Nie atakujmy Jana Pawła II. Winowajcy siedzą w episkopacie. Komentarz Krzysztofa Zyzika

Krzysztof Zyzik
Krzysztof Zyzik
Dariusz Gdesz / Polskapress
W żadnej mierze nie zaskakuje mnie, kiedy padają kolejne kościelne autorytety. O wielu polskich biskupach, na czele z Głódziem i Jędraszewskim, od lat miałem fatalne zdanie. Im podobni reprezentują albo frakcję kryjącą zboczeńców w sutannach, albo wpychającą mój Kościół w łapy świeckiej władzy.

Nie byłoby takiej skali ataków na księży, gdyby nie postawa lwiej części Episkopatu Polski. Gdyby nie zamiatanie pod dywan problemów i chowania się za plecami polityków. Czego symbolem był sejmowy sprzeciw posłów PiS w sprawie powołania do komisji ds. pedofilii księdza Kazimierza Isakowicza-Zaleskiego. Niezwykle uczciwego duchownego, który od lat pomaga ofiarom księży-pedofilów.

W ostatnich tygodniach głośno jest o postawie kardynała Stanisława Dziwisza, osobistego sekretarza Jana Pawła II. Były metropolita krakowski to typowy przykład postaci święcącej światłem odbitym. Jego wysoka pozycja wynika z faktu posługi u boku papieża Polaka, a nie z indywidualnych zasług. I coraz więcej faktów mówi o tym, że pełnił tę posługę źle, że chronił przestępców w sutannach, w tym seryjnych pedofilów, jak Maciel Degollado.

Pytanie na dziś brzmi, czy Dziwisz „ochronił” również Jana Pawła II. Ochronił przed wiedzą o ciemnej stronie duchowieństwa. Wbrew temu, co twierdzą dyżurni krytycy Kościoła, nie ma jednoznacznych dowodów na świadome zaniechania ze strony papieża. Przeciwnie.

W sytuacjach, gdy otrzymywał on wiarygodne informacje o podejrzeniach przestępstw, reagował stanowczo. Tak było w przypadku interwencji jego przyjaciółki Wandy Półtawskiej w sprawie przestępstw abp. Juliusza Paetza. Jej udało się obejść zaporę, jaką był m.in. Stanisław Dziwisz.

Już w latach 90. papież Polak wezwał Kościół powszechny do stanowczej wojny z pedofilią. To miała być polityka „zero tolerancji”. Mówią o tym dokumenty. Ale one się później rozminęły się z czynami, a walka z przestępczością w Kościele była dużej mierze pozorowana.

W opinii badaczy tematu, także tych surowo recenzujących Kościół, jak autor słynnej książki „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie” Frederic Martel, krycie kościelnych pedofilów było efektem skorumpowania i zdeprawowania otoczenia papieża, ale nie jego samego!

Rzecz jasna, można uznać, że w każdej organizacji winę ponosi szef, natomiast nie zapominajmy, że papież długie lata zmagał się z ciężką chorobą, a w ostatnich kilku latach życia był już praktycznie zdany na otoczenie. Dlatego dopóki nie zobaczę jednoznacznych dowodów, że Jan Paweł II wiedział o przestępstwach i nie próbował im zapobiec, dopóty będę bronił jego dobrego imienia. A próby wymazywania go z naszej dobrej pamięci będę uważał za skrajnie niesprawiedliwe i szkodliwe.

Pamiętajmy, że mówimy o wybitnej postaci w dziejach Polski i świata. O świętym Kościoła katolickiego, ale także polityku, który odegrał ważną rolę w upadku komunizmu w Europie i kluczową rolę w wejściu Polski do Unii Europejskiej. Papież jak nikt inny potrafił scalać Polaków, niezależnie od ich poglądów. Z im większym smutkiem i niepokojem patrzę dziś na Polskę podzieloną przez Jarosława Kaczyńskiego, tym bardziej brakuje mi z nami Karola Wojtyły.

Będzie ustawa o hulajnogach: ograniczenia i mandaty

Wideo

Materiał oryginalny: Nie atakujmy Jana Pawła II. Winowajcy siedzą w episkopacie. Komentarz Krzysztofa Zyzika - Nowa Trybuna Opolska

Dodaj ogłoszenie