Nic tak nie promuje filmu, jak dobry skandal? Czyli jak "Batman" stracił niewinność [ZDJĘCIA]

Lucjan Strzyga
Gdy w 2008 roku w kinach pojawił się "Mroczny rycerz" z demonicznym Heathem Ledgerem w roli Jokera, reżyserowi zarzucono epatowanie przemocą i nihilizmem oraz lekceważenie ich społecznych skutków. MATERIALY PRASOWE
Skrajne emocje wokół nowego "Batmana" i krwawa tragedia w Denver nie powinny nikogo dziwić. Film firmują wszak najbardziej nieobliczalni filmowi macherzy Hollywood - pisze Lucjan Strzyga.

Można iść o zakład, że wchodzący dziś na polskie ekrany "Mroczny rycerz powstaje" nie będzie miał najmniejszych kłopotów z frekwencją. Co więcej, można być pewnym, że recenzje, które posypią się na strony kulturalne polskich dzienników, będą pełne zachwytów nad kunsztem dzieła, efektami specjalnymi i biegłością aktorską. Pomniejszonych oczywiście o współczucie dla kilkunastu ofiar samozwańczego Jokera z Denver, który - na swój obłąkańczy sposób - także docenił klasę "Batmana".
Faktem jest bowiem, że "Mroczny rycerz..." to wręcz filmowe dzieło sztuki, na które hollywoodzkie rekiny zza biurek Warner Bros. wydały lekką ręką ćwierć miliona dolarów. Tak wypasionego i tak kuszącego starcia Dobra i Zła jeszcze w filmie nie było. I mają rację krytycy, dla których to już nie film, ale bardziej filozoficzny traktat o mrocznej stronie ludzkiej duszy, prowokujący pytania o sens pokazywania na ekranie Zła w czystej postaci.

Gdy w 2008 roku w kinach pojawił się "Mroczny rycerz" z demonicznym Heathem Ledgerem w roli Jokera, reżyserowi Christopherowi Nolanowi zarzucono epatowanie przemocą i nihilizmem oraz lekceważenie ich społecznych skutków. Film szybko zarobił jednak ponad miliard dolarów, a głosy protestu zginęły w ogólnym zachwycie nad potęgą amerykańskiego kina. Potęga popkultury kolejny raz udowodniła, że stoi ponad etyką.

Ale dziś tamte pytania wracają. "Może nie byłoby strzelaniny w Denver, gdyby Christopher Nolan czasem zastanawiał się nad sposobem zarabiania na życie" - napisał na stronie internetowej nowego "Batmana" jeden z kinomanów tuż po tym, jak agencje podały informacje o masakrze dokonanej przez Jamesa Holmesa. Pytanie jest jak najbardziej zasadne, bowiem faktem jest, że do realizacji filmu zabrali się najbardziej nieobliczalni ludzie Hollywood.

Zacznijmy od wspomnianego już Nolana. "Zrobiłem arcydzieło" - powiedział po ekskluzywnym pokazie nowego "Batmana", który dla 50 dziennikarzy, krytyków i grubych ryb filmu zorganizowano dziesięć dni przed feralną premierą. Miał prawo się chełpić, bowiem film przyjęto owacją na stojąco, gromkimi zachwytami i aplauzem. Zresztą nigdy nie cierpiał na nadmiar skromności, obsypywany pochwałami od lat. Swoje dołożyli też sieciowi maniacy: 19 grudnia, kiedy wyemitowano zwiastun "Mrocznego rycerza...", w ciągu 24 godzin obejrzało go rekordowe 12,5 miliona ciekawskich.

Jeśli można mówić o reżyserze lubującym się w szperaniu w mrokach ludzkiej duszy, to Nolan jest tu doskonałym przykładem. Nie ma filmu w jego dorobku, w którym akcji nie sprowadziłby do wiwisekcji ludzkiej świadomości. Nieprzejednani wrogowie zarzucają mu nawet, że obsadzając w roli Jokera neurotycznego Ledgera w znacznym stopniu przyczynił się do jego późniejszego samobójstwa. Reżyser bronił się, że nic nie wiedział o emocjonalnych zaburzeniach aktora, ale poczuwając się trochę do winy, lobbował za tym, by przyznano mu pośmiertnie Oscara. Tak też się stało - 22 lutego 2009 roku Ledger dostał statuetkę za najlepszą rolę drugoplanową.

"Chyba nie potrafiłbym nakręcić melodramatu" - mówił Nolan w wywiadzie w 2010 roku, tuż po premierze "Incepcji", obsypanym Oscarami mrocznym thrillerze SF. Ale też do pracy nad melodramatem nikt reżysera nie namawia. Znalazł swoją filmową działkę gdzie indziej i nic nie wskazuje na to, by w jego karierze miał nastąpić jakiś światopoglądowy przełom. Podobnie, jak nic nie zwiastuje końca jego przyjaźni z Christianem Bale'em.

Bale to kolejny człowiek, któremu "Mroczny rycerz powraca" zawdzięcza spory zasób filmowej niesamowitości. W Hollywood mówią o nim, że zrobi wszystko, co wykracza poza zdrowy rozsądek. By zagrać Jezusa w telefilmie BBC "Maria, Matka Jezusa", przeszedł kurs biblijny na Oksfordzie. By wcielić się w nowojorskiego yuppie, który z lubością morduje bliźnich w "American Psycho", asystował przez kilka miesięcy przy sekcjach zwłok. A po to, by błysnąć w thrillerze "Mechanik", odchudził się o 30 kg i zamienił się w chodzący szkielet. Nie pierwszy raz, wcześniej zrobił to w "Operacji Świt", gdzie pozbył się 25 kilogramów.

Taki sposób przygotowania do roli zwie się za oceanem "method actors". Ale Nolan określa to krócej: "Bale to masochista, który zrobi dla mnie wszystko. Nawet to, co wam wydaje się nieprawdopodobne". W "Mrocznym rycerzu..." widać to doskonale: jego pajęcze metamorfozy przyprawiają o dreszcz. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że Bale utrzymuje swą aktorską formę dzięki farmaceutykom. Coraz częściej słychać o jego kłopotach z psychiką. Oraz rodziną, jak to miało miejsce w 2008 roku, gdy po wywołanej przezeń awanturze w czasie niedzielnego obiadu musiała interweniować wezwana przez sąsiadów policja. Co ciekawe, chwilami to właśnie grany przez Bale'a Batman jest bardziej demoniczny niż jego śmiertelny wróg Bane. W tego drugiego wcielił się Tom Hardy, reprezentujący złowrogą moc skierowaną przeciw wszystkiemu co dobre. Nic dziwnego, że jako filmowy następca Jokera stał się idolem wszelkiej maści pomyleńców. Ale jeszcze kilka miesięcy temu Hardy nie zdawał sobie chyba z tego sprawy. "Zagram Bane'a tak, że będzie się wam śnił po nocach" - dość niefrasobliwie zapewniał na konferencji prasowej.

Po tragedii w Denver w Hollywood zapanowała konsternacja. Charakterystyczne, że jedną z pierwszych informacji, którą ogłosiło Warner Bros., było utajnienie box office'u z pierwszego tygodnia projekcji kinowych. Oficjalnym podanym powodem jest szacunek dla rodzin ofiar, ale z przecieków wiadomo, że szefostwo wytwórni nie chce drażnić opinii publicznej skalą zysków. A w tym przypadku mówi się nawet o 200 mln dol. w ciągu pierwszego weekendu, co dawałoby kolejny rekord otwarcia w dziejach kina.

"Nic tak nie promuje filmu, jak dobry skandal" - to zdanie absolwenci wydziałów marketingu mogą wyrecytować obudzeni w środku nocy. Teraz jednak złotą maksymę trzeba podszlifować, zmieniając "skandal" na "strzelaninę". I nic na to nie poradzimy. To krwawa tragedia zwabi kinomanów, a nie kreacje aktorskich celebrytów. A warto przypomnieć, że na planie "Mrocznego rycerza...", prócz Bale'a i Hardy'ego, pojawiają się m.in. Anne Hathaway, Gary Oldman i Morgan Freeman.

Jeszcze niedawno krytycy filmowi przewidywali, że tego lata będziemy obserwować filmowy pojedynek między nowym "Batmanem" Nolana a "Prometeuszem" Ridleya Scotta. Po masakrze w Denver wiadomo już, że takie starcie to fikcja. Po stronie "Prometeusza" stoi zapierająca dech w piersiach technologia, Charlize Theron, Noomi Rapace i Michael Fassbender, zaś po stronie dzieła Nolana demoniczny przekaz i w konsekwencji kilkanaście ofiar szaleńca. Nie trzeba psychologa, żeby wiedzieć, który film wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie