Nie tylko w Polsce czekamy na exposé Tuska i jego listę ministrów

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Witold Głowacki Fot. Polskapresse
W trakcie kryzysu Polska także stąpa po cienkim lodzie. Rynki tylko czekają na jakieś potknięcie.

Niezatapialny przez lata premier Włoch Silvio Berlusconi upadł właśnie wraz ze swym rządem w ekspresowym tempie. Berlusconiego nie ruszały dotąd kolejne seksualne skandale ani rosnący sprzeciw części społeczeństwa wobec stylu jego rządów. Wystarczyło jednak, by włoskie obligacje przekroczyły magiczny poziom 7 procent rentowności, by nastąpiła błyskawiczna dymisja rządu.

CZYTAJ TEŻ: Przecieki z expose premiera: Tusk szykuje ostre cięcia. I być może reformy

Dzień wcześniej ze zbliżonych powodów ostatecznie pożegnał się z rządzeniem Grecją Jeorios Papandreu. Jeszcze wcześniej, w czerwcu, ta sama siła zmiotła premiera Portugalii José Sócratesa. Jeśli dodamy do tej listy jeszcze premier Słowacji Ivetę Radičovą, której rząd upadł przy okazji głosowania nad reformą Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej, mamy czwórkę szefów rządów krajów Europy, którzy w ciągu jednego tylko roku pożegnali się z fotelem premiera na skutek kryzysu gospodarczego.

Trzy z tych krajów są w dodatku w tej chwili w dość opłakanej sytuacji ekonomicznej. Intelektualiści i politycy rozważają w tej chwili całkiem serio stopień utraty suwerenności na pół upadłej Grecji względem Unii Europejskiej oraz zastanawiają się, czy Włochy już weszły na prostą ścieżkę do bankructwa, czy też zdarzy się to w najbliższych tygodniach. Za jakiś czas z pewnością przypomni o sobie także Portugalia. W kolejce stoi już, niestety, Hiszpania z apokaliptycznym bezrobociem, cała Europa zaś usiłuje zamieść pod dywan kłopotliwą kwestię francuskich banków, która już niebawem może sprawić, że i Nicolas Sarkozy będzie musiał spuścić z tonu. I przynajmniej przestać się chwalić "fundowaniem pozytywnych elektrowstrząsów" greckiemu premierowi, jak raczył się wyrazić tuż po wymuszeniu na Grekach rezygnacji z projektu referendum ws. pakietu pomocowo-oszczędnościowego.

Na tym tle i my - wbrew wszelkim przekonaniom o zieloności naszej wyspy - stąpamy po cienkim lodzie. Trwałe zbliżenie się kursu euro do poziomu 5 zł może oznaczać kłopoty z obsługą naszego długu zagranicznego. A w tej chwili euro oscyluje już wokół 4,4 zł. Utrata choć jednego poziomu w jakimkolwiek ratingu wszechpotężnych ostatnio agencji może z kolei spowodować wzrost rentowności naszych (oprocentowanych przecież i tak całkiem wysoko) obligacji - czyli uruchomić siłę, którą poznali już Berlusconi, Papandreu i Sócrates.

CZYTAJ WIĘCEJ KOMENTARZY WITOLDA GŁOWACKIEGO W SERWISIE POLSKATIMES.PL

Dlatego - irytując się zwlekaniem Donalda Tuska z jakimikolwiek konkretami dotyczącymi nowego rządu - pamiętajmy, że to nie tylko my w Polsce czekamy na jego exposé. Czekają na nie także rynki finansowe, spekulanci, inwestorzy i analitycy w agencjach ratingowych. Tusk musi temu sprostać i przekazać szeroko rozumianym "rynkom" pakiet informacji odsuwających od nas ryzyko spekulacji i obniżek ratingu.

Można więc Tuska i Platformę wielbić, można ich nie cierpieć, ale w tej akurat kwestii warto trzymać za nich kciuki. Bo gdyby to nasz kraj miał teraz wejść w oko cyklonu, nawet najbardziej aktywni uczestnicy debaty, która będzie miała miejsce w Sejmie po Tuskowym exposé, mogliby się zdziwić skalą spustoszenia. A i im warto życzyć, by ich marzenie o Budapeszcie w Warszawie nie zamieniło się w realia rodem z Ułan Bator.

Witold Głowacki

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Ś
Śledź
Przepraszam za niewybredny tytuł, ale te żołnierskie zawołanie z czasów walki o niepodległość najlepiej charakteryzuje to, co powinni wszyscy teraz zrobić.
Myślę tu nie tylko o politykach z lewa i prawa, ale także o naszych przedsiębiorcach, zarządach korporacji, dyrekcjach i zwykłych pracownikach.

Możemy przejść przez to sztormowe piekło nawet wówczas, gdy gracze giełdowi i banki będą niczym roztrzęsione dziewice przed pierwszą nocą poślubną (prawiczki też), histerycznie reagować na doniesienia z za granicy i „psuć” nam powietrze.

Możemy „ograć” nawet agencje ratingowe, bo ich analitycy wiedzą raczej tylko to, co sami im powiemy (to tak jak z naszym kontrwywiadem, ), albo opozycja będzie paplać głośno i nie rozumnie, strzelając nam wszystkim samobójczą bramkę i sobie także wszak płyniemy na jednym okręcie.

Możemy nie zaciskać głupio pasa i zwalniać pracowników, tylko wręcz odwrotnie przyśpieszać i mieć zapas węgla (siłę roboczą gotową przyśpieszyć) by dorzucić do kotła w razie wzmożenia się sztormu, albo po to by wysforować się na przód w Europie, gdy inni staną w dryfie.

Możemy wręcz wyrwać się na przód tej europejskiej armady wówczas, gdy w rządzie, ale także w przedsiębiorstwach poważnie potraktujemy innowacyjność, rozwój technologiczny, sprawność organizacyjną. Możemy dzięki temu stworzyć nowe innowacyjne przedsiębiorstwa z wydatną pomocą państwa, a nawet z jego inspiracji zagospodarowując dzięki temu rzesze młodych wykształconych bezrobotnych ludzi, jako kadrę zarządzająca oraz tych mniej wykształconych bezrobotnych, jako kadrę pracowniczą. Do tego celu powinno być powołane ministerstwo innowacyjności z placówkami naukowymi i wchłonąć Urzędy Pracy.

Natomiast nie możemy odchudzać przedsiębiorstw. Zarządy firm, które przewidując turbulencje w gospodarce „odchudzają swe przedsiębiorstwa” zwalniając siłę roboczą postępują tak jak niedoświadczony kapitan statku, który na widok nadciągającego sztormu każe wyrzucać za burtę węgiel służący do jego napędu. Wydaje mu się, że jak statek będzie lżejszy to nie zatonie. Gdy okaże się, że należy zwiększyć moc maszyn, aby przetrwać sztorm nie będzie, czym palić w kotłach pod pokładem. Także po ustąpieniu sztormu statek nie nabierze właściwej prędkości marszowej, a nawet może stanąć w, dryw, bo zabraknie pary w kotłach – doświadczonej kadry pracowniczej.
Roztropny kapitan mając zapas węgla nawet przyspieszy i nadłoży drogi by ominąć sztorm, albo idąc mu naprzeciw zwiększy moc maszyn (czytaj - wzmoże działania promocyjno marketingowe, innowacyjność, usprawni organizację pracy, poszuka nowych rynków zwiększając produkcję).

Pozwolę sobie zacytować jednego czołowych ekspertów od zarządzania Igora Ansoffa: .” …typową reakcją (na kryzys- przyp. Śledź), jest podjęcie przeciwdziałań w samej organizacji: redukcji kosztów, zamrożenia naboru nowych pracowników, zawieszenia programów szkoleniowych dla kadry kierowniczej, obcięcie wydatków na badania i rozwój. Najpierw obniżane są nakłady na działalność nie mające bezpośredniego związku z produkcją lub działania o długim okresie zwrotu. Jest paradoksem, że cięcia budżetowe w pierwszej kolejności zazwyczaj dotyczą potencjału innowacyjnego (budżetu na badania i rozwój), a wiec inwestycji kluczowych, potrzebnych dla zareagowania na nadchodzące zmiany.
Organizacje reaktywne mogą wspierać działania wewnątrz organizacyjne wysiłkami na rzecz zwiększenia słabnącego popytu na swoje wyroby. Podjęte kroki mają charakter defensywny.
i zmierzają do zwiększenia atrakcyjności wyrobu dla konsumenta i obniżenia jego ceny. Przykładami mogą być nowa kampania reklamowa, obniżka cen, udzielenie rabatów, nowe sposoby rozliczeń.
Zasadniczym rysem reakcji zarówno w samej organizacji, jak i ukierunkowanych na rynek, jest położenie nacisku na modyfikacje budżetów bez dokonywania jakichkolwiek istotnych zmian w charakterze programów działania.
Przeciwdziałania zewnętrzne i wewnętrzne zostają uwieńczone powodzeniem, jeżeli obniżka efektywności spowodowało osłabienie ducha konkurencji w którymś z podsystemów organizacji: obniżka wydajności produkcyjnej czy tez agresywności w dziedzinie marketingu. Jeżeli natomiast przyczyna leży w zmianie struktury otoczenia, która wymaga zmian produktów, technologii lub rynków, przeciwdziałania nie będą w stanie zapobiec dalszej obniżce efektywności.”

Tak więc zaniechania w dziedzinie innowacyjności, zmiany technologii na bardziej wydajną i ekonomiczną, a także zaniechania w dziedzinie marketingu i poszukiwania nowych rynków są najczęściej przyczyną, że organizacje na fali kryzysu nie potrafią jego przetrwać, a nawet w tym czasie się rozwijać co też jest całkiem możliwe.

Odchudzanie organizacji – przedsiębiorstwa może tak naprawdę doprowadzić do jego „zagłodzenia”. Zwalnianie pracowników nazywane często i niesłusznie restrukturyzacją jest dla firm jak zjeżdżalnia dla dzieci. Tylko niektóre z nich mogą się mozolnie powrotem wdrapać na górę po tej gładkiej powierzchni. Jeszcze gorzej, gdy bezrozumnie wyprzedaje się majątek firmy, a potem przejadać zdobyte pieniądze zamiast zastanowić się nad jego nowym wykorzystaniem i unowocyeđnieniem.
R
Rumel
Nic mnie to nie obchodzi jaki pierdzistolek bedzie ministerem nic to nie zmienia w mojej sytuacji jest mi to obojetnie jak wiekszosci polakow
Dodaj ogłoszenie