Nowak-Far: Dyskusja o euro jest prymitywna. Zwykli ludzie...

    Nowak-Far: Dyskusja o euro jest prymitywna. Zwykli ludzie nic nie wiedzą

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Polska

    W Polsce dyskusja o wprowadzeniu euro jest prowadzona bardzo prymitywnie. Zwykli ludzie nie wiedzą prawie nic o tym, z czym się wiąże przyjęcie wspólnej waluty - mówi ekonomista Artur Nowak-Far, szef Katedry Prawa Europejskiego SGH i autor książki "Konstytucja gospodarcza Unii Europejskiej", w rozmowie z Agatonem Kozińskim.
    Artur Nowak-Far: Warto, by Polska weszła do strefy euro

    Artur Nowak-Far: Warto, by Polska weszła do strefy euro ©Polskapresse

    Komisja Europejska przedstawiła propozycję budżetu UE po 2014 r. Na ile jest ona odpowiedzią na problemy, z jakimi boryka się gospodarka europejska, strefa euro?
    Ta propozycja nie odpowiada wyłącznie na problemy strefy euro. Jest ona odpowiedzią na pytanie, jak realizować plan strategiczny rozwoju UE, który zarysowano w dokumencie "Europa 2020". Gdy idzie o problemy strefy euro, to w tym kontekście mają one znaczenie doraźne.
    Europa zdaje się wychodzić na prostą. Ale twierdzę, że nie jest tak dlatego, iż w Grecji przyjęto pakiet ustaw oszczędnościowych. Wyjście na prostą odnosi się raczej do Unii jako całości. Natomiast z greckim kryzysem zadłużenia będziemy się zmagać jeszcze przez najbliższych 15-20 lat. W obecnej sytuacji Grecy dostali pożyczki na utrzymanie płynności. Te pożyczki będą spłacane w przeciągu najbliższych dziesięcioleci. Jednocześnie Grecy muszą wprowadzić rozległy program reform swojego sektora publicznego. Swoje przypuszczenia o tym, że Unia wychodzi na prostą, opieram na tym, że mam wrażenie, iż państwa członkowskie odrobiły lekcję z tego, skąd się wzięły problemy.

    Wzięły się stąd, że Niemcy i Francja nie przestrzegały reguł traktatu z Maastricht. Gdy na to samo pozwoliła sobie Grecja, zaczęły się kłopoty.
    Ale teraz Unia zdobyła doświadczenie, jak rozpoznawać sytuację zagrożenia rozległym kryzysem wypłacalności oraz jak pomagać państwom mającym poważne kryzysy wynikające z nieprzestrzegania reguł Paktu Stabilności i Wzrostu, czyli pakietu regulacji wprowadzonych w 1997 r., które miały służyć do zapobiegania przesileniom finansów publicznych w państwach członkowskich i korygowania nadmiernych deficytów.

    Unia teraz przewiduje kary dla tych, którzy nie zdołają zbić deficytu budżetowego poniżej 3 proc. do 2012 r.
    Państwa członkowskie nie tych kar będą obawiać się najbardziej. Ostateczne sankcje finansowe istnieją od samego początku Paktu Stabilności i Wzrostu, a nawet były zapowiedziane w traktacie z Maastricht z 1992 r. Okazały się one nieefektywne - bo zastosowanie sankcji finansowych pogarszałoby sytuację budżetową państw, które mają problemy z własnymi budżetami publicznymi. W miarę efektywna okazała się natomiast procedura nadmiernego deficytu na etapie poprzedzającym zastosowanie kar finansowych wobec państwa, które prowadzi nieodpowiedzialną politykę budżetową - jest to etap, na którym Rada Unii Europejskiej ma prawo do ustalania konkretnych środków polityki gospodarczej, które dane państwo z problemami ma zastosować - co oznacza, że w tym momencie możliwość kształtowania tej polityki przez samą administrację tego kraju jest bardzo, ale to bardzo ograniczona. Teraz przerabiają to Grecy. Właśnie prowadzenie odgórnie narzuconej polityki gospodarczej to forma kary - bo przecież de facto oznacza to ograniczenie możliwości prowadzenia przez ten kraj w pełni suwerennej polityki makroekonomicznej.

    Uda się jednolite zasady zapobiegania kryzysom budżetowym utrzymać?

    Właśnie to jest główny problem Unii - czy jednolite zasady będą jednolicie egzekwowane. Mam tu pewne wątpliwości. Od czasu przyjęcia Paktu Stabilności i Wzrostu widać, że większe państwa członkowskie mogą więcej, a mniejsze mniej. Poza tym, jeżeli idzie już nie tylko o strefę euro, ale całą Unię Europejską, to wyraźnie widać, że owej jednolitości reguł i ich stosowania ten podział nie służy - inne bowiem środki mogą być stosowane do tych krajów UE, które euro nie mają, i tych, które przyjęły euro.

    Czyli innymi słowy za kilka lat czeka nas powtórka z rozrywki? Nawet jeżeli teraz opanujemy sytuację i teoretycznie wszystko będzie szło zgodnie z przewidywaniami?
    W pewnym zakresie tak, ponieważ to zjawisko wykazuje cykliczność. Społeczeństwa poszczególnych państw i ich elity polityczne mają raczej krótką pamięć. Europa wyjdzie z kryzysu i będzie w miarę jednolicie stosowała unijne reguły dyscypliny finansów publicznych, natomiast po dłuższym okresie utrzymywania się tej stabilizacji zapewne wszystko będzie zapomniane i pokusa prowadzenia rozwiązłej polityki budżetowej będzie większa. W tej pesymistycznej wizji jest jednak element pozytywny. Takie przewidywania muszą skłaniać UE i jej państwa członkowskie do wprowadzenia systemu wczesnego ostrzegania przed przesileniami budżetowymi. Stąd bierze się pomysł wczesnego monitorowania makroekonomicznego, co oznacza mniej więcej, że państwa będą przekazywały Komisji dokładne dane dotyczące ich gospodarek. Na wcześniejszym, niż miało to miejsce np. w Grecji, etapie, widoczne będą niepokojące oznaki w sektorze publicznym. Jak to będzie działać w praktyce, to się dopiero okaże.

    Z Arturem Nowakiem-Farem rozmawiał Agaton Koziński. Współpraca: Katarzyna Żyszkiewicz

    Czytaj też:


    Polska z euro? Tego chce zdecydowana większość przedsiębiorców

    Ponad połowa Polaków nie chce wejścia do strefy euro

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (5)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Odezwał się tzw fachowiec

    Niniol (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 50 / 31

    Mam nadzieję, że plota o bankructwie SGH okaże się prawdą. Będzie to najlepszą oceną wiarygodności takich specjalistów od ekonomii.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Mówie:

    Jako zwykly czlowiek. (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 29 / 23

    Euro wyp......ć !

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Weż sobie kilkadziesiąt euro i zyj

    Polak (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 45 / 33

    nie jeden miesiąc tylko kilka a zobaczysz jaki będziesz wypasiony cwaniaku.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Zwykli ludzie

    Maro (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 24 / 26

    wiedzą że np na Słowacji właśnie zwykli ludzie najbardziej niekorzystnie odczuli wprowadzenie tej dziwnej waluty. Wystarczy zapytać tych którzy tam jeżdzili na wakacje przed wprowadzeniem euro .

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    obywatele wiedza lepiej

    Szmit (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 23 / 23

    Dac mu moje 200 euro emerytury na miesiac jako pensje a wielu ma jesczce nizsze emerutury to zaraz odechce mu sie wprowadzac euro.Takich prorokow ekonomia ma na peczki.Obywatele juz swoje wiedza...rozwiń całość

    Dac mu moje 200 euro emerytury na miesiac jako pensje a wielu ma jesczce nizsze emerutury to zaraz odechce mu sie wprowadzac euro.Takich prorokow ekonomia ma na peczki.Obywatele juz swoje wiedza lepiej od ekonomistowzwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo