Nie ja pierwszy wygnany, nie ostatni

Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny Fot. Polskapresse
Naszły mnie myśli o emigracji. Takiej na zawsze. Namawia mnie przyjaciółka. Mniej więcej tak - po co dalej w tym syfie siedzieć...

Nie z biedy. Nie jesteśmy biedni. Jesteśmy zniechęceni tym, że nic się nie dzieje, choć człowiek stara się przecież, wstaje rano, pracuje…
Nie z braku mieszkania - mam pięć łazienek, no, to domyślcie się, że pokoi trochę więcej.
Jeżdżę takim samym autem jak Victoria Beckham.
A jednak nie jestem szczęśliwy. Odkrywam to każdego kolejnego dnia.

Przyjaciółka znalazła dla nas dom. Stoi w Hiszpanii, nad samym morzem, ma kształty mauretańskie, jest biały, no i ma palmy plus basen z błękitną wodą.
To właściwie ostatnia chwila, żeby w życiu nie tylko pędzić, ale żeby odpocząć.
Tak jak radził mi kiedyś kolega - człowiek powinien 25 lat się uczyć (wykonałem), 25 lat pracować (harowałem) i 25 lat odpocząć.

Chyba czas, panie Pawle. A Polska się bez pana przecież nie zawali. Nie ma ludzi niezastąpionych.
Ale myślenie o emigracji nie jest łatwe, bo coś, kogoś się zostawia. To nie jest tylko mówienie w innym języku - obstawiam, że hiszpańskiego nauczę się w trzy miesiące. Ale to jest przyznanie się do porażki. Nie mojej, ja w swoim życiu wszystko zrobiłem świetnie, zwłaszcza dzieci, domy, pracę. Ale gdzieś nagle stałem się niepotrzebny.

Nie wierzycie?
Szukam pracy. Z ZUS-em. Za pensję godną mej wartości. Macie taką?
Pusty śmiech mnie ogarnia, rodacy.
Nie, nie czuję się pokrzywdzony. Bywajet. Z Polski emigrowali Mickiewicz i Chopin, i Norwid. I moi literaccy idole - Hłasko i Tyrmand.
Popatrzcie, jak wiele zacnych osób wypędziliście. Ile milionów. I jeszcze nie macie dosyć.
Ale Jaruzelskiemu pensję płacicie. Na czas. Z waloryzacją.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że matka najsurowiej każe najukochańsze dzieci.
Oczywiście, nie muszę jechać nad to morze w Hiszpanii, nic nie muszę. Mam jeszcze mieszkanie na Bródnie w Warszawie, czyli groby dziadków, matki i ojca. Trzy sztuki.
I zarządzająca tym bałaganem moja ciotka wymyśliła, że… najlepiej, jak położę się z ojcem.
Czyli z mordercą mojej mamy.
Na moją uwagę, że nie mam najmniejszego zamiaru leżeć z kimś tak podłym, odparła, że mogę sobie zmienić nagrobek…

Podłość, niestety, nie ma granic, także w myśleniu. Tak więc w Polsce miejsca dla mnie nie ma. Nawet na cmentarzu. Przyjdzie mi na obczyźnie utopić się w basenie, a wcześniej zapić wińskiem. A wy będziecie pytać dlaczego?
Dlatego. Dlatego, że w Polsce nie ma miejsca dla najlepszych.
O tym meczu miałem pisać, byłem, zmokłem, ale się nie przejąłem, nie w takich warunkach się grało, ja całe życie w błocie i w śniegu. Cóż, okazało się, ile wart jest polski rząd, jego bezradność jest przerażająca. Żartowałem, że dobrze, iż nie ma wojny, bo nie poleglibyśmy w siedem dni, jak na Westerplatte, tylko w siedem godzin. Córka żartowała, że marsze smoleńskie zawsze odbywają się na czas, nawet jak pada deszcz! Ale też się śmiała, w środę poszła na powtórkę, no i obiecała, że będzie do mnie przyjeżdżać do Hiszpanii. Nawet się ucieszyła. Bo dla niej to nie wygnanie, tylko basen i morze.
Kiedyś zrozumie, co znaczy być wypędzonym.
Nawet jak się ma własny dom.
I nie ma co czekać, nawet jak PiS zabierze władzę tym nieudacznikom gdzieś w roku 2185…

No, niekoniecznie miałem tylko złe nastroje ostatnio. Pomijam już to, że nieźle pokopaliśmy z Anglikami, ani przez chwilę nie różniąc się od najlepszych piłkarzy świata w niczym (zabrakło mi tylko, żeby ktoś skopał tego farbowanego kurdupla, serio, ja bym go tak wyeliminował w minutę). Jestem pod wrażeniem jednak Anglii, a konkretnie jednego gracza z Tottenhamu, czyli… Adele. To, jak zaśpiewała piosenkę do najnowszego "Bonda", to jest po prostu głos syren… Tak musiały brzmieć mityczne odgłosy wabiące myśliwych, rybaków, podróżnych…
Adele, skąd ty się na tym świecie wzięłaś!

I tak poprawił mi się humor. Podobno jest w ciąży - doniosła mi koleżanka, też piosenkarka, tyle że bez głosu, na co odpisałem - wiem, ze mną! Oczywiście, prostacki żart, ale coś jest na rzeczy, mianowicie moją Adele zapylił jakiś Polak. Znaczy się, wygrywamy nie tylko pod Wiedniem (znaczy się pod Colinem Farrellem, czy jak mu tam, temu od Córusi--Bachledy), ale zwyciężamy nad Anglią! I na boisku, i w łożnicy. Zawsze jakaś to satysfakcja, że nie jesteśmy od macochy. Nawet wypędzeni.
I poszkodowani.

Czasem ktoś się ze mnie śmieje, że to, że sro i owo. Tak pomyślałem, że w latach 70. było wielu zapewne mądrych Polaków. Jan Piotrowski, Wojciech Kowalski, Marian Kwaśniewski i milion innych.
A ja wolałem Jana Himilsbacha.
Zachrypniętego pijaka i budowniczego nagrobków, bez urody.
Zastanówcie się, czy i jego nie skazaliście na niebyt, choć z was wszystkich najbardziej był wrażliwy.
Nie zapomnę jego opowieści, on sam je najchętniej kolportował, często u nas w Harendzie, jak mu się postawiło piwo… Że wraca kiedyś do domu i od progu rzuca się na żonę Basicę, zdziera z niej ubranie i namiętnie się kocha…
Ona, w szoku: - Janku, co się stało, nie robiłeś tego od lat!
Na to on, z powagą:
- Bo wiesz co, Basica? Bo sto lat temu urodził się Ludwik Waryński.

No dobra, czekam na "Bonda" i na te niezwykłe przygody, tak niezwykłe, że nawet królowa Elżbieta, niesłynąca z przesadnego poczucia humoru, zgodziła się wyskoczyć z nim samolotem… Otóż przypomniał mi się ten wypędzony Hłasko i jego powieść, na której nie tyle się wzorowałem, co po prostu nauczyłem się pisać i rozumieć…
Była w swoim czasie opowiastka o amerykańskim pisarzu, który pisał powieść w odcinkach. Pewnego dnia przyszedł do swego szefa.
Pisarz: - Szefie. Od jutra chcę dziesięć dolarów więcej za odcinek.
Szef: - Won.
Pisarz wychodzi, gwiżdżąc beztrosko. Szef łączy się z sekretarką i każe, aby przyszedł Rappaport. Rappaport wchodzi.
Szef: - Rappaport. Od tej chwili będziesz dalej pisał te przeklętą bzdurę.
Rappaport: - Tak jest, szefie.
Zgarnia nonszalanckim ruchem manuskrypt i wychodzi, szef pogrąża się w dalszej pracy. Za godzinę wraca Rappaport. Jest kompletnie pijany i trupio blady. Kładzie przed szefem manuskrypt.
Rappaport (bełkocze): - Wszystko skończone. Otrząsam pył z moich nóg i przeklinam.
Zataczając się, wychodzi. Szef żąda, aby przyszedł Treppengelander. Treppengelander wchodzi.
Szef: - Patrick. Masz od jutra dalej pisać tę hecę.
Treppengelander: - Tak jest.
Wychodzi. Po godzinie wraca. Trupio blady. Pijany. Rzuca manuskrypt na stół i nie mówiąc ani słowa, wychodzi. Sytuacja robi się poważna, z drukarni dzwonią. Szef woła Najlepszego. Najlepszy wchodzi.
Szef: - Ty… i tak dalej.
Najlepszy: OK.
Po godzinie wraca. Pijany i trupio blady.
Szef: - Co jest?
Najlepszy: - Nic się nie da zrobić. Bohater wyskoczył z samolotu na wysokości dziesięciu tysięcy metrów i jest bez spadochronu. Wokół niego lata eskadra odrzutowców i strzela do niego pociskami rakietowymi. Na dole czekają już na niego trzy rekiny z otwartymi paszczami. A teraz idę. Otrząsam pył z moich nóg i przeklinam…
Najlepszy wychodzi. Szef woła pierwszego i obiecuje mu podwyżkę. Następnego dnia ukazał się dalszy ciąg powieści odcinkowej zaczynający się od słów: "Nadludzkim wysiłkiem woli, wydostawszy się z tych irytujących opresji, Mike Gildenstern powrócił do Nowego Jorku".
No więc jeżeli ja ani nie umrę, ani nie wyemigruję, to tylko nadludzkim wysiłkiem woli.

A na razie zapisałem się do takiego ciekawego stowarzyszenia prawicowych studentów Uniwersytetu: Hotel Lambert.
Chyba tylko tam się nadaję, ale to przecież żaden wstyd.

Nie ja pierwszy wygnany, nie ostatni.

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wkw
witam tak mi sie milo czytalo wczoraj mialem okazje ogladac z panem wywiad podobal mi sie pana bezposredni jezyk bez srania po krzakach a tu nagle to "I nie ma co czekać, nawet jak PiS zabierze władzę tym nieudacznikom gdzieś w roku 2185… " no i jak juz zabierze to co?bedziemy czekac do 3000 az odda i tez nic niezrobi?bo to jedna wielka banda nieudacznikow tzn.POPIS.pl;)
J
JA
czyż nie? Zapomniałeś jak to bywa? Fantazja go poniosła... felieton powstał po odlocie imprezowym czy w efekcie kaca poimprezowego?
k
kds
youtube:
"Paweł Zarzeczny: cieszę się, że PZPN ma bilety dla bezzębnych dziadków ze wsi"

teoretycznie powinien pan być skończony jako dziennikarz. No ale zobaczymy jakie ma pan "plecy" :)
T
Torrent
Jest Pan najdoskonalszym polskopiszacym dziennikarzem ,felietonista . Po prostu
q
qwerty
Zarzeczny, nie bądź taki na serio, nie umieraj!
T
Tomek Sz
W Espani nie kupuj starego domu. Te stare to bielone były wapnem. Jak wyrżniesz po pijaku gębą we framugie to cygara przez pół roku do twarzy nie włożysz...
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Nie ja pierwszy wygnany, nie ostatni
M
Miklus
Pięknie, że Pan wymienił naszych twórców, których się ludowa ojczyzna wyrzekła, ale wśród nich pominął Pan Witolda Gombrowicza. Swoją drogą to był paradoks. Jedni mieli ochotę wrócić (Hłasko, Gombrowicz), ale władza im nie pozwalała, a wielu innych miało ochotę chociaż trochę pocierpieć w kapitalizmie, ale ta sama władza ich przed niedolą w gnijącym ustroju ratowała.
b
bebeto
no i wozi cię taka "victoria beckham" ;)
Dodaj ogłoszenie