"Noc żywych Żydów" Ostachowicza: Zamiast "szokującego horroru" niezła postmodernistyczna powieść

Redakcja
"Noc żywych Żydów" to rodzaj powieści inicjacyjnej, w której bohater przechodzi piekło, by zrozumieć
"Noc żywych Żydów" to rodzaj powieści inicjacyjnej, w której bohater przechodzi piekło, by zrozumieć mat. promocyjne wydawcy
Gdyby nie osoba autora, o tej książce usłyszeliby tylko krytycy, wąskie grono miłośników literatury i pewnie garstka studentów polonistyki, którzy mieliby ambicję napisania pracy o dobrej do analizowania powieści. Ale fakt, że autorem "Nocy żywych Żydów" jest główny PR-owiec premiera Donalda Tuska, nazywany szarą eminencją Igor Ostachowicz, spowodował, że powieść trafiła pod strzechy, czyli na pierwsze miejsca portali informacyjnych. A tam różnej maści ignoranci wyrządzają krzywdę zarówno autorowi, jak i samej powieści krzykliwymi tytułami w rodzaju "skandalizująca, szokująca książka".

Nawet szef klubu PO Rafał Grupiński, polityk, a przy okazji autor wierszy oraz doskonałego zbioru esejów "Dziedziniec strusich samic", mówi "Newsweekowi", że ta książka może szokować i że chyba jeszcze za wcześnie na wprowadzanie Holokaustu do popkultury. Niestety, poseł Grupiński albo książki nie czytał, albo nie zrozumiał .

Czytaj też: PR-owiec Tuska autorem ''krwawych, erotycznych, prowokacyjnych" książek

Bo Igor Ostachowicz napisał bardzo dobrą powieść, interesującą formalnie i znacznie lepszą niż "Potwór i panna", którą opublikował kilka lat temu pod pseudonimem Julian Rebes. I wcale nie szokującą, ale o szokującej traumie, w której pogrąża się główny bohater. Ów młody mężczyzna, glazurnik (ale - dodać trzeba - z wyższym wykształceniem) któregoś pięknego letniego dnia odkrywa coś, o czym teoretycznie wiedzą mieszkańcy Muranowa, ale w codziennej bieganinie im umyka - że tak naprawdę mieszkają na cmentarzu, którym były ruiny warszawskiego getta, po wojnie równane i zasypywane ziemią, by mogły na nich stanąć nowe domy.

Czytaj też: Kto stoi za tekstami Tuska i Kaczyńskiego? Politykom od dawna piszą ghostwriterzy

"Noc żywych Żydów" jest bowiem specyficzną odmianą powieści inicjacyjnej, czy nawet współczesną, przekorną Bildungsroman, w której bohater, ten glazurnik z wyższym wykształceniem, przekracza kolejne bariery i pokonuje stopnie prowadzące do pełnej dojrzałości. Nie jest to jednak horror, jak donoszą portale internetowe, nawet jeśli za ten gatunek literacki uznać całkiem niezłe powieści Anne Rice. Jeśli zaś szukać literackich odwołań, to prędzej znajdziemy je choćby w "49 idzie pod młotek" Tomasa Pynchona. Bohater powieści Ostachowicza, podobnie jak Edypa Maas, wkracza w świat alternatywny, dziś powiedzielibyśmy wirtualny, w którym odkryć musi swe przeznaczenie, lęki oraz traumę.

Dlatego pod koniec swojej drogi bohater jest wściekły na to, że urodził się właśnie w takim, a nie innym miejscu: "Cała ta przeklęta szerokość geograficzna na każdej wysokości i głębokości jest gruntownie przesiąknięta bólem i strachem, o który ja się ledwie otarłem. Te wszystkie jęki i krzyki, te łzy i krew, jedni odeszli, drudzy się błąkają, tu każdy atom jest zbrukany złem. Jeśli świat jest pełen rudy zła, to tu u nas została wytopiona w piecu. Wielka produkcja najczystszego zła w piecach, w których ludzie palą ludźmi" - myśli bohater po tym, jak przeszedł już przez prawdziwe piekło, czyli Auschwitz.

Czytaj też: Świat w ciemności, i wciąż Polacy i Żydzi

Bohater dostaje się tam dobrowolnie, przechodzi straszliwe tortury, ale robi to w imię wyższych celów. A torturą największą, bezmyślnie opisywaną na portalach przez osoby, które książki nie czytały jako "szokujące", są "ruje", czyli sceny zezwierzęconego, upodlającego seksu. Bohater bierze w nich udział wbrew sobie, czuje, że przekroczył granice swego człowieczeństwa, ale jednak ulega pożądaniu, upada moralnie. I ma świadomość, że nie jest w prawdziwym Auschwitz, to jest Auschwitz jego wyobraźni. Sam mówi, że nie wie, jak było w prawdziwym obozie, ale ten, który poznał, jest piekłem takim, jakie może sobie wyobrazić współczesny trzydziestokilkulatek. Ale to ten kolejny etap jego inicjacji, przejście przez tę traumę sprawia, że widzi i czuje więcej niż inni. Przeżywa zawód, gdy okazuje się, że jego partnerka Chuda tam nie dotarła. Zarazem od tego momentu jest zdolny nawet do heroicznych wręcz poświęceń dla Żydów, którzy nagle ożyli i błąkają się po Warszawie (a ze szczególnym upodobaniem po centrum handlowym Arkadia, choć swojej Arkadii tam nie znajdują).
Dlaczego akurat zamordowani Żydzi? "Wyłażą tylko ci, o których nikt nie pamięta, ci, co nie mają rodzin, nikt nie zaduma się nad ich grobem. (...) Polacy są napasieni zniczami, kwiatami, modlitwami, wspominkami. Jeśli nawet komuś mało, bo coś go dręczy, to i tak chce uciekać z cmentarza jak najdalej od tych wszystkich apeli poległych, uroczystych mszy, przemówień, akademii, salw armatnich" - dowiaduje się bohater, który musi tymi Żydami się zająć, kupić im ubrania, a nawet iPoda na urodziny dla młodej dziewczynki .

Czytaj też: PR-owiec Tuska autorem ''krwawych, erotycznych, prowokacyjnych" książek

Cały urok tej powieści polega zresztą na tym zderzaniu rzeczy traumatycznych, mrocznych ze zwyczajną codziennością: smażeniem jajecznicy, przymierzaniem przez martwych Żydów markowych ciuchów. Sceny makabryczne kontrastują z tymi zwyczajnymi, czytelnik czuje się jak na huśtawce, ale przez to nie może ani na chwilę stracić czujności, wciąż musi czytać dodatkowe znaczenia.

Czytaj też: Kto stoi za tekstami Tuska i Kaczyńskiego? Politykom od dawna piszą ghostwriterzy

Zaskoczeni będą jednak ci, którzy zechcą się w tej książce doszukiwać podtekstów politycznych. Z tych, którzy będą doszukiwać się taniego politycznego klucza i drugiego dna, autor zakpił, bo jak inaczej wytłumaczyć stosowane z upodobaniem skróty dotyczące bohaterów. I tak choćby Kobieta z podbitym okiem wielokrotnie występuje jako Kobieta z PO, a Zupełnie Zły jako ZZ.

Zresztą poczucia humoru Ostachowiczowi nie brakuje, a scena, w której ZZ, wyglądający niczym diabeł Boruta, z kozimi kopytkami, rogami i ogonem paraduje po pokoju w bokserkach w zielone samochody "włożonych tył na przód, żeby móc wystawić przez rozporek ogon", jest naprawdę komiczna. A zarazem w prosty formalnie sposób obnażająca banalność i zwykłość zła.

Arlena Sokalska


Igor Ostachowicz, "Noc żywych Żydów", wyd. W.A.B., Warszawa 2012

Czytaj też: Świat w ciemności, i wciąż Polacy i Żydzi

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
oo
Temat zydow to jak odgrzewane kotlety....bylo minelo trzeba zyc dalej ....zydzi w ameryce trzepia gruba kasa i tak naprawde maja gdzies co sie dzialo w czasie wojny...
k
kinsky
Czyli takim sobie codziennym spowiednikiem niczym proboszcz w parafii katolickiej. Czy nie byłoby więc lepiej, choćby dla stosownego status quo państwa, aby merytoryczny autor zostawił nację żydowską i ich tradycje w wiecznym błogim spokoju! Natomiast w miejsce swojego wolnego czasu zebrał w całość wszystkie plany i myśli Leppera, a następnie je opublikował. Tym sposobem włoży w taką edycję o wiele mniej pracy i potu, zyskując zarazem o wiele większe profity i zainteresowanie!
s
spokojny
to nowa książka Grasa czy Grosa?
Dodaj ogłoszenie