Niedźwiedzia przysługa. Rzecz o Jerzym Brzęczku, selekcjonerze, który ciągle ma pod górkę RECENZJA KSIĄŻKI

Krzysztof Kawa
Krzysztof Kawa
Bartek Syta
Są książki, które czyta się z wypiekami na twarzy od pierwszej do ostatniej strony. Jak się okazuje, są też takie, które można chłonąć dopiero po przekartkowaniu kilku pierwszych rozdziałów. Najnowsza publikacja o Jerzym Brzęczku zalicza się do tych drugich.

Spuszczając w tym miejscu zasłonę milczenia na wywody autorki dotyczące krzywdy, jaka spotyka selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski ze strony hejterów (kto ciekaw, co na ten temat sądzę, niech rzuci okiem na felieton poniżej), można skupić się na poznawaniu bohatera od strony, z jakiej do tej pory nie dawał się opinii publicznej poznać.

Zaliczam się do pokolenia, które świetnie pamięta Brzęczka z boiska i ceni go za sukcesy w roli piłkarza, choć - trzeba obiektywnie przyznać - miał pecha, że trafił na czasy transformacji ustrojowej, gdy nic w Polsce nie było łatwe, a już na pewno nie było tym robienie kariery w piłce kopanej. Teraz szczerze mu życzę, by przebił swoje osiągnięcia jako selekcjoner. W tej misji kibicowania książka Małgorzaty Domagalik w pewnym sensie pomaga, pokazując go jako człowieka uczciwego, kompetentnego, o wysokiej kulturze osobistej, na dodatek inteligentnego i podchodzącego do swoich obowiązków bez taryfy ulgowej. Zakładam przy tym, że autorka cytuje wyłącznie osoby mu życzliwe nie dlatego, że tylko one mogły potwierdzić z góry założoną tezę…

Rodzina i bliscy selekcjonera zaufali dziennikarce i ona - wsłuchując się uważnie w ich słowa - czerpała z tego zaufania garściami. Co książce, pardon, drugiej części książki bardzo wyszło na dobre.

„W grze”. Autorzy: Małgorzata Domagalik, Jerzy Brzęczek. Wydawnictwo: W.A.B./GW Foksal. Liczba stron: 352. Cena: 42,50 zł. W sprzedaży od 30.09.

Niedźwiedzia przysługa [felieton z cyklu Cafeteria]

Jerzego Brzęczka dopadł koronarowirus i złośliwi natychmiast zaproponowali, by odizolować go od kadry już na stałe. W rolę Pierwszej Obrończyni Trenera w RP wcieliła się Małgorzata Domagalik. Jej książkę poświęconą selekcjonerowi z Truskolasów recenzujemy powyżej, ale wątków do omówienia jest tyle, że wystarczyło i na felieton.

Laureatka Wiktora do tej pory na niwie piłkarskiej nie była nadaktywna, choć jej biografia Jakuba Błaszczykowskiego trafiła pod niejedną strzechę. Ten brak nadaktywności nadrabia z nawiązką w publikacji poświęconej Brzęczkowi. Spece od marketingu zatrudnieni przez wydawcę są tak przerażeni negatywnym rozgłosem wokół dzieła, że dziennikarzom zabierającym się za lekturę proponują rozpoczynanie jej od… 150. strony. Wychodzi na to, że wydawca poniewczasie zrozumiał swój błąd i usiłuje nadrabiać łagodną perswazją. Zdaje się ona na nic, bo i tak większość nieżyczliwych selekcjonerowi ma spore używanie.

Autorka, na co dzień dobra znajoma bohatera swej opowieści, nieświadomie wyrządza mu niedźwiedzią przysługę. Namolnie nawraca do hejtu, jaki spotyka Brzęczka od czasu, gdy Zbigniew Boniek spojrzał w szklaną kulę i dowiedział się z niej, że to właśnie trener Wisły Płock jest najlepszym kandydatem na wyciągnięcie kadry z kryzysu, w jaki wpadła podczas mundialu w Rosji. A ponieważ większość pismaków i kibiców ośmieliła się mieć odmienne zdanie, zaczęła się - niczym w tak modnym dziś na szczytach władzy rodeo - jazda bez trzymanki. W kulminacyjnym momencie akcji na scenę wkracza więc Pani Wymagalik i mocno ściąga lejce…

Niestety, robi to bardzo nieporadnie. Pomijam większe i mniejsze błędy stylistyczne oraz w kompozycji i pisowni nazwisk, które sugerują, że wydawca zaoszczędził na redaktorze z prawdziwego zdarzenia. Rzecz w tym, że tych pierwszych 150 stron w żaden sposób nie da się uratować. Gdyby nie kilka (dosłownie tylko kilka) interesujących faktów, które się tam mimochodem pojawiają, trzeba by napisać, że ta przydługa rozbiegówka, której nie powstydziłby się nawet Tom Wolfe (tyle że on akurat miał szczęście trafić na Maxa Perkinsa) nadaje się wyłącznie na przemiał. Wszystko co wartościowe w tej publikacji pochodzi od rozmówców autorki, wszystko co od niej samej jest de facto… o niej samej. Jako czytelnik mam więc uwierzyć, że autorka świetnie zna się na futbolu i to do tego stopnia, że znajomi z tego światka (jak, nie przymierzając, Adam Nawałka), tylko wyczekują chwili, by naciągnąć ją na rozmowę. Do czego mi potrzebna ta wiedza, nie mam zielonego pojęcia.

Wniosek, jaki wysnuwam jest jeden - ponieważ nie zaliczam się do hejterów, ani Jerzego Brzęczka, ani kogokolwiek innego, ta książka nie jest skierowana do mnie. Co nie znaczy, że jest bezwartościowa, bo wystarczy zacząć czytać ją od środka, by kompletnie zmienić zdanie. O czym było powyżej.

Felietony z cyklu "Kawa na ławie" znajdziesz tutaj.

Więcej recenzji książek sportowych znajdziesz tutaj.

Teren wokół stadionu Wisły Kraków zmieni oblicze: muzeum, po...

Czytaj także

Kościoły zdrowego ciała, siłownie obeszły przepisy

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie