Nie bunga-bunga, a kryzys zmiata Berlusconiego

Redakcja
Wszyscy mają prawo czuć się zdziwieni, bo to nie z powodu słynnych imprez bunga-bunga Silvio Berlusconi w końcu straci swój urząd. Berlusconi już zapowiedział: odejdę, ale wcześniej trzeba ustabilizować budżet, a to ma zająć jeszcze kilka tygodni.

Tak więc przyczyną jego upadku są bardziej żądania UE formułowane przez francusko-niemiecki duet zwany Merkozy, któremu wtórują rynki finansowe wyraźnie zdeterminowane, by usunąć ze stanowiska najdłużej urzędującego szefa rządu w Europie.

W sytuacji, gdy włoskie obligacje znalazły się pod silnym obstrzałem, Berlusconi stanął w obliczu parlamentarnej rebelii, która może go w końcu zmusić do odejścia na emeryturę.

- Rynki pragną rządu, który będzie w stanie przeprowadzić znaczące reformy. Berlusconi miał swoje szanse, ale z nich nie skorzystał - powiedział Domenico Lombardi z amerykańskiego ośrodka badawczego Brookings Institution.

"Teraz rynki chcą rządu, który stanie na wysokości zadania. Panuje przekonanie, że musi to być nowy rząd z bardziej reformatorskim premierem".

Czytaj także: Koniec rządów Berlusconiego. Premier Włoch zapowiedział dymisję i wybory

75-letni Berlusconi, miliarder i magnat medialny, po raz pierwszy został premierem w 1994 r. i w sumie stał na czele włoskiego rządu przez blisko dziewięć lat. Pomimo burzliwego życia osobistego i procesu karnego za kontakty seksualne z nieletnią prostytutką nieudolna opozycja nie potrafiła odsunąć go od władzy.

Jednak Berlusconi nie cieszy się zaufaniem przywódców Unii Europejskiej. Niemiecka kanclerz Angela Merkel i prezydent Francji Nicolas Sarkozy ostatnio uśmiechali się znacząco, gdy zapytano ich o włoskiego premiera.

Pozycja Berlusconiego stała się praktycznie nie do utrzymania, gdy rynki finansowe wywindowały oprocentowanie włoskich obligacji dziesięcioletnich do ponad 7 proc., czyli poziomu, który wywołał interwencję w Grecji, Portugalii i Irlandii.

Po powrocie ze szczytu G20 w Cannes w piątkowy wieczór Berlusconi miał się dowiedzieć, że stracił większość w parlamencie z powodu fali odejść z jego ugrupowania. Włoskie gazety piały, że jego najbliżsi doradcy dali mu niewiele czasu na podjęcie decyzji, czy powinien sam złożyć dymisję, czy narazić się na porażkę parlamentarną.

Niezmordowany Berlusconi twierdził jednak w niedzielę, że może się utrzymać do końca kadencji. - Pomimo odejść niektórych posłów, których, jak sądzę, można przekonać do powrotu, nadal mamy większość w parlamencie - powiedział w wywiadzie.

Czytaj także: "Los UE i strefy euro waży się we Włoszech, a nie w Grecji"

Pierwszy test nastąpił we wtorek. Buntownicy z partii rządzącej rozważali przyłączenie się do opozycji, która chce masowo wstrzymać się od głosowania nad budżetem. Celem jest umożliwienie przyjęcia kluczowej ustawy budżetowej, a jednocześnie pokazanie Berlusconiemu, że stracił większość. Dysydenci mają nadzieję, że to wystarczy, by przekonać go do ustąpienia. Jeśli tego nie zrobi, opozycja rozważa zgłoszenie formalnego wniosku o wotum nieufności. Ocenia się, że ok. 20 posłów opuściło partię rządzącą, chociaż według niektórych źródeł może być ich nawet 40.

Niektórzy zwolennicy Berlusconiego chcą, żeby spróbował utrzymać swoją partię u władzy, wyznaczając nowego premiera - być może szefa urzędu rady ministrów Gianniego Lettę.
Mają nadzieję, że odejście Berlusconiego skłoniłoby główną partię centrową - Unię Chrześcijańskich Demokratów i Centrum (UDC) Piera Ferdinanda Casiniego - do stworzenia koalicji centroprawicowej, która mogłaby rządzić do końca kadencji parlamentu w 2013 r.

Problem w tym, że obecny partner koalicyjny Berlusconiego Liga Północna Umberto Bossiego, nie pali się do współpracy z partią Casiniego. Bossi żąda, by w razie upadku rządu Berlusconiego, rozpisać wcześniejsze wybory - tego znowu obawiają się rynki finansowe, według których wybory mogłyby sparaliżować reformy gospodarcze we Włoszech.
Inny jeszcze scenariusz tej politycznej układanki zakłada, że 86-letni prezydent Włoch Giorgio Napolitano wybierze nowego premiera, którzy stworzy rząd ekspertów i będzie próbował zmontować nową większość w parlamencie.

Historycy przypominają, że kiedy Rzym płonął, cesarz Neron bawił się, kombinował i oszukiwał. Berlusconi natomiast brał udział w imprezach typu bunga-bunga. Dla niewtajemniczonych - to dźwięcznie brzmiące wyrażenie znaczy tyle co bara-bara.

Czytaj także: Bauman we Włoszech: Berlusconi to incydent, wszystkie kraje mają przykre chwile w historii

Ten butny magnat medialny - zaczynał jako piosenkarz na statkach turystycznych, by stać się trzecim najbogatszym człowiekiem we Włoszech - przemodelował kraj na swój obraz i podobieństwo. W ciągu ostatnich 17 lat był szefem trzech rządów. Połowę tego okresu spędził u steru władzy.

Dzieje kraju zaczęły przypominać opery mydlane, jakie bez chwili przerwy nadają należące do niego kanały telewizyjne. W roli głównej tego tasiemcowego melodramatu występuje oczywiście sam premier. Tradycyjne Włochy - zawsze silnie związane z Kościołem i wartościami rodzinnymi - coraz bardziej przejmują kulturę skąpo odzianych panienek występujących w telewizyjnych programach rozrywkowych i chełpiącej się tylko samą sobą polityki.

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jacek

A kryzys zmiecie rząd Donaldo
Jak dobrze pójdzie już za rok
nie będzie po nim śladu
Vincent nie uratuje ich związku.

Dodaj ogłoszenie