Nieoczekiwana przemiana, Bóg istnieje...

Paweł Zarzeczny
Żegnaj, kończę z Tobą, zwłaszcza że usłyszałam, iż nie jestem jedyną" - takiego oto dostałem SMS-a od młodej panny, odkrywczego, jakbym tu nie pisał tydzień w tydzień, że tego kwiata pół świata i wystarczy pstryknąć palcami... To był es od jednej, teraz od takiej bardziej śmiałej: "Po sesji muszę się zacząć przygotowywać do teleturnieju, będziesz ze mną czytał encyklopedię na golasa?". Albo od jeszcze śmielszej, zapytanej, jakie ma wobec mnie plany: "Niezapomniany oral i zwiedzanie". I po chwili rozszerzenie tematu: "do ust, między cycki, do cipki i znowu do ust... 69, potem wjazd do środka, lód i spust na cycki...".

Po co to piszę? Żebyście zdali sobie sprawę, że dziewczyny wokół nas niekoniecznie są wzorami dobrego zachowania, ot, dzierlatki, jak ta posłanka skuszona przez agenta... No i ja, w swej małej wyobraźni myślałem, że dokładnie taki sam los - kobietki proszącej się o skalpel - czekać będzie moją córkę. Jak już pisałem, to palikotowiec negujący sens istnienia rodziny, Kościoła, szkół, reguł, no, generalnie osobnik dla mnie nierozumny i wkrótce obrzydliwy. Ale ponieważ każdy ma prawo do własnych poglądów, nawet młode dziewczynki, cierpliwie czekałem. I mówiłem, jeszcze kiedyś przyklękniesz, gamoniu.

Czytaj też: Jak przegraliśmy wyborową, szynkę i ogórki

Większego geniusza piłki niż Deyna nie poznałem, to, co robił, graniczyło z boskością, teraz mógłby spokojnie grać w Barcelonie

No i... szok! Nie dalej jak przedwczoraj córa wpada do mojej sypialni i mówi, z widoczną radością:
- Tato! Zdałam najlepiej, jak można, angielski, w Warszawie i już mam liceum!
- Które - pytam...
- U sióstr nazaretanek. Znaczy się u zakonnic. Wszystkie lekcje po angielsku, nawet fizyka... Inne licea są dwa stopnie niżej. Od nas większość ma szanse na Oxford, Cambridge i Yale...
- Fizyka? Nie lubisz przecież. Poza tym - to siostry zakonne, rygor...
- Tak, tato! Trzeba chodzić w mundurkach. Ale są ładne, jak w Anglii, spódniczki w kratę, super!
- No, ale msza codziennie, a ty kościoła nie cenisz...
- Tato, a jaki problem zmówić rano przed lekcjami "Ojcze nasz"? Koleżanka tam chodzi i mówi, że jest spoko (to słowo - spoko - kojarzy mi się z tymi pannami od SMS-ów, u nich oznacza zgodę na seks - więc wzmagam czujność...). Zresztą nawet, Tato, ostatnio sama poszłam do kościoła. Chciałam zobaczyć, jak... wygląda msza święta po łacinie.
- No - mądrzę się teraz ja - et spirytus sancti, amen!

Czytaj też: Pozostałe felietony Pawła Zarzecznego

- Bardzo fajnie było. A w tej szkole nie ma chłopaków, w ogóle. Wiesz, jak to dobrze? Bo z nimi nie ma żadnej nauki! Tylko liściki i SMS-y, i rozpraszanie uwagi. U sióstr masz samą wiedzę. Tam nawet lekcje są krótsze, nie 45 minut tylko 40, ale za to w ciągu dnia można zrobić jedną lekcję więcej! Dużo więcej się można nauczyć!

No, zdębiałem. Do tej pory Ona chciała mieć jak najwięcej wolnego, a teraz, u progu szesnastego roku życia, coś w nią wstąpiło. Uczyć się nie mniej, a więcej. I nie seriali, tylko fizyki. Nie dewastacji umysłu, tylko jego rozwijania. Przyznam, poczułem się szczęśliwy. Bo opamiętała się chyba w samą porę, by dorównać bratu, geniuszowi, młodym i ambitnym ludziom, a nie gówniarom z pomalowanymi paznokciami, których jedyną umiejętnością bywa pisanie SMS-ów. Zresztą córka dodała: - Tato, w gimnazjum zwykle jest beznadziejnie. Koleżanka z pierwszej klasy właśnie urodziła. Wytypowała czterech kolegów na ojców. Ten najbardziej prawdopodobny, hm, właśnie jest w poprawczaku gdzieś w Łebie... Ja nie chcę mieć z takimi nic wspólnego.
Ha, nie ma nic lepszego jak pobudzenie ambicji i ruch w górę, oby trwały. A że dopomoże w tym Kościół - zawsze tak było. Choć nie każdy to rozumie. Właśnie wczoraj dziwnym trafem zaprosił mnie do TVN 24 Jarosław Kuźniar, przemiły i niegłupi facet. Coś tam dopytuje o Ligę Mistrzów (bo o politykę nikt i nigdy mnie nie zaprosi i nie zapyta, a to z jednego powodu - rozjechałbym każdego, ja gram w innej całkiem lidze). Mówię, jak zwykle żartując, że wyniki dla mnie układają się w jakąś logiczną całość. Na przykład Mourinho klęka i modli się o wygraną z Bayernem, jakby nie zdając sobie w swej głupocie sprawy, że… Benedykt XVI jest z… Bawarii, był bodaj nawet arcybiskupem Monachium i jak już kogoś opatrzność miałaby wspierać, to nie tego portugalskiego pyszałka.

Czytaj też: Jak przegraliśmy wyborową, szynkę i ogórki

On pyta dalej… No, a to pudło Messiego z Barcelony? Wprost niebywałe?

No więc tłumaczę, że całkiem niedawno "Polska" poprosiła o tekst świąteczny, a ja… napisałem rozmowę z Chrystusem. Że On ma już dosyć modlitw o wynik (jakby klęczącego Mourinho przewidział), a Messi przeraża go… chciwością goli, której trzeba zapobiec.

No i Kuźniar, powtórzę, niegłupi facet, drwi ze mnie:
- Pan z nim rozmawiał, z Chrystusem, przez komórkę czy listownie?
Ja zawsze mam odpowiedź. Zawsze. Więc odparłem tak:
- To tajemnica wiary. Życzę panu, by i kiedyś pan ją zrozumiał…

No więc - tajemnice wiary czy niewiary, gola czy pudła z karnego, dobrych bądź złych wyborów naszych dzieci pozostają poza naszą wiedzą. Nie do końca wiemy, dlaczego człowiek raz zachowuje się jak zwierzę (to ja), a czasem jak anioł (również ja). Po prostu wyruszamy w świat pełni buty i pewności siebie, a dopiero upływający czas otwiera nam oczy. Niektórym, większości, nie otworzy tych oczu nigdy. Głupcom, którzy przegapiają swoje szanse każdego dnia. Albo przesadnie oceniają możliwości. Albo nie starcza im cierpliwości. A zazwyczaj - pomysłowości.

Czytaj też: Pozostałe felietony Pawła Zarzecznego

Jestem na takim fajnym etapie życia, że mam sporo czasu na lektury - nie tracę go bowiem na kopanie piłki, a dziewczyny wybieram w kwadrans, nie muszę dziesięć razy chodzić z nimi do kina (zwłaszcza że nie ma na co). No i zasypali mnie koledzy książkami. Najpierw "Spalony" - mojego kumpla Iwana, spisany przez mojego ucznia Stanowskiego. Książka wspaniała przez szczerość do bólu - tam nie ma jak u naszej wybitnej pisarki nic o łykaniu spermy, za to sporo o głupocie, której bohater kompletnie się nie wstydzi (jak ja, megalomanii). No a druga książka: "Deyna", z kolei jednego z moich nauczycieli futbolu, Szczepłka (dał mi kiedyś na Legii zagrać z "dychą", a ja walnąłem takiego gola głową, w okno, jakiego nie powstydziłby się nikt z największych, dzięki). No i książka o Górskim, wydanie angielskie.
Co do Iwana - spotykamy się co tydzień w knajpie, chyba żałuje już teraz, że nie poszedł jeszcze szerzej, bo i tak wszyscy będą na niego obrażeni, więc zgodnie z moimi radami (ale kto ich słucha, ja sam siebie nie słucham) jak już się ktoś ma obrażać, to niech przynajmniej ma za co! Co do Deyny - miałem takie wielkie szczęście nie tylko Go poznać, ale i z Nim kopać piłkę. Większego geniusza piłki nie poznałem, to, co robił, graniczyło z boskością, choć był już koło czterdziestki - teraz mógłby spokojnie grać w Barcelonie, Kaszub niebywały (choć Stefan twierdzi, że raczej Litwin, na co wskazuje "y" w nazwisku, interesujące). Niestety, jak każdy człowiek ponadprzeciętny pił, bardzo dużo pił, dlatego najprawdopodobniej z tej alkoholowej udręki się zabił. Może i lepiej - dziś, mając siwe włosy, losowałby bilety na Euro z Bońkiem, którego nienawidził, no, porażka.

Czytaj też: Jak przegraliśmy wyborową, szynkę i ogórki

Co do książek - pisanie ich nie ma sensu, nikt w Polsce nie czyta. Ostatnia, która się dobrze sprzedała, to ta, hm, moja, o Górskim. Zebrałem, co się dało o Nim, zrzekłem się honorarium, poszło 25 tys. egzemplarzy. Po zapłaceniu druku i papieru, i podatków - pan Kazio dostał ćwierć miliona złotych. Miał za to godną starość. Przypominam o tym samolubnie, bo nikt nie przypomni. O tym, że założyłem "spółdzielnię" - Józef i Krzysztof Baryłowie tę książkę sprzedali w Polsce, nie biorąc ani złotówki. Wożąc pana Kazia w każdy weekend na spotkania z młodzieżą, karmiąc, niemal przewijając, dyżurując 24 godziny na dobę, zmieniając cewnik, podając lekarstwa… Bo dziś przyjaciół pan Kazio ma wielu. O mnie, o Baryłach w tych dziełkach nie znajdziecie ani słowa. Dlatego wartości te piłkarskie wydawnictwa wielkiej nie mają. To - poza Iwanem i Deyną - panegiryki. Bełkot. Popłuczyny.

No dobra, czas na finał. Mój ulubiony fragment z Iwana. Mecz, jeden z zawodników zagrożony kartkami i wyeliminowaniem z następnego meczu. Więc kumple przestrzegają: Michał, bądź dziś uważny, nie przeginaj, coś takiego…

No i on obiecuje poprawę, solennie. Wychodzą na mecz, aż tu sędzia w tunelu grzecznie prosi: - Przepraszam, nie mógłby pan, panie Michale, włożyć koszulki w spodenki?

A na to Michał:
- To już się, kurwa, chuju, nie miałeś do czego przypierdolić!!!

Czytaj też: Pozostałe felietony Pawła Zarzecznego

No i czerwona, nie na boisku, a przed wyjściem na nie. Przed.

Po co tak drastyczny finisz? Byście starali się uniknąć tej czerwonej kartki, jak nigdy nie udawało się mnie. Uniknąć jej jeszcze przed wyjściem na plac.

Za to, mam nadzieję, uda się to córce.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
DD
Wszystkie teksty pana Pawła sa bardzo ciekawe. Pozdrawiam
m
matka
apeluje o usuniecie tego czlowieka z redakcji, bo szarga dobre imie jeszcze NIEZLEJ gazety, ludzie ;/
s
sceptyk
Hm, mam dwa pytania:

- czy TVN albo i sam Kuźniar zapłacił Panu, Panie Pawle, za to pisanie, że on jest niegłupi facet? Jak on jest niegłupi, to Palikot jest biskupem, a ja Jezusem, z którym Pan rozmawiał. Podobnego pajacowatego kabotyna i samozadowolnego z siebie głupka nasza telewizja jeszcze nie wydała

- pytanie nr 2: czy te wszystkie laski na kwadrans lecą na Pana urodę czy inteligencję? Bo aż boję się pomyśleć, że mogłby za swoje usługi uszczuplać przyszły spadek Pana córki. A ona, biedactwo, wie, jak Pan je wynagradza?
p
poszukiwaczka
Jak widać każdy ma swojego Boga w którego wierzy? Czyli Bogów jest tylu ilu ludzi. A jak jest ich tylu to znaczy, że nie ma żadnego.
Dodaj ogłoszenie