Niczego w życiu nie można zaniedbać

Patryk Rutkowski
Nigdy nie przypuszczałem, że wrócę do Czyżyn jako proboszcz - mówi ksiądz dr CZESŁAW SANDECKI z parafii św. Judy Tadeusza. - Ale niezbadane są wyroki boże.

Jak wyglądała Księdza droga do kapłaństwa?
To dobry moment, żeby mówić o tej drodze, ponieważ kilka dni temu, 19 maja, przeżywałem 30. rocznicę święceń kapłańskich. W 1979 roku, po maturze, wstąpiłem do Krakowskiego Seminarium Duchownego. Ten rok był rokiem szczególnym, rokiem pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, pielgrzymki, która przyniosła błogosławione owoce. Jesienią do Krakowskiego Seminarium Duchownego wstąpiła rekordowa liczba kleryków, ponad 90. Pielgrzymowanie Ojca św. i Jego słowa były dla wielu z nas przysłowiową kropką nad i w odpowiedzi na Boże powołanie. Po sześciu latach zostało wyświęconych 60 z nas, czyli jedna trzecia kolegów poszła inną drogą. Rocznik 1985 był pierwszym tak licznym rocznikiem wyświęconych księży.

Ma Ksiądz tytuł naukowy.
W 1997 roku zostałem skierowany do pracy w Wydziale Duszpasterstwa Dzieci i Młodzieży w Kurii Metropolitalnej w Krakowie. Zostało mi zlecone zadanie bycia wizytatorem katechetycznym w rejonie Kraków - Centrum. Obecny kardynał warszawski, wtedy biskup pomocniczy w Krakowie Kazimierz Nycz, powiedział nam, wizytatorom, że dla dobra tego urzędu, wizerunku w szkołach, a także żeby uwiarygodnić swoją posługę, należałoby rozpocząć dodatkowe studia z zakresu pedagogiki, dydaktyki, katechetyki. I tak też w przypadku mojej osoby się stało. Moja praca doktorska, przygotowana i obroniona w 2004 r., wtedy jeszcze na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, miała charakter bardziej empiryczny niż teoretyczny. Jej tytuł brzmiał: Katecheza szkolna a religijność polskich studentów. Na podstawie badań przeprowadzonych na wybranych uczelniach krakowskich. Chodziło o sprawdzenie, zbadanie, w jaki sposób podstawowe zadania stawiane katechezie szkolnej wydają owoce w życiu tych, którzy już ją ukończyli. Zdobyta wiedza i tytuł naukowy bardzo mi się przydały, również wtedy, gdy byłem dyrektorem Zespołu Szkół Katolickich im. Świętej Rodziny w Krakowie na ul. Pędzichów.

Po skończonej kadencji dyrektorowania w szkole wróciłem na kilka lat do Wydziału Katechetycznego (tak go popularnie nazywaliśmy). A później zostałem dyrektorem Wydziału Duszpasterskiego Kurii Metropolitalnej i współpracując z bp. Janem Zającem i drugim kapłanem, jestem odpowiedzialny za duszpasterstwo w archidiecezji krakowskiej. Tak jest do dzisiaj.

Te wszystkie zajęcia pochłaniają sporo czasu.
Oczywiście pochłaniają i myślę, mówiąc nieskromnie, że trzeba umieć je pogodzić. Bo nie można zaniedbywać niczego. Oprócz bycia proboszczem, dyrektorem, jestem jeszcze dziekanem dekanatu mogilskiego.

Praca w Wydziale Duszpasterskim dużo mi daje. Na wszystkie proponowane inicjatywy duszpasterskie potrafię spojrzeć okiem praktyka, a nie teoretyka. Praca w parafii jest więc ubogaceniem mojej posługi w kurii poprzez wymiar praktyczny. Pracując w wydziale mam też kontakt z sercem diecezji, czuję, że jestem w centrum spraw duszpasterskich, które się dzieją. To mnie inspiruje i ubogaca. Jestem poniekąd na pierwszej linii.

To, jak Ksiądz trafił do Nowej Huty do parafii?
Trzecią parafią w moim życiu kapłańskim, do której zostałem posłany w 1990 roku, była parafia św. Judy Tadeusza w Krakowie-Czyżynach. Byłem tutaj wikariuszem przez trzy lata. 1 września tegoż roku katecheza przechodziła z salek katechetycznych przy parafii do szkół. To było dla mnie wielkie przeżycie, mentalnościowo, kompletna zmiana. Bałem się tej nowej rzeczywistości.

Dlaczego? Ponieważ katechizując w parafii czułem, że jestem u siebie, w szkole natomiast katecheta jest jednym z uczących, którego obowiązuje cały system zasad organizujących i regulujących codzienne życie szkoły. Zacząłem uczyć w XII LO i w Szkole Podstawowej 103 na os. Kolorowym. Z czasem wszystkie obawy minęły. Zacząłem się czuć w szkole coraz lepiej, poznałem wielu wspaniałych ludzi, dyrektorów, nauczycieli, wychowawców, pracowników szkół, w których uczyłem. Czasami ich spotykam, wtedy wspominamy tamte czasy sprzed lat. To były piękne dni…

Nigdy nie przypuszczałem, że wrócę do Czyżyn jako proboszcz. Cóż, niezbadane są wyroki boże… Z ogromnym sentymentem i wdzięcznością wspominam mojego poprzednika śp. ks. Jana Gwizdonia. Wiele mu zawdzięczam. Tak niespodziewanie odszedł do Pana… W roku jego śmierci mieszkałem przy kościele Mariackim. Pod koniec września 2010 r. byłem na pielgrzymce w Fatimie. Wróciliśmy wieczorem 1 października, a rano zadzwonił do mnie ks. biskup i powiedział, że ks. Gwizdoń nie żyje. Był to dla mnie ogromny szok.

Widzi Ksiądz różnice w parafii na przestrzeni lat?

Absolutnie ogromnie dużo się zmieniło. Gdy idę po kolędzie, ktoś mówi - ksiądz mnie chrzcił, uczył w szkole albo błogosławił ślub. Parafianie pokazują zdjęcia… Wtedy pytam o obecne życie moich uczniów, gdzie mieszkają, jak się im wiedzie… To bardzo miłe i serdeczne wspomnienia.

Ilu parafian uczestniczy w niedzielnej mszy świętej?
Kiedy w jedną w październikowych niedziel liczymy wiernych, okazuje się, że jest ich w kościele ok. czterech tysięcy. To nie jest satysfakcjonująca liczba, jednak jestem świadomy, że wielu parafian, z różnych powodów, uczestniczy w niedzielnej Eucharystii w innym kościele. Dzisiaj modnym stał się tzw. churching, czyli chodzenie na mszę św. do różnych kościołów, a w Krakowie ich nie brakuje. Są jeszcze inne powody. Terytorialnie sąsiadujemy z kilkoma parafiami. Po sąsiedzku np. z parafią św. Brata Alberta. Wielu parafian tam chodzi do kościoła, np. ze względu na dzieci, które są uczniami szkoły podstawowej znajdującej się na os. Dywizjonu 303.

Parafię na os. Szklane Domy, "dotykamy" przez osiedle Handlowe. Są tam dwa "nasze" bloki. Wiem także, że wielu parafian uczęszcza na mszę św. do kościoła oo. Cystersów. Nadto, kiedy chodzę po kolędzie na os. Kolorowym i pytam o niedzielną Eucharystię, w odpowiedzi słyszę: chodzę na os. Teatralne, "pod krzyż", bo bliżej. Nasza parafia jest bardzo terytorialnie rozległa. Powstają nowe osiedla, np. przy ul. Sołtysowskiej, tzw. Fajny Dom. Ok. 2,5 tysiąca ludzi. Dalej, oo. Cystersi w Mogile. Dużo mieszkańców Łęgu chodzi na mszę św. do Mogiły, są związani z duszpasterstwem oo. cystersów.
Nasza parafia jest również ogromnie zróżnicowana, gdy chodzi o przekrój ludzi. Wydaje mi się, że jest to zjawisko charakterystyczne dla całej Nowej Huty. Byłoby bardzo ciekawe, gdyby przeprowadzić takie badania socjologiczno-pastoralne i odpowiedzieć na pytanie: kto to jest dzisiaj Nowa Huta?

A Ksiądz, jak to widzi?
Jak rozmawiam z kolegami, to czuję, że oni mają wyobrażenie o Nowej Hucie zaszczepione w przeszłości, przekazane w szkole. Dzisiaj sytuacja jest inna. Np. bloki na os. Kolorowym czy Handlowym zostały zbudowane pod koniec lat pięćdziesiątych i na początku lat sześćdziesiątych. W tych latach zostały zasiedlone przez ludzi młodych, dwudziesto-, trzydziestolatków. Dzisiaj są to już ludzie starsi, starzy lub już ich nie ma na świecie. Chodząc po kolędzie obserwujemy, ile ludzi odeszło do Boga, ilu pozostało spośród pierwszych mieszkańców, którzy zasiedlali blok. W tym rejonie na pewno parafia się starzeje. Jak wspomniałem, jest znaczna liczba ludzi sędziwych, schorowanych, samotnych, niewychodzących z domu, potrzebujących opieki. Odwiedzamy ich z posługą duszpasterską.

Kolejna kategoria parafian to ludzie o dwadzieścia lat młodsi. Przykładem mogą być bloki na ul. Narciarskiej, os. II Pułku Lotniczego. Bardzo często dorosłe dzieci tych mieszkańców rozpoczęły już samodzielne życie, tu lub za granicą. No i mamy ludzi, którzy zasiedlają nowe osiedla i bloki, które powstają jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Przykładem może być, wspomniana już, ul. Sołtysowska. Do kupowanych tam mieszkań sprowadzają się ludzie z całej Polski. Poznajemy ich po kolędzie. To ludzie bardzo wartościowi, wykształceni, pracujący na różnych stanowiskach. Często przerażeni kredytami. Ci nowi parafianie to nadzieja dla parafii w sensie odradzania się. Większość chrztów jest właśnie z tej nowej i młodej części parafii. Bo to są młode małżeństwa, życzliwe rodziny. Jak widać na przykładzie mojej parafii, współczesna Huta jest bardzo zróżnicowana. Pokolenie, które ją tworzyło, naturalnie odchodzi.

A w wolnym czasie?
Nie ma go za dużo, bo jeśli go mam, przeznaczam go na zajęcia w kurii. Jestem już do tego przyzwyczajony. Ale niewątpliwie w takim zespole księży, jaki stanowimy w naszej parafii, umiemy tak sobie zaplanować zajęcia, żeby był czas na rekreację, odpoczynek, wzajemne zastępstwa. Lubię rower. Blisko jest park Lotników, blisko Arena, wokół niej dobrze się jeździ. Z przyzwyczajenia lubię przez Dąbie, nad Wisłą, jechać na Salwator, na kopiec. Jeżdżę ostrożnie, bo mam kłopoty z kręgosłupem.

Nadto specyfiką parafii jest duszpasterstwo pielgrzymkowe. W większości są to wyjazdy jednodniowe. Lubię jeździć z ludźmi. Z nimi i wśród nich czuję się dobrze. Wyjazdy są także okazją do bliższego kontaktu, rozmowy, bliższego poznania się. Chciałbym też dodać, że ja i księża wikariusze chcielibyśmy coraz lepiej i ofiarniej służyć naszym parafianom. Chcielibyśmy, aby powstawały nowe wspólnoty. Parafia jest bowiem wspólnotą wspólnot. Jeśli te wspólnoty będą żywe, dynamiczne, to parafia, jako całość, jeden organizm, również będzie żywa, dynamiczna, ewangelizująca. Szukając nowych sposobów dotarcia do człowieka, staramy się równocześnie doskonalić to, co podstawowe, codzienne: Msza św., homilie, katecheza, sprawowanie sakramentów, kancelaria itd. To są nasze plany i troski.

Tygodnik Nowa Huta

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie