Nicholas Sparks: Wolę pisać o miłości, niż z nią igrać

Redakcja
Ulubiony temat Nicholasa Sparksa, króla powieściowych bestsellerów? Miłość i wszelkie skutki wynikające z tego fenomenu. Anna Ziobro rozmawia z pisarzem o jego najnowszej książce "Dla ciebie wszystko"

Przerabia Pan swoje książki na scenariusze. Ostatnim hitem kinowym był "Dear John", w Polsce znany jako "I wciąż ją kocham". Z łatwością podbija Pan serca kobiet, a sławni aktorzy, jak Kevin Costner i Richard Gere, pragną grać w adaptacjach filmowych Pana bestsellerów.
Zagrali u mnie też Paul Newman, Amanda Seyfried, Rachel McGuire, Miley Cyrus, Zac Efron, Mandy Moore… Zawsze mam najlepszą obsadę.

Mężczyźni, których Pan opisuje w najnowszym romansie "Dla ciebie wszystko", są pełni - delikatnie mówiąc - słabości: kryminaliści, alkoholicy, brutale. W realnym życiu to kompletnie nieatrakcyjne typy.
Ale w normalnym życiu również nie ma chodzących doskonałości.

Główna bohaterka Amanda kieruje się w życiu względną wygodą. Wychodzi za mąż za dentystę, mimo że kocha kogoś innego, ale o niższym statusie. Uważa Pan, że ludzie nie podążają za wyższymi uczuciami?
Nie. Sytuacja Amandy jest właściwa wszystkim małżeństwom. Dla przykładu, sam jestem żonaty od 23 lat i wiem, że po takim czasie postrzega się drugą osobę inaczej. Podobnie Amanda, której mąż nie był alkoholikiem, gdy wychodziła za niego za mąż. Rozpił się dopiero, gdy stracili dziecko.

Tyle że ona poradziła sobie z tą sytuacją.
Rzeczywiście. Ale jej mąż nie jest aż tak złym człowiekiem.

Bo nadal przynosi do domu pieniądze, pijaczyna.
Ale też nigdy nie usiadł za kierownicą, gdy nie był trzeźwy. A miał okazję.

Potencjalnie stwarzał zagrożenie i wymagał opieki ze strony swojej żony jak dziecko.
Taki był wybór jego żony. Wszystkie małżeństwa zmagają się z jakimiś problemami. Oczywiście nie zawsze jest to alkoholizm.
Irytujące jest uporczywe trwanie w nieudanym małżeństwie. Tym bardziej że od zawsze kocha się kogoś porządniejszego.
Wybranie życia u boku ukochanego mężczyzny wcale nie daje gwarancji, że on się nie zmieni. Po małżeńskiej przysiędze, mieszkaniu razem przez lata, rodzeniu kolejnych dzieci i zgromadzeniu wspólnego majątku nic już nie jest takie jak na początku. W Stanach mamy powiedzenie, że trawa nie zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu. Jak w małżeństwie - po przejściu przez sakramentalne "tak" świat wcale nie staje się bardziej różowy.

Nie rozwodząc się, opisana przez Pana bohaterka staje się ofiarą.
Badania na temat rozwodów pokazały, że ludzie po rozstaniu wcale nie są szczęśliwsi, niż byli. Często mają okres do pięciu lat upojenia, po którym wszyscy badani wracali do samopoczucia sprzed rozwodu. Taka jest po prostu ludzka natura. Niektórzy tylko zwyczajnie nie potrafią się pogodzić z tym, że życie nie jest łatwe. Amanda nie kocha męża i to jej nie przeszkadza. Na każdym innym polu ten związek doskonale działa. W małżeństwie bardziej istotne jest zaangażowanie.

Czytaj także:
* Sapkowski: Zdolność fantazjowania wcale nie jest sprzeczna z racjonalizmem
* Harlan Coben wydaje nową książkę. "Po pierwsze, nigdy nie czytam swoich kryminałów"
* Stasiuk: Niemiec nie jest bratem Polaka. Niech on będzie przewidywalnym sąsiadem

Czyli miłość nie ma większego znaczenia. Można tak spokojnie znosić pijaństwo małżonka?
Myślę, że w wieloletnim małżeństwie ważna jest ciągła praca nad relacjami. Jak powiedziałem, po latach mniej liczą się emocje. Namiętność, jaką czuje się na początku małżeństwa, jest przez lata nie do utrzymania. Tajemniczość i ekscytacja zostają zastąpione przez komfort i domowe ciepło.

Nie można tego zmienić?
Tajemniczość nie jest możliwa, gdy wszystko wiemy o drugiej osobie. Pewnie dla niektórych stanowi to kwintesencję relacji gorszej jakości. Dla własnego dobra lepiej zrozumieć, że nie da się zatrzymać zmian.

A co sądzi Pan o rozwodach?
W moich książkach dość często bohaterowie są po przejściach. Rzeczywiście, nie zachowują się zbyt swobodnie w uczuciach i stronią od rozwiązłości. Nawet jeśli tylko ze sobą sypiają, to jednak są ze sobą w związku. Czasami ludzie powinni się rozstać. Oczywiście, jeśli ktoś rozwodzi się trzykrotnie, wtedy prawdopodobnie instytucja małżeństwa nie jest dla niego. Ale na pewno nie wolno myśleć, że rozwód kogoś uszczęśliwi.

Denerwowałam się na Pana, że narusza moje wyobrażenie o świecie, każąc reagować bohaterom zupełnie inaczej, niż wszyscy by chcieli. Nie tego przecież oczekuje się od książkowego romansu.
Najważniejsze jest dla mnie to, by czytelnik zatracił się w powieści. Podejrzewam, że na miejscu Amandy odeszłaby pani od męża, żeby uciec z Dawsonem.

Pewnie, że bym z nim uciekła! Tak go Pan opisał, że nie zastanawiałabym się nad innym wyjściem.
Nie sądzę, że jest pani mężatką, bo one tak nie postępują. Wątpię, żeby marzyły o zostawieniu męża i nie myślały, jak się w tym odnajdą dzieci. Dlatego Amanda została.

Dlatego byłam wściekła. Chciałam, żeby odeszła - większość czytelników jej tego życzy.
(śmiech)

Romans przeplata wątek kryminalny. Nieudolność degeneratów w przeprowadzeniu zamachu przedstawia Pan komicznie. Ich głupota jest godna politowania. To zabieg jak z Johna Irvinga.
To prawda. Zawsze trzymam się prawidła, że nie ma ludzi dobrych albo złych. Źli też robią dobre rzeczy, a dla równowagi wybitni czasem postępują jak kompletni głupcy. Szczególnie że wszyscy najpierw reagują emocjami. Postępowanie moich przestępców jest przerażające, ale nieprzyjemne napięcie dało się rozładować, kreśląc ich jako idiotów.

Niestety, nie znam mordercy, żeby móc potwierdzić lub zaprzeczyć.
Cokolwiek się pisze, celem powinno być stworzenie charakterów bliskich ludziom w rzeczywistości, a nie karykatur. Właśnie dlatego lepiej nie bawić się z tworzeniem postaci skrajnie dobrej albo złej. Lepiej skupić się na konstrukcji takiej, która jest "nie do końca", czyli mniej lub bardziej zła. Doskonałym przykładem jest Hannibal Lecter, który mimo swojego kanibalizmu
jednak wzbudza dużą sympatię.

Czytaj także:
* Sapkowski: Zdolność fantazjowania wcale nie jest sprzeczna z racjonalizmem
* Harlan Coben wydaje nową książkę. "Po pierwsze, nigdy nie czytam swoich kryminałów"
* Stasiuk: Niemiec nie jest bratem Polaka. Niech on będzie przewidywalnym sąsiadem

Pana bohater nie potrafi zapomnieć o przeszłości. Przeszłość zawsze się za nami wlecze?
Zgadza się.

Są chyba sposoby, żeby się zmienić i odciąć od tego, jacy byliśmy, albo od ludzi, którzy mieli na nas wpływ?
Nie ma takiej możliwości. Zawsze jesteśmy produktem dni, przez które przeszliśmy. Wbrew temu, co sobie myślimy, kształtuje nas przeszłość. Tylko amnezja mogłaby być wybawieniem. Tak się dzieje z Dawsonem w "Dla ciebie wszystko". Mimo że jest dobrym człowiekiem i oderwał się od swojej rodziny kryminalistów, zupełnie nie panuje nad własną przeszłością. To ona warunkuje jego nieudane życie. Wbrew pozorom w życiu często karzemy samych siebie za zło, które nas dopadło albo które wyrządziliśmy. Przeszłość zasadza się wtedy na nas i uderza w nieoczekiwanej chwili.

Od początku wiedział Pan, że przeszłość będzie Dawsona pochłaniała bardziej niż budowa teraźniejszości?
Przedstawiłem go przez pryzmat osoby, która nie potrafi wybaczyć samej sobie, swojemu pochodzeniu i dokonanym wyborom. To człowiek osadzony w błędnym kole. Oczywiście są ludzie, którzy starają się zapomnieć o tym, że coś zawalili. Mówię o osobach, które uczą się na własnych błędach i zastanawiają się nad swoimi reakcjami, starając się nie powtórzyć tego samego błędu. Dawson natomiast postanawia się pogrążać. Dla porównania, nawet ja i mój rodzony brat mamy zupełnie inne skale wybaczania sobie - ja rozpamiętuję zdarzenia ze swojego życia, a on zawsze szybko dochodzi do siebie. Oczywiście chciałbym zastanawiać się nad sobą mniej, ale jakoś nie potrafię.

Kiedy zdecydował Pan o rzuceniu zwyczajnej pracy i zajęciu się tylko pisarstwem?
Gdy moja pierwsza książka utrzymała się jako bestseller przez cztery miesiące. Następną książką był "List w butelce" i już w trakcie pisania wiedziałem, że jest dobra, bo mój doświadczony agent był nią zachwycony. Ale to jest naprawdę bardzo ciężka profesja. Próbuję to uświadomić początkującym pisarzom.

Podczas pisania kolejnych książek zastanawia się Pan nad możliwymi oczekiwaniami czytelników?
Zawsze. Próbuję wcielić się w czytelnika i oceniam, czy to historia, którą chciałbym przeczytać. Jeśli tak, wtedy pomysł uważam za trafiony. I już mogę powiedzieć, że powieść, nad którą obecnie pracuję, wszyscy dosłownie pokochają.

Pewnie po wydaniu następnej będzie Pan nas przekonywał, że kolejna kroi się na jeszcze lepszą.
Tak. Wtedy będę mówił, że wydałem świetną książkę. Ale szykuje się znacznie lepsza od poprzedniej.

Kiedy pojawiła się myśl, że najlepiej wychodzi Panu pisanie romansów?
Gdy pierwszy, drugi i trzeci romans stał się bestsellerem. (śmiech)

Zekranizowano większość Pana książek. Pisząc je, przewijał się w Pana głowie obraz przelewanych na papier historii?
Teraz już muszę je tak analizować, bo czekają na nie producenci. I kiedy kończę powieść, zastanawiam się, czy łatwo ją przenieść na ekran. Dlatego nie wolno mi robić np. wielu introspekcji, bo ciężko przekazać w filmie bogactwo myśli bohatera. Z tego względu wszystko musi zostać odzwierciedlone w czynach danej postaci. Muszę przy tym zachować oryginalność. Nikt przecież nie będzie ani czytał, ani oglądał tego samego.

Czytaj także:
* Sapkowski: Zdolność fantazjowania wcale nie jest sprzeczna z racjonalizmem
* Harlan Coben wydaje nową książkę. "Po pierwsze, nigdy nie czytam swoich kryminałów"
* Stasiuk: Niemiec nie jest bratem Polaka. Niech on będzie przewidywalnym sąsiadem

Myśli sobie Pan czasem, że ma już dosyć pisania?
Po każdej napisanej książce.

Wraca Pan do swoich książek i chciałby coś pozmieniać?
Wracam do nich po jakichś dwóch latach. Ale nawet gdybym miał je jeszcze raz napisać, wyglądałyby podobnie. Jeśli coś mógłbym zmienić w "Pamiętniku", którego filmowa premiera będzie niebawem także w Polsce, pewnie bym go rozpisał. Co nie oznacza, że książka byłaby lepsza.

Ma Pan ulubionych autorów?
Stephen King, Lee Child, Dennis Lehane, Harlan Coben. Są wspaniali. I odnieśli ogromny sukces.

Pan też ma talent.
Nie wiem. Raczej ciężko pracuję i los mi błogosławi. Jestem szczęściarzem.

Czytaj także:
* Sapkowski: Zdolność fantazjowania wcale nie jest sprzeczna z racjonalizmem
* Harlan Coben wydaje nową książkę. "Po pierwsze, nigdy nie czytam swoich kryminałów"
* Stasiuk: Niemiec nie jest bratem Polaka. Niech on będzie przewidywalnym sąsiadem

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie