reklama

Niż zdziesiątkuje prywatne uczelnie w całej Polsce

Magdalena Kula
Uczelnie kuszą studentów np. rozdając laptopy Piotr Krzyżanowski/POLSKA
Nawet dwieście uczelni może już wkrótce zbankrutować. Szkoły wyższe boją się plajty i kuszą studentów obniżką czesnego.

Prywatna Wyższa Szkoła Handlowa we Wrocławiu szuka kandydatów na studia nawet wśród klientów w galerii handlowej Magnolia Park. - Rozdajemy karnety o wartości 250 zł zwalniające z wpisowego na studia - mówi Joanna Kapicer z uczelnianego biura marketingu.

Tak zaciekłej walki o przyszłych studentów jeszcze nie było. Większość prywatnych uczelni obniżyła w tym roku czesne, a najzdolniejszym kandydatom oferuje darmową naukę. Dla pozostałych są pokaźne stypendia naukowe i socjalne - przekraczające nawet 600 zł. Na przykład Wałbrzyska Wyższa Szkoła Zarządzania i Przedsiębiorczości na studia licencjackie obcięła wpisowe z 500 do 95 zł.

Na studiach magisterskich też jest zniżka - 65 zł. Natomiast Krakowska Wyższa Szkoła Zarządzania i Bankowości w obawie przed niżem już dwa lata temu obcięła czesne o 20 proc.

Na jeszcze inny pomysł wpadły władze Wyższej Szkoły Gospodarki w Bydgoszczy. Uczelnia kusi studentów kierunków inżynierskich wypożyczanymi na czas nauki laptopami. Dwustu najlepszym kandydatom obiecuje darmową naukę.

Walka o studentów to dla uczelni rzeczywiście kwestia przetrwania. Powód: niż demograficzny coraz dotkliwiej daje się we znaki. Według prognoz demograficznych GUS-u w 2010 r. liczba osób w wieku 19-24 lat spadnie z 3,6 do 3,3 mln. Pięć lat później, w 2015 r., osób w wieku studenckim ma być już tylko 2,8 mln.

- Na pierwszy rok pójdzie wtedy nieco ponad 200 tys. maturzystów, połowę mniej niż obecnie. A tylu kandydatów są w stanie pomieścić kierunki dzienne państwowych uczelni - prognozuje prof. Krzysztof Pawłowski, szef Wyższej Szkoły Biznesu - National Louis University.

To oznacza w perspektywie najwyżej 12 lat krach na rynku prywatnych studiów, który rozrósł się do monstrualnych rozmiarów pod koniec lat 90. W Polsce mamy teraz 427 uczelni - najwięcej w Europie. Aż 301 to szkoły prywatne.

- Władze, delikatnie mówiąc, nie dochowały staranności, dopuszczając do utworzenia tak ogromnej liczby niepublicznych uczelni - przyznaje Krzysztof Sikora, założyciel bydgoskiej Wyższej Szkoły Gospodarki. - Tworzyłem uczelnię w 1998 r., wymagania nie były wyśrubowane.

Profesor Pawłowski przewiduje, że niż przetrwa najwyżej kilkadziesiąt prywatnych szkół. - Wiele uczelni powstawało wyłącznie dla celów biznesowych, gdy przestaną przynosić zysk, właściciele zaczną je zamykać jedna po drugiej - mówi Pawłowski. - Ocaleją te najlepsze, które dopracowały się własnej kadry, prowadzą badania. Znajdzie się też niestety nisza dla uczelni najsłabszych, które sprzedają swoje dyplomy i umiejętnie wymykają się spod czujnego oka nadzorującej jakość kształcenia Państwowej Komisji Akredytacyjnej - dodaje szef nowosądeckiej uczelni.

Polskie uczelnie nie ucierpiałyby z powodu niżu aż tak bardzo, gdyby w ostatnich latach poszerzyły swoje zaplecze badawcze. - Niestety, i państwowe szkoły, i niepubliczne żyją tylko z dydaktyki. Żadna nie skoncentrowała się na działaniach badawczych, co na świecie jest powszechne - ubolewa Krzysztof Sikora.

Rektorzy prywatnych uczelni czekają na rozporządzenie ministra nauki, na podstawie którego państwo dopłacałoby do dziennych studiów także w szkołach prywatnych. Minister Barbara Kudrycka obiecała je w kwietniu.

- To pozwoliłoby na uczciwą konkurencję między państwowymi i niepublicznymi uczelniami w obliczu niżu, podatnicy byliby traktowani sprawiedliwie - nie kryje prof. Wojciech Olejniczak, rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu w Szczecinie.

- Rozporządzenie wciąż jest konsultowane w resorcie, nie potrafię określić, ile to jeszcze potrwa - odpowiada jednak rzecznik MNiSW Bartosz Loba.

Krzysztof Sikora, szef Wyższej Szkoły Gospodarki z Bydgoszczy i przewodniczący lokalnego sejmiku wojewódzkiego z ramienia PO, nie szczędzi cięgów rządowi. - Brak tego rozporządzenia to polityczne tchórzostwo - krytykuje.

Przeciw rozporządzeniu jest wielu rektorów państwowych uczelni. Boją się, że to zaowocuje niższymi dotacjami dla publicznych uczelni. A rząd Tuska chce uniknąć awantury intelektualnych elit.

EWE, AGAT, ET

***

Jak uczelnia walczy z niżem

Oddział zamiejscowy w Berlinie chce uruchomić Zachodniopomorska Szkoła Biznesu w Szczecinie. Rektor, prof. Wojciech Olejniczak, szacuje, że w niemieckim oddziale będzie się kształcić 300-500 osób, głównie Niemcy i Polacy, którzy wyjechali z kraju za pracą po naszym wejściu do Unii Europejskiej. - Zajęcia będą prowadzone w języku niemieckim i angielskim - mówi rektor. O uruchomienie niemieckiego oddziału szkoła stara się blisko dwa lata. W Niemczech wystarczyło powiadomienie berlińskiego senatu. W Polsce dokumenty przeszły przez Ministerstwo Nauki, Państwową Komisję Akredytacyjną i utknęły w MSZ.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

g
gość 11

Na większosci prywatnych uczelnii sa masowe kierunki takie jak administracja tylko tak naprawdę kto to studiuje. To studiuja ludzie którzy maja juz zaklepane miejsca w administracji publicznej. Sam studiowałem ten kierunek, ale jak zobaczyłem co ię dzieje na tej administracji to uciekłem z tego syfu. Nie żałuje tego. Na poprostu smierdziało normalnie nepotyzmem na kilometr.

g
gal anonim

Faktycznie za wiele jest tych uczelni.Zastanawia mnie tlko jeszcze jedna rzecz, co bedzie jak rocznik 2012 pójdzie studiować za 19 lat. Bedzie jeszcze gorzej. W 2012 roku urodził o się tylko 293tys dzieci. Tak prosze panstwa to jest o 58 tysęcy mniej niż było dotej pory w najgorszym roku 2003 gdy urodziło sie tylko 351 tysięcy. Boje sie tylko o swoją siostre która uczy w przedszkolu. Otoż miedzy rocznikem 2011 a 2012 jest padek narodzin az o 95 tysięcy. Jak jej to powiedziałem to sie zalamala

r
roma

Pani Magdo,tak wierzyłem w Pani dziennikarstwo a tymczasem Pani korespondentka z Krakowa całkowicie przeinaczyła moja wypowiedź telefoniczną o WSZiB.Powiedziałem dokładnie coś przeciwnego."Nie bojąc się niżu podwyższamy co roku czesne o wartośc inflacji"I mamy komplet kandydatów.Uczelnia musi byc po prostu bardzo dobra.Ciekawe co Pani na to?

/

"To [dotacje] pozwoliłoby na uczciwą konkurencję między państwowymi i niepublicznymi uczelniami w obliczu niżu, podatnicy byliby traktowani sprawiedliwie", jasne. Tylko, że nie widzę powodu żeby z moich podatków dopłać do dennych szkółek. I sprawiedliwości też nie, bo inni żeby studiować bezpłatnie się uczyli a nie załapali na zasadzie kolejności zgłoszeń.

g
glu

Nie ma co żałować tego barachła. Większość nowych "uczelni" zabiera tylko młodym ludziom czas i pieniądze.

Dodaj ogłoszenie