawać mu leki wprowadzające w śpiączkę - czy będzie sparaliżowany, świadomy, czy będzie bardzo cierpiał. Utrzymywano więc ten stan. To było najlepsze, co można było zrobić.

    W jakich okolicznościach upadł kardynał?
    Szedł do ogrodu z siostrą Dolores pod rękę. Tam czekał na niego Stefan Wilkanowicz, legendarny redaktor „Tygodnika Powszechnego” i Znaku, przyjaciel kard. Macharskiego. Kardynał upadł, a jego serce przestało bić. Siostra Doleres natychmiast zaczęła go resuscytować.

    Stefan Wilkanowicz też mieszkał u albertynek?
    Tak, był w ostatnich latach życia najważniejszym druhem kardynała.

    Jak wyglądały te ostatnie lata kardynała Macharskiego u albertynek?
    Ksiądz Macharski był - na tyle, na ile pozwalało mu zdrowie, a może i bardziej - aktywnym emerytem. Brał udział w różnych spotkaniach towarzystw kultury, w uroczystościach związanych z pomocą społeczną. Starał się nie odmawiać, gdy ktoś prosił go o wygłoszenie krótkiej przemowy. I zawsze nadawał tym imprezom inną rangę. Nie zapominał też o wigilii dla bezdomnych na krakowskim Rynku, która nie odbywałaby się, gdyby nie on…

    Jak wiele inicjatyw „pomocowych” w Krakowie.
    Tak. Kardynał Franciszek Macharski zostawił po sobie wielką spuściznę - mnóstwo różnych miejsc i organizacji pomagających biednym: przytułków, domów samotnych matek, rodzinnych domów dziecka... I proszę zwrócić uwagę, że on to dziedzictwo budował już w bardzo trudnych, komunistycznych czasach.

    Jak on to robił? Budował takie rzeczy w komunizmie, wyciągał z więzień internowanych ludzi? W jaki sposób „ugrywał” tamtą władzę?
    Kardynał Macharski, podobnie jak Karol Wojtyła, patrzył na życie w sposób szekspirowski. To znaczy: liczyły się dla niego osoby dramatu, a wszystko, co jest wokół - ustrój polityczny i tak dalej - były dla niego didaskaliami, szczegółami.

    Nie trzeba budować lasu na scenie, wystarczy kartka z napisem „las” - tak często działo się w teatrach elżbietańskich. Tak samo dla Macharskiego i Wojtyły liczył się konkretny człowiek i jego dramat. Kardynał Macharski potrafił życzliwie rozmawiać z członkiem partii, bo dla niego to był dalej człowiek - może taki, który trochę się pogubił - ale człowiek. Kardynał „personalizował” każdego - nie w taki sposób, który wynosił z książek naukowych, ale z Wyznań świętego Augustyna i Ewangelii. Przecież to Jezus mówił do każdego po imieniu, pochylał się nad każdą historią, więc i Macharski bardzo szanował człowieka i jego dramat. Tym zdobywał sobie przychylność i zaufanie różnych ludzi, nawet nieprzychylnych Kościołowi. I mógł czynić dobro.

    Z wyglądu zdawał się oschłym człowiekiem, ale każdy, kto z nim rozmawiał - nawet dzwonnicy z Wawelu - wskazują, że zawsze miał czas, zawsze wysłuchał, zawsze starał się pomóc.
    Kardynał Macharski miał w sobie wielką skromność i otwartość. Pamiętam, gdy spotkałem go po raz pierwszy. Przyjechał do naszego nowicjatu, w Starej Wsi na Podkarpaciu, wracając z Komańczy. To była niezapowiedziana wizyta. W głowach nam, nowicjuszom, nie mieściło się, że tak ważny hierarcha - następca Wojtyły - może wpaść do nas, by odprawić mszę i powiedzieć kilka słów do młodych zakonników. Pamiętam jego cichy głos, prawie szept, tak inny od głosu moich nauczycieli. To był wielki, ciepły człowiek ze wspaniałym sercem.

    Ojciec powiedział, że kardynał Macharski miał podobny sposób patrzenia na ludzi jak Jan Paweł II. Ten uczynił go swoim następcą, zaufał, przyjaźnił się z nim. W czym jeszcze byli podobni?
    Obaj mieli ważną cechę wcale nie oczywistą wśród stanu duchownego: inteligencję. To byli ludzie głębokiej kultury, swobodnie poruszający się w tożsamości europejskiej, dokonujący świadomych wyborów. Nie poprzestali, jak wiele osób, na skończeniu studiów - oni cały czas studiowali, cały czas poznawali świat. Jeśli mówili o świętej Kindze, było wiadomo, że znają jej historię, że modlili się przy jej schodach. Gdy wypowiadali się na jakikolwiek temat, było wiadomo, że wiedzą, o czym mówią - i wiedzą na ten temat jeszcze więcej. Poza tym obaj byli bardzo błyskotliwi w kontakcie z drugim człowiekiem. Byli nie tylko przywódcami, ale i towarzyszami. Brakuje ich obu. Bardzo.

    ***
    Krzysztof Mądel
    Uurodził się w 1966 roku. Jezuita, filozof. Studiował filozofię w Krakowie, Warszawie i teologię moralną na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Obecnie kapelan w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie.



    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo