Nowy przyjaciel z PSL przyda się Tuskowi. Przecież idzie kryzys

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Witold Głowacki Bartek Syta/Polskapresse
W czwartek rano Janusz Piechociński formalnie wchodzi do rządu Donalda Tuska jako wicepremier i minister gospodarki. Nowy szef PSL bierze więc niemal pełną schedę po Waldemarze Pawlaku.

W ekspresowym tempie może zacząć tego żałować. I to nie tylko dlatego, że po dwóch tygodniach od niespodziewanego wyboru Piechocińskiego widać już jak na dłoni, że nowy prezes PSL daje się równo ogrywać Platformie i Donaldowi Tuskowi. Piechocińskiemu nie udało się dotąd ani pozostać poza rządem - co było przecież filarem jego kongresowej koncepcji "trzech drużyn" - ani wziąć resortu, do kierowania którym ma rzeczywiste kompetencje - czyli transportu - ani wreszcie wejść do rządu w roli wicepremiera bez teki, co przez moment było w tej grze planem C.

Ten brak skuteczności, wręcz nieporadność (bo po co wyrywać się z publicznymi deklaracjami, skoro ich realizacja zależy wyłącznie od skinienia Donalda Tuska?) Piechocińskiego w targach z Platformą może być kosztowna i skutkować szybkim przerzedzeniem partyjnego zaplecza nowego szefa PSL. Zaplecza, które od początku było dość egzotycznym sojuszem grupki polityków sprzyjających samemu Piechocińskiemu i silnej ekipy zwolenników Marka Sawickiego. Bo przecież oni zdecydowali się odsunąć Pawlaka właśnie pod pretekstem, że zbyt łatwo ulega Platformie.

Kłopoty wewnątrz partii to jednak i tak niewiele w porównaniu ze znacznie poważniejszym zagrożeniem. Piechociński bierze przecież funkcję wicepremiera i ministra gospodarki dokładnie u progu spowolnienia gospodarczego, które zaczyna się w Polsce. Nie jest przy tym Waldemarem Pawlakiem, który - kierując tym resortem przez pięć lat - w toku ciągłej walki, targów i negocjacji wypracował sobie z liderami Platformy pewne niepisane reguły współpracy. Godząc się na przykład na oddawanie roli frontmana gospodarczej "zielonej wyspy" ministrowi Rostowskiemu, za to dostając często wręcz carte blanche w sprawach mniej istotnych dla wizerunku rządu i premiera, lecz realnie bardzo ważnych - jak spora część kwestii związanych z energetyką.

To z pewnością nie wchodzi w skład masy spadkowej po Pawlaku. Podział rzeczywistej gospodarczej władzy nastąpi teraz na nowo - między resortami skarbu, finansów, transportu i środowiska. Piechocińskiemu zostaną zupełne skrawki.

Ale to on będzie kierował resortem gospodarki w czasie gospodarczej stagnacji. Donald Tusk już otwarcie mówi, że perspektywę gospodarczego odbicia po okresie stagnacji rządowe prognozy rysują dopiero w okolicach końca 2013 roku. Szef NBP Marek Belka mówi zaś enigmatycznie o "bardzo mało prawdopodobnym" scenariuszu recesyjnym.

Piechociński bierze stanowisko po Pawlaku. Nie odziedziczy jednak relacji z Platformą

Ktoś będzie musiał ponieść polityczne koszty spowolnienia - bo nie ma w polityce bardziej wymagalnych rachunków niż te wystawiane przez przyciśniętych kryzysem wyborców. Janusz Piechociński zaczyna zaś właśnie grę o to, ile pozycji na tej kryzysowej fakturze będzie opiewać na jego nazwisko.

Swoją drogą zaś naprawdę dowcipne by było, gdyby za skutki kryzysu w trakcie rządów liberałów miała najbardziej słono zapłacić właśnie partia chłopska.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie