"Nie pytaj mnie o Rosję. Jestem Polakiem": Jak żyją Rosjanie w Warszawie

Anita CzuprynZaktualizowano 
Władimir Kirianow mówi o sobie, że jest dyżurnym komentatorem spraw rosyjskich w Polsce
Władimir Kirianow mówi o sobie, że jest dyżurnym komentatorem spraw rosyjskich w Polsce Bartek Syta/Polskapresse
Nikt nie wie, bo nie było takich badań, jak wielka jest społeczność Rosjan w naszym kraju. Szacuje się, że w Warszawie mieszka ich kilka tysięcy. Kim są, jak żyją i co myślą o nas Rosjanie, którzy w Polsce znaleźli miejsce do realizacji marzeń - pisze Anita Czupryn

Z internetowego forum Rosjan mieszkających w Polsce: "Jestem Rosjanką i szukam pracy w Warszawie. NIKT z polskich pracodawców nie chce mnie zatrudnić. Dlaczego Polacy w taki sposób traktują Rosjan? Przecież ja nie muszę odpowiadać za to, co zrobił Stalin albo jeszcze gorzej Car. Urodziłam się w 1983 roku. Kiedy zaczęłam trochę coś rozumieć i poszłam do 1 klasy, to zaczęła się już Pieriestrojka (w 1990 roku) i tak naprawdę nie mam nic wspólnego ze Związkiem Radzieckim od którego cierpieli Polacy".

Rosjanie mieszkający w Polsce nie chcą otwarcie przyznawać się do swoich rosyjskich korzeni. - Nie chcą się odróżniać, być "białą wroną" - mówi Władimir Kirianow, rosyjski korespondent "Argumentów i faktów" akredytowany w polskim MSZ, a zarazem redaktor naczelny "Rosyjskiego Kuriera Warszawskiego". Przypomina, że w Warszawie kilka razy robiono badania, mające na celu określenie liczby przebywających tu Rosjan. - Ale te badania były specyficzne - mówi Kirianow. - Pytano bowiem Rosjan, kim się czują - Rosjanami czy Polakami. No, oczywiście, odpowiadali, że Polakami. Bo żyją tu na stałe, pożenili się, niektórzy mają już polskie obywatelstwo. To jacy z nich Rosjanie, choć ich mama i papa nimi są. Ale tak naprawdę w Polsce mieszkają setki tysięcy rosyjskojęzycznych ludzi. Dla nas oni są Rosjanami, tak jak dla Amerykanów Portorykańczyk, czy Chińczyk z amerykańskim obywatelstwem jest Amerykaninem - wyjaśnia Kirianow.

W Polsce najczęściej mówimy na nich "Ruscy". - "Ruski" brzmi jak "kacap", albo "chochoł", jak mówią na Ukraińców. To nierzetelne określenie. Tymczasem "Russkij" u nas oznacza konkretną narodowość, a Uzbek czy Tadżyk, Ukrainiec czy Czeczen - oni wszyscy są dla nas Rosjanami - tłumaczy Kirianow - Rosjanin pochodzący z Moskwy. Przyjechał do nas w 1988 roku, jeszcze za rządów Mieczysława Rakowskiego, jako obywatel Związku Radzieckiego. - Kiedy wyjeżdżałem z Moskwy, koledzy mówili: "Dokąd ty jedziesz? Po co do Polski? Mogłeś pojechać do USA, Wielkiej Brytanii, do zamożnych państw. A co ty w tej biednej Polsce będziesz robił?" A ja już poznałem ten kraj wcześniej i bardzo mi on odpowiada - mówi Kirianow. Być może nigdy by do nas nie przyjechał i nie został na nieomal całe swoje zawodowe życie, gdyby przed laty, na młodzieżowym obozie w Erewaniu nie poznał pewnej Poznanianki. Obóz trwał tylko dwa tygodnie, ale dziewczyna z Polski zdążyła odmienić Władimirowi życie.

- W tym sensie, że wskazała mi polsko-rosyjski kierunek - śmieje się dziennikarz. Wymienili się adresami i zaczęli ze sobą korespondować. Zaprosiła go do Poznania, następnie on zaprosił ją do Moskwy. I tak to poszło. Zaczął jeździć do Polski, najpierw sam, potem z żoną. Tutaj ich syn skończył na Uniwersytecie Warszawskim wydział nauk ekonomicznych, też pracuje jako dziennikarz. - Czasem z Rosjanami trudniej mi się dogadać niż z Polakiem. Gazety z Polakami łatwo u was wydawać. Bo przecież "Rosyjski Kurier Warszawski" ukazuje się tu już od 22 lat - wylicza Kirianow. Ma 66 lat i jest już zgodnie z rosyjskim prawem emerytem (w Rosji mężczyźni osiągają wiek emerytalny kończąc 60 lat, a kobiety 55) i nie zaprząta sobie głowy myślami: "wracać do Moskwy, czy nie". - Ja tu znalazłem dla siebie miejsce. Kto by wydawał gazetę, gdybym wyjechał? Upadłaby. Dziś świat to duża wioska i można żyć gdziekolwiek. A mnie bardzo interesują polsko-rosyjskie stosunki. Chciałbym bardzo, aby Polska i Rosja żyły w zgodzie, przyjaźniły się.

To dlatego udziela się w Internecie, a na Facebooku prowadzi dysputy z młodym Polakiem. "Za co my, Polacy, mamy lubić Rosjan? Tyle krzywd nam wyrządzili" - pisze polski internauta. Kirianow odpowiada: "Chociażby za to, że Rosjanie uratowali Polskę, państwo i życie ludzi w 1945 roku. Nieważne, co zdarzyło się później. Ale od zagłady Polskę uratowali, bo gdyby Rosjanie tu nie przyszli, to Niemcy żadnego Polaka by nie zostawili i ani Polski by nie było, ani żadnej Unii Europejskiej.
- I tak sobie dyskutujemy, choć to trudne rozmowy. W Polsce często spotykam się z poglądami, że Rosjanie Polski nie wyzwolili, a zniewolili. Ale ten stosunek Polaków do nas się zmienia - uważa rosyjski korespondent. Często ma jednak wrażenie, jakby gotował się w polsko-rosyjskiej zupie i nic na to nie może poradzić. Raz coś rosyjskie gazety napiszą o Polsce, to znowu polskie media o Rosji, a jego od razu proszą o skomentowanie, o opinie. Kirianow śmieje się, że stał się takim dyżurnym Rosjaninem w Polsce, który przy każdej okazji musi trafiać na dywanik. Zaczęło się 10 kwietnia 2010 roku. - Już od godziny 8:30 rano siedziałem w studiu TVN 24 razem z Wojciechem Olejniczakiem i Antonim Dudkiem, wiceszefem Rady IPN, czekając na to, jak prezydent Lech Kaczyński przyleci do Katynia. Przyszliśmy komentować te wydarzenia, a okazał się zupełny koszmar. Wszyscy płakali. Byłem pierwszym rosyjskim dziennikarzem w Polsce, który na antenie złożył kondolencje wszystkim Polakom. Rok po katastrofie TVN 24 powtórzył listę gości. W tym samym studiu, z tym samym prezenterem, rozmawiali o katastrofie. W tym roku odmówił jednej z telewizji. - Żona wracała z Ukrainy, musiałem ją odebrać - mówi.

Z internetowego forum Rosjan mieszkających w Polsce: "Polacy wciąż narzekają".

- Nie pytaj mnie o Rosję. Jestem Polakiem. Od dwóch lat mam polskie obywatelstwo - mówi Iwan Komarenko, znany wokalista. I nic dziwnego, że tak się czuje, bo w Polsce mieszka dłużej niż w Rosji - ponad 20 lat, choć urodził się w obwodzie irkuckim. Ale to u nas skończył polonistykę. Przyjechał tu, gdy miał 15 lat, na spotkanie z papieżem Janem Pawłem II. Zobaczył tłumy uśmiechniętych ludzi, wspaniałą atmosferę wolności. I nie chciał już do Rosji wracać. W ubiegłym roku, podczas Euro w wywiadzie dla "Polski The Times" piętnował fakt, że Rosjanie chcą u nas marszem świętować swoje święto narodowe. - Dla mnie Rosja nadal pozostała państwem niedemokratycznym i totalitarnym, tyle, że już w obrębie swoich własnych granic - mówił. Polska dla niego to z kolei tolerancyjny naród. - I zdania nie zmieniłem - podkreśla. - Polacy narzekają i są smutni? - robi okrągłe oczy. Bo wie, co to smutek. Rosjanie potrafią się bawić tylko wtedy, gdy dużo wypiją. Iwan na polskich scenach występuje już 10 lat. W czwartek poleciał koncertować do Kanady.

Z internatowego forum Rosjan mieszkających w Polsce: "Tu liczba psich kup na metr kwadratowy przekracza wszelkie normy. W Warszawie problem gówien na chodniku ma już taką skalę, że nie chce się w ogóle wychodzić z domu".

Olga (nazwisko zastrzegła do wiadomości redakcji) ma psa, samochód, dzięki któremu może zwiedzać Polskę i jakiś czas temu kupiła w Warszawie mieszkanie. - Znalazł się szalony bank, który dał mi kredyt - żartuje, no bo przecież w tym roku skończy 50 lat. Ale stara się brać z życia wszystko to, co najlepsze, a czego tam - w ZSRR nie miała. To dlatego też w tym roku kupiła sobie narty biegówki i po 20 latach, od kiedy miała je na nogach, znów pobiegła. - Dziś uważam, że czasy wielkich patriotycznych słów powinny się sprowadzać do sprzątania kup po swoich ulubieńcach. To powinno być tak naturalne jak oddychanie - podkreśla. Ale na pytanie o Polaków i Rosjan lekko się irytuje.

Im dłużej żyję, tym więcej nabieram niechęci do dzielenia ludzi na Rosjan i Polaków. W codziennym życiu jesteśmy tacy sami

- Im dłużej żyję, tym więcej nabieram niechęci do dzielenia ludzi na Rosjan, Polaków, Niemców, Francuzów. Jestem codziennym człowiekiem, który żyje codziennym życiem. Tak samo, jak inni. Ale między mną a mamą, mieszkającą w Moskwie wciąż o to właśnie toczymy dysputy. Ona wciąż czeka, kiedy ja zacznę mówić o moim niezadowoleniu z powodu ludzi, z którymi się w Polsce spotykam, z którymi mieszkam. W Rosji byłam outsiderką. Tu trafiłam na ludzi, którzy wyznają podobne do moich wartości. Mam znajomych wśród Bułgarów Czechów, Francuzów, żyję w europejskim kotle. Rosjanie podchodzą z nieufnością, trzymają się z daleka. Czuję, jak sobie myślą: "Ona od nas wyszła. Nie wiadomo, co to za ziółko. Nie będziemy ryzykować." Nie spotykam się z nimi prywatnie.
Olga od 21 lat mieszka w Polsce. Jest nauczycielką i tłumaczką i, jak mówi, pracuje na swoim. Wcześniej bywało różnie. Imała się takich prac, jakie były: opiekowała się dziećmi, pracowała w firmach niemieckiej czy amerykańskiej. Był 1992 rok, kiedy w Moskwie sprzedała mieszkanie i z czteroletnim dzieckiem przyjechała do Polski. W ciemno. Nikogo tu nie znała. Ale rok wcześniej w radzieckiej telewizji był tydzień polskiego kina i wtedy na ekranie zobaczyła polską aktorkę Maję Komorowską. Usłyszała, jak aktorka w stanie wojennym woziła internowanym paczki do więzień.

- Brzmiała i wyglądała jak człowiek zdeterminowany i odważny. Zaimponowała mi. Też chciałam taka być. I żyć jako wolny człowiek. Moskwa w ciągu miesiąca z szarej, burej, zamieniła się w czarną - kryminalną, a kryminaliści powoli opanowywali cały kraj - opowiada. Po latach, już w Polsce spotkała się z Mają Komorowską. No, ale nie szuka zbliżenia. Woli ją podziwiać z daleka.

Wówczas, jednak, w Moskwie lat 90., po rozwodzie, nie mogła się w takim kraju odnaleźć. Na samotną walkę ze złem nie była przygotowana. Chciała też uchronić syna i nie fundować mu atmosfery, w jakiej wyrosła. - Obraz Polski z tamtego czasu? Nie żyję tamtymi czasami, nie lubię do nich wracać - ucina pytania. Ale można sobie wyobrazić, że łatwo jej nie było. - Widziałam jednak, jak na moich oczach ten kraj i ludzie tu mieszkający się zmieniają. Jeszcze w 1994 roku, gdy chodziłam wieczorem na spacer po Polach Mokotowskich, brano mnie za dziwną. Dziś nikt się już nie dziwi, to normalne. Ale tych małych zmian prawie nikt nie zauważa. Ta zmiana się po prostu stała. Nagle ludzie z pędzących za pieniędzmi gburów stali się społeczeństwem. I to jest już inne społeczeństwo. Nigdy nie dałam nikomu łapówki i wiem, że w Polsce można przeżyć, nie dając łapówek - mówi. Inna sprawa, to ta osławiona wśród Rosjan skłonność Polaków do narzekania. - Zauważamy to, że Polacy narzekają, ale ja to odbieram jako formę wyrażania swoich potrzeb. W Rosji wśród ludzi istnieje odwieczna tradycja, prawie wymóg, wiecznej cierpliwości. Są nauczeni pokory, ale często nie jest to pokora filozofów, którzy oddzielają tymczasową szmirę od tego co ważne, ale jest pokorą niewolników. Więc w Polsce ci narzekający wciąż starają się w indywidualny sposób coś osiągnąć - mówi Olga. Jej też zależało na tym, aby wychowywać syna tak, by nie był tu przysłowiową zapchajdziurą. Chciała mu dać wszystko, co najlepsze. Dziś o jej dorosłym już synu nikt nie powiedziałby, że jest typowym Rosjaninem. - Dla mnie jest ważne, aby mój syn umiał tu być szczęśliwym - dodaje.

Kiedy trzy lata temu Polska przeżywała smoleńską tragedię, poszła z przyjaciółką na plac Piłsudskiego, na mszę. - Poszłam, bo mam co zawdzięczać Lechowi Kaczyńskiemu: wprowadził patrole policji na ulice i w ciemne zaułki. W Warszawie zrobiło się bezpieczniej. Skorzystałam z tego jako matka i obserwatorka innych matek. Ulice zaczęły należeć do obywateli, a nie grup przestępczych. I to stało się, zanim Lech Kaczyński stał się prezydentem Polski. Za jego rządów w stolicy, Warszawa zaczęła przypominać przedwojenną, nie zastraszoną, ludzie na ulicach ładnie ubrani - mówi.

Rozumie Polaków, którzy uważają, że z tym śledztwem smoleńskim jest coś nie tak. - Jestem też w stanie zrozumieć tych, którzy nie chcą szukać odpowiedzi - mówi Olga i dodaje: - Bo ta odpowiedź mogłaby okazać się tak straszna, że nie będziemy w stanie nic z nią zrobić, bo mogłaby oznaczać casus belli (powód do wojny). Ale gdyby mój syn był na pokładzie tego samolotu, pewnie chciałabym wiedzieć, co się stało. Mając świadomość, że w sensie geopolitycznym to ta geopolityka musiałaby zwyciężyć z interesami pojedynczych obywateli. Jednak dopuszczam możliwość zamachu.

Anita Czupryn

Wideo

polecane: Flesz: Koniec gorszego jedzenia - żywność w Polsce, jak na zachodzie.

Materiał oryginalny: "Nie pytaj mnie o Rosję. Jestem Polakiem": Jak żyją Rosjanie w Warszawie - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
O
Obywatel

"...gdyby Rosjanie tu nie przyszli, to Niemcy żadnego Polaka by nie zostawili i ani Polski by nie było, ani żadnej Unii Europejskiej"mówi pan W.Kirianow. Zapomina tylko dodać,że tak samo Rosjanie nie zostawiliby żadnego Polaka, gdyby Hitler nie napadł na ZSRR. Od 17go września 1939 roku ,czyli od dokonania czwartego rozbioru Polski "na mocy" zbrodniczego Paktu Ribbentrop-Mołotowa Sowieci przystąpili do likwidowania wszelkich śladów państwowości polskiej,do czystki etnicznej na zajmowanych polskich terenach. Polskich dowódców, którzy bronili miast i twierdz przed niemieckimi nazistami(!) Sowieci teraz mordowali od razu,albo wysyłali później do takich miejsc jak Katyń, gdzie zabijano ich strzałem w potylicę. W Wołkowysku,gdzie urodziła się moja Mama Polaków wysyłano na Syberię całymi ulicami,a na ich miejsce jak najszybciej starano się sprowadzić Rosjan. Polskim dzieciom zabierano język- w szkole już tylko sowieckiej,czyli językowo rosyjskiej ,gdy Mama robiła błąd w liczeniu od 1-10 po rosyjsku od wściekłego nauczyciela słyszała: "My uże znajem szto diełat' z takimi kak wy..."I ów sowiecki nauczyciel szedł do domu krewnych, u których Mama wtedy mieszkała i groził wysyłką na Syberię, bo przecież skoro dziecko robi błędy w j.rosyjskim,to znaczy,że dorośli w domu rozmawiają po polsku !!!! O tym,że Rosjanie,tj.władza sowiecka faktycznie nie przewidywała jakichkolwiek praw do życia dla Polaków świadczy i to,że polski generał Władysław Anders ,po 22 m-cach w sowieckich więzieniach,został wypuszczony z Łubianki dopiero 4go sierpnia 1941 roku, czyli po napaści Hitlera na ZSRR. Wtedy Polacy jako żołnierze i oficerowie stali się potrzebni Stalinowi. Ale tylko przez chwilę.Gdy sytuacja na froncie zmieniła się i Sowieci po raz drugi dotarli do Wołkowyska, znowu zaczęli wysyłać Polaków na Sybir. Mamy wujek z podwołkowyskiej wsi uciekł z tego zesłania i przez kilka lat NKWD wpadało w nocy do domu katując regularnie żonę,matkę karmiącą i moją 10-letnią Mamę. Gdy już pozwolono Mamie żyć(w wieku 3 lat straciła matkę,7-ojca) i wyrabiano pierwszy dokument tożsamości , po pytaniu o narodowość nie ukrywano niczego: "Zaczem tiebie polskaja nacjonalnost'?"Mama mogla wybrać każdą,nawet najbardziej egzotyczną,byle by nie ojczystą,polską! Podarowano Jej naiwne wyznanie,ze rodzice,dziadkowie i pradziadkowie też byli Polakami tylko dlatego,ze wyjeżdżała daleko,za Kaukaz. Jeżeli W.Kirianow nie rozumie jeszcze jak Polacy postrzegają różnice między niemieckimi nazistami i Sowietami, to niech zajrzy do książki Anne Applebaum, "Gułag".polecam zwłaszcza zdjęcia,m.in. bramy łagru w Workucie. Napis nad tą bramą jest w treści podobny do tego w Auschwitz,tylko że sowieckie łagry zbudowano wcześniej.Ale ile osób w Rosji zdaje sobie z tego sprawę?

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3