Nie mieścił się w żużlowy kevlar. Rafał Prokopiuk schudł 43 kg, przeszedł ogromną przemianę i teraz jest mistrzem świata w fitness model

Jakub Kłyszejko
Jakub Kłyszejko
Rafał Prokopiuk zgubił 43 kilogramy i po ogromnej metamorfozie zdobywa medale w zawodach fitness. materiały Rafała Prokopiuka
Zielonogórzanin Rafał Prokopiuk kiedyś chciał zostać żużlowcem. Niestety nie mieścił się w kevlar, który wcześniej kupił. To go mocno zmotywowało i dzięki swojej ciężkiej pracy przeszedł ogromną metamorfozę. Łącznie zrzucił aż 43 kilogramy, a teraz startuje w zawodach fitness model. Z ogromnymi sukcesami, bo jest mistrzem i wicemistrzem świata. Obecnie bez żadnego problemu zmieściłby się w dowolny kevlar.
  • Zielonogórzanin Rafał Prokopiuk zrzucił aż 43 kilogramy. Kosztowało go to wiele pracy
  • Świetną sylwetkę budował przez 12 lat. Teraz z dobrymi rezultatami startuje w zawodach
  • Opowiedział nam o procesie zmian w swoim organizmie, głowie, a także trudnościach, jakie napotkał
Rafał Prokopiuk zgubił 43 kilogramy i po ogromnej metamorfozie zdobywa medale w zawodach fitness.
Rafał Prokopiuk zgubił 43 kilogramy i po ogromnej metamorfozie zdobywa medale w zawodach fitness. materiały Rafała Prokopiuka

Może zaczniemy od wymienienia pana wszystkich osiągnięć, bo ja sam się w nich już pogubiłem?

- Startuję od dwóch lat i w tym czasie rywalizowałem w 43 kategoriach. Najważniejszymi były mistrzostwo Polski, mistrzostwo Europy, Puchar Polski, mistrzostwo i wicemistrzostwo świata.

Dlaczego tych kategorii jest aż tyle?

- Są pogrupowane limitem wagi, bez limitu wagi, w krótkich spodenkach, dłuższych spodenkach. Dużo by opowiadać.

Jak wyglądał ostatni start?

- Wywalczyłem złoty medal w męskiej sylwetce plażowej w kategorii z limitem wagi i srebro bez limitu wagi. Były to dwie bardzo silnie obsadzone federacje, a zawody stały na wysokim poziomie.

Czytaj także

Przede wszystkim chciałbym porozmawiać o pana przemianie. Słyszałem, że była ona ogromna. Co było impulsem do zmian?

- Już jako starszy nastolatek trochę podupadłem na zdrowiu. Przyszedłem do klubu w celu zrzucenia paru kilogramów. Moja przeszłość była mocno związana z żużlem. Do tej pory jeżdżę i prowadzę z chłopakami amatorską drużynę Chóragan Riders. To był główny impuls, bo chciałem schudnąć właśnie do tego sportu. Marzyłem, aby móc usiąść na motocyklu żużlowym i zdać egzamin na zawodnika. Udało się to zrobić. Apetyt rósł w miarę jedzenia. Sylwetka zaczęła się zmieniać. Minęło 12 lat od momentu, gdy zacząłem pracować nad swoim ciałem. Efektem są moje wyniki.

Czyli wszystko dzięki żużlowi?

- Tak. Chciałem wejść w kevlar. Kupiłem go od Krzysztofa Stojanowskiego, ale ważyłem gdzieś o 40 kilogramów za dużo. Niestety, albo i stety, pozwoliło mi to zacząć mocno nad sobą pracować. Był to świetny bodziec do ciężkiej pracy.

Łatwo było zacząć?

- Schudłem łącznie 43 kilogramy. Nie było łatwo, bo cała przemiana sylwetki trwała przez te wszystkie lata. Najwięcej zrzuciłem w pierwszej połowie roku, ale nie było to do końca zdrowe i przemyślane. Dopiero się wszystkiego uczyłem. W tamtych czasach nie było takiego dostępu do wiedzy. Trochę się pochorowałem i dostałem anemii. Było to bardzo trudne, bo gdyby miało być łatwe, to 3/4 społeczeństwa chodziłoby z idealną sylwetką. Wykonałem kawał dobrej roboty.

Co było najtrudniejsze?

- Zwątpienie, które pojawiało się dość często. Brakowało mi też pewnych walorów smakowych. Bazujemy na produktach, które nam nie przeszkadzają, a z czasem trzeba je zmienić. Pokusy czekają na każdym kroku. Trening siłowy nie jest taki zły. Bieganie, cardio, spacery też. Najważniejsze jest to, co robimy w kuchni.

Czytaj także

Z czego najtrudniej było zrezygnować?

- Jestem łasuchem i słodycze były największym problemem. Teraz jest na tyle fajnie, że jest sporo zamienników, słodzików, różnych sosów, zamienników czekolady. Można też samemu stworzyć fajny deserek i dobrze funkcjonować.

Po jakim czasie treningi zaczęły sprawiać przyjemność, bo na początku zapewne tak nie było?

- Początek to był mus. Nienawidziłem każdego treningu, każdej godziny, czy minuty na siłowni. Aczkolwiek zmieniło się to w momencie, gdy widziałem pierwsze efekty. Nie tylko w lustrze, ale też przy wynikach badań. Zaczęło mi to sprawiać ogromną przyjemność. Wytłumaczyłem sobie, że robię to dla zdrowia i rodziny. Potem zacząłem się zajmować profesjonalnym prowadzeniem klubu i jest to też mój zawód.

Czytaj także

To kolejna fajna historia. Z klienta stał się pan właścicielem siłowni.

- Poprzedni właściciele byli trochę zmęczeni tym trybem życia. Zaryzykowałem jako młody człowiek i postawiłem wszystko na jedną kartę. Zacząłem się uczyć, doszkalać, jeździć na seminaria i stwierdziłem, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Jestem dumny, że taką decyzję podjąłem. To dla mnie duży plus, bo zajmuje się prowadzeniem klubu, jestem zawodnikiem. Jest mi dużo łatwiej niż człowiekowi, który musi pracować na etacie.

Czytaj także

Kiedy pojawiła się myśl o startowaniu w zawodach? Stanął pan przed lustrem, zobaczył, że dobrze wygląda i stwierdził, że warto spróbować?

- Dokładnie tak było (śmiech). Mówię, kurde, coś tam jest. Jakaś kratka na brzuchu i zażartowałem z żoną, że pojedziemy do Sopotu, bo tam corocznie odbywają się zawody sylwetkowe. Stanę na scenie, zapłacę wpisowe, porobią mi zdjęcia i będę miał pamiątkę. Szaleństwa nie było, bo nie wszedłem do finału. Miała to być jednorazowa przygoda, ale podszedł do mnie znany menedżer sportowy i powiedział, że widzi w mojej sylwetce coś interesującego. Podniosłem rękawice i za dwa miesiące wziąłem udział w kolejnych zawodach. Pojawiło się pierwsze podium, pierwsze nagrody, flesze i zostało to we mnie. Okazało się, że coś w tej sylwetce jest. Bardzo lubię to robić, stałem się takim zwierzęciem scenicznym (śmiech).

Nie mieścił się w żużlowy kevlar. Rafał Prokopiuk schudł 43 ...

Gdyby nie to pojawienie się menedżera, to spróbowałby pan kolejnych startów?

- Dalej dbałbym o siebie i zdrowo bym się prowadził. Ale czy jako zawodnik? Myślę, że chyba nie. Temu panu wiele zawdzięczam. Było sporo negatywnych zdań na mój temat, że próbuję coś ze sobą zrobić, nie mam już tylu lat, nie mam sylwetki i ogólnie jeszcze nie teraz.

Takie słowa zmotywowały?

- Chciałem pokazać paru osobom z fit „światka”, że można wiele osiągnąć poprzez ciężką pracę. Ostatnio dostałem powołanie do kadry narodowej, ale cała ta śmieszna pandemia sprawiła, że nie będę mógł pojechać na mistrzostwa świata. Było to zbyt duże ryzyko, że będę musiał trafić na kwarantannę. Nie mogę sobie pozwolić, żeby biznes stał. Kończę sezon finałami mistrzostw Polski.

Czytaj także

Zaciekawił mnie temat zawodów plażowych. Jak one wyglądają? Faceci prężą się w kąpielówkach, czy jest nieco inaczej?

- Jest kilka kategorii. Kulturystyka swego czasu bardzo podupadła, jeżeli chodzi o odbiorców. Stworzono kategorię męskiej sylwetki plażowej. Polega na tym, że sylwetka ma być bardzo estetyczna. Zero przerostów i maksymalne odtłuszczenie. To musi być przyjemne dla oka. Coś w stylu odzwierciedlenie australijskiego surfera. Są też takie kategorie, w których trzeba wejść w garnitur, potem rozebrać się do spodenek i pokazać swoje ciało i kulturę osobistą na scenie.

Jak to się stało, że przez dwa lata udało się panu aż tyle wygrać?

- Trochę mało skromnie to zabrzmi, ale czasami trzeba zebrać kilku zawodników i oni przez całe życie nie zdobywają tylu statuetek. Napędza mnie sukces. Cały czas rośnie apetyt. Później pojawił się kolejny cel, czyli spróbowanie swoich sił we wszystkich federacjach, jakie istnieją w Polsce. Na dzień dzisiejszy udało mi się to zrobić. Nie wiem, czy jest w Polsce inny zawodnik, który też to zrobił. W ubiegłym roku miałem 14 zawodów weekend w weekend. Jest to trudne dla organizmu, ale można to fajnie pogodzić.

10 mitów dotyczących fitnessu, w które prawdopodobnie wciąż wierzysz

Co podpowiedziałby pan osobom, które chciałyby zmienić swoją sylwetkę?

- Fajnie byłoby się udać do odpowiedniego trenera. W Zielonej Górze jest wielu liczących się zawodników, a także trenerów mających duże pojęcie o kulturystyce. Należy udać się do takiego specjalisty. To nie są wielkie pieniądze, a takie spotkanie pomoże nam uniknąć dużej liczby błędów. Od tego powinno się zacząć.

Jeżeli popatrzymy na dzieci i młodzież, to widzimy, że społeczeństwo robi się coraz grubsze. Jak można tego uniknąć?

- Chyba my, rodzice, tworzymy taką otoczkę dla swoich dzieci. Boimy się wypuścić je z domu. Trzeba zająć się swoim zdrowiem i spojrzeć w lustro. Warto ćwiczyć nie dlatego, aby zostać zawodnikiem, lecz przede wszystkim dla siebie. Aktywność fizyczna wydłuża nasze życie i to powinno być najważniejszym argumentem. Można chudnąć nie tylko w klubie fitness. Trzymajmy odpowiednią dietę, chodźmy na spacery, wybierajmy się na rower. Dbajmy o zdrowie i sylwetkę. Przy okazji produkujemy wtedy endorfiny, czyli hormony szczęścia. Lepiej śpimy, pracujemy, funkcjonujemy. Warto coś zrobić dla siebie.

WIDEO: Jest niekwestionowaną gwiazdą fitness i motywuje miliony fanów. Piękna Anllela Sagra robi furorę na Instagramie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie