O koronawirusie mówi się najwięcej, ale inni pacjenci też cierpią. M.in. przez przesunięte operacje i dłuższe kolejki

Gabriela Bogaczyk
Gabriela Bogaczyk
Janusz Wójtowicz/zdjęcie ilustracyjne
Eksperci zwracają uwagę, że w czasie epidemii spadła liczba hospitalizacji z powodu zawału oraz tzw. zielonych kart, które otrzymują na starcie leczenia pacjenci onkologiczni. Nie oznacza to jednak, że przestaliśmy chorować. Chorzy narzekają na dostępność do profesjonalnej opieki w czasie epidemii.

- Operację miałem zaplanowaną na kwiecień. Chodziło o kolejne wycięcie perlaka złocistego (tzn. guzka) z ucha i przy okazji rekonstrukcję błony bębenkowej. Przez koronawirusa termin przesunięto mi na sierpień. Guzek rósł, a ja powoli traciłem słuch. To był duży dyskomfort i ból. Ostatecznie guzka wycięto, ale za późno było już na rekonstrukcję, bo w ciągu tych paru miesięcy straciłem słuch w jednym uchu - mówi 30-latek z Lublina.

Innej pacjentce w okresie epidemii podczas teleporady zdiagnozowano zapalenie pęcherza, po czym okazało się jednak, że to zapalenie przydatków.

- W czasie teleporady u lekarza rodzinnego dostałam skierowanie na badania i antybiotyk z powodu zapalenia pęcherza. Niestety, dolegliwości powracały (m.in. stan podgorączkowy, ból w podbrzuszu, parcie na pęcherz). Sama zapisałam się do ginekologa, który zdiagnozował zapalenie przydatków. Teleporada sprawdza się przy przedłużeniu recepty, ale nie wtedy, gdy trzeba wykonać jakieś badanie w celu zdiagnozowania choroby - stwierdza kobieta.

Podobne sygnały pacjentów dotyczące dostępności do ochrony zdrowia trafiały na Telefoniczną Informację Pacjenta funkcjonującą przy Rzeczniku Praw Pacjenta. W maju to było 2 tys. zgłoszeń tygodniowo, z czego 41 proc. zapytań i problemów dotyczyło sytuacji związanej z pandemią COVID-19.

Czytaj także

- Od marca do sierpnia tego roku do lubelskiego oddziału NFZ wpłynęły dwie zasadne skargi dotyczące działania i dostępu do świadczeń w POZ oraz w szpitalach w czasie epidemii. Jedna skarga dotyczyła trudności w dodzwonieniu się do przychodni POZ w celu otrzymania recepty na leki. Druga skarga była w sprawie odwołania zaplanowanego zabiegu. W efekcie skargi, wyznaczono pacjentowi nowy termin zabiegu - informuje Małgorzata Bartoszek, rzecznik lubelskiego NFZ.

Eksperci zespołu Continue Curatio zwracają uwagę, że w czasie epidemii w naszym kraju znacznie spadła liczba hospitalizacji z powodu zawału oraz liczba wydanych tzw. zielonych kart (karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego). Sprawdziliśmy, jak to wygląda w woj. lubelskim. Według danych NFZ za pierwsze półrocze tego roku, liczba wydanych kart DILO wyniosła 4353, podczas gdy w porównywalnym okresie zeszłego roku było to 4735 kart (spadek o 8 proc.). Natomiast liczba zawałów w woj. lubelskim wyniosła 1629 w pierwszym półroczu tego roku, to o 10 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2019 roku.

Lekarze wyjaśniają, że spadek procentowy to jedno, ale wiele osób trafiało do szpitali w bardziej zaawansowanym stadium choroby, bo mimo objawów zwlekali ze zgłoszeniem się do lekarza. - Wynikało to głównie ze strachu przed zakażeniem. Pacjenci bali się wezwać karetkę, pójść do szpitala czy przychodni. W szczególności na początku epidemii mieliśmy sporo pacjentów z zawałem, którzy trafiali do nas z opóźnieniem. A to wszystko przecież ma wpływ na efekty leczenia. Teraz na szczęście jest już lepiej i mamy mniej takich przypadków. W związku z epidemią przekładane były z kolei terminy planowych zabiegów kardiologicznych. Aktualnie można powiedzieć, że wracamy powoli do stanu sprzed epidemii. Pracujemy na podwójnych obrotach, aby nadrobić te wstrzymane wcześniej procedury i pomóc jak największej liczbie pacjentów - mówi dr n. med. Piotr Błaszczak, ordynator kardiologii w szpitalu przy Kraśnickiej.

Również chirurdzy onkologiczni obserwowali wiele zaawansowanych nowotworów.

- W szczególności widać to było w czerwcu - lipcu u pacjentek z rakiem piersi, kiedy „odmrożono" całkowicie diagnostykę. Apelujemy do pacjentów, aby nie zwlekali z kontaktem z lekarzem. Jest to nowa sytuacja, ale musimy się do niej wszyscy przyzwyczaić - mówi prof. Wojciech Polkowski, kierownik kliniki chirurgii onkologicznej SPSK1.

Eksperci zespołu Continue Curatio zaznaczają, że telewizyta nie jest wystarczającą formą świadczeń medycznych i apelują do pacjentów o kontynuowanie leczenia oraz niebagatelizowanie objawów. Z powodu pandemii zmarło dotychczas w Polsce około 2,2 tys. osób. Tyle osób umiera z powodu nowotworów zaledwie w ciągu kilku dni.

- Jeśli zaniedbamy leczenie nowotworów, to będziemy mieli od 5 do 10 tysięcy więcej zgonów w ciągu roku. Nie są to szacunki wzięte z powietrza, wynikają z rzetelnych badań prowadzonych na świecie - apeluje onkolog prof. Jacek Jassem.

Czytaj także

Jakie błędy najczęściej popełniamy nosząc maseczki?

Wideo

Materiał oryginalny: O koronawirusie mówi się najwięcej, ale inni pacjenci też cierpią. M.in. przez przesunięte operacje i dłuższe kolejki - Kurier Lubelski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie