Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź wyniki wyborów w Twoim okręgu

Nie panikujemy z powodu Rosji

Toomas Hendrik Ilves
Na Zachodzie ciągle postrzega się nas jako satelitę Rosji, a nie jako suwerenne państwo - mówi prezydent Estonii w rozmowie z Moniką Michaliszyn

Pracuje Pan nad strategią dla Morza Bałtyckiego. Na czym ma ona polegać?
Morze Bałtyckie to najbardziej zanieczyszczony zbiornik wodny na świecie, tymczasem nie ma polityki regionalnej UE, która zajmowałaby się jego problemami. Dlatego powstała nieformalna bałtycka grupa wewnętrzna w Parlamencie Europejskim, która robiła wystarczająco dużo hałasu, aby nie zbagatelizować tego problemu. Po jakimś czasie strategią zaczęła się interesować Komisja Europejska, później Polska, Szwecja, Finlandia. Szwedzi bardzo poważnie traktują ten problem i mają na celu wspieranie i rozwijanie Strategii UE dla Morza Bałtyckiego. Będę bardzo zadowolony, jeżeli Polska podczas swojej prezydencji potraktuje strategię jako ważny projekt regionalny.

Czy sądzi Pan, że można w ten sposób rozwiązać takie problemy, jak budowa Gazociągu Północnego? Zagraża on przecież Bałtykowi.
Nie mam wrażenia, że może pomóc w rozwiązaniu tego problemu. Poszczególne kraje mają różne zdania na ten temat. Oczywiście, mamy bardzo poważne zastrzeżenia, co do tego, w jaki sposób ten projekt został rozpoczęty i w jaki sposób jest realizowany. Ale biorąc pod uwagę, że nie mamy większego wpływu na ten projekt, nasze obawy dotyczą głównie zagrożenia dla środowiska Bałtyku. Innym problemem jest to, czy rynek UE powinien być jeszcze bardziej zależny od jednego dostawcy gazu.

Jak Pan ocenia solidarność UE w kontekście niedawnego kryzysu gazowego, jak również kryzysu finansowego, który tak mocno dotknął kraje bałtyckie?
Ważne wydaje mi się, że komisarz UE do spraw energetyki Andris Piebalgs po przeprowadzeniu dochodzenia stwierdził, że nie było żadnych dowodów na to, że Ukraina kradła gaz. Ale najważniejsze jest to, że prawo UE działa wybiórczo. Weźmy np. przypadek Microsoft. Został on uznany za monopolistę, ponieważ połączył Internet Explorer z systemem operacyjnym Windows i musi płacić biliony dol. kary. Jeżeli firma gazowa, która dostarcza gaz, jest również właścicielem gazociągu, którym gaz jest przesyłany, to również jest praktyka monopolowa. Ale dla krajów Unii to jest jakby inna kwestia.

Jak to zmienić?
Dystrybucją powinien zajmować się inny właściciel niż ten, który ich dostarcza. W przeciwnym razie jest to sprzeczne z prawem UE. Dla mnie to kwestia solidarności. Chciałoby się powiedzieć, że Unia ją stosuje, z wyjątkiem niektórych kwestii...

Bardzo istotnych kwestii.
Ale wracając do Ukrainy. Chociaż jestem bardzo proeuropejski, nie mam oporów, żeby stwierdzić, że solidarność europejska czasami jest wybiórcza. Niestety.

Estonię najmniej dotknął globalny kryzys i znajduje się w najlepszej sytuacji ze wszystkich krajów bałtyckich. Z czego wynika fakt, że tak dobrze sobie radzicie?
Jeszcze nie wiemy, jak będziemy sobie dalej radzić z kryzysem. Ale mogę stwierdzić, że Estonia jest w o tyle szczęśliwej sytuacji, że mamy mniej więcej około 10 proc. naszego PKB w rezerwach. Przez ostatnie siedem lat, kiedy mieliśmy dodatnie wyniki gospodarcze, część środków przeznaczaliśmy tzw. Fundusz Stabilizacyjny. Dzięki temu możemy pokrywać deficyt przy pomocy zaoszczędzonych środków. Nie wiemy jednak, ile potrwa ten kryzys.

Oszczędności Wam wystarczą, by przetrwać najgorszy okres?
Na pewno rząd będzie musiał drastycznie ciąć wydatki budżetowe. Być może jesteśmy w lepszej kondycji z tego powodu, że przeprowadziliśmy prawdziwie przejrzystą prywatyzację w latach 90. Estonia jest mniej skorumpowanym krajem niż niektóre państwa tzw. starej Unii. Jesteśmy z tego bardzo dumni. Ale nie sądzę, że transparentna prywatyzacja była w jakiś sposób zamierzona. Po prostu widzieliśmy, że w innych krajach to zdało egzamin. Podobnie było z podatkiem liniowym. Estonia była jednym z pierwszych krajów na świecie, który go wprowadził.

Jaki byłby najlepszy instrument do zwalczania kryzysu finansowego?
Estonia jest bardzo zależna od eksportu, głównie do Szwecji i Finlandii. Jeśli te kraje będą miały kłopoty, to my również. Największy jednak problem to zbyt mała konsumpcja wewnętrzna. Co można zrobić na rynku liczącym 1,5 miliona ludzi? Musimy eksportować. Dlatego najważniejsze jest, żebyśmy mogli bez przeszkód wysyłać nasze towary do Szwecji i Finlandii.

Może również do Polski?
Niestety, Polacy i Estończycy wzajemnie się nie znają. Myślę, że to jest głupie, że mamy tak mało kontaktów. Polska jest przecież jedynym wielkim krajem w Europie, który instynktownie rozumie rzeczy w taki sposób, jak my. W kwestii Gruzji, Ukrainy, Rosji, USA mamy zbieżne poglądy. Oglądając "Katyń" Andrzeja Wajdy, każdy Estończyk rozumie, o czym on jest. Ludzie, którzy nie przeżyli tego rodzaju barbarzyństwa, nie potrafili zrozumieć jednej ważnej rzeczy z tego filmu: że ludzie w naszej części Europy byli zmuszeni do milczenia o tej zbrodni przez lata.

W Estonii i w Polsce aktualnym tematem jest wprowadzenie euro. Niektórzy eksperci twierdzą, że strefa euro w wyniku kryzysu może się rozpaść. Co Pan o tym sądzi?
Rząd i ja popieramy wstąpienie do strefy euro. W obecnym kryzysie może to przynieść ekonomiczną stabilizację. Co do kondycji strefy euro, to jej sytuacja jest porównywalna albo lepsza od tej, w której znajdują się kraje nią nie objęte. Nie mam więc obaw co do jej przyszłości.

Niedawno w Europie prowadzone były badania, na podstawie których stwierdzono, że więcej niż połowa Francuzów, Niemców czy Włochów nie zgodziłaby się wysłać swoich żołnierzy w obronie krajów bałtyckich. Jak Pan, jako prezydent Estonii mającej trudne położenie geopolityczne, ocenia bezpieczeństwo kraju?
W przeszłości, kiedy amerykańscy żołnierze stacjonowali w Europie Zachodniej, aby jej bronić, ludzie mogli o tym różnie myśleć. Ale teraz, kiedy mają Polskę, Czechy, Bułgarię, Słowację, Węgry jako bufor, to nie sądzę, żeby nagle powiedzieli, że mają z tym jakiś problem. Mieszkałem w latach 80. w Monachium. I wtedy ludzie były zadowoleni, że inni okazują im solidarność, to znaczy z obecności 200 tys. amerykańskich oddziałów. A poza tym, czy naprawdę myśli się aż tak źle o Rosji, że chciałaby napaść na Estonię?

Można przypuszczać, że wojna w Gruzji mogła być również wynikiem braku poparcia państw sojuszu dla zaoferowania Gruzji i Ukrainie Planu Działań na Rzecz Członkostwa w NATO ?
Konflikt gruziński miał wiele powodów. Bezpieczniej byłoby powiedzieć, że niepowodzenie w zaproponowaniu Planu Działań dla Członkostwa w NATO (MAP) dla Gruzji i Ukrainy zasygnalizowało, że Zachód może nie w pełni poprzeć zaangażowanie w obronę Gruzji. Problemem jest niepowodzenie Polityki Sąsiedztwa UE. Jak wspieramy takie kraje, jak Gruzja i Ukraina? Nie dajemy im przecież nic, ponieważ te kraje mogłyby jeszcze pomyśleć, że ewentualnie w przyszłości mogłyby stać się członkami UE! I nawet teraz w nowym Partnerstwie Wschodnim przeznaczono dla nich 240 mln euro dla około 100 mln ludzi. Poza tym przyznaje się ułatwienia wizowe Rosji, a nie krajom, które są bardziej demokratyczne. To nie w porządku.

Estonię, Litwę i Łotwę często przedstawia się przez perspektywę działań Rosji. Co zrobić, aby Wasze kraje w mentalności Europejczyków zaistniały jako suwerenne kraje, a nie byłe republiki ZSRR?
To jest jedna z największych pomyłek, jakie robi Europa Zachodnia. Świadczy o braku profesjonalizmu.

Może dlatego, że kraje bałtyckie należały do Rosji przez setki lat. Rosjanie zawsze traktowali ten region jako należący do nich.
Po 1789 r. Polska spędziła tyle samo czasu pod wpływem Rosji, ile Estonia - z wyjątkiem dwóch lat między 1989 i 1991 r. Jaka to różnica?

A co można zrobić, by kraje bałtyckie przestały być postrzegane przez perspektywę Rosji?
To było bardzo widoczne w latach 90. przed rozszerzeniem NATO. Decydenci nie myśleli, co to znaczy dla Polski, ale co dla Rosji. Ale to nie nasz problem. My nie myślimy o Rosji. Nie wstaję rano, myśląc: Rosja! I kiedy idę spać, też nie myślę: Rosja !

90 proc. handlu Estonii jest związane z Zachodem i tylko w 10 proc. z Rosją - w wyniku tranzytu ropy. Dlatego nie panikujemy z powodu Rosji. To nie nasz problem. Jeżeli popatrzymy na poziom inwestycji w Polsce i w Estonii, to w Estonii, odkąd wstąpiliśmy do Unii, był on wyższy per capita niż u was. Mamy także wyższe PKB na jednego mieszkańca. Przy tym zestawieniu myśl, że jesteśmy dalekim północnym krajem, byłą republiką ZSRR, wydaje się dziwna.

W ostatnich latach relacje między Polską a Estonią układają się coraz lepiej. W jakim kierunku powinna się rozwijać nasza współpraca?
Przez wiele lat wierzyłem, że Estonia powinna mieć lepsze relacje z Polską. To, co może być interesujące dla Polski, to fakt, że w czasie, kiedy południowa część Estonii była pod polskim panowaniem, północna Estonia przechodziła przez ciężki okres reformacji. Protestanci szwedzcy nie zostawali żadnych śladów przedchrześcijańskiej kultury. W części zajętej przez Rzeczpospolitą dominował katolicyzm, który bardziej tolerancyjnie traktował kulturę przedchrześcijańską. Estończycy o tym pamiętają.

Pamięć historyczna może być podstawą do budowania relacji?
Oczywiście. Jako prezydent najlepsze co mogę zrobić, to przyjeżdżać do Polski, spotykać się z ludźmi, brać udział w spotkaniach, wspomagać współpracę pomiędzy uniwersytetami. Ale to, co naprawdę pomaga, to kontakty pomiędzy ludźmi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie