reklama

Nowak: Tusk jest dotknięty przez Boga wielkim geniuszem

RedakcjaZaktualizowano 
O problemach z gardłem, mrocznym świecie hazardu, o poczuciu zdrady, o tym co polityków pcha do złych rzeczy, czym zgrzeszył Grzegorz Schetyna i dlaczego polityka jest ohydnym zajęciem, ze Sławomirem Nowakiem, rozmawiają Anita Werner (TVN 24) i Paweł Siennicki.

Bieda jest duża?

Zapytajcie ministra Sikorskiego.

Tak to sobie nie porozmawiamy.

Przecież widać, że to jest najpoważniejszy kryzys od powstania rządu. Ale wyjdziemy z niego wzmocnieni.

Mowa-trawa, a i tak nie brzmi Pan przekonująco.

Może mam coś z gardłem?

Przez kogo to wszystko?

Przez hazard. To tam są ukryte patologie, które od lat wpływały na różne partie polityczne: od SLD, przez PiS, po Platformę.

To ludzie hazardu w Polsce są mocniejsi od mafii, że potrafią wpływać na polityków?

Nie chcę o tym rozmawiać. Brzydzę się tym światem, bo jest mroczny i tajemniczy. Podobnie stronię od świata służb specjalnych. Ale mogę zapewnić, że porządnie się weźmiemy do branży hazardowej i dopiero tam będzie bieda.

Co Pan teraz czuje, jak to się wszystko wylało?

Uwikłaniem PO i rządu w całą sprawę jestem bardzo zawiedziony.

Co się działo, gdy przeczytał Pan stenogramy z rozmów Chlebowskiego?

Przyszedłem rano do kancelarii premiera, otworzyłem gazety. Gdy to zobaczyłem, złapałem się za głowę. Dosłownie. Zaczęliśmy telefonować między sobą, tutaj w kancelarii. To było coś strasznego.

Dlaczego?

Nagle jakby zobaczyliśmy kolegę nagranego z ukrytej kamery. Takie spisane rozmowy są porażające. Zimne i dosłowne.
Co działo się potem?

Widzicie, my na początku wręcz nie mogliśmy w to uwierzyć. To był szok, bo przecież wszyscy się znamy i w pierwszym odruchu pytaliśmy się: coś takiego u nas? Przecież to niemożliwe. Byliśmy przygnębieni.

Bagatelizowaliście na początku tę sprawę?

W pierwszym odruchu myśleliśmy, że tu przecież nie ma nic poważnego. Oto jest rozmowa ciemnego gościa, knajackim językiem, ze słabym, nieasertywnym Chlebowskim.

Byliście załamani?

Raczej czuliśmy, jakby ktoś w nas w środku zgasił światło.

Ktoś wtedy przeklinał?

Nie pamiętam. Ale byliśmy zszokowani.

I jak się Pan czuł ?

Jak zdradzony człowiek. Atmosfera była ponura.

Zdradzony przez kogo?

Zbigniew Chlebowski po prostu mnie zawiódł. Rozmów Drzewieckiego nigdzie nie ma. Oczywiście, znajomość z Sobiesiakiem obciąża, ale już w sprawie pisma o wycofanie się z dopłat urzędnicy z ministerstwa sportu całą winę biorą na siebie.

To mamy już posprzątane: Chlebowski winny, Drzewiecki nie.

Przestańcie. Najdelikatniej mówiąc, Chlebowski zapłacił wysoką cenę za swoją niefrasobliwość.

Strasznie delikatnie, teraz to nawet go Pan nie musnął.
Kurczę, bo ja znam Chlebowskiego. To mało asertywny facet, on nigdy nie był w stanie powiedzieć "nie".
Raczej chciał rozmawiać, czegoś dowiedzieć się od ludzi.
"Na 90 procent, Rysiu, to załatwię".

Takiego go nie znałem. W wielu politykach jest bardzo dużo egotyzmu, narcyzmu, który pcha do złych rzeczy. Niejeden próbuje dodawać sobie ważności i stroić się w miny. Na to chyba zachorował Zbyszek Chlebowski.

A na co Drzewiecki?

To taki dusza człowiek, bardzo otwarty, dużo rozmawia, nie stronił nigdy od ludzi. W tym przypadku obciążająca jest właśnie znajomość z Sobiesiakiem. Drzewiecki płaci za nadmierną otwartość do ludzi.

Ale jak to możliwe, że taki "ciemny gość" jest w kręgu towarzyskim ministra polskiego rządu?

Przesadzacie, to nie był żaden krąg towarzyski. Drzewiecki mówił, że znał go od ponad dziesięciu lat jako gościa, z którym można czasem pograć w golfa.

Ten gość bywał u niego w domu i przywoził mu kije z zagranicy.

Zgoda. To jest właśnie cała niezręczność, dwuznaczność.

To bardzo ciekawe, co Pan mówi, bo Grzegorz Schetyna też tylko znał Sobiesiaka.

Ale z tego, co wiem, nie miał z nim żadnego stopnia zażyłości.

Czyli w przypadku Drzewieckiego zażyłość jest kompromitująca, a w przypadku Schetyny znajomość już nie? Wykład z filozofii Kalego nam Pan tu robi.

Przecież trudno jest robić komuś zarzut, że się z kimś zna. Jak spotykam człowieka, to nie pytam: "Czy ma Pan zaświadczenie o niekaralności?".

Czy naprawdę spotyka się Pan z biznesmenami z branży hazardowej albo ludźmi ciemnej proweniencji?
No, nie.

A były wicepremier Schetyna?

Rety, przecież Sobiesiak jest byłym piłkarzem Śląska Wrocław. To jest ukochany klub Grzegorza.
Grzegorz Schetyna nie jest małą dziewczynką.

Dlatego zdecydował się na tak radykalne ruchy w stosunku do swojej osoby.

Ryszard Sobiesiak powoływał się na wpływy u Schetyny.

A wy wiecie, ile osób może się na was powoływać?

Staramy się nie kolegować z ludźmi o wątpliwej proweniencji.

Gratuluję przezorności. U nas niektórym jej zabrakło.

Tylko że ci biznesmeni również finansowali kampanie Platformy.

To jest to kłopot.

Ale jaki kłopot?

Nie wiem, jak się uchronić przed wpłatami, które następują w granicach prawa, ale pochodzą od dziwnych ludzi. Sprawdzać ich CV?

Dotknęło Pana to, że odchodzi Pan z rządu?

Osobiste emocje nie powinny odgrywać roli w tym, co się robi.

A jakie są teraz te Pana osobiste emocje?

Coś się kończy, coś się zaczyna. Team zgranych ludzi poszedł na inny front, do nowych zadań.

Przecież Pan został bardzo brutalnie potraktowany.

Dlaczego? Nie odczuwam tego tak.

Ile razy Pan trenował tę odpowiedź?

Następne pytanie proszę.

Odchodzi Pan razem z ludźmi, którzy są zamieszani w tę aferę, a Pan przecież nie ma z tym nic wspólnego.

Ta zbitka jest dla mnie rzeczywiście kłopotliwa. Nie czuje się z tym komfortowo. I przyznaję, że czuję się niezręcznie, jak czytam i słyszę, że odchodzą wszyscy zamieszani. Nie jestem elementem tej afery.
Dlaczego odchodzi Pan z rządu?

To była nasza wspólna decyzja. Musimy odciążyć rząd od tej batalii, która będzie się toczyła w Sejmie. I tyle.

I sam Pan powiedział Donaldowi Tuskowi: "Odejdę chętnie do Sejmu"?

Powtarzam, to była wspólna decyzja. Wszyscy siedzieliśmy przy stole...

I kto pierwszy o tym powiedział?

Grzegorz Schetyna. Poprosił o pomoc. Powiedział, że jeśli ma wejść do klubu, to chce to zrobić z zespołem, który mu pomoże na tej rozbiegówce.

I Pan, bliski współpracownik premiera, wierny i lojalny, odchodzi pokornie. Takie jest życie?

Takie.

Czy został Pan zwolniony za przeciek o planowanej dymisji wicepremiera Schetyny.

Bzdury.

Był Pan autorem przecieku, że Grzegorz Schetyna podaje się dymisji?

To rzeczywiście filmowa historia. Grzegorz jedzie samochodem do telewizji, a dziennikarze tej stacji podają, że zostanie zwolniony. No, bardzo filmowe, piszcie takie scenariusze

Dlaczego Pan się denerwuje?

Uważam, że takie insynuacje są nieprzyzwoite wobec mnie.

Schetyna zapytał Pana, czy był Pan autorem przecieków?

Nie. Będzie jeszcze okazja.

Ktoś Panu szyje buty?

Polityka jest dość ohydnym zajęciem. Zdarzają się podłe zachowania.

Również wśród kolegów, prawda?

Wśród najbliższych nie zdarzają się. A przynajmniej nie powinny.
Pan rywalizował w rządzie z Grzegorzem Schetyną?

Kompletna bzdura. Śmialiśmy się z tego. Jak to mówił kiedyś wielki klasyk: "Nie damy się podzielić ani zniszczyć".

Lubicie się?

Tak.

Jak Pan mówi do Schetyny?

Grześ, Grzegorz.

Co premier na to, że Grzegorz Schetyna spakował Pana do Sejmu?

Każdemu zostawił wolną rękę, powiedział: "do niczego was nie zmuszam".

A Pan co na to?

Przychodzi taki czas, kiedy ma się nowe wyzwania. Możecie mi nie wierzyć.

Co to za wyzwania. To przecież zesłanie.

Ale dlaczego zesłanie?

Realna polityka jest w kancelarii premiera.

Tylko zawsze jest pytanie, co tu jeszcze można zrobić? Mogę też pożytkować swoją energię, będąc w Sejmie. Nie mam parcia na funkcje.

Niech Pan już przestanie. Przecież nie jest Pan zachwycony swoim odejściem z rządu.

No nie jestem, bo - nie oszukujmy się - ludzie z definicji nie lubią zmian. A to będzie inne środowisko. Psychologicznie dla każdego to jest trudny moment.

Jest Pan rozczarowany?

Uważam za bolesne i krzywdzące zestawianie mnie z tą aferą. Boję się takiego sklejenia, że jak odchodzę, to znaczy, że mógłbym mieć coś na sumieniu.
Ktoś Pana skleja?

Jest taka atmosfera, ale nie ma co się użalać. Trudno.

Jest Pan zawiedziony?

Oczywiście że tak. Platforma i rząd w sposób niezasłużony muszą tłumaczyć się z bardzo brzydkiej sprawy. Myśleliśmy, że będziemy mogli realizować nasz plan bez większych turbulencji.

Ktoś mówi, że to koniec dworu Tuska?

To zawsze było bardzo brzydkie określenie i nacechowane negatywnie. Ci, którzy tak mówią, chcą nas dotknąć, obrazić.

Nie ma już "team spirit" ekipy Tuska.

To jest na pewno trudny egzamin, ale nic się złego z tym teamem nie stało.

Przecież ten team właśnie się rozleciał.

To jest tak jak w życiu: trzeba wiedzieć, co jest dobre, a co złe. Jak popełni się grzech, to trzeba umieć się z tego podnieść, przeprosić, starać się więcej tego nie robić. Właśnie dziś jesteśmy w takiej sytuacji. Musimy otrząsnąć się i iść dalej.

Kim dla Pana jest dzisiaj Donald Tusk?

Bardzo bliską osobą. Człowiekiem, dla którego jestem w polityce.

Pan rozumie jego decyzje, czy tylko ślepo mu wierzy, że ma rację?

Jestem przekonany, że ma rację. On zresztą ma genialną intuicję polityczną.

Ludzie Platformy ufają Tuskowi, nawet jeśli nie rozumieją jego decyzji?

On nie jest żadnym nawiedzonym mistykiem, który ma olśnienia, ale na pewno jest dotknięty przez Pana Boga geniuszem i nieprawdopodobną intuicją. Premier zawsze szuka niestandardowych rozstrzygnięć i na tym też polega jego siła. Obrady klubu zakończył ostatnio sformułowaniem: "nie traćcie ducha". Biblijnie, powiało świeżą bryzą.
Jak Donald Tusk przeżywa aferę hazardową?

Przejmuje się. Bo jest bardzo odpowiedzialny za Platformę i za rząd. I martwią go rzeczy, które zagrażają temu projektowi.

Dowiedział się Pan czegoś nowego o Donaldzie Tusku, patrząc, jak rozwiązuje ten kryzys?

Niczego. Znam go takiego.

Wiedział Pan, że może nawet poświęcić przyjaciół?

Wiedziałem o tym. Ale to nie jest poświęcanie przyjaźni. To jest test z przyjaźni i musimy go zdać.

Jaki test?

Ta afera uderza bezpośrednio w zaufanie do nas. A przecież to było i jest credo naszego funkcjonowania.

Czegoś Pan się boi?

Tak. Tego, że ludzie mogą przestać nam ufać. To boli. Ale z drugiej strony to jest szansa na oczyszczenie, na nowe otwarcie.

Takie oczyszczenie, otwarcie jak słowa premiera do zarządu PO: za rok połowy z was tutaj nie będzie?

Nie przywiązujcie dużej wiary do nieprecyzyjnych relacji.

Na razie pół drużyny już wyleciało z rządu.

Nikt nie wyleciał, no litości! Sejm jest z 1000 metrów stąd.

I premier został sam.

Został z Tomkiem Arabskim, Igorem Ostachowiczem, z całym zespołem gdańskim, który dla niego pracuje. Nie ma ludzi niezastąpionych, a poza tym my nie wyprowadzamy się do innego kraju, nie jedziemy przecież do łagrów.

Grzegorz Schetyna najbardziej przeżył tę aferę?
Jego ta sprawa też dotknęła w sposób niesłuszny, więc też to przeżywa.
Przetrącony.
Nie przesadzajcie. Ale wewnętrznie jest mu bardzo ciężko. Od tego ma przyjaciół, żeby mu dali wsparcie.

To koniec przyjaźni Tuska ze Schetyną?

Nie.

Ona wciąż trwa?

Tak.

Premier nie stracił do niego zaufania?

Nie sądzę.

Ale premier Tusk pokazał, że każdy może upaść.

Premier potrafi działać bardzo radykalnie. Z ludźmi, do których traci zaufanie, potrafi bardzo radykalnie się rozstać.

Grzegorz Schetyna właśnie stracił szansę na sukcesję po Tusku?

Śmieszą mnie takie dywagacje. Jak widzicie, życie brutalnie to weryfikuje. Przestrzegałbym tych, którzy już wypastowali sobie buty na nowe uroczystości. Wiele może się jeszcze zmienić.

Jaka będzie przyszłość Mirosława Drzewieckiego w PO?

Nie wiem.

Może jeszcze wrócić?

Wierzę, że tak. Że okaże się, iż Mirek był w tej sprawie tylko przypadkowym pasażerem.

Chlebowski jest skończony?

Dziś ma stygmat zamieszanego w tę aferę.

Był Pan na niego zły?

W pierwszym odruchu byłem w szoku, potem zły, a teraz jest mi go żal.
Rozmawialiście?

Widzieliśmy się na zarządzie partii. Widziałem rozbitego człowieka.

Powinien przeprosić?

Tak.

Czy was już przeprosił?

Nie.

Teraz na zwolnione miejsce po Schetynie pojawi się Jan Krzysztof Bielecki?

Ciekawy jestem, kto takie rzeczy wymyśla. Jan Krzysztof Bielecki jest dla nas postacią bardzo ważną, z jego autorytetem i opinią bardzo się wszyscy liczymy.

W czasie tego "kryzysu hazardowego" premier często z nim rozmawiał?

Często wymieniamy się opiniami.

I co mówił?

Ma podobną ocenę jak my. To bardzo poważny egzamin dla PO.

Jan Krzysztof Bielecki doradzał głęboką rekonstrukcję rządu?

Zapytajcie premiera Tuska.

Ta afera komplikuje plany prezydenckie Donald Tuska?

Donald Tusk jeszcze nie zdecydował, czy wystartować. Ta sprawa komplikuje nam wszystkim życie, nie tylko Donaldowi Tuskowi.

Mariusz Kamiński. Co Pan na to?

Nie znam Mariusza Kamińskiego...
A co Pan o nim wie?

To człowiek bardzo nacechowany radykalnymi poglądami politycznymi. Jego formacja polityczna jest gotowa robić bardzo złe rzeczy w imię własnego interesu. Mają w sobie coś fanatycznego, są jak sekta. Nie można robić dobrych rzeczy, posługując się złymi metodami.

Grzegorz Schetyna zgrzeszył naiwnością, broniąc Mariusza Kamińskiego?

Nie tylko on, my wszyscy. Przychodziliśmy przecież do władzy, żeby zmienić styl uprawiania polityki.

Okazaliście się naiwniakami?

Kamiński i jego ekipa z CBA sprzeniewierzyli duży kredyt zaufania, który otrzymali od premiera Tuska, kiedy ich zostawił. Kamiński w duchu samoobrony zaplanował spotkanie z Tuskiem 14 sierpnia. Gdyby miał czyste intencje, to złożyłby zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa nieuczciwego lobbingu, i w ten sposób chciałby finalizować sprawę. A tymczasem zastawił pułapkę na przełożonego - demokratycznie wybranego - premiera. To coś niewyobrażalnego w normalnych demokracjach.

Co by Pan teraz powiedział Mariuszowi Kamińskiemu ?

Ciężkie do wyobrażenia.

Ale co by Pan mu powiedział?

Zapytałbym, dlaczego w sposób tak cyniczny próbuje zmieniać wynik demokratycznych wyborów.

Lubi Pan boks?

Nigdy się nie boksowałem. Nie lubię bitki.

To zła wiadomość, bo teraz będzie się Pan bić na tej wojnie.

Na szczęście polityka to dziś pojedynki słowne.
Kiedy skończy się ta afera?

Szybko to się nie stanie. Media mają wreszcie pożywkę, relacje na żywo, żółte paski, coś się dzieje. Przecież to uwielbiacie.

Na co ma Pan teraz ochotę?

Wrócić do domu, być z rodziną. Trochę pogadać o tym.

I co będzie dalej?

Spotkamy się ze znajomymi, pójdziemy na spacer, może skoczymy do zoo w Oliwie.

Zobaczyć tygrysa?

Tak. I powiem dzieciom: to jest taki przyczajony tygrys, ukryty smok, zupełnie jak pan premier. (śmiech)

Co dzisiaj wie Pan o polityce, czego nie wiedział Pan wcześniej?

Na pewno poznałem ją dużo głębiej w ostatnich dniach. Ale schowam to sobie w sercu bardzo głęboko.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Materiał oryginalny: Nowak: Tusk jest dotknięty przez Boga wielkim geniuszem - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 42

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

w
wewa

.....................MORD KATYŃSKI I RZEŻ WOŁYŃSKA TO MORDY RYTUALNE .W KATYNIU UCINANO GŁOWĘ I PITO KREW ! ! ! ! ! TYLKO ŻOŁNIERZE NIEZŁOMNI GWARANCJĄ ISTNIENIA POLSKI I POLAKÓW ! ! ! ! !

M
MAKS

l. ŚWIAT ZEPSUTY

Wolno szaleć młodzieży, wolno starym zwodzić,

Wolno się na czas żenić, wolno i rozwodzić.

Godzi się kraść ojczyznę łatwą i powolną,

A mnie sarkać na takie bezprawia nie wolno?

Niech się miota złość na cię i chytrość bezczelna -

Ty mów prawdę, mów śmiało, satyro rzetelna.

Gdzieżeś cnoto? gdzieś prawdo? gdzieście się podziały?

Tuście niegdyś najmilsze przytulenie miały.

Czciły was dobre nasze ojcy i pradziady,

A synowie, co w bite stąpać mieli ślady,

Szydząc z świętej podściwych swych przodków prostoty,

Za blask czczego pozoru zamienili cnoty.

Słów aż nadto, a same matactwa i łgarstwa;

Wstręt ustał, a jawnego sprośność niedowiarstwa

Śmie się targać na święte wiary tajemnice;

Jad się szerzy, a źródło biorąc od stolice

Grozi dalszą zarazą. Pełno ksiąg bezbożnych,

Pełno mistrzów zuchwałych, pełno uczniów zdrożnych;

A jeśli gdzie się cnota i pobożność mieści,

Wyśmiewa ją zuchwałość nawet w płci niewieściej.

Wszędzie nierząd, rozpusta, występki szkaradne.

Gdzieżeście, o matrony, święte i przykładne?

Gdzieżeście, ludzie prawi, przystojna młodzieży?

Oślep tłuszcza bezbożna w otchłań zbytków bieży.

Co zysk podły skojarzył, to płochość rozprzęże;

Wzgardziły jarzmem cnoty i żony, i męże.

Zapamiętałe dzieci rodziców się wstydzą,

Wadzą się przyjaciele, bracia nienawidzą,

Rwą krewni łup sierocy, łzy wdów piją zdrajce,

Oczyszcza wzgląd nieprawy jawne winowajce.

Zdobycz wieków, zysk cnoty posiadają zdzierce,

Zwierzchność bez poważenia, prawo w poniewierce.

Zysk serca opanował, a co niegdyś tajna,

Teraz złość na widoku, a cnota przedajna.

Duchy przodków, nadgrody cnót co używacie,

Na wasze gniazdo okiem jeżeli rzucacie.

Jeśli odgłos dzieł naszych was kiedy doleci,

Czyż możecie z nas poznać, żeśmy wasze dzieci?

Jesteśmy, ale z gruntu skażeni, wyrodni,

Jesteśmy, ależ tego nazwiska niegodni.

To, co oni honorem, podściwością zwali,

My prostotą ochrzcili; więc co szacowali,

My tym gardziem, a grzeczność przenosząc nad cnotę,

Dzieci złe, psujem ojców podściwych robotę.

Dobra była uprawa, lecz złe ziarno padło,

Stąd ci teraz Feniksem prawie zgodne stadło.

Zysk małżeństwa kojarzy, żartem jest przysięga,

Lubieżność wspaja węzły, niestatek rozprzęga.

Młodzież próżna nauki, a rozpusty chciwa,

Skora do rozwiązłości, do cnoty leniwa.

Zapamiętałe starcy, zhańbione przymioty.

Śmieje się zbrodnia syta z pognębionej cnoty.

Wstyd ustał, wstyd ostatnia niecnoty zapora;

Złość, zaraźna w swym źródle, a w skutkach zbyt spora

Przeistoczyła dawny grunt ustaw podściwych;

Chlubi się jawna kradzież z korzyści zelżywych.

Nie masz jarzma, a jeśli jest taki, co dźwiga,

Nie włożyła go cnota - fałsz, podłość, intryga.

Płodzie, szacownych ojców noszący nazwiska!

Zewsząd cię zasłużona dolegliwość ściska:

Sameś sprawcą twych losów. Zdrożne obyczaje,

Krnąbrność, nierząd, rozpusta, zbytki gubią kraje.

Próżno się stan mniemaną potęgą nasrożył,

Który na gruncie cnoty rządów nie założył.

Próżno sobie podchlebia. Ten, co niegdyś słynął,

Rzym cnotliwy zwyciężał, Rzym występny zginął.

Nie Goty i Alany do szczętu go zniosły:

Zbrodnie, klęsk poprzedniki i upadków posły,

Te go w jarzmo wprawiły. Skoro w cnocie stygnął,

Upadł - i już się więcej odtąd nie podźwignął.

Był czas, kiedy błąd ślepy nierządem się chlubił:

Ten nas nierząd, o bracia, pokonał i zgubił,

Ten nas cudzym w łup oddał, z nas się złe zaczęło:

Dzień jeden nieszczęśliwy zniszczył wieków dzieło.

Padnie słaby i lęże - wzmoże się wspaniały.

Rozpacz - podział nikczemnych! Wzmagają się wały,

Grozi burza, grzmi niebo; okręt nie zatonie,

Majtki, zgodne z żeglarzem, gdy staną w obronie;

A choć bezpieczniej okręt opuścić i płynąć,

Podściwiej być w okręcie, ocalić lub zginąć.

x
xsadowski

Szczęśliwego chudego roku

Minister finansów Jacek Rostowski zapowiadał, że po trzech budżetach "kryzysowych" ustawa budżetowa na przyszły rok będzie pierwszą nie kryzysową, lecz "konsolidacyjną". Dla wielu obywateli przyszłoroczny budżet państwa wciąż kryzysowym pozostanie. A nawet więcej - kryzys w budżetach domowych jeszcze bardziej pogłębi. Wzrośnie podatek m.in. w cenach: leków, żywności, energii elektrycznej i paliw, a za tym i ceny wyżej opodatkowanych towarów i usług.

Dla wielu kwoty opisujące budżet państwa mogą wydawać się abstrakcyjne. Co najwyżej emerytom i rencistom rząd pozwala emocjonować się tym, czy dostaną 5 złotych, a może 10 złotych waloryzacji świadczeń, a pracownicy sfery budżetowej po uchwaleniu budżetu mogą dowiedzieć się, czy dostaną podwyżkę wynagrodzeń. Przyszłoroczny budżet państwa wszyscy odczujemy jednak bardzo realnie, i to już od 1 stycznia. Nie będzie to miłe odczucie. Od początku roku wzrośnie bowiem stawka podatku VAT zawartego w cenach towarów i usług. Już obecna, podstawowa stawka tego podatku w Polsce - 22 proc., należy do najwyższych w Europie. I choć ze strony rządu płyną uspokajające wypowiedzi, że podwyżka podatku wcale nie musi oznaczać wzrostu cen, to ekipa Donalda Tuska chyba nie założyła, że te 5,5 miliarda złotych, które w wyniku podwyżki VAT ma wpłynąć do budżetu, weźmie się z powietrza. O tyle więcej zapłacimy w przyszłym roku, kupując towary i usługi. Część kwoty podwyżki wynikającej z podniesienia VAT mogą wziąć na siebie przedsiębiorcy, oszczędzając tym samym np. na pracownikach. Od 1 stycznia podstawowa stawka podatku VAT wzrośnie z 22 proc. do 23 procent. Obniżona stawka podatkowa, którą obłożone są np. leki i towary dla dzieci, zamiast 7 proc. wyniesie 8 proc., oznacza to, że podatek zawarty w cenie tych towarów wzrośnie aż o ponad 14 procent. VAT na żywność nieprzetworzoną, np.: warzywa, owoce, mleko, mięso, wzrośnie z kolei z 3 do 5 proc., z 7 do 5 proc. zostanie obniżona stawka VAT na żywność przetworzoną. Próbując obliczyć ewentualną podwyżkę cen towarów i usług, należy również wziąć pod uwagę, że wzrośnie podatek zawarty w cenach energii elektrycznej czy paliw, co spowoduje wzrost kosztów transportu. To oznacza, że skala podwyżek może być jeszcze większa, niż wynikałoby to z prostego uwzględnienia w aktualnych cenach towarów i usług wyższego podatku VAT.
W obliczu podwyżki VAT wszystko wskazuje na to, że pasa na pewno zacisnąć będą musieli w przyszłym roku emeryci i renciści oraz pracownicy sfery budżetowej. Płace w budżetówce zostały bowiem w 2011 roku zamrożone. W ten sposób rząd chce zaoszczędzić na pracownikach budżetówki prawie 2 miliardy złotych. Jedynie nauczyciele mają obiecaną na wrzesień podwyżkę o 7 procent. Emeryci i renciści mogą natomiast liczyć w marcu na waloryzację świadczeń o 2,7 procent. Taka skala waloryzacji emerytur i rent może jednak nie zrekompensować podwyżek cen podstawowych produktów, na których trudno jeszcze bardziej zaoszczędzić, a więc: leków, energii elektrycznej czy żywności.
W wyniku tego wkładania ręki do naszych kieszeni po pieniądze rząd chce ograniczyć deficyt budżetowy. Na przyszły rok zaplanowany on został na poziomie 40,2 mld złotych. W tym roku różnica między dochodami a wydatkami została zaplanowana z dużym zapasem na 52 miliardy. Faktycznie powinien być o kilka miliardów mniejszy. Minister finansów zapowiadał, że kolejne budżety państwa będą uchwalane z coraz mniejszym deficytem.
W porównaniu do roku bieżącego założono wyższy wzrost gospodarczy - 3,5 proc. w porównaniu do 3 proc. wzrostu produktu krajowego brutto zakładanego na ten rok.
Wśród budżetowych prognoz zwraca uwagę, chyba zbyt optymistyczna, prognoza spadku stopy bezrobocia z 12,3 proc. w tym roku do 9,9 procent. W tym przypadku ekipę Donalda Tuska można zrozumieć. Ogłoszenie, że ogranicza się stopę bezrobocia do jednocyfrowego poziomu - nawet jeśli nie znajdzie to odzwierciedlenia w rzeczywistości - idealnie pasuje na hasło Platformy w przyszłym, wyborczym roku.
Artur Kowalski

Z
ZG delator

Rzućmy się na kolana i wnieśmy okrzyk: Demokracja! Niech żyje! Niech żyje! Niech żyje! Uuraa!

k
klip

Facet przypomina Dyzme i tak tez mowi. Trudno uwierzyc w choc jedno slowo, ktore pada z jego ust.

W
Widukind

Geniusz Kaszub.

k
kzp

Jak weszliśmy do Platformy
To staliśmy się bezwolni
Myślą za nas i kierują
Przestawiają, kierunkują
Słońce Peru nam przewodzi
Nic nam teraz nie wychodzi
PiS paskudny nas szkaluje
MY NIEWINNI
Bo co złego to ci inni.

44kk

"Przychodziliśmy do władzy, aby zmienić styl uprawiania polityki"..Ciekawe, gdzie oni się tego stylu uczyli.

s
stasek

Niech Tusk do Boga sie nie porównuje jest za głupi Tusk nadaje się w piekle do rządzenia nigdzie indziej tam jeho miejsce

W
Widukind

nowak oszalał albo zwietrzył szansę. I tyle.

G
GAMA

Mnie sie jednak podoba jak dorosły Nowak wchodzi bez wazeliny do tyłka upadajacemu Tuskowi.

J
Janek

Nie brzmi to wiarygodnie, biedny, dobry,. naiwny człowiek myślałby kto. Policzę się z nimi przy wyborach. Albo Tusk ich pogoni albo zapłaci za kolegów słony rachunek wyborczy.

E
Edi

Tak, satanistyczna. Spotykają się przecież na cmentarzu.

O
Obserwator

Szanowny, sympatyczny Panie Sławomirze Nowak "topicie się" w "wodzie sodowej", która uderzyła PO do "głowy" po ostatnich wyborach i produkowanych na zamówienia sondażach. Żaden istotny dla Polaków punkt programu wyborczego PO nie doczekał się jeszcze realizacji. Zamiast działać mądrze, dla dobra Rodaków, aby Was słuchano, od początku Jesteście głośni i tylko Was słychać (np: Pan Karpiniuk, Pan Niesiołowski, Pani Pitera, Pan Nitras, ostatnio Pan Tusk). Bawicie się Panowie Rządzący naszym pięknym krajem. Historia chyba Wam tego nie zapomni. W tym miejscu, na Wasze rządzenie pasuje mi parafraza jednej z "myśli zawsze aktualnych": Polakom i Polsce zagraża nie tyle kryzys, mały przyrost naturalny, bezrobocie czy wódka, ale uderzająca do głów Rządzących woda sodowa.

a
abc

Czyzby pisiory znowu rozpuscily janczarow do komentowania za pare groszy od slowa przemnozone przez ilosc wylanego jadu? Jak sie trafia czlowiek mowiacy ludzkim glosem (czyli rozmowca z wywiadu), to trzeba zadeptac? Wspolczuje jasnosci mysli komentujacym powyzej.
Dla mnie Sld jest idealem przy pisowcach (oby pisowcy nigdy nie powrocili, bo obudzimy sie w pis-komunie szybciej, niz wiekszosc z nas zdazy sie zorientowac). Platforma to inna klasa, nawet jak ktos z nich kiedys nawalil.
Madroscia jest nie dac soba manipulowac, tylko kto to potrafi zawsze?

Dodaj ogłoszenie