O co w Unii walczy Donald Tusk

Wojciech Rogacin
Wojciech Rogacin
Wojciech Rogacin Fot. Polskapresse
Donald Tusk próbuje wykorzystać ostatnie dni przed unijnym szczytem, by zmienić niekorzystne dla Polski zapisy projektu paktu fiskalnego, pozbawiające nasz kraj prawa zasiadania przy stole - nawet bez prawa głosu - na szczytach krajów strefy euro.

Pierwszym sygnałem była wypowiedź Donalda Tuska, w której bronił węgierskiego premiera Viktora Orbána w sytuacji, gdy większość krajów zachodnich zgodnie potępiała Budapeszt za rzekomy autorytaryzm. Drugim sygnałem był wczorajszy wywiad dla włoskiej prasy, w którym polski premier nieoczekiwanie powiedział, że trzeba zbudować przeciwwagę w Unii dla osi Berlin - Paryż.

To mogło zaskakiwać, skoro niedawno szef polskiej dyplomacji apelował w Berlinie, by Niemcy wzięły jeszcze większą odpowiedzialność za Unię.

Kolejnym sygnałem była wczorajsza narada z włoskim premierem na temat uzgodnienia stanowiska w sprawie zapisów paktu fiskalnego. Donald Tusk wspólnie z Mariem Montim zasygnalizowali, że mogą zbudować coś na kształt wspólnego bloku razem z Wielką Brytanią i Węgrami, opozycyjnego wobec Paryża i Berlina.

CZYTAJ TEŻ: Tusk: Merkel i Sarkozy przejęli ster UE. Nie można pozostawić im Europy

Zapewne skutkiem właśnie tych zabiegów była wczorajsza zmiana zapisów w projekcie paktu fiskalnego. Teraz już dopuszcza się w nim udział w szczytach Eurolandu krajów spoza strefy euro, takich jak Polska, ale tylko raz w roku i oczywiście bez prawa głosu. To zapis niesatysfakcjonujący polskiego interesu i zapewne - jeśli nie będzie dalszych ustępstw - Polska nie podpisze paktu stabilizacyjnego. Premierowi nie chodzi tylko o kwestie wizerunkowe, choć te są z pewnością ważne. Już opozycja śmieje się z Tuska, że wbrew jego szumnym zapowiedziom Polska staje się przystawką na unijnym stole. Premier chce zatem pokazać, że po pierwsze - robi wszystko, by do tego nie dopuścić, a po drugie - jest w stanie w Europie zmontować koalicję, która będzie mogła w jakimś stopniu przeciwstawiać się tandemowi Berlin - Paryż.

Druga kwestia - ważniejsza - to potrzeba zasiadania przedstawiciela Polski, nawet bez prawa głosu, w gronie polityków, którzy będą podejmować ważne decyzje dotyczące strefy euro. Za kilka lat Polska znajdzie się w tym klubie - o ile euro oczywiście przetrwa. To, co politycy 17 krajów Eurolandu ustalą dzisiaj, np. kwestię wspólnych podatków, będzie obowiązywać nas za pięć czy dziesięć lat.

Może i Tusk nie ugra dokładnie tego, co chce. Jednak przynajmniej pokaże Paryżowi i Berlinowi, że nie będzie zawsze tańczyć tak, jak obie stolice zagrają.

Wojciech Rogacin

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

l
lolo
dostał się na posiedzenie Episkopatu,nikt go nie wysłucha bo nie dopuści do głosu faceta z zewnątrz
c
cezar
Demokracja upada. Nawet jeśli nie jest to jeszcze proces ogólnoświatowy, to - zgodnie z doniesieniami polskiego ministra finansów Jeana-Vincenta "Jacka" Rostowskiego - władcy naszego kontynentu demokratyczne zasady mają już za nic. Najlepszym przykładem upadku europejskiej demokracji mogą być losy postulatu zgłaszanego przez polski rząd, by w szczytach krajów strefy euro uczestniczyli także obserwatorzy z innych państw Unii. - To naprawdę nie jest tylko polski postulat. To był może polski pomysł, ale przyłączyło się do niego bardzo, bardzo wiele państw. Wszystkie kraje, które są spoza i niektóre w euro, aktywnie popierały polski pomysł. Był tylko jeden głos przeciwko - żalił się dziennikarzom w Brukseli minister Rostowski. Mimo to postulat upadł. Polska, podobnie jak inne kraje spoza strefy wspólnej waluty, będzie miała możliwość udziału w spotkaniach jedynie "na zaproszenie przewodniczącego szczytów euro". Pasmo sukcesów polskiej "dyplomacji uśmiechów" wydaje się nie mieć końca.
w
waldi
Nigdy nie walczyl o dobro Polski.Jezeli walczy,to o swoje stanowisko i swoich kumpli z mafii PO.Tylko ,ze cecha leminga jest konfomizm ,rozumu BRAK.
c
clark
Tusk walczy o stanowisko 2 asystenta przewodniczącego komisji europejskiej/chyba się nadaje/
p
polak maly
W Unii trzeba twardo stawiac interesy narodowe i tyle, a nie glupkowato przytakiwac. TUSK wreszcie zrozumial, szkoda, ze tyle to trwalo, uf.
t
todd
niePOradnego, zakłamanego "durnia mamy za premiera" to nie POdlega dyskusji... tylko czy Pan Rogacin dostanie "POzwolenie" aby to zrozumieć i wyartykuować ? Bo nie przez przypadek dziennikarze od 6 lat głaszczą reforMATOŁA PO pustej, POfarbowanej główce....Zupełnie przez "przypadek " nie zauważając, iż król był, jest i POzostanie nagi...
W
Widukind
Walczy . O koryto. Dla siebie. I w dobrej lokalizacji to znaczy przy oborowym.
J
Jacek
Tusk zbiera owoce swojej serwilistycznej polityki. Osłabił Polskę gospodarczo i politycznie, więc nikt się z nami nie liczy. On o nic nie walczy, bo ma charakter klienta.
H
Hanka
bedzie tanczyc, bo on juz tak ma. Ogarniety zadza wladzy poswieci wszystko dla swojego interesu, jesli oplaci sie zatanczyc na stole, to zatanczy, obojetnie z kim..
Dodaj ogłoszenie