Norman Davies: Dzisiejsza Polska to silne państwo

RedakcjaZaktualizowano 
Prof. Norman Davies
Prof. Norman Davies Paweł Relikowski/Polskapresse
Historia powinna uczyć Polaków, że trzeba mieć jak najlepsze stosunki ze wszystkimi krajami w Unii i poza nią - mówi prof. Norman Davies w rozmowie z Andrzejem Godlewskim.

Czytaj także w Magazynie:
* Godlewski: Nie ma wolności bez niepodległości
* Jaraczewski: Polskość? To był wolny wybór
* Legia Cudzoziemska - ojczyzna niechcianych bohaterów
* Świetlik: Cztery wersje dla polskiej prawicy

Rok temu wszedł w życie traktat lizboński, który zgodnie z intencjami twórców ma uczynić Europę silniejszą oraz lepiej dającą sobie radę z międzynarodową konkurencją i wyzwaniami przyszłości. Tymczasem Pan oferuje nam teraz swoją nową książkę pt. "Zaginione królestwa", gdzie opisuje Pan upadek wielkich mocarstw, które miały trwać wiecznie. Taki los czeka również Unię Europejską? Dlaczego chce Pan zarazić nas swoim pesymizmem?
Moja książka opowiada o przemijaniu i to nie jest pesymistyczne. Takie jest już życie: państwa podobnie jak ludzie odchodzą, a w ich miejsce pojawiają się nowe struktury i nowe pokolenia. To jest po prostu życie, które nie jest ani optymistyczne, ani pesymistyczne. Śmierć jest przecież częścią życia.

W swojej książce opisuje Pan m.in. upadek imperium brytyjskiego, Prus, a także Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Przez prawie dwa wieki polsko-litewskie państwo było największym w Europie. Czy jego upadek naprawdę był nieuchronny? Gdyby np. udało się ograniczyć liberum veto, czy I Rzeczpospolita by przetrwała?
Nieuchronność końca jest podstawową tezą mojej książki. Przy czym nie znaczy to, że państwa miały upaść dokładnie wtedy, kiedy to się zdarzyło. Śmierć I Rzeczypospolitej była kombinacją wewnętrznej słabości, które ujawniły się już za czasów Jana III Sobieskiego, i ekspansywnego charakteru sąsiadów. Myślę, że ta druga przyczyna była ważniejsza, bo choroby Rzeczypospolitej były uleczalne. W tym samym czasie, kiedy następowały rozbiory Polski, duże trudności wewnętrzne przeżywały Hiszpania i Szwecja. Jednak Hiszpanie i Szwedzi mieli to szczęście, że nie sąsiadowali z takimi krajami co Polacy. Niestety dla Polski Napoleon spóźnił się o 11 lat.

Jedną z recept miała być według konstytucji 3 maja monarchia dynastyczna. Czy to uratowałoby I RP?
Nie jestem fanem monarchii dynastycznych. W końcu prędzej czy później władca umiera bezpotomnie i państwo pogrąża się w kryzysie. Poza tym możliwe są różne koligacje małżeńskie i wróg może wtedy przejąć władzę poprzez monarsze łóżko. Żaden system nie jest całkowicie bezpieczny. Monarchia dziedziczna nie byłaby remedium dla państwa Polaków i Litwinów. Magicznym rozwiązaniem byłoby raczej to, gdyby sąsiadem Rzeczypospolitej na wschodzie była zamiast Rosji Szwajcaria, a na zachodzie zamiast Prus Toskania. Geografia ma bardzo duży wpływ na kurs historii.

Między innymi prof. Andrzej Chwalba uważa, że do upadku I RP przyczyniło się uchwalenie konstytucji 3 maja, która sprowokowała targowiczan i zaborców do reakcji. To, co jest teraz naszą chlubą, zabrało wolność naszym przodkom?
Bez konstytucji 3 maja zapewne nie doszłoby do drugiego rozbioru takiego, jaki znamy. Nastąpiłby on jednak w innej formie, bo osłabione państwo nie było w stanie się przed nim uchronić. Rosja, Prusy i w mniejszym stopniu Austria czekały na jakikolwiek pretekst, by dobić Rzeczpospolitą.
Po trzech zaborach Prusy stały się pod koniec XVIII w. państwem niemiecko-polskim. Biskup Ignacy Krasicki był tym hierarchą, który w Berlinie konsekrował pierwszą katedrę dla katolików. Czy utraciwszy własny organizm państwowy, Polacy mogli przejąć pruskie państwo?
Do połowy XIX w. Prusy były państwem wrogo nastawionym do nacjonalizmu niemieckiego, także dlatego, że w tym państwie było dużo nieniemieckich elementów. Zaraz po rozbiorach Polacy stanowili 40 proc. mieszkańców Prus. Możliwe, że gdyby w wyniku wojen napoleońskich nie zmieniły się granice Prus [wtedy odpadł trzeci zabór, a doszły terytoria w zachodnich Niemczech - red.], to w ciągu 20-30 lat Polacy stanowiliby już większość. Jednak Prusy były monarchią i lojalność wobec tronu decydowała o wszystkim.
Do wiosny ludów w 1848 r. wśród opinii publicznej w Prusach panowały nastroje dość przyjazne Polakom.
To prawda. Okres polsko-niemieckiej nienawiści jest dość krótki i trwał niecałe sto lat - od czasów Ottona von Bismarcka do II wojny światowej. Przypadło to na okres, kiedy nacjonalizm niemiecki był częścią ideologii państwowej. To pokazuje, jak wiele i jak szybko zmienia się wraz z upływem czasu. W swojej książce piszę o "pralce historii", w której znajdują się ludzie, narody oraz państwa i która zmienia ich losy. Nic nie jest stałe.

A co Pańskim zdaniem było przyczyną upadku Prus? Na pewno nie była to słabość, tym bardziej że klęskę w I wojnie światowej i to, co nastąpiło po zawieszeniu broni 11 listopada 1918 r. Prusy jeszcze przetrwały.
Po zjednoczeniu Niemiec 1871 r. Prusy roztopiły się w Cesarstwie Niemieckim. Co prawda do końca były w tym państwie dominującą siłą, ale daleko im było nawet do połowy jego ogólnego potencjału. Stopniowo wpływy pruskie topniały. Poza tym po I wojnie światowej upadła dynastia Hohenzollernów, czyli Prusy straciły króla, a Niemcy cesarza, i to osłabiło to państwo. Po II wojnie Prusy już były fikcją i decyzja aliantów o ich likwidacji w 1947 r. była aktem miłosierdzia, takim coup de grâce, którym oficer dobijał ciężko rannego.

Więcej w środowym wydaniu dziennika "Polska" lub na prasa24.pl

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

A
Andrzej

Ciekawe czemu sluza rozmowy o Polsce z zagranicznym historykiem? Byc moze niedlugo jeszcze raz ktos zaproponuje obcokrajowca na tron polski. Czy nie dosc kompleksu nizszosci?

s
sułek

Na pańską bajeczkę odpowiem takim polskim powiedzeniem: Norman, Norman pokaż rogi dam ci sera na pierogi. Oczywiście, dokonałem tu pewnego zabiegu: ślimaka zamieniłem na Normana. Co chciałem przez to powiedzieć? Ano to, że albo pan jest naiwny albo traktuje pan czytelników jako bardzo naiwny ludek, poddający się takiemu właśnie wabieniu jak te ślimaki.

W
Widukind

i na gębie czerwony ? Czyżby to Norman Chora Goleń ? Do Kielni i Ślimaka : lepiej nie da się ująć . Ja tylko dodam do kompletu Wielkiego Profesora Szewacha Weissa którego infantylizm i wręcz głupota wprawiły mnie w konsternację.

K
Kielnia
Po dojściu do władzy Kwaśniewskiego i SLD pseudoautorytet Norman Davies orzekł, że Polska jest nareszcie "normalnym krajem".

Po dojściu do władzy Lecha Kaczyńskiego i PIS tenże sam Norman Davies na łamach Newsweeka orzekł, że w Polsce jest zagrożona demokracja. Nawet groził interwencją ze strony Unii Europejskiej.

Kiedy Bolek został ostatecznie zdemaskowany przez historyków IPN ...

TAK, ZGADLIŚĆIE!

Norman Davies powiedział, ze to wszystko nieprawda.

Ładny mi naukowiec, który jest gotów twierdzić, że białe jest czarne.

No cóż, czego się nie zrobi dla przyjaciół z tej samej loży.

Swego czasu Davies został lansowany jako "autorytet" przez Salon po to, by michnikowców chronić przed dociekliwością takich ludzi, jak np. Cenckiewicz lub Zyzak. Na zachodzie Davies jako historyk właściwie nie istnieje. To jest w najlepszym razie słaby popularyzator, a nie naukowiec. Wystarczy go słuchać przez pięć minut, żeby się o tym przekonać. Taki z niego historyk, jak z Komorowskiego hrabia.
ś
ślimak

Taki profesor jak niesioł,nałęcz,środa,winecki,bartoszewski itd.

Dodaj ogłoszenie