"Nowej lewicy nie będzie tworzył ani Ruch Palikota, ani SLD. Powstanie nowoczesna formacja"

Redakcja
Małgorzata Kidawa-Błońska
Małgorzata Kidawa-Błońska Bartek Syta/Polskapresse
Udostępnij:
- Trzonu nowej lewicy nie będzie tworzył ani Ruch Palikota, ani Sojusz. Uważam, że powstanie nowoczesna formacja oparta na nowych ludziach, a nie na tych utożsamianych z dawną lewicą - mówi Małgorzata Kidawa-Błońska, posłanka PO, w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Ustawa refundacyjna to porażka rządu?
Nie. Ta ustawa jest Polakom bardzo potrzebna. Kiedy popatrzymy na organizację służby zdrowia w krajach zachodnich, podobny system funkcjonuje tam już od dawna - refundacja jest zaostrzona i wymaga odpowiedzialności także od lekarzy. Proszę zauważyć - ta ustawa działa w Polsce od kilku dni, więc będziemy mogli oceniać jej funkcjonowanie dopiero za kilka tygodni. Wtedy zobaczymy, czy się sprawdza. Wprowadzanie tej ustawy jest monitorowane, minister zdrowia powołał specjalny zespół, który się tym na bieżąco zajmuje. Oczywiście przyjmuję sytuację, że pomimo wielu konsultacji ze środowiskami medycznymi jakiegoś leku mogło na tej liście zabraknąć. Taka sytuacja zawsze może się zdarzyć na początku, ale po to minister monitoruje proces wdrażania tej ustawy, aby takie rzeczy wyłapywać. Natomiast dziwi mnie opór opozycji. Wszyscy chcą, żeby było tak jak kiedyś, podczas gdy nowy system jest tak naprawdę lepszy i bezpieczniejszy dla pacjenta. Ideałem byłaby karta pacjenta, która niewątpliwie ułatwiłaby życie wszystkim: i samym pacjentom, i lekarzom, i aptekarzom, bo byłaby źródłem wszystkich potrzebnych informacji. Do tego celu będziemy dążyć.

Nie uważa Pani jednak, że tak marne przygotowanie wprowadzenia tej ustawy, fakt, że pacjenci musieli płacić za leki refundowane pełną ich wartość, jest jednak skandalem?

Wierzę, że Sejm przyjmie te ustawę, która dopuszcza stosowanie in vitro i chroni zarodki

Ale proszę zwrócić uwagę, jaka wytworzyła się wokół tej ustawy histeria. Przecież o tym, że taka ustawa wejdzie w życie, było wiadomo od dawna, ona nie powstała kilka dni temu. Aptekarze, lekarze wiedzieli, jak będzie działała, była konsultowana ze wszystkimi środowiskami. Przedmiotem konsultacji było m.in. to, które leki znajdą się na listach, a nagle problem pojawił się zupełnie gdzie indziej. I powiem szczerze, jest on dla mnie zupełnie niezrozumiały. Obowiązkiem lekarza jest dbanie o dobro pacjentów, a przecież lekarze doskonale ich znają - i emeryci, i dzieci przychodzą do nich od lat.

Nie szkoda Pani ministra Arłukowicza?
Szkoda, bo to początek jego pracy i od razu trafił na bardzo trudny moment. Zawsze koniec roku jest dla służby zdrowia trudny, bo po pierwsze, to czas podpisywania umów z NFZ, co zawsze budzi emocje, a po drugie, to czas wejścia w życie nowej ustawy. Moim zdaniem lepszej niż poprzednia i za kilka tygodni wszyscy się o tym przekonamy. Wszystko się dotrze, a pacjenci odczują komfort, bo będą płacić mniej za leki.

A nie zdziwiło Pani, że minister Arłukowicz w ogóle przyjął tekę ministra zdrowia? Był przeciwny tej ustawie, a wiedział, że jeśli zostanie szefem resortu, będzie musiał ją wprowadzić.
Jako członek opozycji na pewno inaczej podchodził do pewnych spraw. Ale minister Arłukowicz chciał razem z nami reformować, a nie stać po tamtej stronie. Znał program Platformy, nasze ustawy, pakiet ustaw przyjętych przez Sejm poprzedniej kadencji. Znał naszą determinację w tym, aby wprowadzić je w życie i aby zaczęły sprawnie działać. Skoro więc przyjął tekę ministra i wiedział, że będzie musiał wprowadzać tę ustawę, musiał się do niej przekonać. Nie wyobrażam sobie, aby było inaczej.

W ciągu kilku miesięcy dał się przekonać?
Rozmawiał z naszymi ekspertami, z panią Ewą Kopacz.
Zostańmy przy służbie zdrowia, w styczniu na Sejmie stanie problem in vitro…
Wiem, że zostały już złożone dwa lewicowe projekty in vitro, jeden autorstwa Sojuszu Lewicy Demokratycznej, drugi Ruchu Palikota. W zeszłej kadencji podkomisja ds. ustaw związanych z in vitro zakończyła prace. Niestety na dalsze prace zabrakło czasu. Ustawy złożone przez zespół Platformy Obywatelskiej stanowiły poważny trzon wypracowanego projektu. W tej kadencji lekko zmodyfikowany projekt naszego zespołu złożymy ponownie. Pierwsze miesiące roku to będzie czas, kiedy trzeba się będzie z tymi ustawami zmierzyć. Uważam, że to ostatni moment, aby te sprawy wreszcie gruntownie uporządkować. Tym bardziej że dzisiaj niektóre samorządy same podejmują decyzję o refundacji in vitro.

Pani uważa, że przygotowała dobrą ustawę?
Myślę, że tak. Po pierwsze, dlatego że zezwala na stosowanie in vitro w Polsce, wprowadza nadzór nad jego stosowaniem, porządkuje wiele kwestii, a jednocześnie chroni zarodki. Ta kwestia budzi największe emocje wśród przeciwników metody in vitro. Mrożenie zarodka chroni go i umożliwia wykorzystanie dla następnej ciąży.

A która ustawa przejdzie?
Wierzę, że przejdzie ta, która dopuszcza stosowanie in vitro i jednocześnie chroni zarodki, czyli dopuszcza mrożenie, bo o to toczy się główny spór wokół tej ustawy.

Mówi się, że głosowanie nad in vitro pokaże prawdziwe oblicze Sejmu, wskaże, kto w nim przeważa: konserwatyści czy liberałowie. Pani też uważa, że to będzie tak ważna data dla naszego parlamentu?
To daleko idące uproszczenie. Jest bardzo wiele osób o liberalnych poglądach, które mają w kwestii in vitro wątpliwości. Dla mnie to głosowanie będzie dla posłów raczej sprawdzianem z odpowiedzialności.

In vitro to jedna sprawa, a pozostałe ustawy? Po mocnym exposé premiera Tuska jakoś nie widać reformatorskich zapędów nowego rządu?
Ależ, jak nie widać! Kancelaria premiera wyraźnie zapowiedziała, że w pierwszych miesiącach roku zostaną przyjęte nowe ustawy i trafią do Sejmu. Myślę, że wiosną duży pakiet tych ustaw zostanie przyjęty, więc to spore tempo dla tak ważnych dokumentów wymagających i uzgodnień społecznych i konsultacji.

W końcu coś się zacznie dziać?
A mało się dzieje? Chodzi o to, aby działo się z głową, rozsądnie i przewidywalnie.

Mówi się jednak, że pierwsze cztery lata rządów Platforma przespała, że mogła zrobić dużo więcej, niż zrobiła.
Wiele udało się nam zrobić, mam na myśli reformy emerytalną, szkolnictwa wyższego i armii. Pomostówki, których dotknąć bały się poprzednie rządy. Ale zawsze można zrobić więcej. Tylko doskonale wiadomo, że jest wiele spraw ubocznych, które pozwalają nam pewne rzeczy przyśpieszyć albo je zwalniają. Bądźmy szczerzy: czas był trudny na przeprowadzanie wielu reform. Dzisiaj też nie jest łatwo, ale nadal są w nas zapał i determinacja. Sądzę, że w pierwszych miesiącach tego roku ustawy dotyczące wieku emerytalnego, KRUS, emerytur mundurowych zostaną przeprowadzone.

Nie boi się Pani, że w tym reformatorskim pędzie zgubicie koalicjanta? Bo Polskie Stronnictwo Ludowe nie bardzo chce zmian chociażby w KRUS.
PSL to koalicjant sprawdzony w poprzedniej, trudnej kadencji. Przez ostatnie cztery lata wiele razy pokazaliśmy, że potrafimy wypracowywać kompromis w koalicji. Jesteśmy odpowiedzialni.
Było o starych sejmowych wyjadaczach, to teraz zapytam o nowych. Jak się Pani podobają nowicjusze na Wiejskiej?
Myśli Pani pewnie o Ruchu Palikota? Powiem szczerze, to ciągle dla mnie zagadka. Znam Janusza Palikota, wiem, czego się mogę po nim spodziewać, ale z jego posłów znam jedynie kilkoro. I tak naprawdę, poza ostrym sporem w kwestiach ideologicznych, buntem obyczajowym, nie znam ich programu. Nie wiem, co Ruch Palikota chciałby w Polsce zrobić. Właściwie poza kwestiami krzyża, projektu zmian, kierunku, w którym chcieliby pójść i chcieliby, aby poszła Polska - nie znam. Nie wiem, czy Palikot będzie chciał współpracować, czy myśli na razie o kreowaniu nowego wizerunku swojej partii. Czy będzie chciał przejmować całą lewicę, czy tylko jej część. Za dużo znaków zapytania na jasną odpowiedź.

Skoro jesteśmy przy lewicy, też Pani myśli, że to koniec Sojuszu, a Leszek Miller wyprowadzi sztandar?
Już tyle razy mówiło się, że to koniec Sojuszu, a ciągle trwają próby jego ratowania. Podejmował je także Grzegorz Napieralski, przecież w wyborach prezydenckich uzyskał całkiem dobry wynik, więc nie wiem. Ale myślę, że jeśli mówimy o przyszłości lewicy, o nowej lewicy, to jego trzonu nie będzie tworzył ani Ruch Palikota, ani Sojusz. Uważam, że powstanie nowoczesna formacja oparta na nowych ludziach, a nie na tych utożsamianych z dawną lewicą.

Jakie daje Pani szanse Solidarnej Polsce, bo tu zdania są podzielone.
Dopóki jest prezes Kaczyński, lider PiS, ma ludzi, którzy mu zaufali, którzy głosują na PiS i głosują na niego, Solidarna Polska na szanse raczej niewielkie. Brak w niej osób, które mogłyby powiedzieć: "Oto mój elektorat". Oni próbują odróżniać się od PiS, ale tak naprawdę program mają identyczny. Różnią się tylko tym, że Prawo i Sprawiedliwość ma charyzmatycznego dla swojego elektoratu przywódcę, a Solidarna Polska nie.

Pani Ewa Kopacz sprawdzi się w roli marszałka Sejmu?
Już się sprawdziła. Bardzo dobrze prowadzi obrady Sejmu. Nie ma żadnych problemów z ustalaniem porządków obrad, a nie wszystkie były łatwe. Nie widzę też powodu, aby nie miała sobie dać rady w czasie kolejnych miesięcy: jest spokojna, merytoryczna, nie daje się wyprowadzić z równowagi, słucha wszystkich stron.

Ale Grzegorza Schetyny nie widać już w mediach. Czeka na swój czas?
Komisja Spraw Zagranicznych działa, w mediach też go widać. Pracuje tak jak każdy poseł.

Poseł Mariusz Błaszczak z PiS mówi, że dymisja Adama Rapackiego, wiceministra w MSW, to nic innego jak czyszczenie przed Donalda Tuska ludzi Grzegorza Schetyny.
Na pewno nie. Każdy minister kompletuje zespół ludzi, z którymi chce pracować. To jest jego prawo.
Skoro już mówimy o ministrach - to dobry rząd?
To są początki tego rządu. Część ministrów już znamy z poprzedniej kadencji i wiemy, że dadzą sobie radę, kilkoro jest nowych, ale z ogromną determinacją. Joanna Mucha, Bartosz Arłukowicz czy Jarosław Gowin. Jestem przekonana, że będą ciężko pracować, aby skutecznie wprowadzić w życie planowane zmiany. Będą bardzo energetyzującą siłą w tym rządzie. Wydaje mi się, że na trudne czasy doświadczenie i determinacja to dobra mieszanka.

Jakie będą te kolejne cztery lata? Tak trudne, jak mówią?
To na pewno nie będzie to łatwy czas, nie wiadomo, jak rozwinie się kryzys. Trzeba mieć jednak nadzieję, że każdy kryzys musi się kiedyś skończyć, bo przecież nie będzie trwał wiecznie. Więc wydaje mi się, że będziemy się zbliżać do końca tego złego czasu. A fakt, że przez najbliższe trzy lata żadnych wyborów w Polsce nie będzie, jest dobrym prognostykiem na uspokojenie sceny politycznej. Powiem szczerze, kiedy rozmawiam z ludźmi, widzę, że są pozytywnie nastawieni i przekonani, że będzie się dobrze działo w naszym kraju.

Następcą Donalda Tuska w fotelu szefa partii ma być kobieta. Wymienia się kilka nazwisk: Ewy Kopacz, Hanny Gronkiewicz-Waltz, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.
Może będzie kobieta, a może nie. Dzisiaj trudno na ten temat spekulować. Ale to prawda, że dzisiaj Platforma jest taką partią, w której kobiety widać. Dwie wiceprzewodniczące partii to kobiety, marszałek Sejmu - kobieta, panie są obecne w rządzie. Klub Platformy ma najwięcej kobiet w parlamencie. Więc powiedziałabym że, szanse na to, że następcą Donalda Tuska będzie kobieta, są 50 na 50. I myślę, że to dobre założenie, bo jeszcze kilka lat temu o takich szansach w ogóle byśmy nie rozmawiali.

Pani się widzi, jako szefowa Platformy?
Nie. (śmiech) Ale powtarzam: 50 na 50 to dobry sygnał dla kobiet.

Rozmawiała Dorota Kowalska

Wideo

Komentarze 16

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wróżka Malgośka
Pani Kidawa z Platformy zdecydowała i już. Nie wolno innym ugrupowaniom organizować się. Czas i pora aby twarze Platformy też się zmieniły włącznie z Panią. Czas i pora na nową Platformę!!!!
D
Doliwa
Chyba, że przez przypadek ujawnia kolejny plan Tuskolandii, by w oparciu o Platformę Obywatelską ( czyli nasz nowy Front Jedności Narodu) utworzyć swoją koncesjonowaną Lewicę pod ideowym przewodem wodza narodu Donalda T., ale oddaną w administrowanie np. panu Bartoszowi Arłukowiczowi, gdy ten zakończy swą misję w sprzątaniu bałaganu po pani marszałek.
b
bubel platformy
TWORZY SKRZYDŁA A TO LEWICOWE PRAWICOWE I NIKT NIE WIE JAKA JEST PO PRZED WYBORAMI PRZYJMUJE LUDZI A TO Z LEWICY A TO PRAWICY JAK KLUZIKOWA CZY LIBICKI TO OBECNIE SENATOR PLATFORMY Z POZNANIA CO ON TAM ROBI MA RADYKALNE POGLADY JEST ZA KARA ŚMIERCI PRZECIW IN VITRO A W CZERWCU BYŁ JESCZE W PJN NAPISAŁ ZE TUSKI TO KAZIMIERZ WIELKI WIELKI ŻE GO PRZYJAŁ TO CYNIK TUSK TAKI SAM JAK PRZYJMUJE TAKICH LUDZI KLUZIK LIBICKI CYNICY
G
GAMA
"Przecież to totalna bzdura, o czym Kidawa doskonale wie."
Wydaje mi się jednak, że p. Kidawa nie wie, ponieważ jest głupią lalką po wielu operacjach pyszczka i tylko o tym myśli. Trudno jej zresztą wypowiadać się, ponieważ ma trudności z otwieraniem wycerowanego pyszczka.
m
matys
Po reformie edukacyjnej coraz więcej czytelników jest mało rozgarniętych i nawet nie zauważają oni, jak politycy PO cynicznie robią z nich balona. Kidawa nie przejmując sie czytelnikami, w jednym zdaniu dotyczącym Arłukowicza, pomieściła dwie sprzeczne ze sobą opinie. Że Arłukowicz owszem 1/ krytykował ustawę będąc w opozycji, ale 2/ chciał reformować więc sie zgodził na ustawę, którą wcześniej krytykował. Przecież to totalna bzdura, o czym Kidawa doskonale wie. Jak można pogodzić krytykę ustawy z rzekomą chęcią reformowania. Albo - albo.
Kidawa powinna powiedzieć, że Arłukowicz to po prostu cyniczny karierowicz, który dla kariery zmienia poglądy jak rękawiczki.
j
ja ja
ale łapkami Palikota. Stąd ten cyrk z ruchaniem Palikota.
y
yass
Przyboczna Tuska wie co mówi. Tusk razem z Niesiołem stworzą Nową Lewicę. Kidawa będzie jej I sekretarzem.
N
Nasz_Dziennik
Permanentny kryzys systemu polityczno-urzędniczego o nazwie Unia Europejska przypomina walkę o przetrwanie, w której liczą się tylko najsilniejsi. Nikt już nawet nie protestuje, gdy najważniejsze decyzje są obecnie podejmowane w UE w nielegalnym (z punktu widzenia obowiązujących traktatów) trybie dwustronnych spotkań szefa państwa francuskiego i niemieckiej kanclerz. Unią nie rządzą już Herman Van Rompuy ani José Manuel Barroso. Unią rządzi "Merkozy".

W zamian za rosyjskie i chińskie wsparcie finansowe UE gotowa jest oddać część swojej niezależności ekonomicznej i energetycznej. Europejscy liderzy nie potrafią od dwóch lat wydobyć z zapaści finansowej małego państwa, jakim jest Grecja. Organizacja międzynarodowa o nazwie Unia Europejska jest najwyraźniej niezdolna do zarządzania obecnym kryzysem, nie potrafi nakreślić jakiejkolwiek konkretnej drogi i perspektywy czasowej wyjścia z tegoż kryzysu. Nie ma przecież żadnej mapy drogowej wychodzenia z zapaści finansowej, nie padają żadne terminy. UE działa doraźnie: od kryzysu do kryzysu.

Wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy wbrew zapewnieniom przywódców UE obecnie wcale nie mamy do czynienia z kryzysem ogólnoświatowym. To nieprawda, że dotknął on całyą świat. Gospodarka większości krajów globu rozwija się dynamicznie. Jedynie przywódcy UE i USA od trzech lat bezsilnie załamują ręce nad "światowym kryzysem".

Były komisarz unijny Gźnter Verheugen obliczył, że firmy europejskie tracą każdego roku około 130 mld euro na sprawozdawczości przestrzegania przepisów unijnych, które są zbędne i można w każdej chwili je zlikwidować (wymiary krzywizny banana, kiedy należy zaliczyć skorupiaka do ryb itp.).

Podczas gdy w Chinach likwiduje się kolejne bariery dawnej komunistycznej gospodarki nakazowej, dzięki czemu wytwarza się coraz tańsze towary, w UE od wielu lat "produkuje się" nowe normy i przepisy, które zwiększają koszty produkcji.

Do znudzenia powtarzane hasło Tuska, że lekarstwem na kryzys będzie "więcej Europy", przypomina raczej zaklęcie politycznego szamana niż realistyczną wizję rozwiązania problemu.

Nowe kraje członkowskie są drenowane finansowo i politycznie. Polska nie miała praktycznie nic do powiedzenia w najważniejszych decyzjach UE, mimo formalnej rezydencji w Unii. Polski minister był wypraszany ze spotkań strefy euro, nawet jako obserwator.

W sprawie projektu budżetu UE oddaliśmy interes rolników zarówno polskich, jak i wschodnioeuropejskich bez najmniejszego sprzeciwu. Na koniec wreszcie polski minister poprosił w Berlinie niemiecką kanclerz, aby poprowadziła Unię w kierunku przez siebie wybranym.

Został wprowadzony w życie model zarysowany w 2001 roku przez prezydenta Jacques´a Chiraca dla Europy Wschodniej. Wówczas w Paryżu kazano nowym członkom NATO i przyszłym członkom UE milczeć i nie przegapiać okazji do milczenia.

Teraz nie tylko milczymy, lecz także sami prosimy prezydenta Merkel-Sarkozy´ego, aby wskazywał nam świetlaną przyszłość, którą mają podążać kraje Europy peryferyjnej, niezdolne do prowadzenia własnej polityki. Finansowym symbolem tego drenażu peryferii jest transfer finansów krajów uboższych na rzecz bogatszych.

Polski rząd poparł bez żadnych warunków i komentarzy transfer 6 mld euro z Polski na rzecz funduszu wspomagającego strefę euro poprzez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, na czele którego stoi Francuzka Christine Lagarde - była minister finansów w rządzie Sarkozy'.

Kraje posiadające waluty narodowe szybciej dostosowały się w UE do obecnego kryzysu niż kraje strefy euro. Dziesięć lat po powstaniu strefy euro państwa, które do niej nie przystąpiły, mają się lepiej w sferze finansów publicznych i samodzielnie szukają dróg wyjścia z kryzysu niż te, które przyjęły wspólną walutę. Nawet skrajnie uległy wobec Brukseli obecny rząd w Polsce zaprzestał mówienia o dacie wejścia Polski do strefy euro.

W samym tylko samorządzie miasta Warszawy rocznie wydaje się okrągły miliard złotych na armię urzędników. W skali całego państwa są to dziesiątki miliardów. W Unii Europejskiej jest niestety podobnie. Być może dlatego właśnie cały postpeerelowski aparat urzędniczy tak ochoczo popierał wejście Polski do UE. Postulatem jest więc redukcja aparatu urzędniczego i redukcja aktów legislacyjnych zaśmiecających prawo iduszących europejską gospodarkę.

System ekonomiczny oparty na nadmiernych regulacjach zabija wolność, a w dłuższej perspektywie bogactwo. Komunizm jest tego najbardziej smutnym przykładem. Poprzez chęć regulowania wszystkiego - od chwili kupna surowca, aż po zużycie gazów cieplarnianych w czasie jego obróbki - UE zaczyna coraz bardziej przypominać kraje starego sowieckiego Sojuzu.

Noblista Milton Friedman w 2000 roku przewidywał upadek strefy euro po 10 latach. Niewiele się pomylił. Polaków nie złamał komunizm, nie powinien więc złamać ideologiczny europeizm. Słowacy już dziś mają dosyć strefy euro. Niemcy żałują utraty swojej marki. Brytyjczycy będą bronić funta jak niepodległości. Przy obecnym kryzysie finansów europejskich dobrze już teraz przypomnieć, że naprawa finansów II RP zaczęła się od naprawy waluty i ustanowienia złotówki w 1924 roku.

Kryzys zadłużenia nie powstał dlatego, że ktoś okłamał niemieckich bankierów, ale dlatego że Europa skonstruowana jest na wielkiej nierównowadze handlowej. Problem Unii jest prosty. UE to strefa wolnego handlu, w której jedno państwo - Niemcy - jest drugim największym eksporterem na świecie, przez co zalewa pozostałe kraje swoimi produktami. To oznacza, że państwa wokół Niemiec nie mogą rozwijać się normalnie, bo zawsze będą miały negatywny bilans handlowy z nimi. Ta współzależność jest niemożliwa do powstrzymania. Strategią Niemców przez ostatnie dekady było zalanie Europy kredytem i pożyczkami, aby inne kraje mogły kupować niemieckie dobra.

Główni konstruktorzy Unii nie dostrzegli, że grozi jej rozkład nie tylko ze strony utopijnych koncepcji gospodarczych i administracyjnych, na skutek których dziś UE jest m.in. zadłużona na 10 bln euro i samych odsetek płaci rocznie 300 mld euro, ale przede wszystkim ze strony nihilizmu, ateizmu i amoralizmu.

Obecna Unia Europejska to po prostu Nowa Komuna. Wznawia się stan wojenny przeciwko katolickiej młodzieży. Zakłada się, że wychowanie i nauczanie religijne jest bezużyteczne społecznie, a powinno być zastąpione ateizmem i amoralnością. Dzieciom i młodzieży sączy się coraz butniej, że należy się wstydzić wiary w Boga i polskości, wyśmiewa się krzyż i inne wartości religijne, zwłaszcza etyczne, sugeruje się normy i zachowania grzeszne, jak seks i narkotyki, a także, choćby implicite, szczepi się poczucie małowartościowości wobec ateistów i nie-Polaków. Młodzież ma się wstydzić godła polskiego i flagi polskiej, a tym bardziej historii, tradycji i kultury polskiej.
H
Ham
Żadnej nowej lewicy nie będzie. Mamy zabetonowany układ polityczny. Trzeba ciężkiej kasy, aby założyć partię. Można sobie pani Kidawa opowiadać o teorii lewicy, ale rzeczywistość skrzeczy. Mizeria finansowa tych, co to niby tę nowoczesną lewicę założą. Za co? Palikotowi ledwie się udało. Ile w mediach pisali, że nie popłacił rachunków. Bo taka była cena zakładania partii. Szanowna gazeto (Polska TT). Po co publikujecie teorie rodem z wydziału nauk dziennikarskich uniwersytetu warmińskiego - nie ublizając?
G
Gość
Rzeczowe i bardzo trafne spojrzenie Pani poseł na otaczającą nas rzeczywistość. Minister B. Arłukowicz jest nowym - gniewnym i zdeterminowanym w swej pracy i ma szanse dużo osiągnąć i zmienić, aby tylko nie brał przykładu ze znawcy przemysłu farmaceutycznego zasiadającego w komisji zdrowia w Sejmie.
Prosimy o dalsze wywiady i częstrze wystapienia publiczne. Wreszcie mądre kobiety mogą coś dobrego dokonać.
p
precz z komuną
Pod statutem podpisały się m.in.: Stowarzyszenie na Rzecz Demokracji, Fundacja Centrum Prasowe dla Krajów Europy Środkowo-Wschodniej, Instytut Konsultantów Europejskich, Fundacja Unia&Polska oraz Polska Fundacja im. Roberta Schumana.
Wyobrażają sobie państwo piewszomajową konferencję nowej lewicy w
Sali Kongresowej? Obok Jerzego Urbana sędziwy Andrzej Wielowieyski z
Orłem Białym, w kuluarach Janusz Onyszkiewicz baraszkuje z Januszem
Kotlińskim, Jan Lityński figluje z Robertem Biedroniem, a Grażyna
Staniszewska ściska się z Wandą Nowicką i Anną Grodzką. Nie wyobrażacie
sobie? I słusznie, ostatnie legendy Unii Wolności pewnie uciekną w
popłochu przed takimi kompanami, a Palikot to przewidział.
d
dostawca monideł
tak trzeba określić tą klekotę, wyznaczona do biegania po mediach i powtarzanie ustalonych przez wodza formułek, nic własnego, tylko powtarzanie wyuczonych formułek, szkoda dla niej miejsca w mediach
W
Widukind
jest POrażająca. Jak zresztą całego tego POkracznego bękarta układu magdalenkowego. I żaden przygłup jak w/ wymieniona czy Pablo55 tego nie zmienią bo takie są fakty.
z
zgaga
A kim sa ci nowi ludzie, jesli nie Ruchem Palikota? O czym wlasciwie marzy ta pani? Czy to sie jej podoba czy nie Ruch Palikota odegra glowna role przy tworzeniu nowej lewicy. Episkopat na razie uzywa Platformy do neutralizowania wplywow Ruchu Palikota.
+
A episkopat do pomocy nie gorszy niz Urban z tym ,,ksiedzem". Kaczynski probowal, w chamski sposob oczywiscie, powiekszyc partie zagarniajac Samoobrone i LPR - nic sie nie powiekszylo. Tusk robi to zreczniej i moze mu sie udac.
Dodaj ogłoszenie