Nowej wojny na razie nie będzie

Wojciech Rogacin
Z Bliskiego Wschodu znów powiało grozą i zapachniało nową wojną. Gdy syryjskie wojska zbombardowały w środę tureckie przygraniczne miasteczko, zabijając matkę z czworgiem dzieci, Turcja odpowiedziała ogniem. Kiedy wczoraj po południu parlament w Ankarze przegłosował prawo do zagranicznych operacji wojsk tureckich na najbliższe 365 dni, a wcześniej na pilnym posiedzeniu zebrała się rada sojuszu północnoatlantyckiego, można było odnieść wrażenie, że Bliski Wschód jest coraz bliżej konfliktu zbrojnego. I to takiego, który może wciągnąć społeczność międzynarodową, w tym Polskę jako członka NATO.

Kolejny konflikt międzynarodowy w gorącym regionie byłby katastrofalny w skutkach. Z jednej strony - mielibyśmy wściekle walczący i niemający nic do stracenia reżim syryjski wspierany przez nieobliczalny Iran oraz popierany przez Rosję, z drugiej - regionalne mocarstwo popierane przez Zachód.

Na szczęście wydaje się, że obie strony ochłonęły po pierwszych emocjonalnych reakcjach i same przeraziły się katastrofalnej perspektywy.

Mimo że parlament w Ankarze przyjął rezolucję uprawniającą wojska tureckie do akcji za granicami, to ważni politycy natychmiast podkreślali jedynie "odstraszający" charakter tej rezolucji oraz zupełny brak woli prowadzenia wojny. Nawet gdyby przyjąć to za retorykę, nie można zlekceważyć faktu, iż głosowanie było dalekie od jednomyślności. Jedna trzecia parlamentu, w tym politycy partii rządzącej, opowiedziała się przeciw rezolucji.

Żadnej ze stron nie zależy teraz na rozpalaniu dodatkowych emocji, bo mogłoby się to przerodzić w nieobliczalną w skali regionu i świata wojnę

Wolę wygaszenia emocji widać także po drugiej stronie. Iran, bliski sojusznik Syrii, który miał jej przekazać w ciągu ostatniego półtora roku 10 mld dol. na wojnę domową, wezwał Damaszek i Ankarę do wyciszenia sporu. Podobnie zresztą jak Rosja, cichy sojusznik Baszara al-Asada. Sam reżim syryjski po pierwszych buńczucznych wystąpieniach o terrorystach napływających z zagranicy wczoraj zapewnił, że zbombardowanie tureckiej miejscowości było przypadkiem, i przeprosił władze tureckie.

Fakty te wskazują, że wszystkie strony zdały sobie sprawę z ogromnego zagrożenia dalszą eskalacją emocji. Na razie więc nowej wojny turecko-syryjskiej nie będzie. Co jednak nie daje żadnej gwarancji, że zapalnik przy bliskowschodniej beczce prochu za chwilę znowu nie zacznie się tlić.

Kliknij, aby czytać pozostałe komentarze Wojciecha Rogacina

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie