Nie kłócę się z Radwańskim

Hubert Zdankiewicz
Wojciech Kubik/Eastnews
- Jeżeli zawodnik jest dobrze przygotowany, to nabiera pewności siebie. A jak jest pewny siebie, to zachowuje się pozytywnie na korcie. Tak jest ostatnio w przypadku Agnieszki. Do tego doszedł jeszcze głód sukcesów. To, że ma papiery na wielką grę, wiemy wszyscy od dawna - mówi w rozmowie z Hubertem Zdankiewiczem, Tomasz Wiktorski - nowy trener Agnieszki Radwańskiej.

Odkąd zaczął Pan współpracę z rodziną Radwańskich, Agnieszka nie tylko wygrywa. Eksperci i rywalki mówią, że tak dobrze nigdy jeszcze nie grała. Jak wytłumaczyć tę zmianę?
Nie powiedziałbym, że jest to zmiana, bo Agnieszka wielokrotnie w karierze grała już świetne mecze i wygrywała z najlepszymi. Różnica polega na tym, że w ostatnim czasie po raz kolejny udało się utrzymać wysoką formę przez dłuższy czas. To efekt systematycznej pracy oraz jej bogatszego doświadczenia. Agnieszka ma dopiero 22 lata, ale cały czas się rozwija.

Czytaj także: Turniej WTA w Moskwie: Urszula Radwańska odpadła w kwalifikacjach

Można powiedzieć, że dorosła? Chodzi o jej zachowanie na korcie - jest skoncentrowana, uśmiechnięta. Nie narzeka jak dawniej, nie wpatruje się we własne buty.
Jeżeli zawodnik jest dobrze przygotowany, to nabiera pewności siebie. A jak jest pewny siebie, to
zachowuje się pozytywnie na korcie. Tak jest ostatnio w przypadku Agnieszki. Do tego doszedł jeszcze głód sukcesów. To, że ma papiery na wielką grę, wiemy wszyscy od dawna.

Jaka jest dokładnie Pana rola? Kim Pan jest - trenerem Agnieszki? Opiekunem? Ochroniarzem?

Trener, który jeździ na turnieje, pełni po trosze każdą z tych funkcji. To zupełnie inna praca niż codzienny trening, który Agnieszka i jej siostra wykonują z ojcem w Krakowie.

Jak wygląda podział obowiązków między wami?
Podział w tej chwili jest prosty. Agnieszka i Ula mają w zespole kilka osób. Są sparing partnerzy, którzy z nimi grają podczas treningów. Jest trener od przygotowania ogólnego. Współpracujący fizjoterapeuci i lekarze. Ja z nimi jeżdżę i zajmuję się podczas turniejów, czyli z angielska mówi się, że jestem travelling coach. Jest też ojciec, który zarządza wszystkim na miejscu i zajmuje się codziennym treningiem, czyli z angielska - head coach.

Czytaj także: Turniej ITF w Joue-Les-Tours: Porażki Domachowskiej i Linette w deblu

Jak układa się wasza współpraca?
Bardzo dobrze. Wiem, że dla podgrzania atmosfery byłoby najlepiej, gdybyśmy się trochę w mediach poobrzucali błotem. Parę osób by się z tego ucieszyło. Muszę ich jednak rozczarować. Jedyne, czym się ewentualnie będziemy z Piotrem obrzucać, to śnieżki, gdy jak co roku przed świętami pojadę do Krakowa i pójdziemy na Stary Rynek.

Początki Pana współpracy z Agnieszką były bardzo dobre. Później przyszedł jednak US Open i znów zobaczyliśmy dawną Radwańską. Przegrała w drugiej rundzie, narzekała, że kort jej nie odpowiadał. Nie było chwili zwątpienia?
Skoro potrafimy się cieszyć ze zwycięstw, to musimy też umieć zaakceptować porażki. Taki jest sport. Czemu ktokolwiek miałby zwątpić po turniejach w USA? Wszyscy mówią o porażce w Nowym Jorku, ale nikt nie mówi o tym, że Agnieszka zajęła drugie miejsce w bardzo prestiżowym rankingu US Open Series [liczą się wyniki w turniejach przed US Open i samo US Open - red]. Czy to nie był powód do zadowolenia? Jej czas w Wielkich Szlemach jeszcze przyjdzie.

Czytaj także: Niespodzianka na turnieju w Szanghaju: Nishikori wyeliminował Tsongę

Ojciec Agnieszki mawia, że praca trenera WTA ociera się chwilami o szamaństwo...
Kobieta zmienną jest... To ponadczasowe zdanie odnosi się do wszystkich dziedzin życia związanych z płcią piękną. Tłumacząc z polskiego na polski - nigdy do końca nie wiesz, czego możesz się spodziewać. Często wydaje ci się, że masz optymalnie wytrenowaną zawodniczkę, że wystarczy wypuścić ją na kort i wszystko samo się zrobi, a tu klops. Potocznie mówimy o tym: dyspozycja dnia.

Jak długo potrwa wasza współpraca? Oficjalnie wciąż jest Pan trenerem PZT i ma w związku z tym również inne obowiązki.
O dalszej współpracy porozmawiamy po sezonie, wtedy będę mógł powiedzieć coś więcej. Jeśli chodzi o PZT, to oczywiste jest, że Agnieszka i Ula są priorytetem dla polskiego tenisa, więc nie ma żadnego problemu. Jakieś rozwiązanie zawsze się znajdzie. Jakie? Będziemy wiedzieć pod koniec listopada.

Ostatnio dużo się mówi, że kobiecy tenis przeżywa kryzys.
Ludzie interpretują jako kryzys brak liderki pokroju Steffi Graf, Martiny Hingis czy sióstr Williams. Ja tak nie uważam. Generalnie średni poziom bardzo się podniósł i wiele dziewczyn potrafi świetnie grać w tenisa.

Czytaj także: Agnieszka Radwańska wygrała turniej w Pekinie. Polka pokonała Petković

Panuje jednak opinia, że większość z nich wali bezmyślnie na drugą stronę kortu.
Poniekąd tak jest, tenis stał się w ostatnich dziesięciu latach bardziej siłowy niż finezyjny. Kilka la temu wystarczyło jednak głośno stękać i łupać z całej siły. Teraz specjalistki od bombardowania z głębi kortu potrafią dużo więcej. Wzrosło też tempo gry, przez co o wiele trudniej jest zagrać skrót czy wolej. Porównując tenis z lat 90. do współczesnego, ma się wrażenie, że oglądamy film w zwolnionym tempie. Wtedy dużo łatwiej było kontrolować piłkę, więc gra była też atrakcyjniejsza dla kibiców. Poziom sportowy był jednak niższy. Przyszła królowa WTA będzie musiała umieć wytrzymywać wymianę z Sereną Williams, serwować jak Stosur, biegać jak Woźniacka i mieć przegląd sytuacji, wyszkolenie techniczne i spryt Radwańskiej. Na tę chwilę tylko facet może spełnić te warunki (śmiech)...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie