Nieustraszony Felix szykuje się do skoku swojego życia - żeni się

Rhys Blakley
43-letni Baumgartner latami przygotowywał się do rekordowego skoku
43-letni Baumgartner latami przygotowywał się do rekordowego skoku fot.Mitter/Red Bull
Koniec ze skokami, zapowiada Felix Baumgartner, który skoczył na spadochronie z 39 km i pokonał barierę dźwięku. W przyszłym roku poślubi swoją wieloletnią przyjaciółkę, a szefowie firmy Red Bull już liczą zyski, jakie dał im skok Felixa.

Rekordy są po to, by je bić, twierdzi Felix Baumgartner. Sam już przewiduje, że jego rekord kiedyś zostanie pobity. Skacząc z wysokości około 39 km nad stanem Nowy Meksyk, austriacki śmiałek osiągnął największą prędkość w spadaniu swobodnym. Po wylądowaniu zapowiedział, że zamierza się ustatkować i wieść - jego zdaniem - spokojne życie.
- Koniec z kozaczeniem, przechodzę na emeryturę - oświadczył. - Znajdę sobie jakąś spokojną, uczciwą pracę jako pilot śmigłowca. Będę gasił pożary i ratował ludzi.

Jak na człowieka, który przed chwilą spadał z kosmosu z prędkością 1342,8 km/h, znacznie większą niż zakładano, jest zupełnie opanowany. Jeśli coś wydaje się go niepokoić to myśl o tym, jak niewiele brakowało, by niekontrolowany korkociąg zakończył się dla niego tragicznie na skutek utraty przytomności.

Skoczek wirował w tak zawrotnym tempie, że w pewnym momencie zaczął się nawet zastanawiać czy nie uruchomić spadochronu, który co prawda by go ustabilizował, ale uniemożliwiłby pokonanie bariery dźwięku. - Zastanawiałem się czy nacisnąć przycisk, by to przeżyć - przyznaje.
Baumgartner sugeruje, że chętnie weźmie udział w ustanawianiu nowych rekordów w skokach na spadochronie, ale nie stanie się to szybko.

Mentorem austriackiego skoczka podczas przygotowań do wyczynu był Joseph Kittinger. Jeśli zgodnie z przewidywaniami Hollywood nakręci film o życiu Baumgartnera, przyjaźń łącząca bohaterów zapewne będzie ważnym elementem tej opowieści.
Baumgartner mówi, że kiedyś, może za 50 lat, chciałby pójść w ślady Kittingera i zostać przewodnikiem dla jakiegoś młodego śmiałka. - Byłoby fantastycznie, gdyby jakiś młody człowiek pragnący pobić mój rekord prosił mnie o radę - stwierdził.
Są to jednak dość dalekosiężne plany. Teraz Baumgartner ma przed sobą znacznie pilniejsze wyzwania. Kto wie, być może jeszcze bardziej emocjonujące niż skok z krawędzi kosmosu. Austriacki śmiałek postanowił się ustatkować. Skoczek ma zamiar ożenić się ze swoją wieloletnią partnerką, piękną Nicole Oetl. Kobieta wcześniej pracowała jako modelka. Ślub planowany jest na przyszły rok.

Dla wybranki śmiałka ostatnie tygodnie były prawdziwą próbą nerwów. Z niepokojem oczekiwała na skok swojego przyszłego męża.

Baumgartner zapowiada, że teraz chce wieść normalne życie, znaleźć sobie pracę. Na przyszły rok zaplanował ślub ze swoją narzeczoną

Baumgartner jest pierwszym człowiekiem, który przekroczył barierę dźwięku podczas spadku swobodnego. Austriacki skoczek ustanowił też inne rekordy: najwyższego skoku spadochronowego i najwyższego lotu załogowego balonem. Jego wyprawa na obrzeże kosmosu stała się nowym punktem odniesienia dla mediów cyfrowych, przekraczając kolejną granicę w marketingu ekstremalnym.
Firma Google potwierdziła w poniedziałek, że transmisję rekordowego skoku w YouTube oglądało 8 mln użytkowników jednocześnie - to największa widownia w historii serwisu.

Jak informują organizatorzy, wyczyn skoczka na żywo transmitowało ponad 40 stacji telewizyjnych w 50 krajach oraz ponad 130 nadawców cyfrowych. Pierwsze zdjęcie 43-letniego Baumgartnera po wylądowaniu na pustyni zamieszczone na Facebooku przez sponsora, firmę Red Bull, udostępniono blisko 30 tys. razy w ciągu zaledwie 30 minut. Na Twitterze pojawiło się ponad 3,1 mln tweetów.

Wszystko to złożyło się na cenną reklamę napoju energetyzującego produkowanego przez austriacką firmę, która sfinansowała przygotowywaną od siedmiu lat misję.
Red Bull nie ujawnił, ile dokładnie zainwestował. Pewną wskazówką może być fakt, że sam hel zmarnowany podczas odwołanej próby bicia rekordu w ubiegłym tygodniu, kosztował 70 tys. dolarów. Budżet zapewne idzie w dziesiątki milionów dolarów: kombinezon kosmiczny Baumgartnera (jeden z dwóch plus prototyp) kosztował 200 tys. dolarów, a każdy balon wykorzystany podczas misji wycenia się na 250 tys. dolarów.

Trudno jednak przewidzieć rozmiary zysku firmy.
- Nie sposób przeliczyć tego na dolary - mówi Jonas Feliciano, analityk rynku napojów w firmie Euromonitor International. - O tym wydarzeniu mówi się na całym świecie. To tak samo, jak w przypadku Coca-Coli, która wcale nie musi sponsorować olimpiady. Tu chodzi o udział w kultowym wydarzeniu.
Red Bull przygotowuje się do wypuszczenia na początku przyszłego roku napojów smakowych, po raz pierwszy od porażki, jaką trzy lata temu okazała cola tej marki, więc ze strategicznego punktu widzenia taka reklama jest jak najbardziej na czasie.
Firma buduje swój wizerunek na podejmowaniu ryzyka.
Red Bull chętnie sponsoruje sporty ekstremalne: rajdy samochodowe, żużel, ice cross downhill (zjazd po lodzie na łyżwach hokejowych), cliff diving (skoki do wody ze skał), wyścigi powietrzne i wiele innych ryzykownych dyscyplin sportowych, od jazdy na deskorolce po surfing.

Jeśli nawet misja Baumgartnera - jej oficjalna nazwa to Red Bull Stratos - kosztowała 30 mln dolarów, jak się szacuje, to jest to zaledwie niewielki ułamek 300 mln dolarów, które firma rocznie inwestuje w marketing sportowy.
A jednak pod względem rozmachu i ambicji żadne z dotychczasowych przedsięwzięć nie może się równać ze skokiem z granicy kosmosu. - Nazywam to marketingiem ekstremalnym - mówi Steve Martin, prezes M&C Saatchi Sport and Entertainment. - Rekordowe wyczyny kaskaderskie to stara śpiewka, ale ta misja była wyczynem tak ekstremalnym, a przy tym opowiedzianym tak perfekcyjnie, że trudno będzie to przebić. O Red Bull Stratos będzie się mówiło na zebraniach i konferencjach marketingowych jeszcze przez długie lata.

Oczywiście istnieje inny powód, dla którego świat mógł rozprawiać o do niedawna dość mało znanym austriackim skoczku. Co by było, gdyby doszło do jakiegoś nieszczęścia?
Na liście sportowców ekstremalnych sponsorowanych przez Red Bull w ciągu 10 lat aż pięciu poniosło tragiczną śmierć.
Ryzyko związane ze wspieraniem Baumgartnera, który sam wpadł na szalony pomysł skoku z krawędzi kosmosu, było ogromne.

Austriak podkreślał, jak bardzo cienka granica oddzielała sukces od porażki. - Chwilami było naprawdę bardzo strasznie. Przez parę sekund wydawało mi się, że stracę przytomność - wyznał po lądowaniu. Na szczęście wszystko zakończyło się szczęśliwie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie