Nowy szef już jest, teraz już tylko potrzebna jest nowa Platforma

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Zmiana szefa partii to dopiero początek zmian. Przed Borysem Budką duże wyzwanie
Zmiana szefa partii to dopiero początek zmian. Przed Borysem Budką duże wyzwanie adam jankowski / polska press
W wewnątrzplatformerskiej mitologii chętnie obarczano Schetynę winą za wszystkie problemy - w tym i za to, że Platforma nie jest w stanie opowiedzieć swym wyborcom kilkoma zdaniami, po co w ogóle istnieje. Teraz zaś i Platforma, i polskie liberalne centrum muszą stworzyć się na nowo

Borys Budka zamierza okazać wobec Grzegorza Schetyny łaskawość. - Będziemy o tym spokojnie rozmawiać. Chciałbym wykorzystywać nadal jego potencjał. Ma wielką polityczną wiedzę i niesamowite doświadczenie - tak mówił Budka o politycznej przyszłości swego poprzednika.

W Platformie stało się to, co musiało się stać. Platforma ma nowego szefa, o piętnaście lat młodszego od Schetyny. Budka, najważniejszy z platformerskich „młodych”, ma symbolizować zmianę pokoleniową i jednocześnie zacząć nowy rozdział w historii swej partii.

Na platformerską scenę wjeżdżają dziś nowe dekoracje. Sam teatr od dawna nie był jednak remontowany, widzowie bywali w świecie mówią zaś wręcz o zbyt rzadkiej częstotliwości jego wietrzenia. W dodatku aktorzy tego teatru wciąż chcieliby grać w tym samym spektaklu, za sprawą którego półtorej dekady temu scena ta zyskała rozgłos, sławę i popularność. Kolejne próby wprowadzenia na afisz nowego dramatu kończą się więc mniej więcej samym - zniechęcony reżyser nowej sztuki w końcu macha ręką na fakt, że jego aktorzy wciąż ukradkiem mamroczą kwestie z tej poprzedniej; tego zresztą i tak oczekują ci najwierniejsi i najbardziej wy-trwali na widowni.

Kondycja polskiego liberalnego centrum wpisuje się w kontekst znacznie szerszego zjawiska, jakim jest kryzys liberalizmu

Na razie wydaje się jasne, że Budka, rozpoczynając swoje reżyserowanie, chce przynajmniej stworzyć nową hierarchię w teatralnej trupie. Za chwilę zostaną wybrane nowe władze Platformy. Z nieoficjalnych informacji na ten temat wyłania się ich następujący obraz. Wice-przewodniczącym i wiceprzewodniczącą Platformy mieliby zostać Rafał Trzaskowski i Agnieszka Pomaska. Trzaskowski od momentu zwycięstwa w wyborach na prezydenta Warszawy należy do grona kilku najsilniejszych dziś polityków PO. Jeszcze wczesną jesienią był uważany za najmocniejszego potencjalnego kandydata na następcę Schetyny; to również on mógł być tym najbardziej niebezpiecznym dla konkurentów kandydatem liberalnego centrum na prezydenta RP. Agnieszka Pomaska należy zaś do głównych postaci obozu „młodych”, który doprowadził do ustąpienia Schetyny i zarazem do wyboru Budki.

Z drugiej strony wiceprzewodniczących PO ze „starego rozdania” jest trójka - nie licząc Budki, który dotychczas pełnił właśnie taką funkcję. To Ewa Kopacz, Bogdan Borusewicz i Tomasz Siemioniak. Usunięcie każdej z tych osób może wywoływać w partii pewne drgania i wstrząsy. Czy Budka ma wystarczająco dużo siły, by mimo tego utrzymać Platformę w ryzach?

Zostawmy jednak próby przewidywania wyników tego pierwszego sprawdzianu Borysa Budki w roli partyjnego rozgrywającego - przyjrzyjmy się reszcie możliwych zmian personalnych.

Na nowego szefa klubu parlamentarnego typowany jest więc Sławomir Nitras. Sekretarzem generalnym partii miałby zaś zostać Marcin Kierwiński. Jeśli tak by się stało, byłby to ukłon w kierunku dawnej ekipy Ewy Kopacz, w której Kierwiński należał do istotnych graczy. Z drugiej jednak strony: czy ta ekipa jeszcze się w partii na tyle liczy?

Z kolei Joanna Mucha ma zostać dyrektorką Instytutu Obywatelskiego. Mucha kandydowała w wyborach na przewodniczącego Platformy, ale na ostatniej prostej przekazała swoje poparcie Budce. Natomiast Instytut Obywatelski to oficjalny think-tank Platformy - instytucja od pracy analitycznej, ale i od organizacji cykli spotkań z wyborcami dotyczących np. programu partii. To także Instytut Obywatelski powołał do życia Kluby Obywatelskie - zrzeszające sympatyków liberalnego centrum i organizujące w terenie spotkania z politykami i intelektualistami tego obozu. W Platformie półżartem nazywa się Kluby „naszą odpowiedzią na Kluby Gazety Polskiej” i niewątpliwie coś w tym jest.

IO zakładał Jarosław Makowski, filozof i publicysta, później szef katowickiej PO i kandydat na prezydenta miasta. Po Makowskim kierował Instytutem Bartłomiej Sienkiewicz, następnie dyrektorem IO był Jarosław Wałęsa - przez co nietrudno tę ostatnią zmianę powiązać z niejakim zanikiem tych bardziej koncepcyjnych form działalności Instytutu w ostatnich latach.

W tym zaś rzecz, że w teatrze Platformy to właśnie Instytut Obywatelski miał być tym domem pracy twórczej dla tamtejszych Szekspirów, Ibsenów i Beckettów. Dość złośliwości - pytanie o to, czy taką funkcję nada Instytutowi akurat Joanna Mucha, pozostawmy otwarte.

Liberałowie w różnych miejscach świata próbowali już uporać się z kryzysem swej formacji. Ale ci polscy prawie nie próbują

- Borys Budka ma wszystkie przymioty, które sprawiają, że ma absolutnie papiery na to, żeby stać się charyzmatycznym przywódcą Platformy Obywatelskiej i mam nadzieję, że całej opozycji - tak na antenie TVN24 wychwalał Budkę jeszcze przed wyborami Rafał Trzaskowski. Kluczowa fraza tej wypowiedzi to „charyzmatyczny przywódca”, którym jednakże Budka dopiero może się stać, bo „ma na to papiery”, to zaś dzięki „przymiotom, które sprawiają”.

W szeregach Platformy widać bardzo wyraźne oczekiwanie, by Budka stał się bardzo jednoznacznym zaprzeczeniem Schetyny wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe. Widać też gorącą nadzieję, że nowy szef, jeśli tylko zdoła stać się pełną negacją swego poprzednika, pozwoli partii uciec przed większością jej problemów, umożliwi zrzucenie bagażu ostatnich lat; słowem sprawi, że Platforma znów stanie się piękna i młoda, a tym samym atrakcyjna w oczach wyborców.

Główny pakiet zarzutów wobec Schetyny brzmiał od początku następująco: miał za mało charyzmy, wyborcy go nie lubią, nie jest dobrym mówcą, potrzeba zmiany pokoleniowej. W platformerskiej mitologii z czasem jednak do Schetyny przyklejało się coraz więcej zarzutów, które wyborcy liberalnego centrum stawiali nie tylko liderowi, ale i całej partii. Chodzi tu o mnóstwo spraw: o problemy z ideową wyrazistością Platformy i identyfikacją jej oferty politycznej, o tradycyjną już opieszałość i nieskuteczność wyborczych sztabów, o niedostatek bezpośrednich kontaktów z wyborcami, o głosowania przegrane na własne życzenie.

Jak to właściwie jest z tą charyzmą? Czy Jarosław Kaczyński ma więcej charyzmy niż miał Grzegorz Schetyna? Czy porywa on tłumy, czarując słowem umysły? Że niekoniecznie, to przyznają nawet jego najzagorzalsi zwolennicy. Skłonność do budowania zdań wielokrotnie złożonych, zawiłych konstrukcji logicznych, w których logika niejednokrotnie się gubi, oraz dość oczywiste niedostatki dykcji nie przeszkadzają mu jednak w kontrolowaniu i partii, i obecnie również Polski.

Czy może Włodzimierz Czarzasty został dotknięty palcem bożym, który zamienił go w wulkan charyzmy i wybitnego przywódcę wieców? A to przecież on jest najsilniejszym politykiem lewicy, będącej po latach wielkiej smuty ponownie na wznoszącej fali.

To raczej zrozumiałe, że Schetyna w oczach własnej partii stał się w końcu twarzą porażki. Pytanie jednak, w jakim stopniu to akurat jego niedostatki charyzmy miały zaważyć na przegranej Koalicji Europejskiej najpierw w październikowych wyborach. I czy na pewno chodziło o osobę lidera, czy może jednak także o partię, skład jej politycznej czołówki, wreszcie o nieprzekonujący program i jego oczywiste niedostatki.

Ze Schetyną czy bez, Platforma pozostaje partią, która nie jest w stanie opowiedzieć swym wyborcom w kilku czy kilkunastu zdaniach, po co właściwie istnieje. Zdania „aby odsunąć PiS od władzy” i „aby przywrócić demokrację i praworządność” nie mówią nam nic o tym, jak Platforma chciałaby urządzić Polskę i jakimi metoda-mi zamierzałaby odpowiadać na coraz mroczniej się zarysowujące wyzwania współczesności.

Ale właściwie dlaczego z Platformą - i całym polskim obozem liberalnym - miałoby być inaczej? Kondycja polskiego liberalnego centrum wpisuje się przecież w kontekst znacznie szerszego zjawiska, jakim jest ogólny kryzys liberalizmu w całym świecie Zachodu. Jego najbardziej widoczne symptomy obserwujemy jak na dłoni od krachu gospodarczego 2008 roku, w jego polityczną cenę zaś możemy wliczać i triumf populistów w Europie Wschodniej i Środkowej, i brexit, i wygraną Trumpa, i wreszcie gospodarczo-polityczne trzęsienia ziemi w krajach takich jak Grecja, Włochy, Hiszpania czy Francja - w każdym z tych krajów obecny układ przewag politycznych wyznaczają przecież zupełnie inne siły niż te, które zdawały się wieczne przed zaledwie dekadą.

Ten kryzys jest zaś pochodną liberalnego i neoliberalnego podejścia do gospodarki, rynku pracy i redystrybucji prowadzonej przez całe pokolenia polityków na Zachodzie od lat 80. (co zapoczątkowali Ronald Reagan i Margaret Thatcher), w Europie Środkowej i Wschodniej zaś od lat 90., bo przecież do tego sprowadzały się wszystkie modele transformacji gospodarczej regionu.

W Polsce ten model podejmowały wszystkie główne siły polityczne od roku 1989 - wliczając i postkomunistyczną lewicę, i AWS, i Platformę, i wreszcie PiS w latach 2005-2007. Elementy autorefleksji - w warstwie głównie retorycznej - zaczęły się pojawiać dopiero mocno po kryzysie 2008 roku, już przede wszystkim w II kadencji Donalda Tuska - żniwa z tych werbalnych zwątpień, za którymi nie szły realne ruchy zebrał głównie PiS, idąc do wyborów w 2015 roku. Zebrał także dlatego, że w PiS-ie grany był już wtedy trzeci z rzędu spektakl, po tym o sanacji państwa i tym o Smoleńsku; teraz na afisz weszła sztuka o państwie dobrobytu na miarę naszych możliwości.

W Stanach Zjednoczonych zapoczątkował ten model Reagan, a zgodnie kontynuowali go George Bush ojciec, Bill Clinton i George Bush syn. Elementy autorefleksji - w warstwie głównie retorycznej - zaczęły się pojawiać również dopiero na skutek kryzysu, głównie już w drugiej kadencji Obamy. Ostatecznie Demokraci wybrali Hillary Clinton zamiast Berniego Sandersa i wszelką autorefleksję skutecznie stłumili, co skutkowało przegraną i zwycięstwem Donalda Trumpa. Im głośniej Hillary Clinton krzyczała o utrzymaniu status quo i obronie demokracji, tym bardziej zbliżała się do porażki.

Po części może dlatego, że nie ma już żadnego status quo, które warto byłoby utrzymać. Społeczeństwa Zachodu zmagają się ze skutkami częściowego demontażu państw dobrobytu, deregulacją rynku pracy i systemów zabezpieczeń socjalnych, pauperyzacją i prekaryzacją klasy średniej - słowem z naruszeniem samych fundamentów wszystkiego tego, na czym opierała się podziwu godna stabilność demokracji Zachodu przez całą II połowę XX wieku. Społeczeństwa Europy Środkowej i Wschodniej nigdy natomiast nie zdołały zbudować swoich odpowiedników tych fundamentów. Za to wszystkie skutki kryzysu demokracji liberalnej jak najbardziej u nas występują.

Znów - w Polsce odpowiadają za to wszystkie kolejne rządy III RP. Większości odpowiedzialnych, w tym i PiS-owi, udało się jednak zręcznie zwiać spod pręgierza. Po AWS został głęboki lej w historii politycznej III RP, PiS kilkakrotnie zmienił przebranie, a SLD zmieniło się na tyle, że z czasami Leszka Millera ma już naprawdę bardzo niewiele wspólnego.

Na placu pozostała Platforma, która wciąż próbuje żywić się opowieścią o świetlanym sukcesie III RP i nieprzerwanym postępie notowanym pod każdym względem od roku 1989. Jest więc partią nostalgii za III RP - tym samym zaś nostalgii za tymi złotymi, zdawałoby się, czasami gospodarki liberalnej.

Idąc drogą tego postępu, nawet się nie obejrzeliśmy, aż znaleźliśmy się w rzeczywistości, w której 2153 miliarderów rozporządza większym majątkiem niż 4,6 miliarda ludzi, czyli 60 proc. populacji Ziemi. Rozpoczęła się nowa Wędrówka Ludów, katastrofa klimatyczna stała się faktem, katastrofa demograficzna Zachodu nadchodzi wielkimi krokami, wielkie koncerny stały się silniejsze niż państwa, światu grozi jednocześnie kilka wojen o potencjalnie globalnym zasięgu, a rynkowi pracy inwazja robotów napędzana żądzą zysku wspomnianych już 2153 miliarderów.

Czy to jest odpowiedni moment dla kogokolwiek, by mówić: „Niech znów będzie jak było?”. Dlaczego więc miałby to być odpowiedni moment akurat dla polskiego liberalnego centrum?

Liberałowie w różnych miejscach świata próbowali już rozmaitych dróg wyjścia ze swego strukturalnego kryzysu. Wygląda nawet, że bywa to wykonalne. Do tych najbardziej spektakularnych czy też najbardziej udanych - w sensie stricte politycznym - należą przypadki (dziś będącego już gasnącą gwiazdą) Justina Trudeau w Kanadzie czy (dziś mierzącego się z całkiem nowymi problemami) Emmanuela Macrona we Francji. Znacznie bliżej naszej rzeczywistości nie od rzeczy może też być przyglądanie się prezydenckiemu sukcesowi Zuzany Caputovej na Słowacji czy nawet styczniowemu zwycięstwu Zorana Milanovica w Chorwacji - udało mu się przecież odebrać prezydenturę ulubienicy polskiej prawicy Kolindy Grabar Kitarović. Powstają też ważne książki - pisane czy to z wnętrza obozu, czy to z pozycji sprzyjających liberałom, lecz zarazem mniej lub bardziej krytyczne wobec tych mniej lub bardziej oczywistych grzechów liberalizmu. Ba, w najlepszych zachodnich księgarniach można już znaleźć całe półki z etykietką „kryzys liberalizmu” czy „kryzys liberalnej” demokracji. W Polsce kilka z tych pozycji ukazało się na przykład za sprawą „Kultury Liberalnej”, czyli jedynej polskiej redakcji przyznającej się do liberalizmu, która zarazem stara się dotrzymywać kroku tej światowej dyskusji o jego przyszłości.

Może - z perspektywy Platformy - warto byłoby jednak częściej tam zaglądać? Może zamiast słuchać głosu liberalnego medialnego mainstreamu i krzywić się na „symetryzm” tych liberałów krytycznych wobec liberalizmu, bardziej opłacałoby się spróbować zrozumieć ich argumenty, a może nawet podjąć próbę wyprawy wytyczoną przez nich drogą? Czy byłoby coś dziwnego w tym, gdyby polski obóz liberalny spróbował włączyć się do globalnej debaty o kryzysie liberalizmu? Raczej nie. Za to z pewnością wymagałoby to niemałego wysiłku intelektualnego i ogromnej pracy włożonej w samo wyłonienie i przygotowanie odpowiedniej reprezentacji.

Łatwo jest za to iść w zaparte i jechać gotowymi torami. Na przykład szlakiem wytyczonym przez Leszka Balcerowicza, który w mediach prowadzi właśnie kampanię na rzecz uznania pojęcia „neoliberalizm” za obraźliwe - być może w poczuciu, że wtedy cały neoliberalny garb ciążący na obozie liberalnym po prostu zniknie. Albo tą samą drogą, którą wciąż bez najmniejszego skutku próbują podążać największe, nie tylko polskie, liberalne media - krzyczące o upadku wartości, rozpadzie świata i inwazji barbarzyńców, którą trzeba natychmiast odeprzeć. W wersji polskiej brzmi to mniej więcej: „Trzeba odsunąć PiS od władzy”. I koniec. Bo przecież gdy Hunowie zostaną odparci, Rzym z pewnością będzie czekać świetlana przyszłość, a pod mury miasta wcale nie przyjdą Frankowie, Wandalowie i Goci.

W rzeczywistości nic nie wskazuje na to, by spokojne i dostatnie czasy tej liberalnej wersji Pax Romana mogły w jakiejś dającej się objąć wzrokiem przyszłości powrócić. Nie da się wrócić do III RP z roku 2010, tak samo, jak nie da się szybko odbudować Pasa Rdzy czy też przywrócić polityczną siłę francuskich gaullistów z czasów Chiraca.

Liberalizm - także polski - by dalej mógł funkcjonować jako znacząca i licząca się siła w świecie idei, musi stworzyć się na nowo. Nie sposób tego osiągnąć, jeśli wybierze się najprostszą drogę nostalgii wymieszanej z moralnym niesmakiem względem triumfujących populistów.

Platforma pozbyła się szefa, który zdaniem działaczy nie pasował do nowych czasów. Teraz nowy szef musi spróbować dopasować do nich również samą partię. To zaś może okazać się wielokrotnie trudniejsze niż nawet pokonanie jednego z lepszych graczy polskiej polityki, za jakiego uchodził Grzegorz Schetyna.

Sztuczna inteligencja “nie radzi” sobie z hejtem?

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Co za bełkot

G
Gość

a gdzie w tym wszystkim suweren ? suweren jak przez setki lat haruje i funduje oraz nadstawia swojom prawdziwie wolnom d... w koronie do rżnięcia. bo taką ma wolnom wolę hahahaha pa rówa nie naród.

K
Kariera eh kariera !

Bezwzględny karierowicz i cwaniak , pnie się wysoko !

K
Koszmar semny

O God , miałam wyobrażenie ze tak mógłby wygladac prezydent Polski ! Koszmar brrr coraz więcej awanturników agresorów w Polsce skad to się bierze ? Czy to zxsamotnego wychowywania dzieci przez nawiedzone zwariowane mamuśki ze naplodzilo się takich bufonów i krzykaczy ? Pewno ulubiony synalek mamuśki wychuchany i zakochany w sobie narcyz ... brrrrr

Dodaj ogłoszenie