Norbert Maliszewski: PO wyszła z zimowej depresji

Redakcja
Dr Norbert Maliszewski - specjalista ds. marketingu politycznego i wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim
Dr Norbert Maliszewski - specjalista ds. marketingu politycznego i wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim Polskapresse
- Rozmowa była trudna, ale potrzebna. Zaprezentowała przejście Platformy z zimowej depresji na wiosenne komunikowanie. Tusk pokazał, że rozumie wyborców, chce z nimi rozmawiać - mówi o sobotnim spotkaniu premiera z artystami Norbert Maliszewski. Ze specjalistą ds. marketingu politycznego i wykładowcą na Uniwersytecie Warszawskim rozmawia Anna Cieślak.

Jak wrażenia po spotkaniu przy jednym stole Donalda Tuska i celebrytów?
Wydawałoby się, że będą to ciepłe kluchy, a zrobiło się ostro. Rozmowa była trudna, ale potrzebna. Zaprezentowała przejście Platformy z zimowej depresji na wiosenne komunikowanie. Tusk pokazał, że rozumie wyborców, chce z nimi rozmawiać. Nie była to jednak łatwa rozmowa. Po jednej stronie premier, a po drugiej muzycy, którzy zdobywali popularność w czasach buntu, walki z władzą, są rock’n’rollowacami.

No właśnie. Czy to odpowiedni rozmówcy dla premiera?
Zdecydowanie. Trudno było odeprzeć ich argumenty, ponieważ nie są politykami, a więc byli wiarygodni, zwłaszcza w tym, co ich bolało, co im doskwierało . Ich argumenty płynęły z doświadczenia. Pojawiło się bardzo dużo skutecznej, konkretnej krytyki. Co więcej, ci muzycy, jako osoby popularne, liderzy opinii mogą stać się wzorem komunikacji z premierem. Ich zachowanie może być naśladowane, zarówno kontestacja, jak i próby porozumienia.

Czy w takim razie decyzja o spotkaniu świadczy o sile Tuska?
Sam pomysł spotkania to na pewno przejaw siły premiera i dojrzałości jako polityka. Oznacza to, że słucha swoich wyborców i poddaje się krytyce. Program Marcina Mellera ukazuje też zmianę nastawienia Donalda Tuska. W ciągu ostatnich miesięcy nie był zbyt skłonny do debatowania, był mało skłonny do poszukiwania kompromisów. Natomiast tutaj pokazał pozytywną zmianę.

Które momenty były najostrzejsze? Kiedy premier sobie nie poradził?
Najtrudniejsze dla Tuska były odpowiedzi na pytania z obszarów, w których nie ma satysfakcjonujących dokonań, a oczekiwania są ogromne. Nie radził sobie z zarzutami na temat autostrad, "jednego okienka" czy wzrostu liczby urzędników.

W przypadku urzędników przyznał się jednak do porażki.
Tak. To był jeden przypadek, gdzie przyznał się do błędu i to było dobre posunięcie z jego strony.

Dlaczego dobre? Czy nie sądzi Pan, że może to zrazić wyborców, że premier przyznaje się do porażek? Mogą obawiać się kolejnych.
Jest to zmiana sposobu komunikowania się. Wcześniej była to komunikacja z perspektywy autorytetu władzy, z próbami narzucenia własnej oceny zmian, czyli takie swoiste karate uderzające w opinię publiczną mającą odmienne przekonania, np. w sprawie zmian w OFE. Pomimo sporych racji poniesiono porażkę. Teraz zaś jest to taekwondo, a więc próba wpisania się w nastroje społeczne, również niezadowolenia, znalezienie wspólnej płaszczyzny i z tej perspektywy przekonywanie do własnej racji.

Przyznał też, że nie straszy wcale PiSem. Nie straszył?
Oj, trochę straszył. Szczególnie, kiedy mówił o tym, że nikt już się PiSu nie boi, ponieważ ten od trzech lat nie rządzi. Trochę jednak straszył.

A dobre momenty Tuska?
Najbardziej wyrazista, konkretna wypowiedź premiera dotyczyła polityki wobec legalizacji marihuany. Jak wiemy rozmówcami byli muzycy, którzy w tej kwestii mają bardziej liberalne podejście. Sprzeciw Tuska był jednak silny i zdecydowany. Kategorycznie odmówił poparcia dla legalizacji jakichkolwiek narkotyków.

W mediach pojawiły się zarzuty, że debata nie wniosła jednak nic nowego i tematy były już wielokrotnie poruszane.
Ta debata nie służyła znalezieniu rozwiązań problemów, lecz ich objaśnieniu. Różniła się od przeciętnej debaty wśród polityków. Gdy po dwóch stronach stają politycy nie liczy się prezentowanie prawdy, lecz stanowiska partii i pozyskiwanie wyborców. Często jest to zupełnie jałowe. Natomiast tutaj nastąpiło zderzenie argumentacji osób, które reprezentowały przeciętnych wyborców ze zdaniem szefa rządu. Miała miejsce próba wyjaśnienia pewnych faktów. Artyści powiedzieli co ich boli, a Tusk wyjaśniał dlaczego tak jest.

Uważa Pan, że to spotkanie poprawi wizerunek Platformy? Tusk Pana przekonał?
Nie tyle przekonał, ile nastąpiło pewne oczyszczenie. W polityce istotnym zjawiskiem jest katharsis. Wylanie wszystkich negatywnych emocji i żalów pomaga w odbudowaniu wizerunku. Myślę, że w tej kwestii może to poprawić sytuację PO jako partia, która wyszła z kryzysu, zmienia się na lepsze.

Kto wygrał debatę?
Nie traktowałbym tego w kategoriach pojedynku. To były trudne rozmowy Polaków, męskie rozmowy przy stole. To nie był ring, chociaż rozmówcy nie głaskali się po głowach.

W końcu z premierem rozmawiali rozczarowani wyborcy.
Przecież oni tak naprawdę wszyscy byli w jednej drużynie. Może skonfliktowanej, ale jednak w tej samej drużynie. Premier jako napastnik w ostatnim czasie pozostawał osamotniony, a teraz zaczął znowu grać ze swoim elektoratem, chociaż wciąż podczas śniadania brakowało współpracy. Z resztą muzycy też piłki podawali niezbyt celnie. O wiele szybciej można było znaleźć płaszczyzny porozumienia.

Udział Tuska w sobotnim spotkaniu określił Pan jako przejaw wiosennego otwarcia się Platformy na wyborców. Jak ocenia Pan ostatnią wymianę zdań premiera z opozycją, na łamach polskich dzienników?
To oczywiście kolejny element wiosennej zmiany. Wiąże się z tym, że PO ma kilka podstawowych problemów. Przede wszystkim są to: pesymizm, niezadowoleni wyborcy oraz moda na krytykowanie Platformy w mediach. Sondaże na razie się nie zmienią, bo na ocenę działań rządu wpływa zła sytuacja ekonomiczna, jednak wizerunkowo PO odrabia straty. Myślę, że jeśli ta sytuacja ekonomiczna się poprawi, to przy lepszym wizerunku w czasie lata i jesienią sondaże Platformy mogą pójść jeszcze w górę.

Ale czy to dobry sposób na polemikę z przywódcą największej opozycyjnej partii?
Z prezesem PiS to jest taki problem, że on siedzi w oblężonej twierdzy, tylko w tej twierdzy istnieje prawda i komunikować się z nim można tylko za pomocą jakichś listów albo artykułów. Czasem się otwiera i idzie na zakupy, ale mówi, że jest drogo i wraca do swojej twierdzy.

Rozmawiała Anna Cieślak

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 15

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tusk won

Zdejmijcie tego dupoliza ze strony,bo go mucha oblezie i os.a.

W
Władysław

I ma się wspaniale, wszystko działa sprawnie, budżet uchwalony. Wyobraźmy sobie, że nie ma POtwornego rządu - Polska rozkwita. Odstawienie aferałów, kolesi i zwyczajnych szkodników to panaceum na naszą równię pochyłą.

e
emeryt 70

Ciekawe, skąd tyle chamstwa i braku logicznych wypowiedzi.Może na tym polega program wyborczy PIS-u ? Jeżeli tak, to gratuluję intelektualnych "perełek" !Tak trzymajcie sympatycy prezia...i w tym miejscu zacytuję staropolskie "Służ panu wiernie, a on ci pierdnie"!!Przepraszam, ale to nie ja wymyśliłem...chyba Fredro ?

P
Pryszczaty
Wszystkich przepraszam za swoją głupotę sprzed trzech lat.

Głosowałem wtedy na Platformę Oligarchów i Oszustów.

Głosowałem na Platformę Mira i Zbycha.

Głosowałem na Platformę Chamstwa, Kłamstwa i Nienawiści.

Głosowałem na DyzmoTuska w owczej skórze.

Głosowałem na Platformę Opętanych.

Głosowałem na wiernych sługusów Cara Putina.

Przestałem już wierzyć różnym olejnikom, lisom i durczokom.

Już oddałem Babci dowód.

Razem będziemy głosować na PIS.

ZIOBRO WRÓĆ !!!
Z
Zbynio

Wyszła na chwilę, zaraz wraca.

c
cezar

Można się jednak obawiać, że gdy niebezpieczeństwo pisowskiego zwycięstwa w wyborach parlamentarnych minie, poczucie przesytu sukcesami Platformy może wywoływać trudny do opanowania odruch wymiotny u mniej odpornych na PR Polaków. Wówczas wariant węgierski może się stać nieuchronny i premier Tusk podzieli los Ferenca Gyurcsánya.

t
tera

na tym zdjęciu to nochal Ci rośnie jak widać nie od parady !! jeszcze trochę POkłam a przegonisz długościa Tuska i wielu innych jego kompanów !!

s
stoczniowiec

młody jesteś głupi czy durny ciekawe

W
Władysław

Tusk - wystraszony konktator. Do czego to potrafił doprowadzić strach. Nękać POpaprańców i nie dać spokoju, niech się tłumaczą, mają mniej czasu na dewastację Polski. Dobrze zrobili celebryci. Pora na studentów, pielęgniarki, księgowych, zbrojarzy... Jeśli Maliszewski widzi w tym jakieś komunikowanie to wypada go tylko pozostawić w błędzie. Już z niego naukowca nie będzie.

p
patriotka

Powiedział co wiedział,a z tego wynika,że nic nie wiedział.Oj panie doktorku trzeba się jeszcze wiele nauczyć...a potem zabrać głos w dyskusji.To niegodne pana stopnia...

R
Rudy

jak Dr Norbert Maliszewski i jeszcze paru umaczanych w wazelinie lizuzostwa!! Tusk i jego ekipa JESZCZE utrzymuje sie na tonącym okręcie gdzie nie ma juz nawet tratwy ratunkowej !

f
fifka

a nawet go podziwiam, jest świetnym premierem

o
ojoj

ze sceny politycznej w Polsce.

s
student

ostatnio byl bardzo arogancki, a moze to bedzie zmiana

D
Dak

i dalej macie ludzi za idiotów,kto jeszcze uwierzy Tuskowi ???
A panu Maliszewskiemu radzę iść do przychodni lekarskiej lub postać przy kasie w sklepach
to się dowie czy PO wyszła z zimowej depresji.
Portfele obywateli mówią coś zupełnie innego.

Dodaj ogłoszenie