Nie ma wyjścia: szpitale trzeba sprywatyzować

prof. Ewelina Nojszewska, ekspert ds. ochrony zdrowia, SGH w Warszawie
Polityka i politycy zdominowali rozmowy o reformie służby zdrowia do tego stopnia, że pacjent ma mętlik w głowie, a zamiast konkretnych informacji dostaje kilka nic nieznaczących haseł.

Tymczasem szpitale nie mogą dalej funkcjonować tak jak dotychczas. Ratunkiem może być przekształcanie ich w spółki prawa handlowego. Następny etap potrzebnych zmian to prywatyzacja. Przecież już teraz liczba prywatnych placówek medycznych rośnie lawinowo.

Prywatyzacja szpitali jest więc nieunikniona i potrzebna, ale wymaga szczególnej ostrożności. Ustawa o ZOZ-ach wzbudziła podczas obrad sejmowej komisji zdrowia olbrzymie emocje.

Platforma gotowa była za nią ginąć, opozycja rozjeżdżała projekt punkt po punkcie, okraszając całość populistycznymi hasłami o czekającej nas dzikiej prywatyzacji i segregacji pacjentów. Tymczasem sama zmiana formy organizacyjno-prawnej szpitali nie gwarantuje sukcesu.

To, że przekształcimy publiczne placówki w spółki prawa handlowego, nie oznacza, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zacznie się w nich dziać lepiej.

Bolączką polskiej służby zdrowia jest to, że nie ma docelowej wizji, której podporządkowane byłyby wszystkie reformy. Dlatego od polityków oczekiwałabym jasnego zadeklarowania, do czego dążą, i pod tym kątem dopiero analizowałabym wprowadzane przez nich ustawy.

Tymczasem ostatnio minister zdrowia skupia się na detalach, zamiast tłumaczyć, jaką ma wizję zmiany statusu publicznych szpitali. Mówi a to o przekształcaniu szpitali w spółki prawa handlowego, a to o dzieleniu Funduszu na pięć osobnych placówek. W końcu to wszystko przestaje mieć sens.

Na początek, oprócz tzw. ustawy o ZOZ-ach, musi zostać inaczej rozwiązana kwestia oddłużania
szpitali. Już teraz widać, jak fatalne skutki miała puszczona w eter informacja o tym, że szpitalne zobowiązania będą umarzane. Niektóre placówki w przeciągu ostatnich miesięcy nagromadziły więcej długów, licząc na to, że zostaną one w cudowny sposób zapomniane.

Takie podejście do szpitalnych długów sprowadza się do promowania niegospodarności i karania tych, którym udało się wyprowadzić placówkę na prostą. W tym systemie najbiedniejsi są menedżerowie służby zdrowia, którzy nie dość, że toną w gąszczu niezrozumiałych przepisów prawa, to jeszcze nie mają gwarancji, że ich pozytywne działanie zostanie docenione.

Sprawą drugorzędną jest teraz, czy szpital przeszedłby we władanie samorządu tylko w 51, a może w 100 procentach. Uważam, że sprawny samorząd poradziłby sobie z zarządzaniem szpitalem. W proponowanej ustawie nie podoba mi się za to obligatoryjny ton dokonywanych zmian. Jestem pewna, że zasada "urawniłowki" zupełnie się nie sprawdzi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie