Nobel dla Mo Yana? Tak!

Mariusz Grabowski
Sporo uciechy musieli mieć szwedzcy akademicy, namaszczając na najlepszego pisarza świata Chińczyka Mo Yana. Zwłaszcza gdy wyobrazili sobie, jak wkurzony będzie Philip Roth, żelazny kandydat do noblowskiego lauru. Faktycznie, facet czeka już tyle lat, że gdyby istniała kategoria: noblowski weteran, sławny jankes miałby całą ścianę dyplomów.

Literacki Nobel rządzi się bowiem swoimi prawami, a najważniejsze z nich brzmi: Wybrać tego, kto jest najbardziej nieprzewidywalny. Stąd mieliśmy w historii takich pisarzy jak Wole Soyinka, Dario Fo czy Kenzaburo Oe. Konia z rzędem temu, kto ich jeszcze pamięta, a cały tabun wierzchowców dla tego, kto pamięta choć zdanie z ich wiekopomnej twórczości.

Dobrze jest bowiem być demiurgiem kreującym literackie gusta bliźnim, nawet jeśli miałby być demiurg na noblowską miarę. Nawet wtedy gdy przez 111 lat zaserwowało się ludzkości całą armię piszących dam i dżentelmenów i ze złośliwą świadomością, że nawet jedna trzecia z tej grupy może przyprawić co wrażliwszych o czytelnicze koszmary.

Ale tegorocznego laureata Mo Yana bronię. Nie dlatego, że Chińczyk i wie, jak pić herbatę oraz kiedy się ukłonić, ale dlatego, że nie ma złudzeń co do ludzi i co do świata. Krytycy skrywają to pod gładkimi słówkami "pesymizm" i "melancholia", ale przecież wiadomo, o co chodzi. Yan urodził się i mieszka w kraju, który widział już wszystko. Jak ktoś był w młodości komunistycznym politrukiem w chińskim wojsku, to ma wystarczająco dużo powodów, by chwycić za pióro i opowiedzieć innym, co jest w życiu najważniejsze.

A Mo Yan na dodatek umie składać litery, słowa w zdania, a zdania w myśli. Umie opowiadać barwne historie, zaciekawiać ludzi tym, co podpatrzył i wymyślił, kraść czyjś czas w sposób najbardziej szlachetny - lekturą. To zapewne nie pozwala mu zgorzknieć albo zamienić się w jakiegoś pustelnika nienawistnika. Pisze mało, ale smacznie - jak by powiedział filozofujący Benia Krzyk z Mołdawianki, bohater tych opowiadań, co je zapewne doskonale znacie.

Literacki Nobel dla Chińczyka Mo Yana? Czemu nie? To chyba jeden z najlepszych pomysłów Akademii Szwedzkiej ostatnich dziesięcioleci.

Mariusz Grabowski, Dział Kultury

Kliknij, aby czytać pozostałe felietony kulturalne Mariusza Grabowskiego

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gosc
i polecam wszystkim, a nobliste spróbuję przeczytac
Dodaj ogłoszenie